• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent

[28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
30.01.2025, 01:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2025, 19:13 przez Laurent Prewett.)  

Nie płacz już... Chciał to powiedzieć, a jednocześnie wcale nie chciał. Bo takich rzeczy się nie mówi. Tak samo jak nie mówi się, żebyś się uspokoił. Myśląc nad tym teraz był pewien, że kiedy mówił to wtedy to tak naprawdę bardziej niż do Flynna - chyba kierował to do siebie. Nie chciał teraz, żeby płakał, ale był pewien, że jeśli się odezwie to będzie to nerwowy warkot. Ten smutek, który teraz go pochłaniał pod siebie przez to, w jakim stanie był Flynn, zamieniał się w tajfun, który nim wstrząsał. Nie rozumiał, jak to się działo, że nadal mógł oddychać, nawet jeśli po prostu intensywniej. Ani że sam się nie trząsł jak osika na wietrze. Nie rozumiał, czemu nagle chciał poustawiać Flynna jak ustawia się meble w domu. Tak, żeby były na swoim miejscu, a myśl o sprzeciwie, albo zrobieniu czegoś nie tak, kończyłaby się chyba tym, co ruch w celu zatrzymaniu go przed obgryzaniem paznokci. Jak dobrze, że po prostu przestał... Przecież sam musiałeś się powstrzymać, żeby nie zacząć... Robić tu krzywdy temu ciału. Samemu sobie. Jakby ten bolący nos to było za mało.

Objął go tymi ramionami i zacisnął je na początku mocno. Chciał go udusić. Te emocje były tak silne i sprzeczne, że aż zadrżały mu ręce w niepewnej samokontroli, żeby nie zacząć zaciskać tych rąk z całej siły. Wcale nie chciał go skrzywdzić, ale..! Tak mówią, tak? Tak słodki, że chciało się go udusić. Teraz nie o słodycz chodziło. Tajfun ryczał, chciał kochać, chciał nienawidzić i chciał walczyć. Pochłaniać wszystko na swojej drodze.

Nawet gdyby nie pojawiła się ta dłoń - nie miał nagle niczego do powiedzenia. Nic nie mogło się przebić przez tę walkę wyjętą jak z koszmaru. Pożarłby go, gdyby mógł. Nie swoje ciało - jego duszę. Z potrzeby, by była jego, z nacisku, zazdrości i pragnienia zapętlenia się z nim na wieczność w miłości. Żeby nadal o niego dbał. Żeby zabierał go w różne miejsca i przynosił kwiaty, których kolorów nie mógł rozpoznać. Żeby mógł dotykać go lodowato zimnymi ustami, które potem stawały się tak gorące, że aż parzyły.

Więc kwiaty leżały obok - biel i żółć. Szarość i szarość.

- Chcesz zobaczyć inne kolory? - Nakrył jego dłonie swoimi. Albo swoje jego dłońmi? Zgrozo, jakie to było inne, jakie... Powinno być nienaturalne - sposób, w jaki nagle przyszło mu zadbać o Flynna. - Rozumiem. Naprawdę rozumiem. - Przeniósł dłoń na Poloczek Flynna, by go pogłaskać.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#12
30.01.2025, 18:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2025, 20:06 przez The Edge.)  
Crow próbował otulić się nim tak, jak człowiek próbował otulić się kocem. I bardzo cieszył się z tego, że ta róża leżała teraz obok, zamiast w jego dłoni. Bo chłód, jaki owiał jego ciało wraz z jej upuszczeniem, pięknie skontrastował z gorącem ciała owijającego go teraz rękoma. Nieszczególnie lubił, kiedy ktoś go podduszał, ale o matko - tego dotyku teraz pragnął tak bardzo, że przylegał do niego tak szczelnie jak tylko mógł, dopasowując do niego tak dużą powierzchnię ciała jaką tylko zdołał i szczęśliwie pozwolił na trzymanie tych cieplutkich dłoni na własnych. Zachowywał się podobnie do dni, kiedy namawiał go na wspólne czytanie, ale książka była głównie pretekstem do mizdrzenia się na kanapie lub fotelu. Bez niegrzecznego podtekstu. Zwyczajnie chciał być blisko.

- Nie wiem.

A chciałby wiedzieć. Może gdyby ktoś go do tego zmusił, to byłoby łatwiej. Gdyby ktoś mu mówił co powinien robić, jak żyć, co jeść, kiedy wychodzić z domu, a kiedy w nim zostawać, kogo powinien lubić, a kogo nienawidzić. Ale zamiast tego on ciągle czegoś nie wiedział, a odpowiedzi na pytania, jakie zadawał sobie w głowie przychodziły rzadko. Niby potrafił się wymądrzać i oceniać innych zbyt surowo, ale tak naprawdę to zawsze miał wrażenie, że poza szczątkowymi rzeczami nie wie absolutnie nic. Na próżno mu było porównywać się do dawnych gigantów, może dlatego taką satysfakcję przynosiło mu ucieranie nosa innym mądralińskim. Odbierał im ich osiągnięcia z czystej, ludzkiej zawiści.

