• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent

[28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#71
13.02.2025, 18:03  ✶  

Kiwnął głową.

- Nie będę rozgrzebywał tematu. Cieszę się, że mnie uprzedzasz. - Co prawda chyba nie przyszłoby mu to na myśl przy wszystkich informacjach, jakie otrzymywał i którymi był karmiony, ale może..? A jak tak to pewnie by zadawał te pytania nie mając niczego złego na myśli. Chcąc go po prostu poznać, bo chciał wiedzieć o nim wszystko. Ciekawość łatwiej było kontrolować kiedy się wiedziało, że druga strona sobie nie życzyła pytań związanych z wybranym tematem. Mogła wcale nie zniknąć, ale uszanowanie komfortu Flynna było istotniejsze.

Zaśmiał się, kiedy pocałunki stały się wręcz atakami na jego przestrzeń osobistą! Atakami, bo w istocie - ta druga strona twarzy mogła czuć się zazdrosna, pewnie dlatego obrócił głowę i z uśmiechem popukał się w policzek. Senność z niego uleciała, kiedy Flynn wymuszał na nim pełne skupienie, miała śmiałe szanse powrócić, ale czarnowłosy skutecznie go zajmował i zatrzymywał przy sobie. Nie, wcale nie zmieniło się to, że nie podobał mu się własny widok, ale ta atmosfera sprawiała, że czuł więcej Flynna niż siebie samego.

Wyciągnął do niego ręce i złapał go za ramiona. Nie potrafił się nie śmiać w przerwie od tych pocałunków. Czasami chyba tak to działało - człowieka łapała jakaś głupawka i już się przyklejała, nie ważne, jak bardzo starałbyś się zachować powagę i jak trudny temat nie byłby podnoszony. Tak, to zdecydowanie było zadanie na kreatywność, a Flynn go zdawał wręcz śpiewająco. Szczególnie, że Laurent wcale mu nie ułatwiał tego gadania i nabierania wdechy, całując jego skórę. Pachniał morzem. Uwielbiał ten zapach. Jod zaplątał się w jego włosy, jakby planował tam zamieszkać. Często tak pachniał? Nie zdawał sobie nawet z tego sprawy.

- Och tak, mój Słodziaku, jestem głodny. - Chociaż teraz nie potrafił powiedzieć, czy bardziej zbliżenia fizycznego, czy jednak śniadania, o które wystarczy zawołać Migotka, żeby je przygotował. Albo... nie, jednak nie. Wiedział, czego głodny jest bardziej w tej chwili. - A Cukiereczek jest głodny..? Pewnie nie... - Wyszeptał, przyciągając go do siebie bez większej chęci wypuszczenia... przynajmniej na jakiś czas.

Tego, czego brakowało Laurentowi w ruchach, to teraz tkwiło we Flynnie. A przynajmniej jeśli ich rozpatrywać pod kątem ciał. Zabrał go najpierw pod prysznic, prosząc w międzyczasie Migotka o przygotowanie śniadania. Pogoda dzisiaj nie sprzyjała - nieciekawa szarość za oknem zalewała wszystko szarugą, a wiatr targał koronami drzew. Słychać było, jak morze jest niespokojne, widać było spienione grzbiety fal, na które Laurent się zapatrzył na dłuższą chwilę, zamierając w bezruchu, kiedy mieli siadać do stołu. Nadal tylko na chwilę. Diva zaczęła swoje własne śpiewy, domagając się jedzenia - Migotek się nią zajął błyskawicznie, ale jak to koty - nic nie smakowało tak samo dobrze, kiedy nie było dane z ręki pana. Musiała jednak obejść się smakiem tego dnia.

- Chciałem cię zapytać... Słyszysz morze? - Usiadł do stołu, przyglądając się z nieskrywaną ciekawością Flynnowi. - Nie chodzi mi o słyszenie... po prostu fal. Nie wiem nawet, jak to wyjaśnić, ale gdybyś słyszał - wiedziałbyś, o co mi chodzi.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#72
14.02.2025, 22:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2025, 00:36 przez The Edge.)  
Cóż... to nie była zagadka, na jakie śniadanie miał ochotę Crow. Szczerzył się do niego niesamowicie, te słodkie słówka działały na niego dokładnie tak, jak działały na niego słowa uwielbienia wykrzykiwane naprzeciwko dostawionego do łóżka lustra, ale tak - wbrew temu, co Laurent mówił przed chwilą, wciąż nie zamierzał dopraszać się o takie rzeczy, tak samo jak nie dopraszał się o wszystko inne.

Ale to przyszło tak czy inaczej i chociaż cholernie bolała go lewa łopatka, opadając na pościel, wyglądał na tak szczęśliwego, jakby go sama Pani Księżyca dotknęła palcem w nos. Cichrał się jak nastolatka, co jakiś czas przygryzając zgięty palec i przytulając się do niego, aż nie nadszedł moment na powrót do rzeczywistości.

- Bez znaczenia - szepnął. Palił oczywiście do bycia głodnym. - Wizja tego, że to ciało zje śniadanie to dla mnie wystarczająca satysfakcja, żebym się podniósł. - Niestety to podnoszenie się było wciąż irytujące. Chciał mu pomóc wyprowadzić własną sylwetkę do stanu, który będzie mu się podobał, bo go kochał, a Laurent często na to narzekał - nawiązywał do tego, że nie podoba mu się ta chorobliwa chudość nie raz i nie dwa razy, właściwie to przestał już liczyć, ale teraz... teraz jeszcze docierało do niego, dlaczego chłopak był w ogóle taki strachliwy i bezradny. Szczerze wierzył, że to siedziało w ciele. Nie pomogłyby mu na to żadne trucizny odurzające, żadne eliksiry, nic - ale jeżeli mieszkaliby ze sobą dalej i Prewett podążał za jego instrukcjami, nabyłby sprawność mogącą dodać mu dużo pewności siebie. To była koncepcja, która Crowa nieco fascynowała. Pomagał przecież wychowankom Fantasmagorii w odkrywaniu ich potencjału, uczył te dzieciaki trików na trapezie i wspinania się na drzewa, ale... to były dzieci. Gibkie, sprawne, zaradne. A Laurent był dorosły. Zasiedziały, sztywny, ale naturalnie smukły, jakby go matka natura stworzyła z myślą o pływaniu. Potrafił wyprowadzić młodych akrobatów na odpowiednią drogę, ale czy potrafił pomóc komuś nadrobić duże braki i zniwelować skutki lat spędzonych na jaraniu opium przeplatanych jazdą konną? Sam osiągnął taką gibkość, bo ćwiczył już tak wcześnie, aby jej nie utracić wraz z przekroczeniem wieku kiedy wszystkim już strzelały plecy...

Stał więc przy tym stole bardzo zamyślony, pd prysznicem zresztą też. Zdążył odsunąć sobie krzesło i jeszcze nawet na nim nie usiadł, bo go ujął widok losowego ptaka, który akurat teraz postanowił usiąść na tarasie i zaćwierkać wesoło. Dopiero kiedy ciszę przecięło słowo morze, Crow na nie spojrzał. To, że nie morze zajmowało teraz jego myśli było oczywiste.

- Uh? - Wpatrywał się w nie, zmarszczył brwi. Wydawało mu się, że jedynym co słyszy pośród szumu fal, było głośne, irytujące brzęczenie i szum zepsutego urządzenia, chociaż w tym domu nie było prądu. - Skoro bym wiedział to pewnie nie. Naprawdę musisz - no bo przecież musiał Laurent, a nie on - wypić coś na to gardło. - Usiadł na krześle, rozprostowując długie nogi. Bardzo atrakcyjne kiedy spoglądało się na nie z perspektywy widza, a teraz... jakoś wadziły. Wzrost będący ważnym aspektem ludzkiej atrakcyjności średnio do niego przemawiał kiedy nakładał te standardy na siebie - gdyby był jeszcze niższy, pewnie wcale by nie narzekał, chociaż zwykł komplementować absolutnie każdego, kto przerastał go przynajmniej o te cztery centymetry.

Upił łyk herbatki, odwrócony do niego bokiem, przodem do okna.

- Potrafisz dotknąć językiem nosa.

Kłamał. Ale chciał to zobaczyć.

Rzut N 1d100 - 58
Sukces!


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#73
14.02.2025, 23:13  ✶  

Co się nakaszlał, pochrząkał i poklepał w klatkę piersiową - to było jego. Doświadczenie tego nieprzyjemnego smaku w ustach z samego rana, a potem problematyka ciągnąca się o porankach tylko uświadczyła go w przekonaniu, że wcale źle nie zrobił, zapraszając tutaj Basiliusa. Zmuszać kogoś do czegoś. Ale jeśli to do czegoś dobrego? Nie, nadal złe... a jednak? Usprawiedliwianie swoich zachowań dobrymi chęciami było zaskakująco łatwe. Skoro jednak dobrze zrobił, dlaczego miałby się jednak gdzieś kajać? To kajanie przychodziło w kwestii tego, gdzie naruszane były czyjeś granice. To nie było w porządku. Cel uświęca środki - tak powiedziałby jego ojciec.

- Wypić coś na gardło? - Że teraz on miał coś wypić? Flynn coś jednak brał na te napady kaszlu? Albo może jednak bolało jego gardło, a skoro zbliżała się światła godzina powrotu do swoich ciał to o to mu chodziło? Ale to nie miało sensu, wtedy sam mógłby to wypić. Kuriozalność tego pytania była ukazana w banalności następnego pytania. - Słucham? - To było pytanie? Stwierdzenie? Być może łatwiej byłoby to ułożyć w głowie i przyporządkować do czegokolwiek, gdyby przy tym nie wydawało mu się, że teraz cokolwiek zostanie powiedziane, albo wyciągnięte z worka, spotka się z tym dziwnym nastrojem Flynna. Tak mocno to zakontrastowało z jego myślami o rodzinie i o tym, co powiedział i co mu "wyrzucał", że przez moment miał naprawdę pełną niezrozumienia minę. - To niemądre... i dziecinne... - Burknął pod nosem, odwracając się od niego, spoglądając na ten stół... i wyciągnął język, żeby spróbować dotknąć nim nosa. No nie bardzo. Nie sięgał. Co za głupota... Zarumienił się, odwrócił całkowicie od Flynna, obrażony... i spróbował drugi raz, próbując palcem sobie przybliżyć nos do języka. Fatalna porażka - i będzie teraz musiał żyć z tym smakiem przegranej. - Hmph. - Obrażony oparł łokieć na blacie. I teraz go naprawdę ciekawiło, czy to w ogóle było wykonalne. Pewnie ktoś na świecie mógł to zrobić. Albo wystarczyłaby odrobina magii. Nie to, żeby chciał sobie teraz wydłużać transmutacją język - ale definitywnie o tym pomyślał.

W gruncie rzeczy "obrażenie się" było dobrym i złym określeniem stanu. Był zawstydzony. Okropnie zawstydzony, aż piekło go to uczucie i miał ochotę schować się pod stół, wyjść, udawać, że wcale go tu nie było. To ani nie mogło wyglądać ładnie, było dziecinne, a on dał się zwieść ciekawości, co też nie było mądre. Przyłożenie dłoni do policzka nie ratowały sprawy - miał rozgrzane ręce.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#74
15.02.2025, 00:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2025, 01:07 przez The Edge.)  
Flynn potrzebował na to dłuższej chwili. No bo czego Laurent miał nie rozumieć w wypiciu czegoś na gardło? Bolało go i nie mógł mówić niczego głośniej, a poza tym... Oh. Oh.

- Zdarłem ci je jak się wczoraj darłem - wyjaśnił cichutko, chyba ledwo przebijając się ponad dźwięki otoczenia. On też poczuł się głupio - po pierwsze, bo na to nie wpadł od razu, a po drugie... no właśnie kurwa - bo nawet nie zauważył tego, że dzisiaj rano obudził się i nie zaczął spazmatycznie kaszleć. Całkowicie skupiony na tym, jakie ciężkie i niemożebnie zastałe było to ciało, nie objął swoim jakże genialnym umysłem tego, jak ciężko było podnosić się do pionu kiedy posiadało się ciało siedzące przy tym samym stole. Tylko to był inny rodzaj ciężaru. Ból i dyskomfort niszczyły dzień i pchały się na myśli dopiero wtedy, kiedy się je odczuwało - jako wspomnienie lubiły rozmywać się i przygasać.

I tak, był bardzo niemądry i dziecinny. Do tego próbował zachować pokerową twarz, chociaż nie był wybitnym kłamcą, a stan, w jaki został wprawiony porannym zbliżeniem, znów uczyniło go zadziorną trzpiotką, a nie standardowym gburem, który obudził się z namiotem i nic się z tym nie stało. To zachowaniu grobowej miny nie sprzyjało. Nie kiedy przebierał co jakiś czas tymi długimi nogami, ocierając udem o udo, demaskując się w tym jak intensywnie to do niego wracało, chociaż minęło już dużo czasu.

- Przepraszam, powiedziałem nos? Miałem na myśli łokieć.

Rzut N 1d100 - 83
Sukces!

Nawet mu wyszła ta udawana troska. Podobno blondynom ufało się bardziej, a może to ta rola, w którą wszedł? Obserwował go uważnie, kładąc łokcie na stole i opierając brodę na dłoniach. A później parsknął śmiechem, który omal mu tego gardła na powrót nie rozdarł.

- Sorry babe - i dopiero to było szczere, żadne zwykłe przepraszam do niego nie pasowało - chciałem zobaczyć jak ten głupi ryj to robi. Nie dziwię się, że mnie wszyscy zawsze próbują wrobić w takie pierdoły, bo wygląda to komicznie. Jak byłem młodszy, to nigdy w nic nie wierzyłem, a potem w łazience ćwiczyłem to godzinami. Ale czasami nie mieli racji, jestem w stanie wsadzić do gęby całą pięść. - Pokręcił głową, zabierając się za śniadanie. Tym śniadaniem, obok jedzenia, które faktycznie jadł, był oczywiście papieros. Widział to zawstydzenie i o matko, chciał go jeszcze bardziej. - Przypomnij mi o tym jak wrócimy do swoich ciał, to ci pokażę. Ciężko mi wyobrazić sobie lepszy trik na podryw.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#75
15.02.2025, 01:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2025, 13:40 przez Laurent Prewett.)  

Minę musiał mieć wyborną, kiedy spojrzał spod byka na Flynna, jakby ten popełniał tutaj jakieś straszne zbrodnie. Tymczasem Laurent prawie zgrzytał zębami, gdzieś pomiędzy piekącą ciekawością i piekącym poczuciem, że jest obiektem drwin. Dokładnie - jak za dzieciaka. Kiedy wszyscy się z ciebie śmieją, bo wyglądasz bardziej jak dziewczynka niż chłopiec. Bo nikt na ciebie nie czeka, kiedy wszyscy biegną się bawić. Bo to zabawne popchnąć lebiodę i patrzeć, jak ryczy z ziemi i nic nie może z tego zrobić. Te palące uczucia przynosiły całkiem sporo złych myśli. Tymczasem mina Flynna i jego błyszczące oczy przynosiły te dobre. Nie naśmiewałby się ze mnie, prawda? Śmiać się z kimś, a nie z kogoś było czasami sztuką. Albo nie? Może było całkiem normalne, tylko z jakiegoś powodu ludzie uważali, że to taki wielki kłopot - osiągnąć ten stan porozumienia.

Podniósł się bez słowa po tym łokciu i z tą dziwną mimiką (gburowatą, dosłownie) poszedł w kierunku kuchni. Daleko nie odszedł - ledwo parę kroków do wyspy dzielącej kuchnię od jadalni. Machnął różdżką, która trzasnęła drzwiami od szafki raz, drugi i trzeci, zanim w końcu stwierdziła, że zacznie go słuchać. Mleko i miód. Mleko wylane do szklanki, do tego miód, wymieszane razem. To się tam działo, a on jeszcze raz spojrzał na Flynna... albo raczej: zgromił go spojrzeniem. I tuż po tym faktycznie spróbował. To była bardzo szybka, jedna i druga, ale przynajmniej po niej sam się trochę niemrawo uśmiechnął. I z tą szklanką wrócił do stołu, stawiając ją przy Flynnie.

- Na moje szczęście ja nie muszę się z tym prostym lekiem męczyć. Pij. - Takie to proste, co? To nie było chore gardło. Do jakiego stopnia je nadwyrężył - nie wiedział. - Jeśli bardzo mi uszkodziłeś gardło, będę bardzo zły. - Nie żartował w zasadzie. Był chciwy, nie chciał rozstawać się z bardzo wieloma rzeczami. Ale z głosem? To prawie tak, jak rozstać się z foczą skórą. - Nie chcę tego oglądać. - Otworzył na moment szerzej oczy, nie chcąc sobie nawet tego wyobrażać. - Chłopcy i te wasze dziwne zabawy... - Pokręcił głową na wydechu, siadając na swoim miejscu. - Brzmi, jakbyś się dobrze bawił. - I to zarazem teraz, jak i wcześniej, za dzieciaka. - Tylko nie rób tego teraz, o zgrozo, musiałbym sobie wyczyścić pamięć. - Zakrył twarz dłońmi, bo naprawdę to nie było coś, z czym chciałby zobaczyć swoje własne ciało. Niektórych rzeczy się nie zapomina. I to niekoniecznie w pozytywnym sensie.

Pogoda nie sprzyjała - ale w lesie zawsze było spokojniej. Drzewa doskonale wygłuszały ryk morza i zatrzymywały wiatr. Więc zabrał go do New Forest. Z Dumą u boku wkroczyli na spacer między drzewami, żeby pokazać mu te zakątki pełne zieleni i kolorów, szczególnie przy jego kolorowych mieszkańcach - takich jak Fuego, którego czerwień i złoto wyglądały jak uosobienie królewskości. Jakoś z myślą, że wróci do tego ciała i zobaczy kolory wcale nie było mu lepiej. Zobaczysz kolory. Ta rekompensata przestawała być nęcąca. Stawała się tylko ślicznym opakowaniem niekoniecznie dobrego cukierka.

Gdy zbliżało się południe, wrócili do domu. Duma przeszczęśliwy - znowu się wybiegał, chociaż tym razem Laurent nie biegał razem z nim. Mimo upływu tylu lat nadal uważał, że magiczne stworzenia były lepsze od ludzi. A może nie? Może przestał w to wierzyć i to po prostu teraz wróciło? Nie był pewien. Z nimi było łatwiej. Rozumiał je, nie było ukrytych motywów, a chociaż zdolne były nawet do manipulacji to działały na zupełnie innych płaszczyznach niż człowiek. Nie wymagały tak skomplikowanych instruktaży do obchodzenia się z nimi, jak ludzie. Być może dlatego życie selkie było... prostsze. Łatwiejsze. Kiedy usiedli na tarasie i trzymał Flynna na swoich kolanach, obejmując go, zastanawiał się nad tymi rzeczami, które zostały powiedziane. Tymi sekretami i zarzutami. I nad tym, ile on jeszcze miał ich do powiedzenia. Jak ciągle nie dało się powiedzieć wszystkiego, nawet kiedy się chciało. A kiedy nagle przychodził moment mówienia...


... to wszystko obracało się nie tak, jak powinno. Dostatecznie, żeby znów poczuć ciężar samego siebie, nieprzyjemne drapanie gardła i ból mięśni po wczorajszych wygibasach Flynna. Żeby wszystko znów zrobiło się kolorowe, a jednak nie potrafił zrozumieć dlaczego jednocześnie bardziej szarzało. Nabrał jeden niespokojny wdech. Drugi niespokojny wdech. Trzeci już był trochę paniczny, więc złapał się mocniej palcami Flynna. I sam nie wiedział, czy bardziej chciał płakać czy się śmiać. Chyba oba. Chyba tego dualizmu odczuć wdzięczności, że mógł przez kolejny moment być kimś innym i jednocześnie żalu, że tego doświadczył, nie był tutaj jakkolwiek niepoprawny. Był wręcz idealnie pasujący.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (20513), The Edge (19947)


Strony (8): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa