Sabrina Malfoy leżała na kanapie swojego wujka, równie elegancko ubrana, co reszta rodziny i bawiła się sznurem pereł, żuła gumę, czytając Czarownicę. Rano pokłóciła się ze swoją matką, tupnęła nogą i wyszła, trzaskając drzwiami, nie przemyślała jednak, że większość jej znajomych Mabon spędza w gronie rodzinnym.
— DeeDee, chodź tutaj! — zawołała starszą kuzynkę, gdy ta pojawiła się w korytarzu prowadzącym do bawialni. Deirdre zdejmowała właśnie wierzchnią część magicznej szaty, odpinając złote zapinki i kontemplując ich kolor przy swojej skórze. Miała wrażenie, że srebro lub platyna bardziej pasowałyby do jej skóry, ale może w następnym życiu, bo jej matka zasadniczo zabraniała jej innego metalu, niż złoto. A co jeżeli ktoś pomyśli, że jesteśmy biedni?
Wygładziła pomarańczową spódnice, obróciła przekręcony pierścionek i wymieniła buty na domowe pantofelki z filcu.
— Nie wiedziałam, że spędzasz z nami święta — stwierdziła, siadając na fotelu na przeciw kuzynki. Sięgnęła do kryształowej misy, w której leżały różnorakie cukierki i wyciągnęła jednego. Jej palce zacisnęły się na brzegach kokardek, a folijka rozwinęła się z szelestem, odsłaniając śliwkową pralinę.
— Ja też nie, szybka zmiana planów. Wujek nie narzekał.
— Ojciec nigdy nie narzeka.
— Fakt. Ej, słuchaj... Jakie są Twoje poglądy na kwestie rodzimości i tradycji?
A. Najlepsze owoce wydaje nasza brytyjska ziemia! B. Nutka cudzoziemca odświeża krew. C. Niech będzie tutejszy, ale i zna nieco świata. A może De? Aby stworzyć silny front musimy szukać wśród tych sobie najbliższych. Właściwym wyborem jest kuzyn z linii wyważenie zbliżonej. Deee. Jak Deirdreeee.
Deirde zmarszczyła brwi, przełykając słodycz, zasłaniając przy tym dłonią usta.
— Odpowiedź A. Co to w ogóle za pytania?
Sabrina odgięła okładkę periodyku i pokazała Deirdre tytuł testu: Z którego Czystokrwistego Rodu będzie pochodził Twój mąż? Magimedyczka wywróciła oczami.
Co za bzdura.
Widząc jej reakcję, Sabrina zrobiła minę zbitego szczeniaczka.
— No proszęęę, mi wyszedł Dolohov, bylibyśmy jeszcze bliżej spokrewnione, ale nie wiem, czy widziałam na jakimś balu jakiegoś fajnego Dolohova.
— Może zostaniesz siódmą żoną...
— Przyznaj się, masz pietra, że ci jakiś Longbottom wyjedzie — wtrąciła się jej, nie dając dokończyć myśli. Zakreśliła piórem odpowiedź na pierwsze pytanie kuzynki i zadała kolejne. — Jaki jest Twój ulubiony kolor? Granat, srebro, heban, zieleń, szkarłat, umbra czy purpura?
— Eeemmm... Nie wiem?
— Często nosisz ubrania z czerwonym, to zaznaczę szkarłatny, co dalej...Który z tych przedmiotów szkolnych lubisz najbardziej? A to wiadomo, Opieka nad Magicznymi Zwierzętami, pół tego testu mogę zrobić za ciebie.
Imię magimedyczki, wykrzyczane z głębi domu przez Ivankę Dolohov-Malfoy sprawiło, że młoda kobieta natychmiast się wyprostowała, a później wstała z miejsca. Nawet jej było przykro, że nie mogła dokończyć testu. Chciała znać odpowiedź, nóż będzie profetyczna, nigdy nie wiadomo. Zamiast tego jednak przeszła korytarzem, minęła jednak bibliotekę i jadalnię i nigdzie nie zauważyła matki. Wtedy ponownie nastąpiło wołanie, dochodzące z... Kuchni? Deirdre nie była pewna czy widziała kiedykolwiek matkę w kuchni. Śniadania nie jadała, a resztę posiłków spożywała w jadalni lub w bawialni, gdy przychodzili goście na popołudniową herbatkę. Uchyliła drzwi i dojrzała jeszcze bardziej zadziwiający widok. Jej matka miała na sobie fartuch kuchenny, a dookoła niej latały zaklęte sprzęty. Czy jej matka... Gotowała? Wtedy też starsza kobieta podała jej drugi fartuch z bardzo niezadowoloną miną.
— Musisz zrobić placki, bo nie zdążę nakryć stołu — wyjaśniła, pokazując córce przygotowane składniki i lewitującą książkę kucharską, otwartą na tradycyjnych potrawach na Mabon.
— Dlaczego nie robi tego Traszka? — zapytała, niewprawnie zakładając ubranie ochronne na odświętne. Miała na myśli ich rodzinną Skrzatkę, która zajmowała się gotowaniem, sprzątaniem domu i ogrodem.
— Szzz... Nie tak głośno, żeby Sabrina nie słyszała. Ojciec sprzedał Traszkę po swojej ostatniej... Inwestycji.
Deirdre parzyła na matkę, jakby ta jej oznajmiła, że przenieśli się w czasie do starożytnej Galicji, a ona zamierza wziąć drugi ślub z mugolakiem. To co mówiła, było absolutnie niedorzeczne.
Matka poklepała córkę lekko po policzku, aby otrząsnąć ją z zaskoczenia. Nie chodziło o to, że Traszka miała jakieś większe miejsce w sercu kobiety, traktowała ją jako narzędzie, które mówi, lecz o symbol. Skrzaty domowe były symbolem statusu, który właśnie jej rodzina straciła. Zacisnęła zęby i za mocno zacisnęła tasiemkę w pasie, czując ból w okolicy pępka.
— Biorę się do pracy — oznajmiła sucho, z marsem na twarzy i zaczęła czytać przepis. Nie różniło się to w niczym od tworzenia eliksirów. Należało przeanalizować przepis, w całości, a później śledzić instrukcję. Co mogło pójść nie tak?
Odmierzała mąkę, roztarła kawałki pieczonej dyni na miazgę, rozbiła jajko, dodała proszku do pieczenia, wymieszała wszystko za pomocą zaklęcia i przygotowała żeliwną patelnie. Smażenie, najtrudniejsze.
Rzemiosło ◉◉○○○: Robienie tradycyjnej potrawy magicznej.
Sukces!