- Nie wiem czego chcę. Nie chcę traktować tego jak jakiejś okazji do pierdolonej nauki podczas której muszę zapamiętać jak najwięcej. - Cmoknął ustami. Wciąż miał ochotę zapalić, ale tak bardzo nie chciał go drażnić. - Zawsze udawałem że o tym zapomniałem, ale prawda jest taka, że ona wydała w chuj pieniędzy na to, żebym normalnie widział. - Pociągnął nosem, splatając razem palce ich lewych dłoni i podkulił znów nogi. - A to co mówiłeś... - te okropne rzeczy, które wyryją mu się pewnie w głowie już na dobre - ciekawe, że najwyraźniej ta agresja siedzi w ciele, a nie w głowie. - Coś w tonie jego głosu mówiło, że Laurent mógł tych słów kiedyś pożałować. Nie było tego jednak w gestach - wyciągnął głowę spod jego brody właściwie tylko po to, żeby ułożyć się inaczej, wygodniej, bardziej otwarcie i co najważniejsze - wciąż blisko. - Proszę nie mów o tym nikomu. - Czuł potrzebę bronienia się przed tym, bo nie chciał żeby znowu planował coś bez jego wiedzy. On pewne rzeczy mówił tylko jemu... I tylko jemu pozwalał obserwować niektóre swoje zachowania. Nie podobało mu się to, że nagle wiedzieli o tym inni, a on o dacie spotkania mającego rozwiązać jakiś problem dowiadywał się ostatni. Nikt mu nigdy wcześniej czegoś takiego nie robił.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
30.01.2025, 18:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2025, 19:13 przez Laurent Prewett.)  

Ta pozycja była całkiem niewygodna. Na chwilę zerwał ich połączenie, żeby usiąść obok niego. I wtedy przygarnął go do siebie i objął rękoma od nowa. Już nie tak mocno, nie naciskając, nie pozwalając na poddanie się temu choremu poczuciu, że chciał go zespolić ze sobą. Tylko po to, aby nigdy więcej nie wypuścić. Ciało - ciałem. Flynn, którego znał, już dawno marszczył by brwi, ze stresu poszedłby na bok, albo... Albo coś tam. Nieopisany jeszcze fragment w jego manualu nauki o Flynnie Bellu. Objął go więc ręką i oparł głowę na czubku jego głowy, kiedy się tak wtulał. I tak jak zawsze Flynn wystukiwał jakiś rytm w zdenerwowaniu, tak teraz nieświadomie robił to on. Noga mu latała, a on nadal nie wiedział, co ma w zasadzie ze sobą zrobić. Klatka piersiowa nie unosiła mu się w spokojnych oddechach. Były szybsze i głębokie. I to dziwne, mówiące uczucie w podbrzuszu, jakby czegoś brakowało. Jakby czegoś potrzebował. Znajome uczucie...

Odetchnął ciężko słysząc tą odpowiedź. On nie widział. Dobrze, nic nie szkodzi - Laurent widział. Wiedział za ich dwoje. Widział, co Flynn powinien robić, kogo nienawidzić, kiedy jeść, a kiedy iść spać. A jeśli nie wiedział - mógł improwizować i udawać, że wie. Chodziło o to, by ta fasada męskości się nie zachwiała, prawda? Tak by powiedział jego ojciec.

- Myślałem o doświadczeniu, nie o nauczania. - Bo ten świat był piękny, Laurent go uwielbiał. Jego kolory, kształty i smaki. Dawno nie czuł tego tak mocno, jak teraz. To UWIELBIENIE. Mógł o nim krzyczeć - i nawet uśmiechnął się głupkowato. Uniósł głowę i jedną rękę w bok. - TEN SWIAT JEST PIĘKNY! - może to było głupie, ale wesoły uśmiech na jego wargach się pogłębił. Żył. On naprawdę żył. Opuścił wzrok na powód całych tych irytacji. Człowieka, który nie chciał go drażnić. Który właśnie się tłumaczył. Znów złączył ich dłonie, więc te palce zacisnęły się wzajemnie w swoim splocie. Oto więc temat, który trochę celowo przemilczał. Ona - wydająca pieniądze, żeby widział. Ona zajmująca ręce na jego sercu. Laurent teraz był bardziej bezczelny - bo przyszło mu do głowy, żeby iść, skorzystać z tego, że ma to ciało i przebadać je dokładnie. Włącznie z tymi oczami. - W sporej części... Ale nawet sobie nie wyobrażasz, ile razy krzyczę w swojej własnej głowie i mam ochotę czymś rzucić. Nie mogę. Nie umiem. - Jakie to było... Dziwne. Intymne. Jak mogło nie być - wymieniłem się, do cholery, ciałami. Ta różnica była... Kolosalna. - Przepraszam, Flynn. Wolałbym to lepiej ująć. - Na pewno przyjdzie mu tego żałować. Sporej ilości słów, jeśli się nie zamknie. - Chcę ci pomóc. Chcę, żebyś mógł widzieć kolory. Jeśli nikomu nie powiem to... Nie chcesz widzieć? Ten świat w monochromie... Jest smutny.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#14
30.01.2025, 22:59  ✶  
- A czym to się różni kiedy to wymuszasz?

Tak sobie pójdę „podoświadczać” konkretnych, ustalonych rzeczy... Niczym się to nie różniło. I wcale nie wydawało mu się atrakcyjne. Było jak ludzie wmuszający w niego różne jedzenie żeby sobie popróbował, czy jakaś tekstura mu nie podejdzie. Kiedy ktoś zabierał cię do restauracji i pozwalał ci wybrać - spoko, ale kiedy przygotowali się specjalnie, jakoś go to odrzucało. Nauka podobała mu się tylko wtedy, kiedy była jego decyzją. Jego wyborem.

W ten sposób nawet będąc człowiekiem wyjątkowo zdolnym, udało mu się zawęzić obszary, w których te zdolności eksponował. I nie stały za tym żadne niedostatki (no może poza ograniczoną percepcją), to była zwyczajnie upartość. Z jednej strony potrafiłby pomyśleć, że za dobrego loda zrobiłby dla Laurenta wszystko, a z drugiej - co całkiem pasowało do tego jak żył i funkcjonował - on nie czuł się częścią tego „wszystkiego”. Znajdował się poza wykresem. Jego imię dopisano małym druczkiem gdzieś w oddali.

- Nie wiem - powtórzył. - Wiem za to, że to powinno być moim wyborem. - I chciał mieć przestrzeń do mówienia ludziom „nie”. Wcale nie podobały mu się takie niespodzianki jak ostatnia, nawet jeżeli bardzo tego potrzebował i powinien być wdzięczny za praktycznie bezinteresowną troskę.

Po zmienieniu przez Laurenta pozycji, znów przylgnął do niego mocniej, szczelniej. Oplótł go rękoma i tak już sobie trwał. Wyglądał na spokojniejszego niż wcześniej, ale i tak wpakował sobie palce do ust. Nie obgryzał już paznokci, tylko je przygryzał, próbując jakoś zdusić potrzebę palenia, ale to nie było proste, bo ten taras kojarzył mu się z paleniem właśnie. Zawsze przychodził tu albo żeby dać Laurentowi buzi kiedy ten ten wypełniał dokumenty, albo żeby mu tu nakopcić.

- Miałeś iść dzisiaj w jakieś tam miejsca - przypomniał mu, badając palcami powierzchnię jego boku. Jakie to było cholernie dziwne, że już zaczął się do tego przyzwyczajać. Do tego zupełnie innego spojrzenia na świat i widzenia obok swojego klona. - Nie pójdę tam za ciebie - uprzedził go od razu, ale też nie sądził aby miał pojawić się w tym temacie jakiś protest. Przecież Laurent nie chciałby dla siebie ośmieszenia. - Mam poszukać kogoś, kto to odkręci? - Tego wbrew pozorom nie chciał on. Być może stało się tak bo jakiś upierdliwy duch zasiał swój terror, ale dostał dokładnie to czego oczekiwał. Dzień z Laurentem, może nawet kilka dni, o ile ten nie ucieknie i nie zostawi go na dzień spacerowania po plaży i kontemplacji nad własnym istnieniem.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
30.01.2025, 23:25  ✶  

- Gdybym wymuszał, to nie stawiałbym pytań. Stawiałbym stwierdzenia. - Czasami trzeba kogoś pchnąć do robienia rzeczy, która wydawała mu się obca, abstrakcyjna, nie pomyśleliby o zrobieniu tego. Na siłę? Nie. Kiedy ktoś się zapiera rękoma i nogami, mówi wyraźne "nie", to namolność stawała się grzechem. Takim sposobem można tylko ludzi skrzywdzić, prawda? Więc... wcale nie musieli nigdzie iść. Wcale nie musiał widzieć więcej kolorów. Laurent rozumiał tu doskonale jedno - on wróci do tego szarego świata. Zapewne tak jak ostatnim razem - 24 godziny i koniec. Aż się chciało zapytać "i jak się czujesz w tym ciele"? Jak to jest być mną. Bo on się czuł... całkiem dobrze nie będąc sobą. "Całkiem", ha... ładne niedopowiedzneie. - To jest twój wybór. - Potwierdził, bo może coś w tym, co mówił, kierunkowało Flynna na myślenie inaczej. Albo i nie. Szanował ten wybór, nawet jeśli wcale mu się nie podobał i naprawdę chciał i miał ochotę zmusić go do podjęcia innej decyzji. Bardzo nie chciał więc przy tym zabrzmieć na jakiegoś frustrata. Z perspektywy rozumiał, dlaczego te ekscesy z badaniami mogły mu się tak nie podobać. Przecież to była słabość. To było obnażanie się ze słabości, których nikt nie powinien poznać. Ktoś mógłby to źle wykorzystać. Uczynić mu krzywdę. Czy podjąłby inną decyzję? Nie. Było tych kilka osób, którym wiedział, że można ufać. Basilius się do nich zaliczał. - Nie będzie powtórki z Basiliusem. I chociaż jestem do zdolny do celowości takich działań, to naprawdę nie powiedziałem ci przypadkiem. Przez to wszystko, co się działo i ile mi tkwiło na głowie. - Winny się tłumaczy? No uważał, że to wyszło tragicznie i zawalił tam sprawę. Ale... może to nawet lepiej wyszło. Tym nie mniej - powtórki z rozrywki nie będzie. Trudno, najwyżej znowu będzie miał więcej pracy, bo teraz przyjdzie odłożyć książkę z fizyki na bok i zacząć się uczyć o oczach. I problemach z nimi.

- Mam osobę, która może to odkręcić. - Więc nie było potrzeby szukania. - A skoro nie chcesz pooglądać świata... to po nią poślę. - Bo będzie szybciej niż wysłanie sowy. Podniósł się, ale zaproponował gestem Flynnowi, że podniesie go razem ze sobą... jeśli tylko miał ochotę na to. - Przykro mi, ale musisz się ubrać. Inaczej zaraz już na pewno nigdzie nie pójdę, jak wrócimy do swoich ciał... i przy okazji znajdę moją różdżkę i twoje papierosy. - Albo znajdą je wspólnymi siłami w niekoniecznie swoich ciuchach. Jeśli Flynn nie protestował to Laurent wprowadził ich do środka, zabierając kwiatki z tarasu i wkroczyli z powrotem do salonu. - Załóż swoje ubrania, jeśli chcesz, transmutuję je tak, żeby na ciebie pasowały... akurat na te parę godzin wystarczy. - Sam złapał za swoje spodnie, które Flynn z siebie zrzucił, żeby namierzyć swoją różdżkę. Tylko mnie słuchaj, szmato, bo złamię cię i spalę w kominku. Różdżka w jego dłoni aż puściła iskry, zupełnie jakby przejęła się groźbą.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#16
30.01.2025, 23:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2025, 00:08 przez The Edge.)  
Dureń. W ogóle go nie zrozumiał. Nabrał powietrza w płuca, o wiele mniej niż chciał i aż go od tego zabolało, ale bardzo chciał tym zaznaczyć, że chce coś powiedzieć. Bo naprawdę chciał się wtrącić. Miał tę moc, tak?

Rzut N 1d100 - 87
Sukces!

- Nie mówię o tym co chciałeś zrobić. - To nie było o nim!! Zapraszał go do konwersacji! - Wymuszone doświadczenie i nauka - czym się różnią? - I gówno to był, a nie jego wybór. Miał uwierzyć, że trzymał to w tajemnicy niemalże do ostatniej chwili, bo miał dobre intencje? Mógł tego całego Basiliusa umówić na następny tydzień, przecież w tydzień by mu się nie pogorszyło na tyle, żeby umarł. To była manipulacja, którą wyczuwał na kilometr, bo sam był manipulatorem. Tym słowom udało się więc Flynna rozdrażnić i w jego ciele zaczęło być wyczuwalne napięcie. Rzecz jasna - nie odsunął się nawet na centymetr. Nawet naparł na niego lekko - bo niechże on skończy tak pierdolić i zacznie go kochać. Tego co się teraz działo nie potrafił nazwać kochaniem. Chcesz zobaczyć inne kolory? Nie? Okej, to zmieniamy ciała, bo muszę iść do pracy. Dureń. Idiota. Imbecyl. Faceci nic, absolutnie nic nie rozumieli, prawda?

Rzut N 1d100 - 8
Akcja nieudana

- Nie powiedziałem ta-

Próbował zaprotestować, ale powiedział to tak cicho i niewyraźnie, jakby nie powiedział tego wcale. Nawet się nie przebił przez to, że Laurent wstał i tak mu się znowu wezbrało na ryczenie, jakby mu do ciała napłynęła kolejna fala tsunami. Wspaniale. Naprawdę cudownie. Leżał na tych deskach, póki się nie ogarnął mentalnie na tyle, żeby spojrzeć w górę i wyciągnąć rękę ze sporym opóźnieniem, bo naprawdę potrzebował pomocy we wstaniu. I zimno mu się zrobiło. I był głodny. Pić mu się chciało, bo nie wypił tej herbaty, nawet łyka. Chciał po nią iść, ale „musiał się ubrać”. No jasne. Ale to przynajmniej było jakieś precyzyjne zadanie do wykonania, jakieś oczekiwanie. Łkając jak skończony idiota, bo zaraz przyjdzie tutaj jakiś Auror i odmieni go, zanim zobaczy ten cholerny zachód słońca i przekona się, jak to jest, poszedł do garderoby Laurenta, żeby wybrać sobie cokolwiek, co przylegało do ciała i jakkolwiek pasowało do Prewetta. Nie powiedział, że nie chce pooglądać świata, prawda? Powiedział, że nie wie, czy chce oglądać inne kolory. To było coś zupełnie innego i widział to teraz zbyt wyraźnie, żeby się nie zdenerwować. Ale wciąż - to nie było jego ciało. To nie były jego oczy, ani jego zobowiązania. Jaka to była idiotyczna sprzeczność. Nie chcieć i nie potrafić się dla kogoś zmienić, a jednocześnie być gotowym do wykonania każdego polecenia. Miał wrażenie, że nikt poza nim by tego nie rozróżnił. Obrócił na palcu pierścionek, który mu dał i wytarł załzawioną twarz, zanim założył jakąś losową, rozciągliwą bluzkę. Ten protest pozostał fantazją, w której Prewett wbiegał tu i go przepraszał, a później, zamiast zostawić go samego w tym smutnym jak pizda łóżku, zabrał go na lody w wafelku, czy coś takiego.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
31.01.2025, 00:43  ✶  

Wymuszona nauka i... co? Wymuszone doświadczenie i nauka? Zdławił gdzieś w głębi sobie warknięcie, że nie wie, żeby dał mu spokój, że nie rozumie. Wystarczyło jednak przez moment się zastanowić, żeby jednak zrozumieć. Wymuszona nauka. W końcu Flynn został zamknięty w ciele, w którym może niekoniecznie chciał się znaleźć i przyszło mu widzieć kolory, których niekoniecznie chciał się uczyć. Nie chodziło o wymuszanie na nim doświadczenia, tylko o to, że poltergeist je wymusił, więc teraz przyszło się mierzyć z rzeczywistością.

- Nie wiem, Flynn... - Napięcie wybrzmiało w jego głosie. Ale zamiast dać tej irytacji wygrać to zamknął oczy, zacisnął na moment zęby i zwinął dłonie w pięść. Głęboki wdech i wydech. Otworzył oczy. - Nauka to zdobywanie wiedzy za pomocą różnych dostępnych środków, obiektywna i niezależna. Doświadczanie jest subiektywne, odwołujące się do poznawania świata na podstawie emocjonalnych elementów. - Spróbował powiedzieć to w miarę spokojnie. Chyba nawet się udało? Słyszenie głosu Flynna będąc w JEGO ciele było też jednym z dziwacznych doznań, jeśli już o nich mowa. Nie podobał mu się ten głos. Podobało mu się to, co słyszał od zewnątrz, ale to? Był... inny. Obcy. Rozumiał niby różnicę i jej działanie, ale nadal - doświadczenie tego tak intensywne wcale mu się nie podobało. - Czemu pytasz?

Podobno z kochaniem było tak, że na dobre i na złe. COKOLWIEK by się nie działo. Piękne hasła w książkach, bo Laurent doskonale wiedział, że tak to nie wygląda. Ta sytuacja była problemem. Ostatnie, o czym myślał, to to, żeby się w nich pozadamawiać i żeby sobie porobić rzeczy zupełnie inaczej. Tak na opak! Nie podobało mu się to. A nie podobało mu się głównie dlatego, że... mogło mu się to spodobać za bardzo. I co? Przecież przyjdzie do innych ciał wrócić, tak? I nie podobało mu się, bo konieczność patrzenia na siebie była... trudna. I to był niby ten sam Flynn, a jednak... jakoś wcale nie do końca taki sam. Tak jak on wcale nie był sobą. Wszystko było dziwne, trudne, nie na swoim miejscu i coraz bardziej go to stresowało. Stresowało go to, że może zaraz więcej złych rzeczy powiedzieć, że naprawdę straci nad sobą panowanie, że stanie się coś złego. Praca. Doprawdy - niech już poczeka, albo pośle Migotka po papiery, nie ważne.

- Czemu ty znowu płaczesz? - To wcale nie zabrzmiało miło. Spojrzał na tego Flynna, który znów ryczał. I czemu? Bogowie! Co to była za tragedia! Co za tragiczny dzień! - Powiedz mi w końcu o co chodzi, bo NIE ROZUMIEM! - I gdzie on w ogóle i po co poszedł! Ooooo zgrooozoooooooo! Przeciągnął dłonią po twarzy. Chciał złapać to zdjęcie rodzinne stojące na kominku i piznąć nim w drugi kąt pokoju. Rozjebać te krzesła, które tutaj stały i przewrócić ten stół, którego nienawidzić. Chciał rozlać wszędzie olej i odpalić zapałkę. Puścić ją. Niech płonie. Niech to wszystko spłonie dokładnie tak samo, jak spłonęła tamta stajnia. Czemu nie? Nie, zdecydowanie nie chciał zostawać w tym ciele. Źle mu to robiło na głowę.

- Flynn, na Matkę... doprowadzasz mnie do szału... - Wszedł za nim do tej garderoby. Ale marzenie nie było spełnione, bo nie było żadnych zaproszeń na spacer po plaży ani niczego takiego. - Co ty na siebie ubierasz, przecież tego nie lubisz. - A może chciał to ubrać? W zasadzie to czemu on się w ogóle w to wtrącał? Skoro nie chciał skorzystać z poprzedniej propozycji, tylko... zdaniem Laurenta - to znowu urządzał swoje manipulacyjne scenki. - Tam wisi skóra. Jeśli chcesz. - Czarne, skórzane, obcisłe wdzianko. Jedyne takie w tej kolekcji. Zrobione tylko po to, by pokazać się jednemu mężczyźnie. On sam ściągnął dla siebie jakieś spodnie, które nie będą mu szurały po ziemi i wsunął się w luźną koszulę. To jest - dość luźną na Laurenta. Na Flynnie wcale taka luźna nie była.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#18
31.01.2025, 01:23  ✶  
Pytałem, bo chciałem porozmawiać.

Ale za bardzo bał się powiedzieć teraz, że uważał wypowiedź Laurenta za kompletną bzdurę. Może to jednak nie był dobry pomysł. Tak samo jak dobrym pomysłem nie było otwieranie ust, jakby chciał coś z siebie wydusić, bo kiedy chciał udzielić odpowiedzi, to przerwało mu kolejne sfrustrowane zdanie zakończone krzykiem. Niby rozumiał, dlaczego milczeniem doprowadzał go do białej gorączki, ale wciąż - tylko kompletny dureń by się nie domyślił, o co mu chodzi, więc w tym jednym Laurent miał rację - ta odmiana wcale nie była takim złym pomysłem, jak się zamienią ciałami na swoje, to wróci do bycia tym wyrozumiałym, delikatnym, kochającym sobą, a nie tym drącym japę okrutnikiem. Spojrzał się na niego krzywo, kiedy padały kolejne wyrzuty i te jakieś dziwaczne wskazówki, jakby oczu nie miał i nie potrafił podnieść odpowiednich spodni z wieszaka. Załóż swoje ubrania, jeśli chcesz. Nie chciał. Bo jak czar się skończy, to te spodnie mogą się rozerwać, a to są jego ulubione, najukochańsze spodnie. Poza tym to ciało wyglądałoby w tym idiotycznie, a on nie chciał wyglądać idiotycznie. Tam wisiały spodnie jeżeli chciał. Naprawdę chodziło o to co on chciał, czy jednak chodziło o to czego chciał Laurent?

- Czy mam to założyć? - Zapytał i zrobił to tak niepewnie, z takim strachem w oczach, jakby od tego co na siebie założy zależała cała jakość ich dalszej konwersacji. Może to był błąd taki jak z tym fotelem. Może jak założy tę skórę, albo to, co wcześniej niby-kazał mu założyć, to to szybciej się skończy, a on będzie zadowolony? Złapał za krawędź tej bluzki, co ją na siebie założył i zawahał się, ale ostatecznie ją z siebie ściągnął, chociaż naprawdę dobrze na nim leżała, po czym odwiesił ją na wieszak. Czuł się teraz trochę jak w tym cholernym lesie, kiedy czekał aż Bletchley skończy się tym zajmować i przyjdzie mu naklepać, za w gruncie rzeczy chuj wie co. Tak smakowały te ostatnie sekundy przed byciem uderzonym w gębę przez kogoś, kto cię kochał. Te emocje były mniej intensywne, ale istniały. Najgorsze było to, że był zbyt trzeźwy, żeby tego łatwo nie powiązać. Tego, że tak się pewnie czuł Laurent za każdym razem kiedy wzbierał się w nim ten gniew i faktycznie - Flynn, na Matkę - jesteś potworem. Laurent sam z siebie takich wysrywów nie mówił, czyli to tkwiło gdzieś tam w tym przećpanym mózgu, tylko i wyłącznie. On sam wcale nie czuł siły na przepychanki, wręcz przeciwnie - sama myśl o monologu, jaki będzie musiał wysłuchać jeżeli na coś mu teraz odpowie, przyprawiała go o lekkie mdłości. Albo to głód i konsekwencje niezjedzonego obiadu. Marzył o powrocie do obściskiwania się na tarasie, albo teleportowania się do przyszłości, w której ten koszmar się kończy. Ten zachód słońca zwyczajnie nie był tego warty. Odwiesił ten wieszak. Chwycił za dziwaczny, skórzany kostium i spojrzał na Laurenta pytająco. Miał założyć to? Cofnąć się jednak po swoje ubrania?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
31.01.2025, 01:42  ✶  

Czy on miał krzyczeć głośniej? Płakać? Co on miał zrobić, żeby Flynn był Flynnem, a nie jakąś... jakąś zjebaną wersją jego samego, na którą nie mógł nawet patrzeć? Oparł się plecami o jedną z szafek i zjechał w dół. Kucnął, złapał się za głowę i na moment schował ją w ramionach. Stanięcie przed oświadczeniem on płacze przez ciebie przecież powinno być normalne. Naturalne. Płakał przez ciebie, oto fakty. Czemu tylko przy tym był taki... denerwujący?

- Nie, Flynn, zostaw to... na Merlina... - Stęknął, bo chociaż podniósł tą głowę, żeby zobaczyć, co Flynn teraz kombinuje to zaraz schował swoją twarz w dłoniach. Było tyle pięknych rzeczy, które Flynn mógłby zobaczyć. I był gotów przetrwać ten straszny czas, żeby miał ku temu okazję. Postarać się, jak tylko mógł. Ale Flynn nie chciał. Albo chciał? Nie miał pojęcia. Coś tam mruknął pod nosem na tarasie. Coś tam powiedział, coś niewyraźnego, coś... o co chodziło? Że tak nie mówił? Ile razy miał się jednak powtarzać i dopraszać. Ta komunikacja sypała się zupełnie, bo nie miał cierpliwości, zupełnej, do tego, że nie rozumie, co Flynn do niego mówi, albo że mówił jedno wielkie nic. A kiedy próbował, bardzo próbował, się na tym skupić, to brała go taka nerwica, że nie potrafił się do tego przymusić. Chciał... iść, robić rzeczy! Fajne rzeczy! Z nim najlepiej - podzielić się tym wszystkim! Ale zamiast tego Flynn chodził, ciągle ryczał, był irytujący i nie dało się nijak z niego wyciągnąć, czego chce, a czego nie.

Zagościła zupełna cisza.

Czuł się... wyjątkowo egoistycznie. Nawet z tym, że chciał mu pokazać ten świat w kolorach, wszystkie najpiękniejsze rzeczy, jakie mieli pod ręką, było okupione jakimś cierpiętnictwem. To siedziało w nim - ta brzydota. W ciele Flynna miał po prostu na tyle dużo energii i siły, żeby móc porzucić bez bzdurne i niepotrzebne przejmowanie się światem, bo nie musiał się nim przejmować. Po co? Nie musiał być od nikogo uzależniony jak przy tym nędznym byciu sobą. Wybrał teraz zupełną ciszę, to może w niej w końcu Fleamont w pożyczonym ciele coś z siebie wyduka. Przecież zawsze o to chodziło, tak? Dać mu czas. Przestrzeń. Tylko teraz miał naprawdę problem z zachowaniem skupienia na cierpliwość do tej przestrzeni. Do żadnej przestrzeni. Bo świat był do góry nogami, a nie powinien taki być.

Pociągnął nosem i otarł twarz, bo z tego wszystkiego sam uronił te żałosne łzy. Ranił Flynna. Okropnymi słowami, tonem i gestami. Ranił go nawet swoimi myślami, które były nagle takie... obce i odstręczające. Nie powinien tak myśleć, ganił się za to, ale to ganienie się wcale nie sprawiało, że znikały.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#20
31.01.2025, 02:24  ✶  
Odłożył te skórzane ubrania na miejsce z wyraźną frustracją i bezsilnością. Nie miał pojęcia, co miał zrobić, żeby tę sytuację jakkolwiek wyklepać. Zwabił go do siebie jakimś stękaniem i przez krótki moment było naprawdę dobrze - rozmawiali przytuleni do siebie i może Laurent paplał, a on kompletnie nie potrafił nic znaczącego tam dodać, ale to się wcale aż tak nie różniło od ich normalności. Zaryzykowałby stwierdzenie, że może i lepiej by mu się mówiło bez tych wszystkich sarkastycznych docinek, padających tu i ówdzie, więc to była zmiana na plus, tak? Zawsze chciał mieć w sobie tyle delikatności, więc próbował docenić to co miał. Nie miotało nim, nigdzie się nie musiał krzątać, nie biegł nawet do tej paczki fajek porzuconej w spodniach, ani do tych niezwiniętych bletek i tytoniu schowanych w aucie. Widział kolory. Wszystko było obiektywnie lepsze - nawet ten spokój towarzyszący formułowaniu myśli - to wzbudzało w nim poczucie, że mógłby wszystko. Jeżeli kiedyś miał rozwiązać problemy milenijne to z tak czystą, pustą, świeżą głową. Widział po tym co działo się z Laurentem, do czego doprowadziłyby go podobne emocje we własnym ciele. Właśnie by napieprzał pięścią w tę balustradę, a tak to... płakał. Najwyraźniej to płakanie też było irytujące. Jemu wydawało się zwyczajnie prawdziwe. Było mu smutno i bał się, więc płakał. Nie było tam nic więcej, tylko prawda i logiczna reakcja.

- Dobrze, zostawiam to - powiedział tak spokojnie jak tylko mógł, ale opanowanie oddechu przychodziło mu z lekkim trudem. Potrafił zdusić w sobie ekspresję wskazującą na rozpacz, ale oddychanie było zdradliwe - bo brzmiał trochę, jakby się tym powietrzem dławił. I za każde takie zadławienie się powietrzem ukarał się mocnym uszczypnięciem w bok. Musiał się przecież jakoś dostosować. Musiał być do wyboru.

Nie było dalszych poleceń. Znowu miał wrażenie, że wybrał złą opcję dialogową. Usiadł na taboreciku przy toaletce i skubał skórki przy paznokciach w kompletnej ciszy, próbując znaleźć w głowie sposób na opanowanie lejących się z niego strumieniami łez. Bo te łzy też nie były chciane. Nie wiedział do końca, czego sam pragnął, oczekiwania Laurenta też wydawały mu się być kompletną enigmą. Jego - były jasne jak to słońce, co go przed chwilą oślepiło - chciał się z nim migdalić, bawić się chwilą, skoro nikt ich tutaj nie widział i żaden zjeb nie zrobi im zdjęcia z ukrycia. To było za dużo? Wyglądał na załamanego, a przecież... on wcale nie lubił sprawiać mu przykrości. I absolutnie nie chciał walczyć teraz o swoje. Niech ten strumień, który go tutaj przywiódł, zabierze wszystko, co mu dał i sprawi, żeby ten człowiek skulony na podłodze był szczęśliwy, bo on sam nie wiedział już, czy mógł wyciągać w jego kierunku ręce. Zrobił to raz i już wtedy czuł w tym jakąś taką desperację. Spojrzał w lusterko obok siebie i widząc tę spuchniętą twarz nie miał pojęcia skąd brał w sobie siłę do działania w inne dni. Ze świadomością bycia taką spierdoliną społeczną, wrzodem na dupie całego społeczeństwa, potrafił pyskować Prewettowi jakby był nikim, a chwilę później czołgać się po deskach tarasu i błagać o możliwość zostania jego psem. Wszystko dzień po tym, kiedy ten go najebanego w trzy dupy zbierał z publicznej plaży. Gdzie to było?

Gdzie to było?

Faktycznie śliczne były te oczy, ale nie było w nich nic. W oczach Laurenta widział cały świat. Teraz je niby posiadał, ale nie było w nich ani tego piękna, ani tej eteryczności, ani tej siły skrytej pod falami morskiego błękitu. Pustka człowieka pragnącego miłości, który na tę miłość nie zasługiwał. Opuścił spojrzenie i wlepił je w podłogę.

- Laurent... nie wiem, co robić. Nie wiem, czego ode mnie oczekujesz. Co powinienem robić? Mam... Co mam założyć? Gdzie mam iść? Nie chcę, żebyś na mnie krzyczał. Proszę, powiedz mi, co robię nie tak. To jest płakanie? Już nie płaczę, zobacz - i najbardziej w tym bolało go to, że brzmiał teraz dokładnie tak jak on. On mu przecież tak samo mówił, kiedy nie rozumiał, co się dzieje. Nic go tak nie rozłożyło na czynniki pierwsze jak ta scena. Zawsze wiedział, że niszczy ludziom życia i zmienia ich w chodzący chaos, ale teraz sam tego posmakował i miał ochotę zapaść się pod ziemię.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (20513), The Edge (19947)


Strony (8): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa