• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[11.10.72] La pire des bénédictions, la plus belle des malédictions

[11.10.72] La pire des bénédictions, la plus belle des malédictions
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
17.12.2025, 11:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 07:58 przez Brenna Longbottom.)  
– Mam nadzieję, że nie przepadniemy tutaj na dwa dni jak Paddy Finnigan – stwierdziła Brenna, gdy weszli do archiwum, wypełnionego kurzem, papierami, rzędami szafek oraz, niewykluczone, ukrytymi gdzieś w ciemnych kątach kośćmi ludzi, którzy zabłądzili w tej nie aż tak wielkiej przestrzeni i nigdy nie znaleźli wyjścia.
Trochę sobie żartowała, a trochę nie. Nie miała dwóch dni, które mogłaby poświęcić na bycie zaginioną, a Paddy Finnigan faktycznie znowu znikł, nie pojawił się przy swoim biurku, nie było go w domu i sąsiedzi twierdzili, że rano wyszedł do pracy. Niemniej to nie rudego funkcjonariusza szukali w archiwum – Brenna, mimo wszystko, wątpiła, aby siedział tutaj skulony gdzieś pod którąś z szafek czy przygnieciony stosami archiwów spraw nierozwiązanych z roku 1969 (to był bardzo dziwny rok, i pewnie do tej pory by go wszyscy wspominali, gdyby nie ta cała heca z Voldemortem). Zakładała raczej, że mężczyzna po prostu zamiast do Ministerstwa trafił do jakiegoś baru.
Nie, tym razem problemem był aresztowany w tym tygodniu przy okazji sprawy kłusowników, z którą Brenna miotała się od ładnych paru miesięcy, próbując uciąć wszystkie głowy hydry i zapobiec ich odrastaniu, czarnoksiężnik Franklin Blount. Franklin Blount odmawiał jakiejkolwiek współpracy, jego imię i nazwisko podali koledzy, a sprawdzenie tego i owego wskazywało na to, że Franklin Blount był notowany, że dosłużył się pięknego przezwiska „Rzeźnik z Chelsea” (i to wcale nie dlatego, że sprzedawał mięso), że ten „złapany” Blount pasuje do opisu, przechowanego w aktach, tyle że… opis pochodził sprzed dwóch dekad i w tej chwili Franklin powinien mieć mniej więcej osiemdziesiąt lat.
Ich Franklin miał najwyżej sześćdziesiąt, a wyglądał na mniej. Ale nawet jeśli był synem tamtego Franklina, to wciąż mieli tu otwarcie sprawy, bo poprzedni Blount znikł z powierzchni ziemi, i dorwanie jego syna, w dodatku też wmieszanego w nielegalne poczynania, mogło pomóc zamknąć tamtą starą sprawę…
– Mam też nadzieję, że w rodzinie Blountów przekazują sobie imię niczym rodzinny skarb, podobnie jak najpiękniejsze, czarnoksięskie tradycje, a nie że to ten sam Franklin, który jakimś cudem przedłużył sobie życie za pomocą nekromancji – dorzuciła, wędrując wzdłuż półek, by minąć te regały, na których znajdowały się stosunkowo świeże akta. Te, których szukali, pewnie były gdzieś pomiędzy 40 a 50 rokiem… czyli w tym najcięższym okresie, bo II Wojna Światowa i wojna z Grindewaldem nie sprzyjały wielkiemu porządkowi. Ani w samym państwie, bo spraw było bardzo wiele, ani pośród dokumentów.
Uniosła różdżkę, próbując zaklęcie światła, bo oświetlenie archiwów pozostawiało bardzo wiele do życzenia, a w miarę, jak wchodziła w głąb pomieszczenia, stawało się tylko coraz ciemniej. Człowiek zaczynał aż wierzyć, ze Paddy faktycznie zgubił różdżkę i nie mógł w mroku znaleźć drogi powrotnej.

kształtowanie
Rzut W 1d100 - 7
Akcja nieudana


- Co do cholery? - mruknęła, zdziwiona, kiedy światło na różdżce zabłysło i zaraz zgasło, a potem podejrzliwie spojrzała w dół, jakby przez podłogę chciała zobaczyć mieszczące się niżej sale Departamentu Tajemnic. Czy kombinowali tam z czymś, czy jak?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#2
18.12.2025, 00:06  ✶  
Atreus bardzo nie chciał nigdzie przepadać, już w szczególności na dwa dni, ale za każdym razem kiedy wchodził między regały archiwum, poniekąd akceptował swój los. Nie miało znaczenia, czy było to pomieszczenie Brygady Uderzeniowej czy Aurorów, oba zdawały się tak samo przeklęte, jakby coś (lub ktoś, a konkretnie Departament Tajemnic) uwziął się na nich i chciał utrudnić im pracę.

- Chciałem powiedzieć, że mamy zegarki, ale może im wskazówki powygina, albo magia w trybiki wejście - pomijając już fakt, że nie posiadał w tym momencie fizycznego zegarka przy sobie. Ten nad drzwiami natomiast, jak można było zakładać, najpewniej też był przeklęty i współsprawcą całego tego zamieszania z Paddym Finniganem. O ile ten oczywiście mówił prawdę, bo równie dobrze mógł się gdzieś narąbać, zasnąć, a potem szukać wymówek żeby go tylko z pracy nie wyrzucili.

- Ja zawsze miałem wrażenie, że po sześćdziesiątce, czarodzieje bardzo wolno się starzeją. Prawie wcale. Ale w sumie czemu nie, że byłaby to jakaś ich urocza rodzinna tradycja. Imię w sensie, czarnoksięskie tradycje niekoniecznie - wymruczał, idąc za nią między regałami, wręcz spacerowym krokiem. Rozglądał się, jakby kurz poruszony na półkach miał świadczyć o czyjejś niedawnej tutaj obecności, a może spomiędzy prześwitów miał na nich zaraz wyskoczyć zagubiony Paddy. Ale stety niestety, byli tutaj sami, zaginionego nigdzie nie było, a do tego było cholernie ciemno.

- Gdyby nie to, że pieniądze aktualnie muszą iść na coś innego, to wniósłbym do Harper o dofinansowanie na cholerne światła - westchnął obserwując jak Brenna macha różdżką i nic się nie dzieje. Chociaż obserwuje to i tak było mocno powiedziane, bo im dalej byli między regałami, a już trochę przeszli, tym większe ciemności ich otaczały. Jakby co najmniej wkraczali do jakiegoś zapomnianego grobowca.

Sięgnął więc po swoją różdżkę i uniósł ją, odpowiednim gestem nadgarstka chcąc przywołać światło, które chociaż nieco rozgoniłoby cienie i pozwoliło łatwiej znaleźć to, po co w ogóle tutaj przyszli.

kształtowanie na światło
Rzut PO 1d100 - 21
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
18.12.2025, 08:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 08:12 przez Brenna Longbottom.)  
– Hm… Albus Dumbledore faktycznie wygląda mniej więcej tak, jak kiedy byłam w Hogwarcie – przyznała Brenna, której od jakiego czasu się wydawało, że ten znalazł fontannę młodości czy coś takiego. Chociaż bardziej prawdopodobne było, że jego potężna magia albo eliksiry Potterów, ewentualnie oba na raz, go zakonserwowały. Jakoś jego nie podejrzewała o nekromancję. – Ale jeśli to faktycznie on i nie postarzał się ani o dzień, to czy nie jest to piękne rozwiązanie sprawy po latach?
Szkoda tylko, że nie wcześniej, skoro Rzeźnik z Chelsea w masakrze zabił siedem osób a zanim się przy tej ujawnił, odpowiadał zapewne za serię innych zgonów…
– Gdyby nie to, że rzemieślnicy są teraz zajęci czymś innym, sama sfinansowałabym te cholerne światła – oceniła, potrząsając różdżką, kiedy ta nie zechciała współpracować. To był czar z programu pierwszej klasy Hogwartu, naprawdę! Nie żeby Brenna przeceniała swoje możliwości, nie zdziwiłaby się porażką w żadnej innej dziedzinie magii, ale zakładała, że naprawdę nie powinna potykać się na zwykłym czarze oświetlającym. Prawie się ucieszyła, że Atreusowi też nie wyszło, bo może faktycznie archiwum postanowiło płatać im figle. Albo że robili to Niewymowni.

kształtowanie, czy będziemy tu dalej stali i rzucali lumos
Rzut W 1d100 - 88
Sukces!


- Jeśli nie zadziałasz, to cię zastąpię - zagroziła swojej różdżce, a ta jakby na zawołanie rozbłysła jasnym światłem, i blask zalał najbliższe regały oraz kąty, a Brenna uśmiechnęła się z satysfakcją. – No, wreszcie. Teraz tylko musimy przekopać cały regał, co zajmie nam od godziny do trzech dni roboczych… chyba ze tym razem zadziała accio? – zastanowiła się, chociaż miała pewne Obawy wobec takiej metody. W teorii powinna bardzo sprawnie pozwolić im znaleźć potrzebne papiery, w praktyce, skoro nawet lumos szwankowało, istniała szansa, że utoną w powodzi teczek. Ewentualnie że przewróci się na nich najbliższy regał i faktycznie zostaną tu na zawsze.
Zatrzymała się przed regałem, na którym – w teorii – powinny stać akta z odpowiednich lat i zadarła głowę. Poza wieloma teczkami zobaczyła też… zieleń.
Całe mnóstwo jemioły pięło się po regale i pokrywało część sufitu, a pomiędzy nią powiewały czerwone, świąteczne wstążeczki i nawet parę bombek.
– Wow, ktoś bardzo tęskni za Yule. Patrz, jemioła – oceniła, a potem, jakoś niewiele się nad tym zastanawiając, odwróciła do niego, złapała za koszulę i krótko pocałowała. Równie szybko odwróciła się z powrotem do regału. – Na litość Merlina, czy oni poukładali to tutaj alfabetycznie, zamiast numerami spraw i datami? Czy będzie pod R, pod B, pod F czy M jak Masakra w Chelsea? – spytała z pewnym przerażeniem, jak gdyby nigdy nic.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
18.12.2025, 09:24  ✶  
- Może dostaniesz za to jakiś medal? Nie no, co ja mówię. Może trafisz na ściankę jako detektyw miesiąca - faktycznie, to mogła być ładna historia. Oto po dwudziestu latach, straszliwy morderca, zwany rzeźnikiem z Chelsea, trafiał ostatecznie za kratki. Dokładnie tam gdzie było je miejsce. Kobiety płaczą, redaktorzy Z Archiwów Brygady, wszyscy oczywiście ze szczęścia, a dwa dni potem nikt o tym nie pamięta no bo trzeba gonić następnego szaleńca.

Różdżka zadziałała, szkoda tylko że nie jego. Atreus poczuł pewne napięcie, jakie wytworzyła związana magia, tylko po to by wyczarować tylko niezdecydowane iskry, jakby coś w powietrzu uniemożliwiało jej poprawne związanie. Pewnie by się zirytował, gdyby nie prosty fakt że nie był to pierwszy raz jak takie rzeczy działy się w archiwum. Brenna jednak poradziła sobie wreszcie z zadaniem i mlecznobiałe światło oblało ich sylwetki, a także stojące dookoła nich regały, ujawniając znajdujące się na nich literki. Jeszcze parę kroków i znaleźli się po tym właściwym; wznoszącym się ku górze z toną papieru, którą najpewniej musieli przejrzeć, ale i też zieleniejąc się od liści jemioły. Atreus uniósł spojrzenie, marszcząc brwi i przez moment przyglądając się jasnym owocom, które wyzierały spomiędzy liści, aż nagle poczuł jak Brenna łapie go za koszulę i przyciąga do siebie.

Nie mógł sobie dokładnie przypomnieć, ale wydawało mu się że właściwym tokiem dotychczasowych ich poczynań, powinni zamienić się na miejsca. To on powinien całować, a ona być całowana, ale wcale nie zamierzał się przed tym wzbraniać.
- Koszule mi... - sięgnął rękoma do materiału. - Pognieciesz - dokończył z przekąsem, teatralnie wręcz ubranie wygładzając i doprowadzając do porządku. - Albo komuś zwyczajnie uciekła - pochylił się, by stojąc za nią odgarnąć jej włosy za ucho i pocałować jeszcze w policzek, jakby to nie jemioła była tutaj największą uciekinierką. - W sumie zwykle dodawali do niej iluzję sypiącego śniegu, tej dekoracyjnej do atrium, więc jeśli to ta sama to mamy szczęście, że nam tego całego regału nie zasypała zamieć - uniósł różdżkę i zawahał się tylko na moment. - Myślisz, ze zadziała? Accio akta Franklina Blounta - powiedział, jak gdyby nigdy nic. Na moment otoczyła ich cisza, a potem regał zatrząsnął się, a może raczej zatrzęsła się jemioła? Biorąc pod uwagę że spod liści sypnęło - gwałtownie i górą śniegu, niczym z nieostrożnie poruszonej gałęzi świerku.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
18.12.2025, 12:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 12:48 przez Brenna Longbottom.)  
– Z podpisem „zamiast kłusowników niechcący ujęła czarnoksiężnika – seryjnego mordercę”? Na pewno wybraliby moje najgorsze zdjęcie – zakpiła. Niezbyt na serio, bo zakładała jednak, że ten Franklin to pewnie jakiś syn tamtego Franklina, tyle że skoro ten nie chodził do Hogwartu i w ogóle nie był notowany, albo dorastał gdzieś w ukryciu, albo za granicą… i może jednak jego ujęcie mogło pomóc w rozwiązaniu tamtej sprawy sprzed lat.
W społeczeństwie, i to nie tylko czarodziejów, istniały pewne schematy, i przydział ról, a lata siedemdziesiąte nawet jeśli już odchodzące od pewnych zwyczajów, nie były aż tak postępowe, zwłaszcza w ich świecie, aby to całkiem zarzucono. Może z powodu wychowania więc, może ze względu na fakt, że ogólnie była trochę ślepa (ewentualnie głupia), nie próbowała go pocałować, póki nie zrobił tego on. Tak dla pewności dwa razy, bo za pierwszym mogło się mu coś pomylić albo piosenka grajka rzucić na mózg.
Ale nie była szczególnie nieśmiała, więc teraz raczej nie miała wielkich oporów.
Uśmiechnęła się tylko ledwo zauważalnie, kiedy zaczął narzekać na pogniecione ubranie, a chłodne usta przesunęły się po jej policzku.
– Skrzat ją wyprasuje – odparła bezczelnie, znów obracając się do niego i przeciągnęła dłonią po jego koszuli, która wcale nie była jakoś szczególnie pognieciona. – A to całkiem możliwe, w sumie nikt nie ma teraz głowy do szykowania dekoracji, a nawet słyszałam coś o jakimś uciekającym zielsku… – powiedziała, zadzierając ponownie głowę, by spojrzeć na jemiołę. Tym razem w jej spojrzeniu czaiła się pewna podejrzliwość, bo może były to dekoracje, które miały zawisnąć w Ministerstwie na Yule, a na zajmowanie się którymi nikt teraz nie miał czasu, a może okaże się, że jednak to mordercze rośliny, nad którymi pracowali Niewymowni i zaraz spróbują ich zeżreć? Może zeżarły już Paddy’ego, i jednak myliła się sądząc, że ten pił teraz w jakimś irlandzkim barze?
– W teorii powinno, w praktyce cholera wie… – zaczęła i nie zdążyła dokończyć, bo cóż, na zaklęcie zamiast akt zareagowała jemioła. Śnieg spadł wprost na nich, jakby roślinki chciały stworzyć odpowiednią atmosferę, ale że na pewno nie oglądały mugolskich filmów, nie wiedziały, jak ma to wyglądać – i w efekcie zamiast płatków śniegu wirujących w powietrzu czy coś takiego, postanowiły zaserwować od razu całą zaspę. W dodatku wilgotną, która nie wydawała się ani trochę iluzyjna.
– Lepiej, że zasypało nas niż akta – westchnęła tylko, uznając, że nie ma sensu tracić energii na denerwowanie się, i przetarła oczy, w które dostało się trochę śniegu. Ten osiadł też na włosach i ramionach. – Koszula nie dość, że pognieciona, to jeszcze ośnieżona – stwierdziła, strzepując z rzeczonej koszuli trochę śniegu.

Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie

czy zaspa wytrąciła różdzkę


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
22.12.2025, 19:39  ✶  
- Obawiam się, że oni nigdy do takich dyplomików nie wybierają najlepszych zdjęć - prychnął. Należało jednak zacząć od tego, że na całe szczęście nie mieli specjalnego miejsca na ścianie, na tego typu uznania. Nawet lepiej, bo wtedy Atreus musiałby walczyć sam ze sobą; z jednej strony chcąc uzyskać odpowiednie uznanie, a z drugiej uważając tego typu docenienie za okropną siarę.

To mu powiedziała - bezczelnie i bezmyślnie, warto dodać, a on otaksował ją w odpowiedzi oceniającym spojrzeniem. Skrzat. Jednego miał pod ręką, według ich wymiany zdań na weselu, i właśnie na niego patrzył. Ale nie odezwał się w tym temacie, równie bezczelną uwagę zatrzymując dla siebie. - Uciekającym zielsku? No to zagadka rozwiązania - mruknął, patrząc na tę jemiołę, jakby była winna całemu złu na ziemi, a przynajmniej zniknięciu Paddy'ego. W sumie kto wiedział, jak została zaczarowana. Albo jak zmieniła ją ucieczka.

Najwyraźniej jednak, jedynym efektem ubocznym, a przynajmniej jedynym który do tej pory się ukazał, było nadmierne śnieżenie. W odpowiedzi na zaklęcie, zieleń zafalowała ale Atreus patrzył na dokumenty, z nadzieją oczekując że któreś akta faktycznie wyskoczą im do ręki. Ale nie, to byłoby zwyczajnie za proste. Zamiast tego runęła nich cała zaspa śniegu i to nawet nie takiego iluzorycznego, a całkiem prawdziwego. Przyszedł chłód, a parę kroków za nim wilgoć, kiedy biały puch zaczął roztapiać się na ubraniu.

W pierwszej chwili Bulstrode zwyczajnie zastygł, przełykając przekleństwa - oprócz jednej samotnej kurwy, która mu się wymsknęła - i próbując znieść z godnością fakt, że nasypało mu za kołnierz.
- Ja wiem jak to się kończy w tych nowelkach romantycznych, nie rozbierzesz mnie bezbożnico - mruknął do niej, ale nawet jeśli chciał zażartować sobie teraz, to raczej należało zaliczyć to do nieudolnej próby. Głos był sztywny, niosący pewne niezadowolenie. Ręce natomiast szybko poszły w ruch, chcąc otrzepać ubranie. - Ktokolwiek te jemiołę zaklinał chyba sobie wziął do serca powiedzenie, że grudzień zimny, śniegiem przykryty, daje rok w zboże obfity. Eh, to co, czeka nas teraz przeglądanie tego ręcznie, niestety.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
22.12.2025, 22:15  ✶  
Przez ułamek sekundy była bliska wystrzelenia, że ona to w sumie takich rzeczy za bardzo nie czytuje, więc nie ma pojęcia, jak się kończy i chętnie się dowie, ale ugryzła się w język, być może głównie dlatego, że śnieg wpadający za kołnierz trochę go wkurzył. Albo doszła do wniosku, że Atreus może w końcu uznać, że jednak chce ją nie całować, a udusić: niekiedy ciągle oscylowali na tym spektrum. Nie zapytała też "o, a gdzie" o tę kurwę, choć była bliska w odruchu, bo przywykła do tego typu odpowiedzi, gdy Vincent wyrzucał z siebie kurwy niby przecinki.
- Postaram się jakoś opanować moje bezbożne zapędy – obiecała tylko, strzepując sobie jeszcze mokry śnieg z włosów, choć i tak uśmiechnęła się mimowolnie, nawet jeżeli jego żart był trochę wymuszony. Sama śniegiem mało się przejęła, chociaż byłaby dużo szczęśliwsza, gdyby odpowiednie papiery po prostu przyleciały im do rąk, jak Merlin przykazał, a nie kazały się w szukać w tym bałaganie. To było okropne marnotrastwo czasu, na które normalnie może by nie narzekała, ale... od Spalonej minął zaledwie miesiąc. - Taaak, chyba wolę nie ryzykować, że zaraz zasypie i akta - przyznała, rzucając kolejne, podejrzliwe spojrzenie na najwyraźniej podstępną jemiołę. A potem zabrała się do zaglądania po kolei do teczek pod literą B, potem F, a wreszcie zaglądając do nich losowo, w nadziei na to, że dopisze jej szczęście.
- Wiedziałeś, że w 1946 ktoś wypuścił na Pokątnej zmutowane, krwiożercze króliczki? – spytała, odkładając teczkę, która wydała się jej obiecująca, bo w nagłówkach dostrzegła coś o masakrze... Ale okazało się, że była to królicza masakra. - Czekaj, chyba mam... Chelsea...
– KTÓRA GODZINA?!
Brenna aż upuściła akta, gwałtownym ruchem unosząc różdżkę, ale człowiekiem, który wychynął na nich zza najbliższego regału był po prostu bardzo rozczochrany Paddy Finnigan, w trochę zmiętoszonych ubraniach i z obłędem w oczach.
– Chyba koło dziesiątej? – powiedziała Brenna ostrożnie, na wszelki wypadek nie opuszczając póki co różdżki, bo Paddy wyglądał… odrobinę szaleńczo. Jakby czymś bardzo się zdenerwował, oberwał konfundusem, wypił za dużo whiskey czy zażył sporą dawkę jakiegoś dziwnego eliksiru.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#8
24.12.2025, 07:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.12.2025, 08:36 przez Atreus Bulstrode.)  
On też przecież nie czytywał, ale zdążył się nasłuchać w swoim życiu o składni takowych, jeśli nie od przeróżnych kobiet w swoim życiu to od Basiliusa po pijaku. Jak się okazywało, kuzyn gustował w tego typu powieściach, no ale co kto lubi, może w ten sposób łatwiej radził sobie z lekarskim stresem.

- Dzięki, to wiele ułatwi - mruknął, przeczesując palcami włosy, żeby pozbyć się z nich resztek śniegu. Był może odrobinę ciekawy, czy gdyby któreś z nich rzuciło kolejne zaklęcie to efekt były dokładnie taki sam, to jest runęłaby na nich kolejna zaspa, ale był na tyle rozsądny - i odrobinę niezadowolony - żeby nie próbować tego faktycznie sprawdzać.

Zamiast tego ruszył w ślad za Brenną i zaczął przeglądać kolejne teczki, żeby jak najszybciej uwinąć się z zadaniem. Nie zajęło im to chyba aż tak dużo czasu, całe szczęście, chociaż czas w archiwum bywał faktycznie relatywny.
- W jaki sposób zmutowane? - zainteresował się, ale szybko za tym przyszła informacja że chyba znaleźli poszukiwane papiery. Odetchnął z pewną ulgą, zamknął swoją teczkę i wrzucił ją niedbale do regału, nie patrząc nawet czy na miejsce, a tym samym dodając do ogólnego nieporządku.

Obrócił się, a jakże, równie gwałtownie co brygadzistka, chociaż swoją różdżkę trzymając nisko - wciąż jednak wycelowaną w faceta, który na nich patrzył. Musiał się przez moment zastanowić, kogo w ogóle mieli przed sobą, bo Paddy wyglądał jakby spędził w archiwum o wiele za dużo czasu.

- Dziesiąta? - zapytał nerwowo, coś licząc pod nosem, a zaraz i na palcach. Przestał wreszcie, omiótł ich spojrzeniem. - A który mamy rok?! - głos miał zdarty, co Bulstrode zrzucał na brak dostępu do wody. Z resztą, wyglądał w sumie jakby był już nieco odwodniony od grasowania między dokumentacją czy w innej dziurze czasoprzestrzennej. Nie zamierzał jednak Paddy'emu czegokolwiek ułatwiać.
- 1969? - zapytał, jakby była to najoczywistsza oczywistość, a pytanie brygadzisty z rodzaju najgłupszych. To natomiast, wprawiło mężczyznę w stan wyraźnego zaniepokojenia, bo oblizał usta i zaczął ciężej oddychać.
- Nie. Nie, nie nie. O nie, nie. - i tymi optymistycznymi słowami zakończył wymianę zdań z Brenną i Atreusem, biegiem udając się do drzwi wyjściowych i trzaskając nimi, zanim nie rzucił się biegiem wzdłuż korytarza.

- Hm. Jak myślisz. Co ciekawego wydarzyło się u Paddy'ego w sześćdziesiątym dziewiątym? - Atreus przez moment zwyczajnie stał i patrzył wzdłuż regałów, jakby w ślad za zrozpaczonym brygadzistą. Może żona mu rodziła, albo umierał ulubiony kot, kto mógł wiedzieć - na pewno nie on. W końcu jednak spojrzał na Brennę, na jemiołę, a potem na zaspę śniegu, który ich otaczał. - To co, mamy wszystko? Możemy wyjść z tej śnieżycy? Zgłosi się to komuś bo może i dziury czasoprzestrzenne jeszcze ujdą, ale miejsce do lepienia bałwana to już za dużo - prychnął, robiąc duży krok nad śniegową hałdą żeby z niej wyjść. Podał też Brennie rękę, bo w sumie to śnieg zaczął się już topić i równie dobrze mogli się tutaj zacząć ślizgać. Na całe szczęście - oboje skończyli bez przewrotek i zaraz wyszli z archiwum, z właściwymi aktami pod pachą.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1533), Brenna Longbottom (1673)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa