- 20 kwietnia 1972 -
Ministerstwo Magii, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów
Ministerstwo Magii, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów
Praca w Ministerstwie Magii nie zawsze należy do najtrudniejszych zawodów świata. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że czasami jest bardzo prosta. Jednym z takich zajęć jest uzupełnianie wszelkiej maści dokumentów czy raportów, z których najczęściej trzeba się rozliczyć. Ilość protokołów ile dany pracownik musi wypełnić zależy od całej masy czynników. Od jego stopnia, departamentu czy zaangażowania w sprawy. Im więcej obowiązków, tym więcej papierów trzeba wypełnić. Podobno najbardziej zapracowani mają całe biurka zawalone dokumentami. Na całe szczęście dotyczy to tylko niedużej ilości osób w tej instytucji.
Ten piękny poranek nie wyróżniał się niczym dla Stanleya. Jak co dzień przybył do pracy, zatrzymał się przy grupie zaprzyjaźnionych współpracowników i wymienił z nimi kilka zdań. Humory dopisywały wszystkim, bo przecież w końcu zbliżał się upragniony weekend. Dodatkowo w poprzednim tygodniu nie działo się nic szczególnego, nic co by utrudniało pracę na tyle, że stałaby się ona nie do zniesienia.
Po krótkiej pogawędce dotyczącej raczej nieznaczących pierdołów opuścił znajomych, uprzednio się żegnając. Im wcześniej zacznie robić swoje obowiązki tym szybciej będzie mógł wyjść do domu. Taka właśnie idea przyświecała mu przez całą drogę do swojego gabinetu. Ku własnemu zaskoczeniu przez cały ten tydzień nie pozostawiał żadnej papierowej roboty na koniec tygodnia i wykonywał ją sumiennie tego samego dnia którego ją otrzymał. Dlatego właśnie według własnej kalkulacji oszacował, że ilość papierologii do uzupełnienia powinna być na maksymalnie dwie godziny pracy. Ale przecież zaparzy sobie kawy, usiądzie, skupi się tylko na tym i jakoś to pójdzie.
Wszedł do swojego pokoju i od razu spojrzał na biurko znajdujące się na środku. Tak jak przewidywał tak się właśnie stało - na blacie ujrzał tylko kilkanaście teczek.
- No i świetnie - skomentował zaobserwowany fakt. Nie krył zadowolenia z takiego obrotu spraw. Któryś z przełożonych mógł przecież zdecydować aby dołożyć mu roboty na kilka dobrych kolejnych godzin. Odłożył swój płaszcz na wieszak i podszedł do biurka aby przejrzeć wstępnie dokumenty. Zawsze tak robił. Była to jego pewnego rodzaju tradycja. Pozwalała mu ona na odpowiednie nastawienie się do pracy.
- Biuro koronera? - zapytał sam siebie trochę zdziwiony. Pierwszy katalog na wierzchu i to od razu nie należący do niego? Dodatkowo nawet nie leżący w jego kompetencjach. Co takiego niby on miałby tam wpisać? Potwierdzić, że rzeczywiście dana osoba zginęła tego dnia? Nikt nigdy nie potrzebował takiego potwierdzenia od nich. A jeżeli coś zmieniło się w zasadach to powinni to zgłosić do odpowiedniego przełożonego, aby im przekazał. Stanley nie miał jednak zamiaru przejmować się jedną, małą pomyłką. Odłożył ten raport na bok. Później go odniesie do prawidłowego działu. Wziął kolejny raport, a po nim jeszcze jeden. Nie krył oburzenia. Doszło tutaj do jednego, wielkiego nieporozumienia. Wyglądało na to, że wszystkie teczki, które wylądowały na jego biurku należały do biura koronera. To sprowadza się tylko do jednego - przyśpieszonej wizyty u swoich najbliższych współpracowników w celu zwrotu ich zguby i odebraniu własnej. Ktoś musiał dzisiaj wstać lewą nogą skoro źle roznosił dokumenty… Albo po prostu był roztargniony.
Złapał tą całą papierologię i ruszył do biura koronera. Chciał tę sprawę załatwić czym prędzej. Dokonać transakcji - wasze dokumenty za moje. Prosta i krótka wymiana. Wszyscy szczęśliwi bo każdy otrzyma to co jest jego.
Po krótkim spacerze znalazł się w odpowiednim miejscu. Było tu jednak zaskakująco cicho… i pusto? Nie widział nikogo. Gdzie oni wszyscy mogli się podziać? Może mieli dzisiaj jakieś dodatkowe wolne? Tego nie wiedział ale postanowił to sprawdzić. Pokręcił się chwilę po ich części departamentu, aż w końcu zauważył jedną z nich. Przynajmniej tak mu się wydawało i w dodatku wszystko wskazywało, że tak właśnie jest.
Stał tak kilka sekund i przyglądał się jej. Kojarzył ją z widzenia. Rzeczywiście była pracownicą w tym biurze. Nie znał jej co prawda ale co mu szkodziło aby zamienić kilka zdań?
- Ekhhemm.. Ekhhem.. - odchrząknął aby jej nie wystraszyć - Cześć. Mam coś waszego - odezwał się do niej, a następnie podniósł cały stos dokumentów na prawej dłoni - I jak mniemam, wy macie coś co powinno być na moim biurku - dodał i uśmiechnął się, a następnie rozejrzał się wokół po pomieszczeniu. Odłożył teczki na jednej z szafek i przetarł ręce.
- My się chyba nie znamy. Borgin. Stanley Borgin - wyciągnął do niej dłoń - Grupa uderzeniowa.. Ale to możesz pewnie kojarzyć.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972