23.10.2022, 19:07 ✶
- Tak, koty mają już to do siebie, że zawsze muszą demonstrować swoje zdanie, jakie by ono nie było. Próbowałam go utemperować, widać jak mi się to udało. Oby z wychowaniem Mabel szło choć trochę lepiej.- powiedziała do Brenny, a następnie upiła łyk kawy, powoli zaczynała się robić zimna, nie żeby jej to przeszkadzało.
- Psidwak? Słyszałam, że na nie trzeba mieć specjalną licencję, ciekawe ile w tym prawdy.- zresztą pewnie nawet jeśli licencja będzie potrzebna, to Longbottomy bez problemu będą ją w stanie sobie załatwić ze swoimi znajomościami w Ministerstwie. - Taki pies mógłby Wam chyba towarzyszyć też w pracy?- powiedziała z zawahaniem. Nie wiedziała do końca jakie mieli wytyczne.
-Wspaniale! Mam nadzieję, że będziesz mieć wolne!- odparła z ekscytacją, na pewno będzie jej raźniej, kiedy przyjaciółka będzie przy niej w tym ważnym dniu, w tak naprawdę zupełnie obcym otoczeniu. Nie wymagała, żeby jej pomagała, tylko po prostu była gdzieś obok i dodawała odwagi.
Zwróciła uwagę na grubość notatnika Brenny. Zrobił na niej wrażenie. - Sporo masz na głowie.- pokazała dłonią na notatnik. - Jak właściwie znajdujesz na to wszystko czas.- nadal nie mogła się nadziwić.
Słysząc kolejne pytanie spojrzała na Longbottom swoimi zielonymi ślepiami. Rachunek? Czy ona do reszty oszalała. Postawiła kubek na blacie, może nieco głośniej niż chciała.- Czy Ty naprawdę myślisz, że będziesz za to płacić? Tyle mi w życiu pomogliście, że naprawdę nie ma szans, że na to pozwolę.- to by uderzyło w jej dumę. Figg była na tym punkcie przeczulona. Otrzymywała od rodzeństwa Longbottom naprawdę bardzo duże wsparcie w różnych dziedzinach życia od zawsze.
- Czy dobrze zrozumiałam, że zapraszasz ją na weekend do siebie?- uśmiechnęła się do Brenny, nie żeby jej na tym zależało, ale całkiem przyjemnie było złapać oddech w samotności raz na jakiś czas.
- Słyszałam o tym przedszkolu, muszę podejść zapytać się, czy jest szansa na rekrutację, tak naprawdę to nawet nie wiem, kiedy składa się takie wnioski.- Gdy mieszkała z rodzicami, nie miała takich problemów.
- Psidwak? Słyszałam, że na nie trzeba mieć specjalną licencję, ciekawe ile w tym prawdy.- zresztą pewnie nawet jeśli licencja będzie potrzebna, to Longbottomy bez problemu będą ją w stanie sobie załatwić ze swoimi znajomościami w Ministerstwie. - Taki pies mógłby Wam chyba towarzyszyć też w pracy?- powiedziała z zawahaniem. Nie wiedziała do końca jakie mieli wytyczne.
-Wspaniale! Mam nadzieję, że będziesz mieć wolne!- odparła z ekscytacją, na pewno będzie jej raźniej, kiedy przyjaciółka będzie przy niej w tym ważnym dniu, w tak naprawdę zupełnie obcym otoczeniu. Nie wymagała, żeby jej pomagała, tylko po prostu była gdzieś obok i dodawała odwagi.
Zwróciła uwagę na grubość notatnika Brenny. Zrobił na niej wrażenie. - Sporo masz na głowie.- pokazała dłonią na notatnik. - Jak właściwie znajdujesz na to wszystko czas.- nadal nie mogła się nadziwić.
Słysząc kolejne pytanie spojrzała na Longbottom swoimi zielonymi ślepiami. Rachunek? Czy ona do reszty oszalała. Postawiła kubek na blacie, może nieco głośniej niż chciała.- Czy Ty naprawdę myślisz, że będziesz za to płacić? Tyle mi w życiu pomogliście, że naprawdę nie ma szans, że na to pozwolę.- to by uderzyło w jej dumę. Figg była na tym punkcie przeczulona. Otrzymywała od rodzeństwa Longbottom naprawdę bardzo duże wsparcie w różnych dziedzinach życia od zawsze.
- Czy dobrze zrozumiałam, że zapraszasz ją na weekend do siebie?- uśmiechnęła się do Brenny, nie żeby jej na tym zależało, ale całkiem przyjemnie było złapać oddech w samotności raz na jakiś czas.
- Słyszałam o tym przedszkolu, muszę podejść zapytać się, czy jest szansa na rekrutację, tak naprawdę to nawet nie wiem, kiedy składa się takie wnioski.- Gdy mieszkała z rodzicami, nie miała takich problemów.