• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[20 kwietnia 1972] Pomyłki czasem się zdarzają || Stanley & Lycoris

[20 kwietnia 1972] Pomyłki czasem się zdarzają || Stanley & Lycoris
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
01.03.2023, 22:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2023, 23:53 przez Stanley Andrew Borgin.)  


- 20 kwietnia 1972 -
Ministerstwo Magii, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów



Praca w Ministerstwie Magii nie zawsze należy do najtrudniejszych zawodów świata. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że czasami jest bardzo prosta. Jednym z takich zajęć jest uzupełnianie wszelkiej maści dokumentów czy raportów, z których najczęściej trzeba się rozliczyć. Ilość protokołów ile dany pracownik musi wypełnić zależy od całej masy czynników. Od jego stopnia, departamentu czy zaangażowania w sprawy. Im więcej obowiązków, tym więcej papierów trzeba wypełnić. Podobno najbardziej zapracowani mają całe biurka zawalone dokumentami. Na całe szczęście dotyczy to tylko niedużej ilości osób w tej instytucji.

Ten piękny poranek nie wyróżniał się niczym dla Stanleya. Jak co dzień przybył do pracy, zatrzymał się przy grupie zaprzyjaźnionych współpracowników i wymienił z nimi kilka zdań. Humory dopisywały wszystkim, bo przecież w końcu zbliżał się upragniony weekend. Dodatkowo w poprzednim tygodniu nie działo się nic szczególnego, nic co by utrudniało pracę na tyle, że stałaby się ona nie do zniesienia.

Po krótkiej pogawędce dotyczącej raczej nieznaczących pierdołów opuścił znajomych, uprzednio się żegnając. Im wcześniej zacznie robić swoje obowiązki tym szybciej będzie mógł wyjść do domu. Taka właśnie idea przyświecała mu przez całą drogę do swojego gabinetu. Ku własnemu zaskoczeniu przez cały ten tydzień nie pozostawiał żadnej papierowej roboty na koniec tygodnia i wykonywał ją sumiennie tego samego dnia którego ją otrzymał. Dlatego właśnie według własnej kalkulacji oszacował, że ilość papierologii do uzupełnienia powinna być na maksymalnie dwie godziny pracy. Ale przecież zaparzy sobie kawy, usiądzie, skupi się tylko na tym i jakoś to pójdzie.

Wszedł do swojego pokoju i od razu spojrzał na biurko znajdujące się na środku. Tak jak przewidywał tak się właśnie stało - na blacie ujrzał tylko kilkanaście teczek.

- No i świetnie - skomentował zaobserwowany fakt. Nie krył zadowolenia z takiego obrotu spraw. Któryś z przełożonych mógł przecież zdecydować aby dołożyć mu roboty na kilka dobrych kolejnych godzin. Odłożył swój płaszcz na wieszak i podszedł do biurka aby przejrzeć wstępnie dokumenty. Zawsze tak robił. Była to jego pewnego rodzaju tradycja. Pozwalała mu ona na odpowiednie nastawienie się do pracy.

- Biuro koronera? - zapytał sam siebie trochę zdziwiony. Pierwszy katalog na wierzchu i to od razu nie należący do niego? Dodatkowo nawet nie leżący w jego kompetencjach. Co takiego niby on miałby tam wpisać? Potwierdzić, że rzeczywiście dana osoba zginęła tego dnia? Nikt nigdy nie potrzebował takiego potwierdzenia od nich. A jeżeli coś zmieniło się w zasadach to powinni to zgłosić do odpowiedniego przełożonego, aby im przekazał. Stanley nie miał jednak zamiaru przejmować się jedną, małą pomyłką. Odłożył ten raport na bok. Później go odniesie do prawidłowego działu. Wziął kolejny raport, a po nim jeszcze jeden. Nie krył oburzenia. Doszło tutaj do jednego, wielkiego nieporozumienia. Wyglądało na to, że wszystkie teczki, które wylądowały na jego biurku należały do biura koronera. To sprowadza się tylko do jednego - przyśpieszonej wizyty u swoich najbliższych współpracowników w celu zwrotu ich zguby i odebraniu własnej. Ktoś musiał dzisiaj wstać lewą nogą skoro źle roznosił dokumenty… Albo po prostu był roztargniony.

Złapał tą całą papierologię i ruszył do biura koronera. Chciał tę sprawę załatwić czym prędzej. Dokonać transakcji - wasze dokumenty za moje. Prosta i krótka wymiana. Wszyscy szczęśliwi bo każdy otrzyma to co jest jego.

Po krótkim spacerze znalazł się w odpowiednim miejscu. Było tu jednak zaskakująco cicho… i pusto? Nie widział nikogo. Gdzie oni wszyscy mogli się podziać? Może mieli dzisiaj jakieś dodatkowe wolne? Tego nie wiedział ale postanowił to sprawdzić. Pokręcił się chwilę po ich części departamentu, aż w końcu zauważył jedną z nich. Przynajmniej tak mu się wydawało i w dodatku wszystko wskazywało, że tak właśnie jest.

Stał tak kilka sekund i przyglądał się jej. Kojarzył ją z widzenia. Rzeczywiście była pracownicą w tym biurze. Nie znał jej co prawda ale co mu szkodziło aby zamienić kilka zdań?

- Ekhhemm.. Ekhhem.. - odchrząknął aby jej nie wystraszyć - Cześć. Mam coś waszego - odezwał się do niej, a następnie podniósł cały stos dokumentów na prawej dłoni - I jak mniemam, wy macie coś co powinno być na moim biurku - dodał i uśmiechnął się, a następnie rozejrzał się wokół po pomieszczeniu. Odłożył teczki na jednej z szafek i przetarł ręce.

- My się chyba nie znamy. Borgin. Stanley Borgin - wyciągnął do niej dłoń - Grupa uderzeniowa.. Ale to możesz pewnie kojarzyć.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#2
01.03.2023, 23:45  ✶  

Poranki ministerialne, te topiące się w brudnej czerni gorzkiej kawy, w promieniach słońca ledwie przebijających się zza masywnych kotar, w owadzie brzęczącym niespokojnie przy ramie okna – definitywnie do najłatwiejszych nie należało. Samej Lycoris niebanalnie trudno było zaopiniować proste fakty; czy jest nocną sową, czy rześkim jak rusałka skowronkiem – najtrafniejsze wydawało się stwierdzenie, iż nie była żadnym z nich; bezsenność odbiła swą pieczątkę na jej zasinieniach pod oczami, a unoszona ku pełni warg filiżanka stanowiła jedyne antidotum na stan tak parszywego niewyspania. Oparła się o biurko lekko, chybocząc nieznacznie ciemną zawartością naczynia – gorzki posmak cieczy stawiał na równe nogi; nie była to byle lura, a porządnie zaparzona, mocna kawa, mogąca nosić chlubną nazwę siekiery.

Bo zwykle poranki zastawały ją nieśpiącą; przerzucającą się z boku na bok pod wełnianym kocem, bądź wodzącą pilnym wzrokiem po literach nabitych drukiem na wnętrze książki, wypełniając tę rzędami formującymi się w słowa.

Usiadła na fotelu z rozmachem, dłonią sięgając po okulary, które wkrótce znalazły się na jej nosie, wyostrzając wzrok, któremu w rytm przemijających wiosen, natura poczęła ujmować. Ósma rano definitywnie stanowiła nazbyt wczesną porę dla jej zegara biologicznego; ale czy każda pora nie była dla niej senna, gdy nie zapadała się w objęcia Morfeusza na przestrzeni upstrzonej gwiazdami nocy?

Nie dostrzegła początkowo obwoluty teczek, na których nie widniał surowy, czerwony napis krzyczący wręcz boleśnie: biuro koronera. Gdy zaczęła jednak wertować zawartości, coś przestało się zgadzać; z ciężkim, zbolałym wręcz westchnięciem podniosła się, dokumenty wciskając pod pachę.

A gdy otworzyła drzwi, wypadła z gabinetu jak niewielka burza, rozglądając się niepewnie po korytarzu, aby po chwili dostrzec mężczyznę. Tego, który najwyraźniej jej szukał.

Nie przywitała się, nie obdarzyła go nawet dłuższym, osnutym woalką ciekawości spojrzeniem; zamiast tego wręczyła mu teczki, które wcześniej wyścielały jej biurko, aby po chwili odebrać swoją własność. Doprawdy, ostatnimi czasy te haniebne pomyłki zdarzały się coraz częściej, co niestety implikowało obcowanie z większą liczbą ludzi, aniżeli by sobie życzyła. W zasadzie, nie życzyłaby sobie niczyjej obecności. Szkoda, iż nie był to koncert życzeń.

Już miała odwracać się na pięcie i zaszyć w głębi biura, gdy ten wyciągnął do niej dłoń.

– Lycoris Black – rzekła oschle, odrobinę zbyt nieprzyjemnie, nawet jak na nią samą. – Bardzo śmiałym jest zakładanie, że orientuję się tutaj w czymkolwiek innym, poza zwłokami – dodała, na jego brzmienie niosące się w przestrzeni. Dłoń wyciągnęła, ujmując jego w odrobinę zbyt mocnym jak na kobietę uścisku.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
02.03.2023, 17:06  ✶  

Stał tak przez chwilę wryty z ziemię kiedy. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, a dokładnie to tak silnego uścisku. I to w tym przypadku od kobiety. Nic do nich oczywiście nie miał. Zawsze jednak postrzegał je jako delikatne istoty stworzone do przytulania i dawania kwiatów, a nie do miażdżenia jego rąk.

- No. Masz trochę tej krzepy - powiedział z uznaniem, rozluźniając swoją uwolnioną rękę i ostentacyjnie ją rozmasowując. W jego słowach nie było żadnej pogardy skierowanej do jego rozmówczyni. Można by to określić jako swego rodzaju podziw. Czyżby do jej obowiązków należało noszenie ciał? Tego nie wiedział ale też nie do końca chciał chyba to wiedzieć.

- Jak to? - zapytał jej kiedy zostawił już swoją dłoń w spokoju - Musisz się przecież orientować jak to wszystko wypełnić. Ktoś musi robić te w większości zbędne stosy papierów - kiwnął głowę w stronę raportów czekających, aż ktoś się nimi zaopiekuje.

Stanley miał już zamiar wychodzić, zabierając przy okazji to, co zmusiło go do porannej wędrówki po nie swojej części ministerstwa. Zreflektował się mimo wszystko. Taka okazja jak ta może się przecież nigdy już więcej nie powtórzyć, a warto mieć znajomości w innych działach czy departamentach. Do tej pory relację ich resortów można określić jako całkowicie służbowy. Grupa uderzeniowa informowała tylko biuro koronera o tym, że trzeba coś, a raczej kogoś zabrać. Drugim momentem kiedy podejmowali jakiekolwiek interakcję między sobą to wymiana dokumentów, tak jak w tym wypadku.

- To może jakaś kawa? - zaproponował - Nic zobowiązującego - zapewnił ją - Zwykła pogadanka nad ranem tak jak ma to miejsce wszędzie indziej w ministerstwie - dodał po chwili i zgarnął swoje dokumenty od Lycoris - Wiem, że nie ma tutaj zbyt dobrej kawy. Ale ta lura, ma jednak coś w sobie, nie sądzisz? - zapytał. Sam nie był jakimś wielkim fanem tego co ich departament gwarantował im do picia. Zgodnie z tym co mówi przysłowie - lepszy rydz niż nic.

- Mam inny pomysł. Znam miejsce w tym budynku, w którym jest dostępna najgorsza kawą jaką tylko piłaś w całym swoim życiu - przełożył dokumenty pod jedną z pach, a następnie strzelił palcami w jej stronę robiąc znak pistoletów - Gwarantuję Ci, że jest to niepowtarzalne doznanie smakowe. Kiedy tego spróbujesz, każdy inny napój będzie niczym ambrozja - dodał jako wytłumaczenie do swojej oferty. Skąd mógł wiedzieć o takim miejscu? Pewnie dlatego, że “szczęśliwi” właściciele tego właśnie trunku siedzieli w jego dziale.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#4
03.03.2023, 13:05  ✶  

Zamknęła spojrzenie jego w barwnej szkatułce, w której ujmowała oblicza każdego, kto na jej drodze zechciał się postawić niepokornie, wbrew mknącego całokształtem dnia. Choroba Milforda sprawiała, iż zapamiętywała większość spraw dobitnie, zupełnie jakby te polatywały mianem istotności – tak jednak nie było. Westchnięcie, odrobinę zbyt zbolałe, opuściło oddechem jej wargi, prędko rozmywając się w przestrzeni. Przecież ludzka krzątanina już dawno jej zbrzydła, a obcowanie z trupami stawało się najmilszą spośród kochanek – cierpka dłoń kostuchy zaciskała się z wolna na jej krtani, a ona nie oponowała wobec okrutności wszechrzeczy. Dlatego też, mętne spojrzenie ulokowane w osobie Borgina wydało się mieć wielokroć większy nacisk.

– To nie kwestia mojej krzepy, tylko braku twojej – odparowała; zechciała nieomal wywrócić teatralnie oczyma, powstrzymała się jednak, zaciskając jedynie usta w wąską linię.

Zignorowała jego słowa na temat papierów – były one przecież oczywiste, a jej wcześniejsza wypowiedź ociekała wręcz ironią; nie miała zamiaru tłumaczyć oczywistości – te przecież, polatujące w przestrzeni, można było przygarnąć bezsłownie. Rzuciła mu jedynie pełne politowania spojrzenie, jednak kolejna propozycja sprawiła, że w symbiozie do wzroku uniosła wysoko brwi.

Powstrzymała się wszelką siłą samokontroli, aby nie rzucić klasycznego chyba bóg cię opuścił, aby nie obrócić się na pięcie i aby nie zamknąć drzwi gabinetu ze zdecydowanie nieeleganckim hukiem.

Zamiast tego westchnęła cicho.

– Jeśli nie będzie to najobrzydliwszym, co dotychczasowo piłam, będę naprawdę zawiedziona. Nie żeby było to czymkolwiek nowym, życie mnie zawodzi codziennie – odparła i obrzuciwszy go ostatnim, tnącym spojrzeniem, chowając dłonie w kieszeniach fartucha, ruszyła przed siebie korytarzem.

Ministerialne korytarze potrafiły być niebanalnie zawiłe, pozwoliła więc się poprowadzić do destynacji okropieństw, których miała niebawem zasmakować. Każdy krok napominał ją, iż nie powinna opuszczać gabinetu – wierzyła jednak, iż Cynthia poradzi sobie bez jej nieskromnej obecności; przybrała swoją naturalną, odrobinę zblazowaną i znudzoną mimikę, gdy dotarli na miejsce.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
04.03.2023, 13:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2023, 14:00 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Zadowolony z wyglądu spraw skierował się wraz ze swoją nową znajomą do ich części departamentu. Na pierwszy rzut oka zauważył, że pracownicy obydwóch działów różnili się od siebie. Oni - brygadziści - byli bardziej wygadani, otwarci i stawiali na współpracę, a tamci - koronerzy - cisi, skryci i indywidualni. Taki zarys rysował się w głowie Stanleya. Nie zamierzał on jednak przecież przekreślać Lycoris z tego powodu. Wtedy między żadnymi referatami nie byłoby współpracy.

Po krótkim marszu w ciszy dotarli na miejsce. Borgin otworzył drzwi i puścił dziewczynę przodem, a następnie skierował się od razu do parzenia arcydzieła. Zastanawiał się przez chwilę o co mógłby ją zapytać skoro nie interesowały ją zwykłe, ministerialne pogawędki. Może tak naprawdę nie był dla niej dobrym rozmówcą? Zbyt przyziemnym, nie rozwarzającym problemów natury egzystencjalnej?

- Czemu w sumie biuro koronera? - zapytał ją z ciekawości - Nie wolałaś pójść do BUMu albo Aurorów? - dodał, a następnie nasypał czarnej konsystencji do dwóch kubków. Równie dobrze można by to nazwać “czymś”, ponieważ to nawet obok kawy nie stało.

Nie minęła chwila, a woda była już gotowa. Jeden, jedyny krok dzielił go od ambrozji. Napoju, który budził w człowieku to co najgorsze. Uświadamiał, że nawet najnudniejszy porządek dnia codziennego jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. Dla osoby, która do tej pory nie obcowała z “tym”, mogło być to całkiem ciekawe doświadczenie.

Sprawnym ruchem zalał dwa kubki do pełna. Jesteś pomyślał sobie, a później uśmiechnął się i rozmarzył. W końcu mógł uznać dzień za dobrze rozpoczęty. Czuł już tę woń, która nie pachniała niczym. Cieszył się, że już za sekundę ukończy poranny rytuał.

- Mmm.. - wymruczał tylko biorąc pierwszy łyk. Nie brzmiało to jak dźwięk niezadowolenia, wręcz przeciwnie. Mogłoby się wydawać, że Stanley cieszy się z tego - Słodzisz? Mleka może? - zaproponował Lycoris aby jeszcze bardziej zwiększyć jej doznania smakowe z tym legendarnym napojem.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#6
06.03.2023, 19:58  ✶  

Ją bez cienia wątpliwości wyróżniał zgryźliwy charakter okraszony wiecznie zblazowaną i znudzoną mimiką – nie wynikało to w żadnej mierze ze skrytości tudzież poczucia własnego indywidualizmu na spętanym okowami świecie; nie snuła mrzonek, tych, które wzbijały się ku podszyciu aby umiejscowić gdzieś między migotliwymi gwiazdami – pragmatyczna do bólu w kościach, chłodna jak zawodowa lichwiarka i nieprzystępna jak akweny róż w samej głębi pustyni. Stanowiła swoistą fatamorganę dla niejednego, gdyż zdawała się bytować ponad i pod jednocześnie; nie posiadała w końcu wyśrubowanej godności, która nakazywałaby czyny dumne i w najogólniejszy sposób właściwe. Zdecydowanie wolała być parszywa; i prawdopodobnie dlatego współpracownicy drżeli przed nią.

Wsunęła się za nim do pomieszczenia, opierając się bokiem o jedną ze ścian z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Jej fartuch, wciąż przesiąknięty nieprzyjemną wonią prosektorium, zwisał luźno z chudych ramion, kończąc się długością gdzieś w połowie uda.

– Moje spaczone poczucie moralności nie pozwalałoby mi być aurorem właściwie – odparła, jakby oznajmiała największą w całym przybytku banalność informacji. – I nigdy nie kręciło mnie ściganie kryminalistów – dodała. – Dużo lepiej być jednym z nich – prychnęła śmiechem logistycznie, aby ten nie skuł w ramiona powagi słów, które frywolnie opuszczały jej wargi.

Kawa, jakkolwiek kawą ją można nazwać było, niosła zapach błota i popiołu, zdecydowanie nie stanowiąc trunku, którego chciałoby się zasmakować.

– Nie i nie – odparła na pytanie na temat mleka tudzież cukru i prędko zanurzyła usta w cierpkiej, półczarnej jak nieudane niebo nocne, cieczy. Pierwszy łyk nie smakował katastrofalnie, jednak już drugi rozlał się nieprzyjemnym posmakiem w gardle.

Skrzywiła się solidnie.

– Zaskoczyłeś mnie, Borgin. To jest naprawdę obrzydliwe – rzekła, jednak nie powstrzymało jej to od ponownego zakosztowania brunatnej ambrozji.

Zamrugała kilkukrotnie, marszcząc niewinnie brwi; w o wiele bardziej łagodny sposób, niż całokształt, który nosiła znamieniem jej uwertura. Odłożyła papierowy kubek na stolik, na wpół wypełniony cieczą.

– Mam nadzieję, że potrzymasz mi włosy jak będę rzygać – dodała po chwili półżartem.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
06.03.2023, 21:17  ✶  

Był zaskoczony, że Lycoris wyrażała się o ich “przysmaku” w samych superlatywach. Stanley od razu wiedział, że kobieta tej klasy doceni klasę tego trunku.

- Nie spodziewałem się, że tak Ci posmakuje - stwierdził - Mało kto jest na tyle odważny, aby wziąć drugi łyk - dodał, a następnie pociągnął duży łyk z kubeczka. Zyskała wiele w jego oczach kiedy zgodziła się spróbować kawy, a jeszcze więcej kiedy rzeczywiście to zrobiła - Drzwi do grupy uderzeniowej stoją dla Ciebie otworem. Zdałaś nasz test - poinformował ją z uśmiechem na ustach.

- Nie ma problemu - odparł jej - Po tym się nie wymiotuje. Szkoda tracić to doświadczenie - wytłumaczył - No chyba, że będziesz pierwszą, która tego dokona. Ale wtedy nie wiem jak to się może skończyć - oznajmił - Może zgonem? Ale z tym to już sobie poradzisz. Departament w końcu zobowiązuje - dodał. Kto jak to ale koronerzy znali się na umieraniu jak nikt inny. Na pewno da sobie radę.

- Jakbyś chciała trochę na własność, to nie krępuj się. Mamy tego dużo - zaproponował, ukazując zawartość ich wypchanej do pełna szafki. Tak naprawdę to nie było do końca wiadomo kto to ciągle przynosił. Jedyne co udało im się kiedyś ustalić na podstawie przeprowadzonego śledztwa to fakt, że za “to” płaci ministerstwo. Zapewne jakby zapytali kogoś związanego z kwatermistrzostwem, to dostali by odpowiedź na swoje pytanie. Jednak czy warto było psuć sobie tą wielką niewiadomą?

- Coś ciekawego się w sumie dzieje teraz u was? - zapytał. Prawda była taka, że cokolwiek co dla innych działów było zwykłym porządkiem dziennym i nic nie znaczącą informacją, dla osób niezwiązanych ze sprawą był całkiem łakomym kąskiem i ciekawostką - Chociaż kurwa jak ma się dziać jak wy wchodzicie na miejsce zbrodni zaraz po nas - zreflektował się.

Wyrzucił swój kubeczek do kosza i stał tak przez chwilę zastanawiając się o co mógłby się jej zapytać. Po niedługiej chwili przyszło mu w zasadzie jedno pytanie do głowy - Dużo się działo na przestrzeni 70 i 71? Wiesz, jak się wszystko zaczęło… - zapytał - Miałem wtedy lekką przerwę w pracy, a nie miałem aż do teraz czasu aby zainteresować się starymi aktami - wytłumaczył pokrótce z pominięciem niektórych szczegółów - Kto inny ma mieć wiedzę z pierwszej ręki, jak nie ktoś od Was? - naprowadził ją lekko - Hm… Wiesz… Na przykład Ty? - strzelił palcami robiąc z nich dwa pistoleciki.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#8
09.03.2023, 18:48  ✶  

Utknęła wzrokiem w mętnej cieczy wypełniającej już do połowy papierowy kubek; istotnie, pachniała złem najgorszym, jednak cały urok zamykał się w bagnistym smaku. Mogłaby przysiąc, iż jest to jedna z gorszych rzeczy, której jakkolwiek zasmakowała w swoim życiu – a przecież jej żywot był barwiony licznymi klęskami na polu towarzyskim, chociażby. Nieprzystępna osobowość idąca w parze z symfonią arogancji i jadowitych słów opuszczających wargi, nie dawały jej w żadnej mierze przychylności współpracowników tudzież krążących po balach panien o łabędzich szyjach owiniętych perłami.

Może poza Cynthią – ta jednak była równie dziwna, co ona sama. Prawdopodobnie dlatego to ją przygarnęła spośród grona wygłodniałych atrakcji stażystów. Nie odzywała się nieproszona, kawę przynosiła niebarwioną lurą i okazywała jej szacunek – tak proste faktory wpływały na nią wydatnie.

Skrzywiła się jedynie brzydko, na słowa Borgina na temat jej sympatyzowania z tą smołą piekielną, którą zaoferował ją w kubku.

– Podziękuję – odparła oschle. – Niezwykłą ironią byłoby wylądować na własnym stole. Masz gwarancję, że moja dusza będzie cię nawiedzać i pokazywać palcem, kto mi wyrządził taką krzywdę. Na twoim miejscu bym się obawiała, bo duszę mam jeszcze brzydszą niż charakter – odparła, pozwalając kącikom ust unieść się na ułamek sekundy – jedynie po to, aby po chwili usta ponownie zacisnęły się w cienką linię.

– Każdy dzień obcowania z trupami jest ciekawy. Mam wrażenie, że już żadna sprawa mnie nie zadziwi, a jednak wciąż to robię. Może dlatego, że nie odzywają się i nie częstują mnie obrzydliwym kawopodobnym tworem? – rzekła, robiąc wyraźny przytyk zawierający się w płynnej retoryce pytania.

– Słuchaj, Borgin – zaczęła twardo – jestem w pracy. Wychodzę właśnie na przerwę w pracy. Czy naprawdę jesteś tak błyskotliwy, że założyłeś, że w przerwie od pracy chcę rozmawiać o pracy? – Uniosła wysoko brwi. – Wysil się, może wtedy założę, że masz więcej niż dwie czynne szare komórki.

Wylała resztę przejrzystej, ciemnej cieczy do zlewu, aby po chwili wyrzucić kubek do kosza na śmieci. Oparła się ponownie o ścianę, krzyżując ręce na piersi, przenosząc wzrok na rozmówcę.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
11.03.2023, 14:46  ✶  

Dwa komplementu w ciągu dnia to prawdziwy sukces. Zwłaszcza jeżeli większość twojej pracy jest niedoceniania przez przełożonych. A tutaj pojawią się Lycoris cała na biało… Czarno? I sypie pochwałami na lewo i prawo. To dopiero była współpracowniczka. W biurze koronera dzięki niej musieli mieć świetnie morale do pracy. Dodając do tego wszystkiego jej gadatliwość i wylewność, tworzyła się iście wybuchowa konsystencja.

- Ty wszystkich tak komplementujesz? - zapytał ją całkowicie na serio - Nikt nas tak nie docenił nigdy jak Ty w tym momencie - pociągnął lekko nosem - Góra przeważnie zakłada, że nie my nie myślimy. Tylko wykonujemy odgórnie nadane rozkazy - dodał. Jeszcze moment, a Borgin się tutaj popłacze ze szczęścia. W końcu ich ciężka praca została doceniona. I w dodatku przez inny dział z ich departamentu, a nie tylko przez innych kolegów brygadzistów.

- Ha! Ja wszystko wiem - skierował palec w jej stronę, a następnie lekko nim potrząsnął - Ja wiem, czemu ty nas tak komplementujesz - uśmiechnął się szeroko - Próbujesz się odwdzięczyć za ten pyszny napój - powiedział. W końcu zdradził całe modus operandi Lycoris. Zapewne gdyby nie należał do tego elitarnego grona wybitnych intelektualistów zwanych brygadzistami, to nie wpadłby na to. A co gorsza nie rozwiązałby zagadki zachowania jego rozmówczyni - Nie musisz dziękować. Cała przyjemność po naszej stronie. To był dla nas zaszczyt, że tego spróbowałaś - zapewnił, przykładając rękę do piersi i lekko kiwając głową.

- Dobra, dobra. Rozumiem - podniósł ręce na znak, że niczego złego nie zrobił - Nie o pracy. Żaden problem. Coś się zaraz wymyśli - zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, aby znaleźć jakąś inspirację do dalszej pogawędki.

- Wiesz co. Teraz twoja kolej - spojrzał na Lycoris - Z chęcią porozmawiam na jakiś temat, który będzie bliższy tobie skoro nie lubisz naszych tematów - powiedział z udawanym smutkiem w głosie. Nie zamierzał jej tak szybko odpuścić. Nie po to człapał tyle do innego działu, aby teraz nie skorzystać z takiej okazji.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#10
24.03.2023, 13:41  ✶  

Spojrzała na mężczyznę, jakby z konia spadł, unosząc wysoko brwi – tak wysoko, że nieomal poszybowały ku sufitowi; przyglądała mu się bacznie przez kilka dłużących się w spopielone sekundy chwil, usiłując rozwikłać zagadkę, czy ten na pewno jest trzeźwy i o zdrowym umyśle. Tak jak wcześniej jej wyraz twarzy wyrażał tęgie zdziwienie, tak teraz zmienił się w parszywe skupienie – nie wiedziała, czy parsknąć nieelegancko śmiechem, czy poddać w wątpliwość jego poczytalność.

– Masz naprawdę dziwną definicję komplementu. Czy jeśli powiem, że twój zdrowy rozsądek jest równie wartościowy, co dziwka za trzy ruble, też ukłonisz się z wdzięcznością? Jesteś dziwnym człowiekiem, Borgin – odparła, krzyżując ramiona na piersi.

Zamrugała kilkukrotnie – jakim cudem ten człowiek był tak absolutnie odporny na jej obraźliwą osobowość?; coś się tu nie zgadzało, była gotowa wydedukować, iż jego doklejenie się do jej osoby zawiera w sobie znamiona niewiadomego zakładu. Po ministerstwie wszak krążyły plotki, iż jej osobliwość jest nieprzebrnięta i niemożliwie cięta.

– Och, rozgryzłeś mnie – rzekła głosem ociekającym wręcz sarkazmem, parszywie miękkim i łagodnym – zupełnie nie jak całokształt jej osoby. – Ta ambrozja była tak wspaniała, że zapewne powinnam ci jeszcze teraz miłość wyznać. Ty naprawdę jesteś równo przetrącony – dodała.

– Nie wiem, czy to w moim obowiązku leży proponowanie tematów rozmowy, skoro to ja zostałam zaproszona na tę randkę – odparła, akcentując niebotycznie słowo „randka”.

Zamilkła na moment, zakładając za ucho kosmyk przydługiej grzywki, który opadł akwarelą na jej policzek, cieniem rzucając się na wysokie kości policzkowe.

– Ponoć mój uśmiech zamienia ludzi w kamień – rzekła, wzruszając ramionami. – Tak przynajmniej mawiają na salonach.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lycoris Black (2122), Stanley Andrew Borgin (2863)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa