Gdy błękitne spojrzenie przypatrywało się jak złocą się liście pobliskich drzew, jak wiatr, mimo iż wciąż ciepły, zdawał się podszyty pierwszym chłodem. Nieśmiało szeptał, a w szeptaniu był niezwykle utalentowany. A szeptał melodyjnie, że już niedługo. Dzień lub dwa i pozbędzie się tej letniej naleciałości, która teraz muskała ciepłym powiewem jej lica.
Mathilda przechadzała się właśnie dziedzińcem, trwając w głębokiej zadumie, rozważając wszelkie troski i zmartwienia, gdy dostrzegła sylwetkę, a na jej widok usta mimowolnie przeistoczyły się w radosny grymas. Kąciki poszybowały ku górze, a Quirrell przyśpieszyła zdecydowanie kroku.
Na murku, siedział niewzruszony blondyn, a jego nos jak zwykle utkwiony był w książce, wyglądając jak element otoczenia. Niczym posąg, ozdoba dziedzińca.
Zwolniła kroku, aby każdy kolejny był coraz to cichszy, chociaż nie była pewna czy to potrzebne - gdy ten pochłaniał książki, robił to z taką zaciętością, że świat dookoła przestawał być istotny, tak przynajmniej wydawało się dziewczynie.
Stanęła za chłopakiem, aby chwilę później opleść go łapkami w pasie, zaś brodę ułożyć wygodnie na jego ramieniu, ciekawsko zerkając na strony otwartej książki.
-Cześć Xeniu - rzuciła z ciepłym, chociaż sennym uśmiechem - W czym się tym razem zaczytujesz? -dopytała, chociaż nie interesowała jej tyle sama książka co rozmowa z chłopakiem.
Był to w końcu ktoś z kim dzieliła relacje ciut bardziej zażyłą, wręcz przyjacielską, czując nić zrozumienia od pierwszego dnia gdy ich oczy zderzyły się przypadkiem na jednym z korytarzy. On, jak również i Ona, pokrzywdzony był krwią z której wielu chciało zakpić, próbując umniejszyć im ważności - aczkolwiek to również sprawiło, że Mathilda czuła się swobodniej. Zdawałoby się aż nader swobodnie.
Tylda lubiła jego towarzystwo, uwielbiała wręcz, bo ten niósł w sobie wszystko to czego Ona nie posiadała, a posiadać chciała. I tak mogłaby słuchać go godzinami, lub milczeć razem, bo i to wydawało jej się dziwnie komfortowe. I tak od pierwszego roku trwali sobie, w tym zdawałoby się, zabawnym zbiegu okoliczności, który skrzyżował ich drogi.