17.12.2025, 02:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2026, 18:15 przez Alexander Mulciber.)
29 X 1972
We śnie Alexander szedł po zaśnieżonych wrzosowiskach. Nie musiał oglądać się za siebie, żeby wiedzieć, że ktoś idzie za nim. Przyzwyczaiła go do tego, że zawsze plątała się gdzieś samopas, na peryferiach jego spojrzenia. Przywykł, że była gdzieś obok... A może po prostu lubił, gdy była obok. A dzisiaj wciąż uparcie kryła się tuż za jego plecami.
– Wstydzisz się? – rzucił żartobliwie w przestrzeń, jego słowa porwane przez zimowy wiatr, zacinający zawsze prosto w twarz, nieważne, w którą stronę by się nie obrócił. Oparł się ręką o samotne drzewo, przesunął palcami po jego chropowatej korze, przymykając oczy. Wybujało pośród nizin, jak gdyby na przekór pędowi wiatru, który przygniatał je ku ziemi. Wiatr wiał z północy, z domeny Boreasza. Oto jego córa, boska Chione, pokryła ziemię śniegiem, a wodę skuła lodem, pomyślał, pochyliwszy się, aby dotknąć palcami zamarzniętej tafli odcinającego się od śnieżnej pokrywy jeziora. Przyłożyć do niej ucho, aby wsłuchać się w pieśń wody tuż pod powierzchnią. We snach nie robiło mu bowiem różnicy, którym uchem słuchał. Alexander wiedział, że śni. Przyjemny był to jednak sen. Nie zmuszał go do krążenia wciąż w kółko i w kółko po korytarzach Mulciber Manor. Do kluczenia pośród regałów Sali Przepowiedni, na półkach których spoczywały szklane kule z zaklętymi w środku wizjami przyszłości.
Woda śpiewała, a może lód śpiewał. Śpiewali oboje o dziejach Chione, która wrzuciła swego syna do wody, a potem pokryła ją lodem, aby na jaw nie wyszedł gwałt, jakiego dopuścił się na jej ciele Posejdon. A potem jeszcze pokryła ziemię śniegiem, "jak zhańbiona kobieta zakrywająca białe swe lico za zasłonką woalu", pisał Homer. Wybieliła świat tak, jak nie potrafiła wybielić własnego sumienia. Biel nie raziła jednak oczu Alexandra. Wpatrywał się w rozciągające się przed nim morze skute lodem, patrzył na pływające po jego powierzchni kry. Patrzył jak Posejdon, bóg wielkich wód, ratuje swe dziecię z opresji. Oto więc syn Chione i Posejdona otrzymał imię "Eumolpos", czyli "pieśń", aby nie zapomniał nigdy pieśni wody, w której miała czekać go śmierć. Aby nie zapomniał pieśni lodu, który go ukształtował i zrodził. W wielu jeszcze innych pieśniach zapisało się imię Eumolposa. Wiele skomponował sam. Był pieśniarzem. Był mistykiem, który zapoczątkował obchody misteriów eleuzyńskich. Był prorokiem.
Eumolpos. Εὔμολπος. Obracał przez chwilę to imię na języku, zanim wystawił go, żeby posmakować wirujących wokół płatków śniegu. Zimnymi były palce, które dotykały wówczas jego rozchylonych lekko ust.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat