Ale czy na pewno chciała od tej jednej diagnozy uzależniać swoje życie?
Oczywiście, że przekazał jej, że rozumie. Uśmiechnęła się lekko, a potem wyciągnęła dłoń, by pogłaskać go po policzku. Miała wrażenie, że mówił to, ale nie do końca wiedział, z czym to się wiąże. A bardzo chciała, by wiedział. Nie chodziło o deklarację "chcę z tobą być", tu chodziło o coś więcej.
- Wiesz... - zaczęła, ale jej dłoń powędrowała do kieszeni płaszcza. Z westchnięciem sięgnęła po paczkę papierosów, tę którą zawsze miała na zaś. Odpaliła jednego, nie patrząc Tristanowi w oczy. Wiedziała, że tego nie pochwalał. - Po pierwsze: nic nie mów. Wiem, że nie chcesz żebym paliła. I dla twojej informacji: rzucam. Ale stresuję się tą rozmową. Nie paliłam pięć dni, to mój pierwszy.
Wyjaśniła, nie patrząc mu jednak w oczy. Nie kłamała, ale gdy tylko zaciągnęła się dymem, zakręciło jej się w głowie. Prewett mówił jej, że powinna rzucić, jeśli chce zajść w ciążę. Ale przecież to było jeszcze odległe, prawda? Miała czas, by to ustabilizować.
- Rzucam palenie - powiedziała nonszalancko, niby od niechcenia, lecz w jej głosie dało się słyszeć napięcie. - Ale to nie jest łatwe. Jednak chcę to zrobić... W swoim tempie - powiedziała, zaciągając się. Dawno nie paliła i dym gryzł ją w płuca, a jednak sprawiał przyjemność, której nie mogła się pozbyć. Czy kiedykolwiek będzie wolna od tego nałogu?
Gdy zaczął mówić o domku gdzieś niedaleko, cała ta radość z papierosa gdzieś wyparowała. Czym ona się stresowała? Niedopałek - w sumie połowa fajki - wylądowała pod butem. Zgniotła go na tyle mocno, by mieć pewność, że nic nie zajmie się ogniem.
- Gdzieś w miasteczku, na obrzeżach - powiedziała, odgarniając włosy z ramienia. - Gdzieś, gdzie jest dużo natury, ale nie będzie magicznym londynem. Tam, gdzie będzie mógł poznać i twoją, i moją, kulturę
Bo to dla niej tym było. Kulturą. Po prostu - nie rasą, nie czymś co determinowało przyszłość. To był element składowy.