Nie. Tak. Tak? Nie. Co robić i gdzie zrobić, odsunąć się i odejść, sprzeciw gdzieś w głowie rozbijający się w zupełnej sprzeczności do tego, co sam robił. Napięcie go zabijało, ale jeśli to miała być śmierć to mógłby umierać po stokroć. Byle mógł skończyć między nogami Flynna. Niecierpliwość własnego ciała aż go zadziwiała. Jak zachęcała do gwałtowniejszych ruchów, a przecież zawsze lubił tę powolną grę. Układanie się w pozycji kontroli nagle kosztowało więcej niż zazwyczaj, ale i satysfakcja na samym końcu pulsowała o wiele większą siłą. Ja pulsowała krew odpływająca w dół. Jak zmieniał się oddech, jak robiło się coraz goręcej i chyba zaraz z tego wszystkiego zacznie się pocić. Albo już się pocił, wtórując tym ruchom zapraszającym go do środka?
Mówił, że chyba nie lubił tego w tym wydaniu, o jakim myślał. Czyżby? Laurentowi chodziła po głowie myśl zabawy do spróbowani z nim, której wiedział, że nie spełni. Albo może po prostu nie teraz? Zabawę słowami. Gestami, kiedy jedno ciało nie dotykało drugiego. Czy by się to Flynnowi spodobało - nie miał pojęcia. Człowiekowi, który tak bardzo potrzebował ciała przy ciele. Wydawało mu się to perfekcyjnym rozwiązaniem dla punktu, gdzie dotykanie siebie samego było tak odstręczające. I... no właśnie - eksperymentem. Zabawa wyniesiona z burdelu będąca eksperymentem dla ich dwójki. Ale teraz nie widział siebie w tych jasnych, szarych oczach odbijających się w lustrze. Widział Flynna. Słyszał Flynna. Mimo tego obrzydliwie łagodnego głosiku, którego używał do mówienia, mimo delikatności ciała wyczuwanego pod palcami.
Skupienie? Malało. Formuco[? ormulalilololo... głowa zmieniała od razu wulgarnie mądre słowo w fallusa i nakierunkowywała się na potrzebę wymagania z tego gardła dźwięków nie pozwalających na wykrztuszenie z siebie składnego "tak", a co dopiero składnych zdań. Łatwo tego pragnąć, a w gruncie rzeczy on sam już gubił szyki zdań i niewiele zrozumiał z tego, co było do niego mówione. O bogach, o czynach, o prawdziwe. Tak. TAK! On czuł się teraz Bogiem, który mógł dokonać wszystkich czynów. Trzymając Flynna w swoich rękach, zaciskając na nim dłoń, a drugą zsuwając te spodnie w dół, by wsuwając palce w niego. Nie mów tyle - ale tego z siebie nie wydusił, bo jego płuca wyduszały z siebie tylko sapanie.
- Chcę. - Wymruczał drżącym, głębokim głosem w jego kark. Chyba jedyne, co w tych niby znanych, a jednak kompletnie nowych doznaniach wybuchających pod swoją czaszką mógł wykrztusić.