06.01.2026, 15:42 ✶
Wyszli z Dziurawego Kotła i wedle wcześniejszych ustaleń, zahaczyli jeszcze o ukrytą kamienicę Bulstrode'ów. Atreus może i niewiele czasu spędzał teraz w rodzinnym domu, ale wciąż łatwiej było stamtąd zabrać narzędzia potrzebne do założenia ich sławetnych przekładni, zamiast robić sobie wycieczkę do Little Hangleton. Przygotowani ruszyli już dalej, wprost do niemagicznego Londynu.
Po drodze zaczepił ich sprzedawca, okropnie namolny człowiek, próbując zachęcić ich do kupienia dwóch tajemniczych jajek, które opiewał jako towar pochodzący z kosmosu. Byli w niemagicznym, więc chyba oboje uznali że mężczyzna był zwyczajnie szalony, w końcu nie takie rzeczy robili mugole, ale Brenna w końcu uległa i kupiła dwa. Dla świętego spokoju.
- Czego to ludzie nie wymyślą - mruknął wreszcie Bulstrode, kiedy znaleźli się już w środku kamienicy, a dokładniej w mieszkaniu gdzie mieli odprawiać rytuał. Odstawił torbę z przekładniami pod ścianą i wyciągnął z kieszeni jajko. - Przecież gdyby ktoś taki trafił się na Horyzontalnej, Pokątnej czy innym Nokturnie to też by nikt tego nie chciał kupować. Więcej by się już ugrało gdyby sprzedawać takie czekoladowe, jak żaby. Jeszcze żeby coś ciekawego z środku było - przeszedł dalej, do pokoju który chyba był salonem, rozglądając się z pewnym zaciekawieniem dookoła. Spojrzeniem błądził po ścianach i meblach, jakby chcąc wyłapać wśród nich coś ciekawego, posiadające charakter czy nie pasującego do reszty... Ale chyba najciekawszej w tym wszystkim rzeczy, Brenna już dawno się pozbyła, a czym była tajemnicza runa która pojawiała się w całej kamienicy po Spalonej Nocy. - I teraz tutaj mieszkasz zamiast w Warowni? - zagaił jeszcze, uwagę jednak koncentrując już na czym innym, bo usiadł na jednym fotelu i zaczął rozpakowywać tajemnicze jajko.
!Jajo z kalendarza
Po drodze zaczepił ich sprzedawca, okropnie namolny człowiek, próbując zachęcić ich do kupienia dwóch tajemniczych jajek, które opiewał jako towar pochodzący z kosmosu. Byli w niemagicznym, więc chyba oboje uznali że mężczyzna był zwyczajnie szalony, w końcu nie takie rzeczy robili mugole, ale Brenna w końcu uległa i kupiła dwa. Dla świętego spokoju.
- Czego to ludzie nie wymyślą - mruknął wreszcie Bulstrode, kiedy znaleźli się już w środku kamienicy, a dokładniej w mieszkaniu gdzie mieli odprawiać rytuał. Odstawił torbę z przekładniami pod ścianą i wyciągnął z kieszeni jajko. - Przecież gdyby ktoś taki trafił się na Horyzontalnej, Pokątnej czy innym Nokturnie to też by nikt tego nie chciał kupować. Więcej by się już ugrało gdyby sprzedawać takie czekoladowe, jak żaby. Jeszcze żeby coś ciekawego z środku było - przeszedł dalej, do pokoju który chyba był salonem, rozglądając się z pewnym zaciekawieniem dookoła. Spojrzeniem błądził po ścianach i meblach, jakby chcąc wyłapać wśród nich coś ciekawego, posiadające charakter czy nie pasującego do reszty... Ale chyba najciekawszej w tym wszystkim rzeczy, Brenna już dawno się pozbyła, a czym była tajemnicza runa która pojawiała się w całej kamienicy po Spalonej Nocy. - I teraz tutaj mieszkasz zamiast w Warowni? - zagaił jeszcze, uwagę jednak koncentrując już na czym innym, bo usiadł na jednym fotelu i zaczął rozpakowywać tajemnicze jajko.
!Jajo z kalendarza