– Hm... – mruknął przekrzywiając głowę. Prawda była taka, że od kiedy całe rodzeństwo Kelly dorosło, to Jonathan nieszczególnie dobrze orientował się w wieku małych dzieci. – Może rzeczywiście miałeś nieco więcej. Wiesz mój drogi, to mógł być po prostu jeden z tych wieczorów kiedy nic się takiego nie działo. Takie też miło czasem uwietrznić na zdjęciu. – Ponownie przyjrzał się fotografii i dotarło do niego, że pierwszy raz od dawna poczuł pewien niepokój na myśl o dawnym koledze ze szkoły. Nigdy nie był z Nedem tak blisko, jak z Charlotte, Morpheusem, czy Anthonym, ale zawsze go lubił. Był w końcu mężem Lottie i ojcem jej dzieci, a także po prostu sympatyczną osobą i Jonathan, chociaż żałowal ze już go z nimi nie było, czerpał pewien spokój z myśli, że wraz z resztą Jeźdźców byli w stanie zapewnić rodzinie zmarłego bezpieczeństwo. Tylko że ubiegła noc pokazała mu dość dosadnie, że tak nie było. I to go naprawdę martwiło. – No dobrze. To ja poszukam tej sukienki.
Z cichym westchnieniem odsunął się od fotografii i ruszył do sypialni Charlotte, aby zgarnąć to o co prosiła. Po drodze jeszcze ponownie zerknął na krzesło. Stało tam gdzie poprzednio. Dobrze.
– A więc żaden z mebli u twojej matki nie jest zbyt podejrzany – oznajmił, zaglądając do pokoju Rity, trzymając w ręku torbę z sukienką przyjaciółki i paroma innymi rzeczami. – Ale muszę przyznać. Zapewne to wszystko prezentowałoby się znacznie gorzej gdyby nie ty.