05.01.2026, 19:19 ✶
To nie tak, że Alexander potrzebował pomocy. Ale potrzebował. Tak ja Brenna kilka lat wcześniej nie poradziłaby sobie bez niego w Leningradzie aka Petersburgu, tak on teraz nie poradziły sobie sam w Wielkiej Brytanii. Oczywiście to nie tak, że napisał do niej tak z czapy: "E, pamiętasz chłopa co kilka lat temu pomógł Ci jak się zgubiłaś w jednym mieście w Rosji?", aż tak to nie. Jakiś tam kontakt listowny utrzymywali, Alexander nie był zbyt wylewną osobą, ale kontakt przetrwał próbę czasu... i odległości. Nie byli przecież od razu najlepszymi przyjaciółmi, ale Brenna zdawała się nie zapominać jak Alexander jej pomógł, a Alexander zapamiętał, że Brenna potrafiła przypierdolić w nos. I to ze stuprocentową celnością. Szacunek, nawet głęboko zakopany, pozostał dla młodej dziewczyny. Choć... Może już nie tak młodej. W końcu oboje nie byli już nastolatkami, jak wtedy gdy widzieli się po raz ostatni. Nawet nie wiedział jak bardzo Brenna się zmieniła, ona zresztą podobnie. No bo przecież nie wysyłali sobie swoich zdjęć w listach. To by było dziwne... Choć podejrzewał, że Brenna zasugerowałaby to, gdyby tylko mieli lepszy kontakt.
Tak więc Alexander wszedł do tego słynnego dziurawego kotła. Mitycznej speluny dla czarodziejów. Miejsca, gdzie spotykali się najwybitniejsi czarodzieje i czarownice z całego Londynu, a także Ci których nie znał zupełnie nikt. To było dobre miejsce, aby zacząć. Aby zaczekać na Brennę, bo w końcu przybył tutaj godzinę, przed ustalonym czasem. To nie tak, że był zbyt gorliwy, ale po prostu... Wszystko działo się tak szybko. Te całe zaręczyny, przeprowadzka do Anglii. A przecież to nadal wydawało się tak nierealne. Tak dziwne. Jeszcze kilka miesięcy temu był wolnym strzelcem, facetem, który mógł robić co chciał, a teraz miał niby zakładać rodzinę, budować coś w Anglii, poszerzać horyzonty? A gdzie misja zniszczenia Karkaroffów? Gdzie zemsta za przelaną krew? Gdzie miała podziać się ta cała nienawiść, którą Alexander odczuwał przez większość swojego życia? No dobra... Ta jedna rzecz akurat ulokowała się w Yelenie, jego narzeczonej, więc o to nie musiał się martwić. Niezupełnie.
Zasiadł na jednym ze stołków barowych, oparł się o ladę i spojrzał na barmana, stojącego na przeciwko niego. Facet miał minę, jakby chciał go przeciągnąć przez tę ladę i spuścić mu wpierdol, więc Alexander zrobił to co zrobiłby każdy normalny człowiek.
-Masz jakiś problem? - wyrzucił z siebie chłodnym tonem, nie spuszczając oczu z barmana, jakby rzucał mu wyzwanie. -Nalej mi whisky, a nie gapisz się jak sroka w gnat. идиот. - dodał jeszcze ostatnie słowo po rosyjsku, bardziej do siebie niż do niego. W końcu i tak nie zrozumiałby jego słów, nawet gdyby Alexander wypowiedział je głośniej.
Tak więc Alexander wszedł do tego słynnego dziurawego kotła. Mitycznej speluny dla czarodziejów. Miejsca, gdzie spotykali się najwybitniejsi czarodzieje i czarownice z całego Londynu, a także Ci których nie znał zupełnie nikt. To było dobre miejsce, aby zacząć. Aby zaczekać na Brennę, bo w końcu przybył tutaj godzinę, przed ustalonym czasem. To nie tak, że był zbyt gorliwy, ale po prostu... Wszystko działo się tak szybko. Te całe zaręczyny, przeprowadzka do Anglii. A przecież to nadal wydawało się tak nierealne. Tak dziwne. Jeszcze kilka miesięcy temu był wolnym strzelcem, facetem, który mógł robić co chciał, a teraz miał niby zakładać rodzinę, budować coś w Anglii, poszerzać horyzonty? A gdzie misja zniszczenia Karkaroffów? Gdzie zemsta za przelaną krew? Gdzie miała podziać się ta cała nienawiść, którą Alexander odczuwał przez większość swojego życia? No dobra... Ta jedna rzecz akurat ulokowała się w Yelenie, jego narzeczonej, więc o to nie musiał się martwić. Niezupełnie.
Zasiadł na jednym ze stołków barowych, oparł się o ladę i spojrzał na barmana, stojącego na przeciwko niego. Facet miał minę, jakby chciał go przeciągnąć przez tę ladę i spuścić mu wpierdol, więc Alexander zrobił to co zrobiłby każdy normalny człowiek.
-Masz jakiś problem? - wyrzucił z siebie chłodnym tonem, nie spuszczając oczu z barmana, jakby rzucał mu wyzwanie. -Nalej mi whisky, a nie gapisz się jak sroka w gnat. идиот. - dodał jeszcze ostatnie słowo po rosyjsku, bardziej do siebie niż do niego. W końcu i tak nie zrozumiałby jego słów, nawet gdyby Alexander wypowiedział je głośniej.