-Następnym razem, kiedy zobaczysz, że mam zamiar zgadzać się na jakieś dziwne pomysły mamy, ugryź mnie w nogę - powiedział Jessie do siedzącego przed nim Benjiego, kiedy czekali na Electrę i Cerbera przed kamienicą, w której jego przyjaciółka mieszkała z rodziną.
Może powinien jej od razu napisać w liście, że ta "randka", na którą została zaproszona, wcale nie musiała być taką poważną randką i mogli po prostu pójść do tej kawiarni jak normalni przyjaciele... Chociaż trochę się obawiał, co takiego wymyśliła jego matka do tej rezerwacji. I jeszcze wciągnęła w to Jonathana, co samo w sobie nie było wcale niczym zaskakującym, ale pomysły Charlotte i możliwości portfela Jonathana w tym momencie go martwiły, bo nie wiedział, czego powinien się spodziewać.
Nie był również pewien reakcji samej Electry. Z samego krótkiego listu od niej nie potrafił wywnioskować, czy dziewczyna wzięła to jako żart, czy ją to zdenerwowało i Jessie oberwie w policzek, kiedy tylko panna Prewett wyjdzie z kamienicy. Na wypadek tego drugiego, Jessie zabezpieczył się - po drodze wszedł do sklepiku ze słodyczami i kupił Electrze czekoladki i najbardziej kolorowego (zdaniem sprzedawcy) lizaka, jakiego mieli na stanie. Dla niego samego lizak nie wyglądał wcale tak pięknie i apetycznie, jak zapewniał sprzedawca i jak opisywały dzieciaki, które błagały swoich rodziców, by mu go kupiły, ale musiał wierzyć słowom sprzedawcy. Czasami życie z ograniczoną paleta barw bywało uciążliwe. Oczywiście, wziął również smaczki dla Benjiego i Cerbera.
Benji poderwał się z siadu i zaczął szczekać w kierunku kamienicy, merdając wściekle ogonem, skacząc i kręcąc się, co oznaczało, że pojawiła się znajoma postać.
-Hej, Iskierko - przywitał się z uśmiechem, który może nie zdradzał tego, że był zażenowany tą sytuacją. -Po pierwsze, chciałem cię przeprosić, bo zostałaś wrobiona w umowę, która wcale nie miała być poważną umową - tu wręczył jej przygotowany prezent. -Po drugie, ładnie wyglądasz. Cześć, Cerber - i kucnął na chwilę, żeby przywitać się z drugim psem.