• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Lato 69, 15.07, piwnica galeri OdNowa | Astoria & Millie] In the Lap of the Gods

[Lato 69, 15.07, piwnica galeri OdNowa | Astoria & Millie] In the Lap of the Gods
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
28.10.2025, 10:54  ✶  
15.07.1969

Szkołę skończyła dawno temu.

Odznaka, mundur powinny być jej drugą skórą.

Pracę w policji miała w krwioobiegu, ona córka Aarona Moody, siostra Alastora Moody, kuzynka Harper Moody, z dziada pradziada kurwa pies.

A jednak kolor. A jednak rozbryzg farby. A jednak grafit ołówka, węgiel na palcach. A jednak faktura płótna obryzganego wapnem. A jednak złoto akwareli rozlewającej się po drogim, odpowiednio zabezpieczonym papierze.

Przepierdalała na to całe wypłaty, zamiast ucząc się do aurorskich egzaminów marząc na jawie i marząc we śnie.

To jest takie pierdolenie, że coś było Twoją pasją od zawsze, ale jakby Moody miała wskazać coś co było rzeczywiście tylko i wyłącznie jej to byłoby to bazgranie po kartce szkicownika. Nie służba - to zostało zdecydowane za nią nim się urodziła. Nie miotła - do drużyny polazła za bratem, choć trzeba było przyzać, że dobrze jej szło to łapanie znicza. Nie. Bazgranie. Gryzmolenie. Ujebywanie wszystkie w tym i siebie farbą.

Kurs malarstwa był czymś co trzymała w sekrecie przed rodziną. Czymś na co udało odłożyć jej hajs. Czym gdzie chciała uciec przed Fantastycznym Związkiem Swojego Brata. Lepsze i zdrowsze niż seks i narkotyki, prawda? Choć kto wie, może koledzy kursanci po prostu zapewnią jej boską triadę?

Problemem jednak było to, że trzeba było pozytywnie przejść selekcje, a ona wciąż nie umiała namalować realistycznie dłoni. I stóp. Te kutasiary były trudne do odtworzenia.

Stała w sali pełnej podobnych jej spoglądała na ustawione gówna na podeście. Jabłka. Winogrona. Jakiś pierdolony nudny wazon. Nie mogła się skupić. Stres ale i stateczność całej sytuacji zabijała ją. I jeszcze była na kacu, co stanowiło najgrosze z możliwych połączeń. W dodatku dużo było na tych kursach pizdeczek prosto po Hogwarcie, już nie kojaryzła twarzy tych roczników, ale po eleganckich ciuszkach i słodkich uśmiechach domyślała się że marzenia o artystycznej bohemie może sobie wsadzić głęboko w dupsko.

No ale starała się. Szkic. Jakiś. Cokolwiek Wszystko zgodnie z pierdolonymi instrukcjami cizi krążącej między sztalugami.

Przygryzła wargę, nie mogąc stwierdzić, czy finalnie dobrze połączyła farby. Nie miała pojęcia jak to miało niby dizałać, że ma tylko żółty, czerwony i niebieski i jebany biały i to miło jej wystarczyć. Jak z tego niby miał wyjść kolor tego jebanego dzbanka?

Miała rosnące wrażenie, że wszystkim szło super, tylko ona była tutaj z przypadku. Miała wrażenie, że do jej uszu dochodzą nieprzyjemne szepty. Krzywe spojrzenia. Wszystko jeżyło jej się rzy kręgosłupie. A wystarcyzłoby zabrać ze sobą odrobinę gorzałki. Czy spirytus do rozpuszczania farb z dłoni nadawał się do picia?

- Dobra jebać to. - uznała może nieco zbyt głośno, spoglądając z wyższością na płótno i zanużając pędzel z nienawiścią w brei, która absolutnie nie oddawała jadowitej zieleni jabłka.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
11.11.2025, 04:05  ✶  
Weszła do galerii naburmuszona jak chmura gradowa. Od powrotu z Francji minęło zaledwie kilka dni i wciąż kiedy przechadzała się po uliczkach Londynu, wracały wspomnienia o zmarłym bracie. Od tamtej tragedii minęło już trochę czasu, a jednak jego cień wciąż kroczył za nią, czasem w postaci zapachu starego dębu, czasem skrzypnięcia podłogi w pustej sali galerii. Była przed czasem, zdążyła jeszcze wypić kawę i uspokoić się, nałożyć swoją maskę, by za chwilę wyjść i wykonać swoje obowiązki profesjonalnie.
Kilkanaście młodych osób siedziało już na swoich miejscach, kiedy Astoria weszła do sali głównej galerii OdNowa. Wszyscy mieli przyczepione plakietki z imionami, by łatwiej było im się porozumiewać. Samo pomieszczenie było pracownią typową do ćwiczeń i kursów. Wysokie okna przepuszczały miękkie, mleczne światło, które kładło się smugami na drewnianych podłogach. Zapach farb, kredy i terpentyny mieszał się z wonią starych ram - intensywną, ale znajomą, niemal kojącą. Przygotowano dla nich stanowiska: proste sztalugi z dębowego drewna, płótna o różnej wielkości, palety i pędzle. Na środku sali ustawiono kilka ekspozycji do ćwiczeń z martwej natury. W pierwszej znajdowała się misa z owocami - jabłka, gruszki i ciemne winogrona, które błyszczały w świetle jak maleńkie kule z ametystu. Obok niej stał porcelanowy dzban z niebieskimi zdobieniami, obok którego ustawiono srebrny świecznik z pojedynczym, przygaszonym płomieniem. Dalej znajdował się zestaw przedmiotów o mniej oczywistych formach: posąg dłoni, stara książka z wyraźnie postrzępionymi kartkami, a także przezroczysta karafka z wodą, w której odbijało się światło. Całość miała nauczyć ich obserwacji - gry świateł, proporcji, tekstur. Astoria pamiętała, jak sama zaczynała od podobnych ćwiczeń. Wtedy wydawały się jej banalne, ale z czasem zrozumiała, że to właśnie one stanowiły fundament - cierpliwość, precyzja i pokora wobec formy.
Przeszła między stanowiskami powoli, przyglądając się młodym twarzom. Niektórzy patrzyli na nią z zainteresowaniem, inni nerwowo poprawiali ustawienia palet, jakby już sam fakt, że stoi w ich pobliżu, był próbą. Czuła, jak narasta w niej to znajome napięcie - odpowiedzialność i niechęć, splecione ze sobą w jeden niezręczny węzeł.
Marzyła o odpoczynku, o kilku tygodniach ciszy, w której mogłaby zebrać myśli przed rozpoczęciem nowego kursu - Teorii, Krytyki i Kuratorstwa Sztuki w Londynie. Ale matka miała inne plany. Galeria OdNowa potrzebowała rąk do pracy, ktoś musiał poprowadzić kurs przygotowawczy dla początkujących artystów.
Zamiast wykładać teorię z wysoka, zatrzymywała się co jakiś czas przy konkretnych osobach, pochylając się lekko nad ich płótnami. Zawsze zaczynała spokojnie, bez oceny - krótkie pytanie, subtelna uwaga. Pokazywała, jak prowadzić pędzel wzdłuż konturu, jak rozcierać pigment miękkim ruchem nadgarstka, jak złamać czystość koloru odrobiną szarości, by światło nie wyglądało zbyt teatralnie. Kiedy indziej chwytała pędzel z palety uczennicy i jednym, z pozoru niedbałym ruchem nadawała całości harmonii, której wcześniej brakowało.
W końcu zatrzymała się przy jednej z dziewczyn. Spojrzała na plakietkę - Millie. Zauważyła napięcie w jej dłoni, drżenie palców, ten rodzaj irytacji, który znała aż nazbyt dobrze. Przez chwilę obserwowała, jak dziewczyna z uporem usiłuje rozetrzeć farbę, aż w końcu odezwała się spokojnie, cichym tonem, który miał w sobie więcej ciepła niż pouczenia.
- Pozwól, że pomogę - nachyliła się lekko nad paletą, sięgając po pędzel. - Zobacz. Masz żółć, masz błękit. Sam błękit daje zimną, martwą zieleń, której światło się nie ima. Żółć ją rozgrzewa, ale jeśli dasz jej za dużo, otrzymasz trawę w południe, nie jabłko w świetle. Prawdziwa zieleń jabłka ma w sobie odrobinę… życia. - Wzięła na pędzel szczyptę żółci, dodała odrobinę błękitu, potem przeciągnęła czubkiem po czerwieni, tak subtelnie, że farba zabarwiła się ledwie zauważalnie. - Czerwień nadaje jej głębi, widzisz? Nie robisz z zieleni potwora, tylko pozwalasz jej oddychać.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#3
03.12.2025, 15:31  ✶  
Moody nie miała żadnego ocznego defektu, poza faktem, że czasem zdarzało jej się widzieć rzeczy, których nie było. Martwa zieleń… widmo śmierci toczyło się nad jej głową od momentu, gdy odkryła, że jej schorowana matka przestała już oddychać. Dar Trelawneyów pozwalał dostrzec cienie innego świata. Przekleństwo jej toczonego chorobą umysłu - przynajmniej tak jej się zdawało, że to choroba - dotykało koszmarów. Dotykało cudzych marzeń. Dotykało cieni tańczących na pograniczu widzenia.

Miała swoje sposoby, żeby sobie z tym radzić i przelewanie wszystkiego do szkicownika było jednym z nich. Ale farby… kursy wymagały wstępnego chociaż obeznania z tymi kurwami, które ni jak nie wydawały na świat koloru, który był życzeniem Miles. Podejście prowadzącej napięło ją jeszcze bardziej. Wymuskana damulka z wysokich sfer, która pewnie mleko piła przez ozłocony cycek nie musiała odezwać się do niej słowem, aby Miles miała Bardzo Mocno Wyrobioną opinię.

Poezja, która wysmyknęła się z ładną linią pociągniętą po twarzy, zdawała się policzkiem i tak już zestresowanego śmietnikowego kota.
- Się nie zesraj… - burknęła pod nosem defensywnie, ale spróbowała powtórzyć Wielki Sukces pani Pokażę Ci Jak Masz Żyć. - Pierdu pierdu błękitne trupy i pada na nie światło, a krew rozjebana jest po… po skórze. Głębia, wyrwane sruszko, serduszko. - mruczała dalej z udawaną nonszalancją dodając nie te ilości. Gesty Astorii były oszczędne, ale bardzo precyzyjne. Miles zapamiętała z tego - dużo trupa, kapę słońca i rozbryzg krwi. Za dużo. Za bardzo. Zbyt chaotycznie. - Nosz kurwa mać, to dalej nie działa! - warknęła o wiele mocniej niż by chciała, ściągając na siebie wzrok kursantów którzy pracowali obok.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#4
13.01.2026, 01:45  ✶  
Astoria zareagowała szybciej, niż pozwalałby na to rozsądek, choć na zewnątrz nie zdradziła tego ani jednym gestem. Nie cofnęła się, nie zmarszczyła brwi, nie dała po sobie poznać, że słowa dziewczyny - ostre, niechlujne, przesycone frustracją - w ogóle do niej dotarły. Zamiast tego przesunęła spojrzeniem po sali, wychwytując ciekawskie twarze pozostałych kursantów, i jednym niemal niedostrzegalnym ruchem dłoni sprawiła, że ich uwaga powoli wróciła do własnych prac. Dopiero wtedy znów skupiła się na Millie.
Widziała ten chaos. Nie tylko na palecie, ale w sposobie, w jaki dziewczyna trzymała pędzel - zbyt mocno, jakby był narzędziem walki, nie tworzenia. Widziała napięcie w ramionach, drganie palców, zbyt szybki oddech. Astoria znała ten stan aż za dobrze: moment, w którym obraz przestaje być zadaniem, a staje się polem bitwy z samym sobą. W jej głowie kolory nie były chaosem, lecz strukturą - systemem zależności, temperatur, napięć. Widziała barwy jak warstwy emocji: jedne należało wydobyć, inne stłumić, jeszcze inne zostawić w spokoju. Zauważyła, jak Millie próbuje ją zignorować, jak chowa się za ironią i wulgarnością. Astoria nie odebrała tego osobiście. To była tarcza, przez którą musiała się przebić.
- Zatrzymaj się - powiedziała cicho, lecz stanowczo, nie podnosząc głosu. Nie była to prośba. - Nie dokładaj już nic więcej. - wiedziała, że jeśli teraz zareaguje zbyt ostro, dziewczyna zamknie się jeszcze bardziej; jeśli zbyt łagodnie, uzna to za słabość.
- Zacznijmy od podstaw - powiedziała, na razie skupiając się na samym kolorze podstawowym. W dalszej kolejności popracują nad światłocieniem. - Nie mieszasz koloru "jabłka". Mieszasz trzy różne rzeczy: jego lokalny kolor, światło i cień. Jeśli wrzucisz je wszystkie naraz do jednego odcienia, dostaniesz... breję. Dokładnie to, co teraz widzisz.
Sięgnęła po kawałek czystego pergaminu i położyła go obok palety, oddzielając wizualnie to, co było "zepsute", od tego, co można było jeszcze uratować.
- Problem nie leży w ilościach - kontynuowała spokojnie. - Próbujesz uzyskać efekt na oślep, zanim zrozumiesz sam pigment. Chodzi o proporcje, rozumiesz?
Zanurzyła pędzel w wodzie, dokładnie go oczyściła i dopiero wtedy sięgnęła po farby. Kilka płynnych ruchów i i na palecie pojawił się nowy odcień: chłodniejszy, bardziej stonowany, z ledwie zauważalnym przełamaniem czerwieni.
- Najpierw kolor bazowy. Błękit i żółć, ale nie na raz. Dopiero potem dotyk czerwieni, jak cień pod skórką.
Podała dziewczynie pędzel, nie cofając dłoni, dopóki Millie go nie chwyciła. Machnięciem różdżki wymazała wszelkie pomyłki z palety, żeby dziewczyna miała możliwość zacząć od nowa.
- Spróbuj jeszcze raz. Wolniej. Jeśli czujesz, że zaczynasz się wściekać, odejdź od płótna na trzy oddechy. Farba nigdzie nie ucieknie - jej głos pozostał opanowany, niemal chłodny, ale nie było w nim pogardy ani protekcjonalności. Tylko profesjonalizm kogoś, kto widział już wiele złamanych prób, by reagować irytacją. Astoria wyprostowała się dopiero wtedy, gdy upewniła się, że Millie znów patrzy na obraz, nie na własną frustrację.
- Sztuka nie znosi przemocy - dodała ciszej. - Nerwy nie pomagają. No, dalej.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#5
10.03.2026, 23:29  ✶  
Było w Astorii Avery coś niesamowicie irytującego i Miles nie była do końca pewna, czy nie chodziło po prostu o to, że dziewczyna była czyściuszkową wydmuszką podcierającą się złotem.

Wydana komenda jeżyła Moody włosy na karku, bo nie po to wyszła z roboty, żeby wrócić do roboty i dawać się upodlić uprzywilejowanej kaście pierdolonych dyletantów, którzy nigdy nie musieli sobie usmażyć jajecznicy, bo mieli od tego ludzi.

Było w Astorii Avery coś niesamowicie przyciągającego i Milles najprawdopodobniej musiała to w końcu przyznać, że ten chłód, to opanowanie, te powściągliwe ruchy ignorujące jej rozedrgany chaos, stanowiły przeciwwagę, kontrast zbyt jaskrawy aby go zignorować i przejść obok obojętnie. Była pilnikiem na jej zęby i jakkolwiek Moody nienawidziła tego w sobie, zbyt łatwo przychodziło jej samej okazać słabość wspomnianą fascynacją.

Panna Avery była też po prostu piękna, choć osobiście Moody preferowała - podobnie jak brat z resztą - blondynki. Czasem jednak warto było zaangażować inne zmysły w poznawanie drugiego człowieka. Na przykład smak.

Idealnie pasowało do tematyki jabłka.

Jakkolwiek dzika fantazja, która popłynęła w głowie na temat pani prowadzącej kurs była głównym powodem zamknięcia przez krnąbrną kursantkę paszczy, tak było to na tyle skuteczne że drobna brunetka nie tylko nic nie mówiła, ale też obserwowała i dla odmiany spróbowała się skupić.
- Dobrze, to jak odpowiednia do drożdży i wody… - mimowolnie podzieliła się zbyt jawnie swoją bimbrowniczą karierą. Odebrała pędzel, ale nie patrzyła na płótno, ani na otrzymane narzędzie. Wręcz przeciwnie, skupiła się na niewielkiej ilości farby, która czekała obecnie na użycie. I zamiast malować, wzięła szpachelkę i ponownie, ale z większą ostrożnością zaczęła mieszać swoje farby, tym razem zgodnie z intrukcją. Tym razem była do bólu precyzyjna, jakby Avery zainfekowała ją na tą krótką chwilę swoim profesjonalizmem. Ostatecznie… Miles chciała się nauczyć. Operowanie węglem przychodziło jej naturalnie, nawet jeśli wiele, wiele szkiców w procesie stawało się czarnymi koszmarnymi kręgami pożerającymi wszelkie światło. Farby… Te pozostawały tajemnicą.
- Czy to prawda, że do każdego koloru potrzeba tylko trzech barw podstawowych i bieli? Że nie musiałabym kupować wszystkich mieszanek tęczy tylko sama je robić według własnych potrzeb? - zapytała metodycznie mieszając swój własny kolor na palecie. Efekt był zaskakująco dobry jak na kogoś, kto prawie przed chwilą przebił płótno własną frustracją.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#6
20.03.2026, 01:02  ✶  
Zauważyła zmianę niemal natychmiast. Nie w słowach a w ruchu. W sposobie, w jaki dziewczyna sięgnęła po szpachelkę, w tym nagłym, nienaturalnym wręcz skupieniu, które zastąpiło wcześniejszy chaos. To był moment przełomu. Subtelny, ledwie uchwytny. Nie skomentowała tego. Nie pochwaliła. Pochwały bywały niebezpieczne, rozpraszały. Zamiast tego obserwowała, jak dziewczyna miesza farby zgodnie z instrukcją - wolniej, ostrożniej, z uwagą, która wcześniej była niemożliwa. Jej spojrzenie, chłodne i przenikliwe, przesunęło się z palety na twarz Millie, jakby chciała upewnić się, że to nie przypadek.
Astoria wychwyciła tę uwagę o wodzie i drożdżach, jak drobne zakłócenie w idealnie czystej kompozycji. Uniosła lekko brew, ledwie zauważalnie, bardziej odruchowo niż świadomie. Przez ułamek sekundy próbowała odnaleźć sens tej analogii: fermentacja, proporcje, reakcja... gotowanie? Jakiś eliksir w prymitywnej formie? Nie była pewna. Nie zapytała. Zamiast tego pozwoliła tej myśli odpłynąć, odkładając ją gdzieś na bok, jak niepasujący element.
Zrobiła krok bliżej, nachylając się nad paletą, ale tym razem nie ingerowała od razu. Pozwoliła jej dokończyć mieszanie, przyjrzała się efektowi i pokiwała głową z zadowoleniem.
- Bardzo dobrze, odrobinę więcej zieleni - wskazała jeszcze odpowiedni odcień i obserwowała, jak kolor na palecie zbliża się ideałowi.
Obserwowała, jak Millie przenosi uwagę na farbę, jak zaczyna traktować ją poważniej. I przez krótką chwilę pozwoliła sobie na cichą ocenę: że być może, pod całą tą warstwą buntu i niechlujnej ekspresji, kryło się coś, co warto było wydobyć.
- Tak. Czerwony, żółty, niebieski, biel i czerń wystarczą. W teorii - te kolory faktycznie stanowiły fundament. To była zasada stara jak samo malarstwo, przekazywana przez mistrzów i utrwalana z pokolenia na pokolenie. Prawdziwi artyści uczyli się mieszać kolory sami. To była kwestia kontroli. Świadomości. Własnego języka wizualnego. Ale praktyka bywała bardziej pragmatyczna. Większość znanych jej malarzy sięgała po gotowe pigmenty. Zwłaszcza w pracowniach, gdzie czas miał znaczenie, gdzie zamówienia, wystawy i terminy nie pozwalały na niekończące się eksperymenty. To nie znaczy, że nie potrafili ich uzyskać, tylko że wygodniej było sięgnąć po gotowca - W praktyce to dość żmudny proces i strata czasu, skoro na rynku są dostępne wszystkie kolory tęczy. - stwierdziła, ale mówiła to z perspektywy osoby, której nigdy nie brakowało galeonów, i która mogła sobie pozwolić na najdroższe farby.
- Tutaj uczymy się wszystkiego od podstaw, dlatego mieszanie farb jest częścią kursu. W trakcie malowania i tak musisz mieszać kolory, bo czasami potrzebujesz jaśniejszego albo ciemniejszego odcienia. - kontynuowała, a jej głos niósł się echem po sali, by każdy z uczniów mógł wyciągnąć własne wnioski. - Gdybyś mieszała kolory od podstaw, myślę, że wzbudzałoby to wiele frustracji. Bo co, jeśli w trakcie malowania skończyłby ci się dany pigment? Uzyskanie dokładnie takiego samego byłoby problematyczne. - nie wyobrażała sobie, żeby być w trakcie procesu twórczego i nagle zaburzać go tym, że zmieszany kolor wyszedł bardziej blado. Może wychodził tu jej perfekcjonizm, ale nie potrafiłaby tak pracować. Spojrzała na paletę Millie z uśmiechem. - Już. Jest idealny. Dobra robota.


learn the rules
then
break some

constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#7
25.03.2026, 22:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2026, 22:15 przez Millie Moody.)  
Moody szczerze nienawidziła tego jakie Astoria robiła na niej wrażenie.

Zawsze też wolała blondynki, więc typiara absolutnie nie była w jej typie. Tak trzeba było sobie powtarzać, żeby przypadkiem nie wziąć mocniejszego oddechu w cichym zastanowieniu czym pachnie jej skóra.

Problem polegał też na tym, że zwykłe „bardzo dobrze” mile połaskotało dziewczynę w podniebienie. Poczuła charakterystyczne mrowienie, przyjemność płynącą z prostego faktu bycia docenioną, ale też nie spuszczoną w kiblu za sam fakt tego kim była, a może - przede wszystkim - jaka była.

- No no, na rynku są dostępne tak. - powtórzyła za nią, z fascynacją przyglądając się temu, że rzeczywiście ten kolor teraz mniej wyglądał jak kupa, a bardziej jak coś co chciłałaby umieścić na swoim obrazie. - Frustracja to moje drugie imię, idzie się przyzwyczaić - wypaliła również, nieco bezmyślnie, niezadowolona, że nagle seksowna nauczycielka zaczęła mówić bardziej do grupy, niż do niej. Po co było tu więcej ludzi? To nie miało absolutnie sensu. O ileż lekcje byłyby przyjemniejsze, gdyby siedziały tu tylko we dwójkę.

Fuknęła niezadowolona, ale szybko się uspokoiła, gdy uważność instruktorki znów otoczyła jej osobę.

Już. Jest idealny. Dobra robota

Kiedy ostatnio ktoś jej tak powiedział? Kiedy KTOKOLWIEK jej tak powiedział?

Przygryzła wargę, czując jak czerwień zalewa jej blade policzki, gdy patrzy na twarz Astorii może o pół minuty za dużo. Bardzo, bardzo chciała powiedzieć, że nie dosłyszała, że bardzo by chciała, żeby Avery to powtórzyła, ale finalnie odpuściła. Kursy przygotowawcze finalnie trwały nieco dłużej. Wystarczyło tylko… postarać się bardziej.

Czuła się trochę jak kociak wyciągnięty ze śmietnika, którego ktoś pogłaskał po głowie, ale nie poświęcała tej myśli zbyt wiele uwagi. Liczyło się to, że takich kąsków spłynęło na nią więcej, więc - ku zgrozie własnej - znalazła w sobie siłę i motywację, żeby zachowywać się już zdecydowanie lepiej, zapominając, że wcześniej rozniosłaby wszystkie płótna na widłach, bo jabłko nie chciało się dobrze ułożyć.

Słuchała. Dala się poznać jako osoba mająca dobrą rękę do szkiców. Kolory wciąż przychodziły jej z trudem, ale krok po kroku, dzień po dniu, sworowała się na prowadzenie, wśród tych co bardziej obiecujących. Miała dobre oko. Trochę gorzej z koncentrajcą. Miała pewną rękę. Nie bała się eksperymentować.

Była zaangażowana.

Była zdeterminowana.

Oraz…

…była nieobecna na liście zakwalifikowanych kandydatów. W sumie, nic dziwnego. Żeby móc się gdzieś zakwalifikować, trzeba było się najpierw zgłosić.

Ciężko się zgłosić, gdy pomięty kwestionariusz, leżał w śmieciach, podobnie jak marzenia o życiu innym niż psie patrole. Zabrane z kursu płótna, otrzymane zestawy początkowe, farby i szkicowniki powędrowały na strych zbierać kurz, w grobowcu, w którym leżały już wcześniej podjęte próby. Podobnie trafił tam niedokończony obraz martwej natury z jabłkiem, którego kolor był Idealny. Podobnie jak trafił tam niedokończony portret kobiety o szczupłej twarzy i przenikliwych zielonych oczach.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1546), Millie Moody (1517)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa