• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Hogsmeade i Hogwart [4.09.1972, popołudnie] Drown me out | Tristan, Olivia

[4.09.1972, popołudnie] Drown me out | Tristan, Olivia
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#31
09.11.2025, 23:32  ✶  
Olivia była rodzinną osobą. Na tyle, że musiał przeczuwać, że będzie chciała, by poznał jej rodziców. Jej matka, ta sama która rozpostarła nad nią ochronny parasol, wiedziała o jego istnieniu - i zaakceptowała go w każdej postaci. Jako osobę, która nie była "czystej krwi". Jako osobę, która miała chronić jej córkę. Jako przyszłego zięcia. Od dawna mama Olivii nie wtrącała się w jej życie, akceptując wybór córki, a nawet pochwalając go. Powstawało pytanie: co dalej. Ona sama nie wiedziała co dalej. Miała iść do uzdrowiciela, który im powie co dalej.

Ale czy na pewno chciała od tej jednej diagnozy uzależniać swoje życie?

Oczywiście, że przekazał jej, że rozumie. Uśmiechnęła się lekko, a potem wyciągnęła dłoń, by pogłaskać go po policzku. Miała wrażenie, że mówił to, ale nie do końca wiedział, z czym to się wiąże. A bardzo chciała, by wiedział. Nie chodziło o deklarację "chcę z tobą być", tu chodziło o coś więcej.
- Wiesz... - zaczęła, ale jej dłoń powędrowała do kieszeni płaszcza. Z westchnięciem sięgnęła po paczkę papierosów, tę którą zawsze miała na zaś. Odpaliła jednego, nie patrząc Tristanowi w oczy. Wiedziała, że tego nie pochwalał. - Po pierwsze: nic nie mów. Wiem, że nie chcesz żebym paliła. I dla twojej informacji: rzucam. Ale stresuję się tą rozmową. Nie paliłam pięć dni, to mój pierwszy.
Wyjaśniła, nie patrząc mu jednak w oczy. Nie kłamała, ale gdy tylko zaciągnęła się dymem, zakręciło jej się w głowie. Prewett mówił jej, że powinna rzucić, jeśli chce zajść w ciążę. Ale przecież to było jeszcze odległe, prawda? Miała czas, by to ustabilizować.
- Rzucam palenie - powiedziała nonszalancko, niby od niechcenia, lecz w jej głosie dało się słyszeć napięcie. - Ale to nie jest łatwe. Jednak chcę to zrobić... W swoim tempie - powiedziała, zaciągając się. Dawno nie paliła i dym gryzł ją w płuca, a jednak sprawiał przyjemność, której nie mogła się pozbyć. Czy kiedykolwiek będzie wolna od tego nałogu?

Gdy zaczął mówić o domku gdzieś niedaleko, cała ta radość z papierosa gdzieś wyparowała. Czym ona się stresowała? Niedopałek - w sumie połowa fajki - wylądowała pod butem. Zgniotła go na tyle mocno, by mieć pewność, że nic nie zajmie się ogniem.
- Gdzieś w miasteczku, na obrzeżach - powiedziała, odgarniając włosy z ramienia. - Gdzieś, gdzie jest dużo natury, ale nie będzie magicznym londynem. Tam, gdzie będzie mógł poznać i twoją, i moją, kulturę
Bo to dla niej tym było. Kulturą. Po prostu - nie rasą, nie czymś co determinowało przyszłość. To był element składowy.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący 193 cm o zielonych oczach. Ubierający się jak zwyczajni mugole, nie rzucając się w oczy. Szczupły, z dobrze zbudowaną sylwetką.

Tristan Ward
#32
14.11.2025, 01:33  ✶  

Rozumiał, albo chciał zrozumieć. Rozłąka a utrata rodziców, odbierane są inaczej. Jemu brakowało matki i ojca, z którymi mógłby porozmawiać o swoich problemach, czy dzielić się sukcesami. Olivia to miała. Przedstawiła mu sytuację ze swoją siostrą, która mieszka we Francji. Czy Olivia nie obawiała się odległości z tego względu, że gdyby coś się miało wydarzyć, nie zdąży im pomóc? Tak jak było w jego przypadku?

Nie drążył tematu. Ale przystał na kompromis, żeby pozostać w Anglii. Wiedział też, że czeka go spotkanie z jej rodzicami. Przyjdzie ten moment, że powinni go poznać. Może i Olivia zapewniała go, że zostanie zaakceptowany, że go polubią jaki jest i status krwi, oraz pochodzenia nie ma u nich znaczenia. To jednak, gdzieś z tyłu głowy, miał ten lekki stres.

Pozwolił jej na dotyk swojego policzka, uśmiechając się na jej widok. Ale kiedy postanowiła sięgnąć po paczkę papierosów, którą za chwilę zobaczył w jej dłoniach, spojrzał na nią nieco karcąco, ale też znacząco, że przecież i tak nic nie może powiedzieć. Ale to co usłyszał jako następne, ukazało na jego twarzy miłe zaskoczenie. W nagrodę przysunął swoją twarz do jej i dał buziaka w policzek za dzielność i wytrwałość. Nawet pięć dni bez palenia papierosa, uważał w jej przypadku za sukces. Stresowała się, było to zrozumiałe. Słowa tutaj nie były potrzebne. Wiedziała doskonale, że chciał dla niej dobrze i jedno jego spojrzenie na jej paczkę papierosów mogło mówić wiele.

Tristan zacząłby się zastanawiać, czy zasugerowanie jej innego zamiennika pod nałóg, który będzie mniej szkodliwy dla jej zdrowia, sprawi że rzuci dosłownie palenie, zda egzamin, to jednak rozmowa o wymarzonej wspólnie przyszłości szybko sprawiła, że Olivia zgasiła swojego papierosa. Gdy tak wymieniała elementy natury, miasteczka, obrzeża i wzmiankę o kulturze, kiwał głową potwierdzająco, znów stopniowo zbliżając się do jej twarzy, aby tym razem dać jej pocałunek prostu w usta. Jakby to był pakt umowny na wspólną przyszłość, z domkiem jednorodzinnym na łonie natury. Gdzie mogliby wychowywać dzieci w obu ich kulturach. Mieć także zwierzęta i samodzielnie rozwijać się zawodowo.

Ward nie przejmował się faktem, że ktoś ich mógłby zobaczyć. Z Olivią nie byli jedyną parą w tym parku, która okazywała sobie miłość. Jednakże ten spokojny i uroczy moment został im jednak przerwany, kiedy niespodziewanie podleciała piłka w ich kierunku, odbijając się od nogi Olivii. Wypłoszyło to tymczasowo wiewiórki. Niedaleko ich stanął chłopiec w wieku przedszkolnym, którego to piłka poleciała w ich kierunku. Zaś nieopodal, na trawniku pokrytemu niewielką ilością liści, stała trójka innych dzieci, która widocznie bawiła się tą piłką. Ale w pewnym momencie, uciekła im.



@Olivia Quirke
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#33
30.12.2025, 21:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2025, 21:22 przez Olivia Quirke.)  
Gdy dał jej buziaka w policzek, uśmiechnęła się. Pomyślała, że gdyby wcześniej, w któreś poprzednie Yule, spotkała Tristana przy jemiole, na pewno by się zawahała, ale pewnie by go pocałowała. Miała ogromne szczęście, że pod przepiękną maską kryła się równie przepiękna dusza. Tristan był przystojny i niemalże od razu zwrócił jej uwagę swoim wyglądem. Potem: tym, że nie mógł mówić. A gdy poznała go bardziej, przepadła. Wszystko w nim było idealne - od początku do końca. Nie zamieniłaby go na nikogo innego, nie zmieniłaby w nim także nic. I chociaż wiedziała, że brak głosu mu doskwierał, tak dla niej samej nie było to żadnym problemem.

A gdy ją pocałował, nagle zrobiło jej się głupio. Tyle dla niej robił, zawsze był przy niej, a ona? Nie potrafiła nawet porządnie rzucić tych pieprzonych fajek. Pewnie teraz czuł się, jakby całował popielniczkę. Ale co mogła zrobić? Próbowała innych sposobów, ale wtedy jej myśli krążyły wokół papierosów. Gdy sięgała po marchewkę, karmiła odruchy. Gdy sięgała po słodycze, miała wrażenie, że zaraz wpędzi się w inny nałóg i stanie się gruba i paskudna, a przecież jak to kobieta: była dosyć próżna i nie chciała być gruba. Oddała jednak pocałunek. I chociaż nie było nad nimi jemioły, to nie miało znaczenia - nie potrzebowała jej, Tristan był jej i tylko jej. Mogła go całować kiedy tylko chciała i nie potrzebowała do tego głupiego chwasta.

Gdy coś dotknęło jej nogi, wzdrygnęła się. Oderwała się od ust mężczyzny i spojrzała na piłkę, która odbiła się od jej nogi, a potem na dzieciaka, który przestępował z nogi na nogę.
- Chyba ci coś uciekło - roześmiała się, sięgając po przedmiot. Prosta, zwykła piłka. Czasem tęskniła za byciem dzieckiem. Wtedy takie proste przedmioty były bardziej magiczne, niż cały ich otaczający świat. Wystarczyło wtedy naprawdę niewiele, by być szczęśliwym. Życie wydawało się wtedy dużo, dużo prostsze. - Łap.
Wstała i wykonała zamach, by rzucić piłką w stronę chłopca.

Rzut na af na rzucenie piłką
Rzut N 1d100 - 27
Akcja nieudana


Piłka jednak wyślizgnęła jej się z rąk i spadła Tristanowi prosto na kolana. Olivia zasłoniła oczy z zawstydzenia.
- Ups? - policzki pokryły się czerwienią.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący 193 cm o zielonych oczach. Ubierający się jak zwyczajni mugole, nie rzucając się w oczy. Szczupły, z dobrze zbudowaną sylwetką.

Tristan Ward
#34
06.01.2026, 14:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2026, 14:15 przez Tristan Ward.)  

Podobnie było z nim. Gdy tylko ujrzał Olivię w księgarni i choć początkowo ich spotkanie nie poszło najlepiej, późniejsze były znacznie przyjemniejsze. Raz omal nie zleciał z drabiny, kiedy z góry ją obserwował układając książki na najwyższej półce. Zamiast skupić na pracy, to obserwował jej rudą czuprynę krzątającą się między najbliższymi jemu regałami. Później już tylko poszło lepiej, kiedy to ona najwięcej mówiła. A jej głos był kojący dla jego serca. Byli i nadal są dla siebie jak dwa przeciwstawne bieguny, dwa różne żywioły i charaktery. Przyciągnęli się jak magnesy. Gdyby ją poznał wcześniej, przed tragicznym wydarzeniem w swoim życiu, zapewne poznałaby jego głos i rodziców. A Yule na pewno by spędzili razem. To jednak nie było im dane. Los pokierował ich życiem inaczej. A tym bardziej jego. Do tegorocznej zimy było jeszcze trochę czasu. To nie będzie zbyt przyjemny okres dla Tristana. Gdy kartki kalendarza dotrą do grudnia, wrócą wspomnienia z rocznicy śmierci jego rodziców. Pierwsze jego Yule, będzie właśnie bez nich. A jeszcze nie wiedział, czy ów święto spędzi z rodziną Olivii.

Całując Olivię, być może czuł smród jej papierosów w ustach, lecz przyzwyczaił się do tego. Wiedziała przecież, że tego nie lubił. Ale też pokazał, że jest wstanie zaakceptować jej problem z nałogiem. Domyślał się, że to nie było proste. Słuchał ją i jedyne co mu pozostawało, to pomóc z tym i wspierać. Tak jak ona to robiła dla niego, gdy miał problem z mową. Była jego głosem.

Ich romantyczna chwila została przerwana przez piłkę, która podleciała do Olivii i chłopca, oczekującego na jej podanie. Tristan uśmiechnął się, obserwując poczynania ukochanej, która widocznie nie miała wprawy w rzucaniu piłkami, ponieważ ta upadła na jego kolana. Chwycił rozbawiony. Postanowił wtedy sam oddać chłopcu piłkę.


Rzut na aktywność fizyczną, aby rzucić piłką
Rzut PO 1d100 - 4
Akcja nieudana


Rzut był widocznie za mocny, że piłka przeleciała nad głową chłopca, który od razu się odwrócił i pobiegł po nią. Najwyraźniej za dużo siły miał w sobie Tristan i nie wyczuł odpowiedniej siły rzutu. Przynajmniej nie uderzył nią w chłopca.
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#35
07.01.2026, 11:27  ✶  
Roześmiała się. Jej poszło fatalnie, ale jemu - też nie lepiej. Chłopiec zniknął, razem ze swoją bandą lecąc za piłką. Nawet nie krzyknęli, że dziękują, czy coś.
- Chyba będziemy musieli poćwiczyć, jeżeli chcemy mieć dzieci - powiedziała lekkim tonem, w którym nadal słychać było jednak trochę napięcia. Wizyta w szpitalu w końcu była przed nimi. - Chodź, przejdziemy się.
Wyciągnęła rękę w jego kierunku, chcąc pochwycić jego dłoń i po prostu pójść na spacer.

Ściemniało się, ale Olivii to nie przeszkadzało. Przeciwnie - cieszyła się, że przy Tristanie czuła się tak bezpiecznie nawet po ciemku, nawet pomimo ostatnich zdarzeń, które zachwiały nie tyle co jej pewnością siebie, a poczuciem bezpieczeństwa. Przytuliła się do mężczyzny, gdy przechadzali się po parku, mijając kolejne latarnie, które powoli zaczynały rozświetlać niewielkie uliczki.
- Pięknie tu, wiesz? - zaczęła z jakimś takim sentymentem w głosie. - Gdy byłam w Hogwarcie, często tu przychodziłam. Najwięcej czasu spędzałam w sklepach z eliksirami pod koniec szkoły, ale wcześniej bardzo lubiłam po prostu chodzić wzdłuż rzeki. A potem siadałam o tam, na tym niewielkim wzgórzu, i patrzyłam w gwiazdy. Chcesz?
Zapytała, ale chyba znała odpowiedź. Podczas jednego z ich pierwszych spotkań oglądali świetliki, ale gwiazdy także były romantyczne. Pokierowała Tristana do niewielkiego pagórka, znajdującego się przy rzeczce, i usiadła na ziemi, niemalże od razu unosząc głowę ku niebu.
- Jest jeszcze stosunkowo jasno, ale już je widać. Patrz! - uniosła rękę, chcąc pokazać Tristanowi ogromną gwiazdę, która z każdą kolejną sekundą błyszczała coraz jaśniej. - Jaka piękna.
Aż westchnęła, a jej oczy również rozbłysły. Kochała to, że wokół nich panował spokój, że nie byli sami, a jednak mieli tę chwilę dla siebie. Chwilę, gdy mogli oboje milczeć, przytulić się do siebie i po prostu cieszyć swoją obecnością i ciepłem swoich ciał. Nie było jeszcze zimno, mrok zapadał powoli, a do najjaśniejszej gwiazdy dołączały kolejne.
- Kocham cię - szepnęła cicho, z głową na jego ramieniu. Czuła się szczęśliwa - tak prawdziwie szczęśliwa. Wierzyła, że wszystko się ułoży i będzie im razem dobrze.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący 193 cm o zielonych oczach. Ubierający się jak zwyczajni mugole, nie rzucając się w oczy. Szczupły, z dobrze zbudowaną sylwetką.

Tristan Ward
#36
09.01.2026, 17:01  ✶  

Sytuacja z nieudanym przez nich rzuceniem piłki, rozbawiła także Tristana. Wystarczyło spojrzeć i na niego, gdzie także się uśmiechał rozbawiony, ale głosu z siebie nie wydał. Kiwnięciem głowy zgodził się ze słowami Olivii, że muszą nad tym popracować. Będą mieli nie jedną na to okazję. I wierzył też, że będą mieli swoje dzieci. Chciał wierzyć, że konsultacja Olivii z uzdrowicielem, przebiegnie pomyślnie i pozytywnie. Że los wynagrodzi im te trudności, z jakimi się do tej pory zmagali i zmagają wciąż. 

Na spacer, Tristan także wyraził zgodę, zabierając swoją torebkę z orzeszkami. Choć niewiele mu w niej ich zostało, postanowił wysypać pod drzewem, aby dzikie wiewiórki mogły sobie w każdej chwili zabrać. Torebkę wyrzucił. Ujął dłoń Olivii i mogli udać na spokojny wspólny spacer. W pewnym momencie, po prostu objął ukochaną ramieniem, przytulając ją do siebie, kiedy postanowiła się wtulić do jego ciała. Dawał jej swoje bezpieczeństwo. Swoją ochronę.

Na pytanie, czy bardziej stwierdzenie o pięknie tego parku, Ward kiwnął głową potwierdzająco. Szczerze, gdyż i jemu to miejsce się podobało. Spokojne, ciche, magiczne. Niewiele różniło się od mugolskich parków w Londynie. Każde miało w sobie coś wyjątkowego.

Słuchając ukochanej, próbował sięgnąć pamięcią do swoich czasów w Hogwarcie, czy było tutaj takie miejsce, które lubił odwiedzać. Kilkoro jego kolegów zachwycało się ekspozycją sklepu sportowego. Inni okupowali się w słodyczach. A on?

Na pytanie o patrzenie w gwiazdy, od razu się zgodził. Nie musiała nawet pytać. Znała z góry odpowiedź. Nie raz już przecież siedzieli razem i podziwiali ściemniające się niebo, z tą różnicą, że zamiast właśnie gwiazd, były świetliki. Również niesamowite zjawisko. Jak tylko dotarli na górkę, stanął obok. Spojrzał w górę, na gwiazdę jaką pokazywała. Jedna z najjaśniejszych gwiazd, która pojawiła się zanim niebo całkowicie się ściemniło. Z uśmiechem na twarzy, podążył spojrzeniem na twarz Olivii, której oczy błyszczały jak gwiazdy. Wtedy usłyszał jej słowa. Te magiczne, dwa słowa. Jedną ręką znów ją objął, drugą położył do swojego serca, po chwili kładąc dłoń na miejscu jej serca. Jakby chciał tym gestem przekazać "Moje serce, należy do Ciebie". Można to także odebrać jako inną wersję słów "Kocham Cię". Olivia jest dla niego wszystkim. Tym dużym słońcem, które rozjaśniało mu drogę. Dała nadzieję na życie. A teraz była także szansa, że mogli stworzyć własną rodzinę.

Ucałował czubek głowy Olivii, rozglądając się znów po okolicy, po czym zerknął znów w niebo. Gwiazd było coraz więcej. Mogliby tutaj tak stać całą noc i podziwiać. Nacieszyć sobą tak długo, aż znów będą musieli wrócić do siebie. Znów będą za sobą tęsknić do następnego spotkania. Albo napisania listu. Dlatego Tristan chciał, aby zamieszkała z nim. Aby byli razem. Nieważne gdzie. Ważne, że razem.

"- Chciałabyś jeszcze zjeść ze mną kolację?"
Zapytał w języku migowym, dając jej tym samym znać, że chce o coś zapytać. Gdyż mówić nie mógł. Zapytał na zapas, żeby wiedzieć, czy jak skończą podziwiać niebo, pójdą gdzieś jeszcze razem coś na mieście zjeść, czy nawet bezpośrednio do niego, aby kolację przygotował? Czy przełożą to na inny wieczór. Jakie dalsze plany miała Olivia?


@Olivia Quirke
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#37
16.03.2026, 12:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 12:17 przez Olivia Quirke.)  
4 września w parku w Hogsmeade nie był już tym samym krzykliwym, zielonym spektaklem, co w lipcu czy chociażby sierpniu. Był czymś znacznie głębszym – wyciszonym dialogiem między latem a jesienią, pisanym złotem, ochrą i głęboką miedzią. Dla Olivii i Tristana ten spacer nie był zwykłym wyjściem z domu; był celebracją ich wspólnego rytmu, który odnaleźli w chaosie codzienności. I chociaż z początku byli zestresowani, a nawet się unikali, to szczera rozmowa sprawiła, że na nowo odnaleźli ten rytm. Ich serca biły jednogłośnie, gdy przemierzali park i patrzyli na dzieciaki, a także inne zakochane pary. Powietrze było rześkie, nasycone zapachem wilgotnej ziemi i dojrzewających kasztanów. Zostawili wiewiórkom ich orzeszki, a te z chciwością się na nie rzuciły, by kompletować zapasy na zimię. Olivia zapięła guziki swojej kurtki - nie było już tak ciepło, jak tydzień temu, ale nie z powodu chłodu – raczej z chęci otulenia się tą chwilą. Tristan, idący obok niej, nie musiał nic mówić (zresztą ona nigdy od niego tego nie wymagała). Jego dłoń, duża i ciepła, pewnie splotła się z jej palcami. To był ich język: bezgłośne „jestem tutaj”, które znaczyło więcej niż tysiąc miłosnych poematów.

Słońce znajdowało się już nisko nad horyzontem, fundując im spektakl „złotej godziny”. Światło prześwitujące przez liście klonów tworzyło na alejce migotliwe mozaiki. Każdy krok Olivii wydawał się lekki, niemal taneczny. Jakby zrzuciła z barków ogromny ciężar. Patrzyła na Tristana i widziała, jak promienie słońca wydobywają jasne refleksy z jego włosów. Kochała go całym swoim sercem i nie wyobrażała sobie życia bez niego. Był jej sensem życia, jej bratnią duszą i po raz pierwszy w życiu czuła, że to wszystko ma sens. Widziała się z nim u boku w domku na uboczu, gdy hodują pomidory i ogórki. Widziała kury, za którymi gonią, słyszała śmiech dzieci... Uśmiechnęła się i ścisnęła jego dłoń mocniej.

Szli dalej, w głąb rzadziej uczęszczanych ścieżek, gdzie szelest liści pod stopami stawał się głośniejszy. Wrzesień to czas, gdy przyroda zaczyna zwalniać, ale robi to z ogromną godnością. Pod ich stopami chrupały pierwsze żołędzie i wyschnięte gałązki. W oddali słychać było nawoływania ptaków przygotowujących się do odlotu – chaotyczna, a jednak uporządkowana symfonia pożegnania. Ale to, co teraz zwróciło uwagę Olivii, to kolory.
- Patrz, jak pięknie - szepnęła, wskazując na pierwsze kolorowe liście. Zaraz jednak Olivia zamknęła na chwilę oczy, chłonąc dźwięki. Czuła ramię Tristana przy swoim boku, jego miarowy oddech, który synchronizował się z jej własnym. W miłości, takiej jak ich, cisza nie była pusta. Była pełna zrozumienia, wypełniona wspomnieniami wspólnych poranków i planami na długie, zimowe wieczory. Nie mogła doczekać się Mabon i Yule. Nie wiedziała jeszcze, że te plany zostaną zrujnowane przez śmierciożerców - teraz żyła chwilą, byli tu i teraz i planowali wspólną przyszłość. Tego chciała: spokoju, miłości i nadziei.

Gdy niebo się ściemniło, uniosła głowę lecz nie na długo. Widząc gest ukochanego, jej oczy się zaszkliły. Położyła delikatnie dłoń na jego dłoni i uśmiechnęła się lekko.
- Jesteś całym moim światem - powiedziała, wspinając się na palce. Ucałował czubek jej głowy i mu na to pozwoliła, ale zaraz też uniosła twarz tak, by móc odszukać jego usta. Pocałowała go lekko, a ten pocałunek niósł za sobą obietnicę. Obietnicę lepszej przyszłości, takiej w której oboje będą szczęśliwi. - Czasem się boję, wiesz?
Zaczęła cicho, patrząc na gwiazdy. Były przepiękne - co i rusz na granatowym nieboskłonie pojawiały się kolejne i kolejne, migocząc jak świetliki, które mieli już okazję oglądać. Była mu wdzięczna za tamten wieczór i za kolejne, które razem spędzili.  Tristan uczył ją nowego świata, zmieniał jej światopogląd, sprawiał, że była lepszym człowiekiem. O to chodziło w miłości, prawda? O to, że wydobywali z siebie najlepsze cechy i wciąż się rozwijali w okowach szacunku i nadziei.
- Boję się, że że to wszystko jest zbyt piękne, by mogło trwać. Że ten wrzesień się skończy, liście opadną, a my... - zawiesiła głos, a potem się roześmiała. - Że się obudzimy i to wszystko pryśnie jak bańka mydlana.
Zdawała sobie sprawę z tego, że mówiła głupoty, ale mieli być ze sobą szczerzy. I chociaż Olivia nie mówiła Tristanowi o tym, co wyprawiała z Brenną i o Zakonie, to z resztą rzeczy chciała być szczera. Chciała powiedzieć mu wszystkie swoje obawy, podzielić się nie tylko wątpliwościami, ale i planami na przyszłość.
- Plotę głupoty, ale wciąż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście - powiedziała, głaszcząc mężczyznę po policzku. Miała podwójne szczęście, bo przecież jej rodzice akceptowali ich związek. A właśnie...- Mama zaprasza cię na kolację 8 września. Tata ma wolne.
Uśmiechnęła się. Chcieli go lepiej poznać, w rodzinnej atmosferze. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że ten wieczór zmieni wszystko nie tylko w ich życiu, ale i w życiu całej magicznej społeczności.
- Oczywiście, wiesz że jestem głodna jak wilk - zawsze - uśmiechnęła się. Park powoli pustoszał, stając się ich prywatną galerią sztuki. Każde drzewo, każdy krzew wydawał się być ustawiony dokładnie tam, gdzie powinien, tworząc scenografię dla ich wspólnej wędrówki. Dla Olivii i Tristana ten spacer był czymś więcej niż tylko ruchem fizycznym. Był metaforą ich życia – szli ramię w ramię, podziwiając piękno świata, akceptując przemijanie pór roku i celebrując fakt, że mają siebie nawzajem. Wrzesień ze swoim słodko-gorzkim urokiem był idealnym tłem dla ich dojrzałej, głębokiej relacji. - Znam tutaj fajną knajpkę, spodoba ci się.
Zadrżała, gdy chłodny wiatr wślizgnął się pod jej kurtkę. Ale wiedziała już, gdzie pójdą. Skierowali się ku małej, ukrytej w bocznej uliczce knajpce, o której wiedzieli tylko nieliczni. To miało być ich miejsce. Wyobrażała sobie, że to będzie miejsce, gdzie kelnerzy będą znać ich imiona, bo przecież odkryła tę knajpkę niedawno i była nią absolutnie zachwycona. Hogsmeade o tej porze zmieniało swój charakter. Gwar popołudniowych rozmów ustępował miejsca nastrojowemu szumowi rozmów dobiegających z ogródków restauracyjnych. Latarnie zapalały się jedna po drugiej, rzucając ciepłe, cytrynowe światło na wilgotny chodnik. Olivia i Tristan szli blisko siebie, ich biodra co chwila ocierały się o siebie w rytmie marszu. Trzymali się za ręce tak, jak to robią zakochani. Wymieniali uśmiechy i śmiali się, chociaż Tristan bezgłośnie. Ale w tym związku to nie był problem: Olivia robiła za dwoje. Opowiadała mu teraz, jak ostatnio spartaczyła jeden z eliksirów.
- Mówię ci, moje palce dosłownie zrobiły się niebieskie, jak wtedy gdy za dzieciaka dorwałam się do krzewu z borówkami - powiedziała, ocierając knykciem pojedynczą łzę. - Nie mogłam tego zmyć przez kilka godzin, dopiero gdy matka wróciła, powiedziała mi co mam dodać do eliksiru, żeby zadziałał. No i potem musiała przygotować inny, który zmył mi ten barwnik z palców. Nie było łatwo, powiem ci, ale przynajmniej wiem, że jak pryska mi z kociołka, to mam się odsunąć a nie zasłaniać rękami.

Dotarli do uliczki, w której utulona była mała knajpka. Gdy pchnęli ciężkie, dębowe drzwi knajpki, uderzyła w nich fala ciepła i aromatów, które natychmiast wywołały poczucie bezpieczeństwa. W powietrzu unosiła się woń czosnku smażonego na maśle, świeżego rozmarynu i pieczonego chleba. Wnętrze było urządzone skromnie, ale z duszą: ceglane ściany obrośnięte bluszczem, niskie sklepienia i dziesiątki świec palących się w pustych butelkach po winie, z których spływały kaskady zastygłej stearyny.

Usiedli przy swoim stoliku. Jeżeli chciał, pozwoliła odsunąć sobie krzesło. Nie wymagała tego od niego, ale to zawsze był miły punkt programu, gdy razem wychodzili - i chociaż ostatnio nie wychodzili często, to nadal uwielbiała takie drobne gesty.
- Pachnie tutaj jak w domu - powiedziała cicho, sięgając po kartę. - Lubię Hogsmeade. Spędziłam tu tyle lat, że faktycznie czuję się trochę jak w domu.
Zaczęła wertować kartę z ciekawością. Karta dań była krótka, papierowa, co zawsze zwiastowało świeżość i sezonowość. Tego wieczoru królestwo smaków niepodzielnie należało do września – miesiąca, który w kuchni łączy w sobie ostatnie tchnienie letniego słońca z ziemistym, głębokim aromatem jesieni. Olivia wybrała risotto z borowikami i świeżym tymiankiem. Ryż odmiany arborio był ugotowany perfekcyjnie al dente, otulony aksamitnym sosem na bazie białego wina i zimnego masła. Każdy widelec uwalniał aromat lasu – borowiki, jędrne i mięsiste, smakowały tak, jakby przed chwilą zostały zebrane spod mchu w parku, przez który spacerowali. Całość posypano płatkami dojrzałego parmezanu, który topił się powoli, tworząc lśniącą, słoną kołderkę. Zastanawiała się jeszcze nad polędwiczką wieprzową sous-vide z musem z pieczonej dyni piżmowej. Mięso, różowe i kruche, rozpływało się w ustach, kontrastując z aksamitną, niemal maślaną strukturą dyni doprawionej gałką muszkatołową. Jako dodatek podano pieczone w miodzie i rozmarynie marchewki baby, które zachowały swoją naturalną słodycz i chrupkość. Widziała parę stolik obok, która zamówiła właśnie to. Zamówili także rubinowe wino, które idealnie dopinało smak dań. Mimo iż w środku było kilka osób, tak dla Olivii nie było tu nikogo poza nimi. Liczył się tylko Tristan, jego piękne oczy, szczery uśmiech i słowa, które przekazywał jej w języku migowym.

W tej małej knajpce, pośród brzęku sztućców i cichego jazzu sączącego się z głośników, czas przestał istnieć. Byli tylko oni – dwoje ludzi, którzy po długim spacerze przez jesienny park znaleźli swój port. Kiedy ich dłonie spotkały się na środku stołu, splotły się tak naturalnie, jakby zostały dla siebie stworzone. To nie była tylko kolacja; to był kolejny rozdział ich wspólnej definicji szczęścia. Każdy kęs był celebracją. Nie spieszyli się. Rozmawiali o tym, jak niesamowite jest to, że proste składniki – mąka, masło, grzyby, owoce – podniesione do rangi sztuki, potrafią tak idealnie dopełnić wieczór dwojga kochających się ludzi. Jedzenie było tu przedłużeniem ich bliskości; wspólnym odkrywaniem tekstur, temperatur i smaków, które na zawsze miały im się kojarzyć z tym konkretnym wrześniem.

Koniec sesji
[/b]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Olivia Quirke (10150), Tristan Ward (7525)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa