• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[04/10/1972] holy macaroni || erik & nora

[04/10/1972] holy macaroni || erik & nora
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
18.12.2025, 23:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 23:18 przez Erik Longbottom.)  

—04/10/1972—
Klubokawiarnia ''Nora Nory'', Ulica Pokątna
Erik Longbottom & Nora Figg



Ostatnie dni nie należały do najłatwiejszych w życiu młodego Longbottoma. To kuriozalne jak wiele z nich jestem w stanie teraz bez trudu zaznaczyć w kalendarzu, pomyślał przelotnie Erik, opierając się o ścianę pobliskiej kamienicy, próbując dojść do siebie po dość nagłej teleportacji z Doliny Godryka. Całe popołudnie zastanawiał się, czy nie powinien zawitać do klubokawiarni w porze obiadowej, ale koniec końców zrezygnował z tego pomysłu. Wolał nie natknąć się w środku na zbyt duży tłum, więc odłożył wizytę na późniejszą porę. Wieczorną, zakrawającą na nocną.

Zajrzał przez witrynę do środka lokalu. Miał dziwne wrażenie, że w lokalu Figg mogło pojawić się dzisiaj parę mord, które wcale nie były zainteresowane jej słynnymi wypiekami, a najświeższymi plotkami. Cholerne sępy. Kto wie, może Norę odwiedził jeden z tych pismaków z Proroka Codziennego? Może zawitała tu nawet sama Arista Black? Z ust Erika wyrwało się pełne obrzydzenia sapnięcie, gdy obraz młodej dziennikarki zagościł w jego głowie. Wątpił, aby kiedykolwiek w przyszłości było mu dane przeczytać jakikolwiek jej tekst bez wyobrażania sobie, jak nie spotyka jej jakiś nieszczęśliwy wypadek.

— Heej — rzucił do stojącej za ladą przyjaciółki, gdy już znalazł się w środku. Oparł się o blat, posyłając jej zmęczony uśmiech. — Już zamykasz, prawda? — Rozejrzał się na prawo i lewo w poszukiwaniu ściany na której był zawieszony zegar. — Doszedłem do wniosku, że chyba muszę trochę odreagować... Po tym wszystkim. Chcę zrobić jakiś bałagan. Wystarczający, żeby poczuć chaos wokół siebie, ale nie na tyle, żeby ściągnąć sobie problemy na głowę.

Wbił w Norę wyczekujące spojrzenie, jakby ta miała od razu podsunąć mu jakiś pomysł. Wprawdzie przez ostatnie dni fantazjował o tym, jak by to było wcielić się w rolę porywacza-czarnoksiężnika i za jednym machnięciem różdżki pozbyć się Aristy, jednak... Chyba nie byłby w stanie się do tego przemóc. Wprawdzie nie wiedział, czy byłby w stanie powstrzymać się przed jakaś agresywną reakcją, gdyby zaczęła go prowokować w towarzystwie, ale dopóki chowała się w redakcji lub swoim prywatnym lokum, to była bezpieczna. A on był bezpieczny przed konsekwencjami podobnej napaści. Erik wypuścił głośno powietrze z płuc.

— Wiem, że mam zakaz wstępu do kuchni — zaczął powoli, jakby badał grunt. — Ale może... Mogłabyś przynieść część sprzętów tutaj, to może nic by się nie spaliło przy mojej obecności? — Czy nie pozwalał sobie na zbyt dużo? Zdarzało mu się obserwować Norę w pracy, ale po tylu latach znajomości kobieta aż nazbyt dobrze wiedziała, czym może się skończyć dopuszczenie Longbottoma do czegoś bardziej skomplikowanego niż zagotowanie wody na herbatę. — Pięknie... Proszę?

Jego kąciki ust uniosły się w krzywym uśmiechu. Czy naprawdę mogłaby mu teraz odmówić?

(Rzemiosło) Jak później pójdzie Erikowi pieczenie z Norką? x1
Rzut T 1d100 - 65
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
14.01.2026, 20:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2026, 20:01 przez Nora Figg.)  

Norka znajdowała się na zapleczu. Tak właściwie to szukała czegoś w swoim niewielkim ogródku, miała tu jeszcze kilka doniczek, w których znajdowały się świeże zioła. Zabrakło jej kilka składników do herbaty, więc musiała je uzupełnić. Dość szybko zerwała potrzebne rośliny, nim jednak weszła do środka uniosła głowę i spojrzała na niebo.

Był późny wieczór, tak właściwie to już noc, na nieboskłonie widać było gwiazdy, przyglądała im się uważnie, uśmiechnęła się sama do siebie, kiedy dostrzegła najjaśniejszą z nich - Syriusza znajdującego się w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa. No, a przynajmniej tak jej się wydawało, była średnia z astronomii, ale to chyba było to.

Po chwili weszła do środka, z ziołami w dłoni, minęła zaplecze i udała się do wnętrza kawiarni. Znalazła się za ladą, gdzie zaczęła je ciąć na drobne kawałki. Ich zapach był dość intensywny, unosił się w powietrzu, być może nawet przebijał przez ten charakterystyczny dla tego miejsca, czyli słodkości. Wieczorem mało kto je zamawiał, ludzie sięgali raczej po szklaneczkę czegoś mocniejszego.

Londyn powoli zaczynał żyć. Nadal nie było tu takich tłumów, jak przed Spaloną Nocą, jednak zauważyła, że ludzie próbowali wracać do normalności. Wpadali tutaj chociaż na chwilę, być może dzięki temu mogli zapomnieć o tym co się wydarzyło, w końcu jej klubokawiarnia nie oberwała zbyt mocno, udało jej się już poradzić z tymi najgorszymi problemami.

Godziny mijały, klubokawianrnia pustoszała, za chwilę miała zamknąć, kiedy dzwonek wiszący nad drzwiami się odezwał. Nie uniosła głowy, bo była zajęta polerowaniem szkła - wszystko musiało być naszykowane na poranne otwarcie. Podniosła głowę dopiero, kiedy ktoś zatrzymał się przy ladzie.

Uśmiechnęła się ciepło, gdy zobaczyła przyjaciela. No tak, nikt z zewnątrz raczej nie pojawiłby się tutaj o tej godzinie.

- Tak, jak widać już nikogo nie ma, trafiłeś idealnie przed oficjalnym zamknięciem. - Zawiesiła na moment na nim swoje spojrzenie, taksowała go wzrokiem, jakby chciała zobaczyć, czy wszystko z nim w porządku.

Pojawił się ten obrzydliwy artykuł, który uderzył w rodzinę jej przyjaciół, trochę też w nią, jednak to nimi się najbardziej przejmowała, nie mogła uwierzyć, że ktoś był w stanie wypisywać takie rzeczy, wyssane z palca, to było obrzydliwe.

- Trafiłeś w idealne miejsce. - Nie przestawała się uśmiechać, chaos - i w nim potrafiła się odnaleźć, jeśli tego potrzebował, to oczywiście, że zamierzała mu na to pozwolić.

- To bardzo wyjątkowa sytuacja, dzisiaj mogę Cię do niej wpuścić. - Nie sądziła, żeby faktycznie był w stanie spalić jej kuchnię, a jeśli... to na pewno dałby radę ją ugasić. Była skłonna negocjować swoje zasady, ale tylko tego razu.

- Zamknę tylko drzwi, a Ty zastanów się, czy wolisz bawić się tutaj, czy trafić na prawdziwy plac zabaw, taka okazja się nigdy więcej nie przytrafi. - No i zdecydowanie wolała mieć bałagan w kuchni, a nie w miejscu w którym przyjmowała gości.

Panna Figg ruszyła do drzwi, które zakluczyła, po chwili znalazła się przy przyjacielu, skoro już nie była za ladą zatrzymała się przed nim i się do niego przytuliła, tak po prostu, było jej przykro, że spotkało go ostatnio coś takiego okropnego.

- Dobra, to jak, idziemy do kuchni? - Odsunęła się o krok i czekała, aż zadecyduje.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
19.01.2026, 23:22  ✶  
— Jeśli uważasz, że w kuchni będzie bezpieczniej, to możemy iść tam — podsunął Erik, przechodząc przez salę, aby zaraz przenieść się do strefy za ladą, która była przeznaczona stricte dla pracowników klubokawiarni. — Ostatnie spłonęło w mojej obecności wystarczająco dużo rzeczy, więc może sprzęty kuchenne ocaleją.

Uśmiechnął się bez większej wesołości. Na Merlina, czy teraz zawsze tak będzie? Naprawdę próbował jakoś odizolować się od tych wszystkich okropnych zdarzeń, jakie spotkały go w ostatnim czasie, ale raz za razem mimo woli lądował w gąszczu odniesień do ich ostatnich problemów. Najpierw ataki Śmierciożerców, które wpływały na jego pracę w BUMie. Potem Polana Ognisk. Cała ta afera z arcykapłanką, która odbiła się echem po całej społeczności czarodziejów i czarownic, aby koniec końców nadeszła Spalona Noc. I Arista Black doprawiła to wszystko swoim artykulikiem, dodał w myślach, wypuszczając z siebie pełne frustracji westchnienie.

— Masz jakieś formy w kształcie Proroka Codziennego? Może wpieprzenie paru ciastek, to też będzie jakiś środek terapeutyczny? Może jak zjem ich wystarczająco dużo, to przestanę o tym cały czas myśleć — kontynuował, wpuszczając Norę do kuchni jako pierwszą.

Bądź co bądź, to było jej królestwo. Zdarzało mu się już towarzyszyć jej w eksperymentach kuchennych, jednak... Cóż, wiedzą powszechną było, że Longbottom nie za dobrze radził sobie w kuchni. Wszystko leciało mu z rąk, proporcje składników nigdy nie były takie jak trzeba, a łyżki magicznie lądowały za meblami ilekroć zaczynał się nimi bawić. Tyle dobrego, że czajniki przestały wybuchać i noże już nie latały po kuchni odkąd pozbył się klątwy, która się do niego przyczepiła w okolicach wiosny. Od tamtego czasu było o niebo lepiej, ale i tak... Nie idealnie.

Wiedziony instynktem trzymał się póki co blisko wyjścia, jakby testował w jaki sposób zachowa się pomieszczenie w jego obecności. Brenna i Dora miały w zwyczaju wyganiać go z kuchni ilekroć razem bawiły się w przygotowania jakichś przysmaków, toteż wolał się nie rozgaszczać zbyt szybko. Trzeba było pozwolić, aby kuchnia się do niego jakoś przyzwyczaiła, czyż nie? To było jak z domowym zwierzakiem, kiedy wpadało się do kogoś w odwiedziny. Trzeba było dać mu się obwąchać... I liczyć, że nie wyczuje wilka kryjącego się pod skórą.

— Jak to wyglądało z twojej perspektywy? — spytał po dłuższej chwili, kiedy już odważył się podejść do stołu i założyć fartuch z logiem lokalu Nory. — Artykuł w sensie. Ktoś ci się naprzykrzał? Przychodził tutaj?

Zerknął na nią z powagą, chociaż w spojrzeniu kryła się autentyczna troska. Nie chciał, aby jego bliscy płacili za to, że pismaki postanowiły uwziąć się na jego rodzinę. Nora, Elliott, Geraldine... To były tylko osoby związane bezpośrednio z nim, ale przecież artykuł nie traktował tylko i wyłącznie o nim. Kto wie, do kogo by się przyczepili, gdyby postanowili pogrzebać nieco więcej w sprawach Brenny albo Morfeusza?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
25.01.2026, 00:21  ✶  

- Wydaje mi się, że będzie bezpieczniej, chociaż z Tobą to nigdy nie jest takie oczywiste. - Dodała z uśmiechem, chciała nieco rozluźnić atmosferę, a o przygodach Erika z gotowaniem słyszał chyba każdy z ich najbliższych znajomych, nie radził sobie z tym najlepiej, ale nikt nie był przecież idealny, prawda? Każdy miał jakieś swoje mankamenty, musiał z tym żyć, to nie było przecież nic wielkiego. - Nie byłeś wyjątkiem, ostatnio po prostu płonęło bardzo wiele rzeczy. - Dodała jeszcze chcąc go nieco pocieszyć.

- Nie mam i nigdy nie będę mieć. - Zarzekała się, oczywiście, że to robiła. To, co ostatnio przeczytała było naprawdę paskudne, nie miała pojęcia w ogóle jak to możliwe, że ktoś dopuścił do publikacji tego obrzydliwego artykułu. - To było wyssane z palca, nie wiem, jak mogli pozwolić na publikację czegoś takiego, ktoś powinien ponieść za to konsekwencje. - Nie wspominała o tym, że była okropnie zirytowana tym, że ktoś, jakaś pani, która miała podsunięte wszystko pod nos śmiała twierdzić, że jej dorobek był efektem sponsorowania cukierni przez jej przyjaciół. Figgówna włożyła w to ogrom pracy, tak naprawdę całe lata pracy, naprawdę zabolało ją to, co przeczytała na swój temat, były to oszczerstwa, za które ktoś powinien ponieść konsekwencje, niestety wiedziała, jak działał ich świat, wiedziała, że raczej nie uda jej się nic wskórać, chociaż ją zniesławili, tak właśnie wyglądała sprawiedliwość.

Ruszyli w stronę jej królestwa, które znajdowało się na zapleczu. Kuchnia była ogromna, nie ma się co dziwić, Norce zależało na tym, żeby mieć dużo miejsca do eksperymentowania, do tego gdzieś musiała tworzyć świece i kadzidła dla swoich przyjaciół, pracownia była naprawdę bardzo mocno przez nią dopracowana, znajdowały się tu wszystkie możliwe sprzęty, poniekąd było to jej małe laboratorium cukierniczo-alchemiczne. Jej słodkości były połączeniem zwyczajnego gotowania i magii, eliksirów, tworzyła tutaj najdziwniejsze mieszanki, które zasmakowały czarodziejom.

- Wiesz, nie podoba mi się to, że ktoś umniejsza moim zasługom, wkurza mnie to, ale nic nie mogę z tym zrobić, bardziej martwi mnie to, że postanowili wyciągnąć naszą przyjaźń, nie chciałam być dla Ciebie problemem, zastanawiałam się nawet, czy wiesz, czy nie lepiej byłoby, abyśmy przez chwilę przestali się pokazywać razem. - Trudno jej było to powiedzieć, bo przecież Erik od lat był jej bliski, nie wyobrażała sobie swojego życia bez jego obecności, jednak jeśli miało to mu w jakikolwiek sposób pomóc, to była gotowa dla poświęceń, tak robili przyjaciele, prawda? - Nikt mi się nie naprzykrzał, przynajmniej jak na razie, ludzie mają swoje problemy. - Musieli radzić sobie ze stratami związanymi z pożarami, miała wrażenie, że Londyn jeszcze w pełni nie odżył, może to i lepiej, każdy był bowiem zajęty sobą.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
25.01.2026, 21:39  ✶  
Uniósł lekko kąciki ust w krzywym uśmiechu. Miała trochę racji. Po Spalonej Nocy nie zasługiwał już na tytuł czołowego podpalacza. Bo gdzie tam były jego spalone garnki i czajniki, kiedy przez działania Śmierciożerców spłonęły całe domy i kamienice? Erik przesunął się bliżej okna, przyglądając się przez dłuższą chwilę otaczającym klubokawiarnię budynkom. Przynajmniej Zakon zrobił co w jego mocy, aby jak największa część magicznej dzielnicy Londynu ocalała. Bardzo mocno trzymał kciuki za to, aby wszelkiego rodzaju główne renowacje udało się wszystkim skończyć przed nadejściem zimy. Z tego co pamiętał przy zeszłorocznym Yule Londyn został nawiedzony przez spore opady śniegu i niskie temperatury. Czy w tym roku czekała ich powtórka z rozrywki? Tegoroczne lato zdawało się w końcu odzwierciedlać takie jedno stare porzekadło... Jak to leciało? Mrozy grudniowe, to lata majowe?

— Mhmm. — Pokiwał powoli głową, odwracając się powoli w kierunku Nory. — Nie da się ukryć, że ten artykuł nie ma zbyt wiele wspólnego z faktami. Przerażające, że to w ogóle trafiło do druku. Wydawało mi się, że Prorok Codzienny stoi na nieco wyższym poziomie niż taka Czarownica. — Z drugiej strony, przecież byli już świadkami publikacji mocno kontrowersyjnych tekstów za czasów Nobby'ego Leacha. Może teraz sytuacja nie była o wiele inna, a po prostu dziennikarze zaczęli strzelać do innego celu? — Nic by mi nie sprawiło większej satysfakcji. Chociaż kto wie, czy ta cała Black nawet sprostowania nie zdołałaby napisać w taki sposób, żeby zasugerować, że zostało na niej wymuszone w jakiś okrutny sposób.

Wypuścił powoli powietrze z ust. Nie miał pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Oczywiście, domyślał się, że cała ta farsa miała być swego rodzaju prztyczkiem w nos; takie teksty nie pojawiały się znikąd i nie były przypadkowe. Nie bardzo wiedział tylko, czego się spodziewano w odpowiedzi. Podporządkowania się tradycyjnym doktrynom? Wycofania się z życia publicznego? A może wręcz przeciwnie, ktoś oczekiwał odwetu ze strony Longbottomów, tylko po to, aby popchnąć tę całą narrację jeszcze dalej? Nawet Ministerstwo Magii jest obosiecznym mieczem, dodał w myślach. Gdyby za to przez ostatnie lata skupiali się tylko na działaniach dobroczynnych, to pewnie określano by ich mianem ''pijawek żerujących na zasobach państwa'' lub ''marzycieli trwoniących fortunę swoich przodków na gorszych od siebie''. Świetnie by się to wpisywało w tę ohydną narrację.

— Nie jesteś i nigdy nie będziesz dla mnie problemem — oznajmił bez wahania, kiedy tylko wychwycił pauzę między słowami Figg w którą mógłby się wślizgnąć. — I nie zamierzam zrywać z tobą kontaktów tylko przez to, że Prorok Codzienny wypuścił taki, a nie inny artykuł. Jakoś przeżyję, że jestem pod lupą konserwatywnej dziennikarki. Po prostu... Nie mogę znieść tego, że próbowano wykorzystać was - ciebie, Geraldine czy Elliotta - do tego, żeby pokazać Longbottomów w negatywnym świetle. Jakbyście byli narzędziami propagandowymi. — Skrzywił się. — Nie zasługujecie na takie traktowanie. To podrzędne, perfidne i najzwyklej w świecie niesprawiedliwe. Tego chętnie bym uniknął. Ale cieszę się, że przynajmniej nikt cię tutaj nie niepokoił.

Wolał nie rozprawiać na tym etapie o planach Longbottomów względem odpowiedzi na działania Aristy. Tutaj trzeba było działać uważnie, a kto wie, czy Godryk nie pociągnie za parę sznurków, żeby nieco im to wszystko ułatwić. Na ich korzyść na pewno działało to, że artykuł był dość... rozległy... i posypało się w nim tak wiele oskarżeń i szpilek, że tak naprawdę większość rodziny mogła śmiało przeciwdziałać temu wszystkiemu. Jakieś środki zaradcze trzeba będzie wprowadzić, skomentował Erik, zajmując miejsce po drugiej stronie głównego stołu roboczego.

— No... Dobrze. To jaki mamy plan? Pierniczki świąteczne? Jakieś ciasto na Samhain? — rzucił, starając się przenieść ciężar konwersacji na nieco spokojniejszy temat. — Sabat zbliża się wielkimi krokami, więc na pewno coś szykujesz, prawda?

Z tyłu głowy cichy głosik przypominał mu, że Samhain przecież wcale może nie być takie bezpieczne. Słowa ostrzeżenia tańczyły mu na języku, ale koniec końców udało mu się je zbyć; do obchodów zostało im jeszcze kilka tygodni. Wiele rzeczy stało pod znakiem zapytania. Erik nawet nie wiedział, jaki plan miało szefostwo na to wydarzenie; po Beltane na pewno chcieli być lepiej przygotowani. Taką przynajmniej miał nadzieję.[/b]


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#6
08.02.2026, 21:32  ✶  

Nie da się ukryć, że ostatnio ogień pochłonął sporo i nie było to zasługą Erika, który posiadał również pewne umiejętności piromańskie, chociaż właściwie nie do końca tak można było to nazwać, bo w przeciwieństwie do tych, którzy podpalili Londyn i inne miejsca w Wielkiej Brytanii, to jej przyjaciel nie czerpał z tego przyjemności, raczej zawsze było mu głupio, kiedy coś przez niego zaczynało się palić. Nie obawiała się go jednak zaprosić do swojej kuchni, właściwie to lepiej, jakby przeszli właśnie tam, była do tego przystosowana. W sumie to niby cała klubokawiarnia była zabezpieczona przed ewentualnym pożarem, bo przecież zainwestowała w to swoje pieniądze, jednak zdaniem Figgówny najbezpieczniej było zacząć właśnie od kuchni.

- Też mi się tak wydawało, jednak zmieniłam zdanie. Nasi przeciwnicy najwyraźniej mają spore poparcie. - Próbowali z nimi walczyć też poprzez ten sposób, nie podobało jej się to, bo obrywało się również jej, która przecież nikomu nie robiła krzywdy, doszła do tego miejsca w którym była tylko i wyłącznie dzięki swojej determinacji i ciężkiej pracy, a została oskarżona o to, że korzysta z funduszy, które były zbierane dla celów charytatywnych, dotknęło ją to dość mocno, bo to uwłaczało temu, co robiła. Jakoś musiała to jednak przetrawić, ci którzy ją znali wiedzieli jak to wyglądało, zresztą prawda zawsze mogła się obronić. Nie wątpiła, że tak będzie i tym razem.

- Tak, pewnie odwróciłaby kota ogonem, żeby nadal przedstawić was w złym świetle. Nie mam pomysłu, jak można z tym walczyć, nie powinniście jednak pozwalać na takie oszczerstwa, robicie tyle dobrego, a przez to obrywacie, jako jedni z nielicznych z szanowanych rodów zajmujecie takie stanowisko. - Wiedziała o tym przecież, miała świadomość kto walczył, kto należał do Zakonu Feniksa, kto ryzykował życie, aby pomóc niewinnym. To było okropnie niesprawiedliwe, że teraz zaczynali być wykluczani z elity, gdy robili tyle dobrego.

- Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, ani my, ani wy, jak widać im to nie przeszkadza, macie wokół siebie ludzi, którzy dobrze Wam życzą, którzy doceniają wsparcie, mam nadzieję, że to widać. - Nie chciałaby, żeby Longbottomowie poczuli się odrzuceni, w końcu znała ich od lat. Trochę wzięła do siebie to, że wyciągnięto jej długoletnią przyjaźń z Erikiem, nie sądziła, że to może być, aż tak dla niego problematyczne, nigdy nie chciała przysparzać mu kłopotów swoją obecnością.

- Nie sądziłam, że nasza przyjaźń może być, aż tak źle odebrana. - Dodała jeszcze. Oczywiście, że zdawała sobie sprawę z tego, że pochodzą z różnych światów, jednak od zawsze było to dla niej całkiem normalne, że trzymali się blisko siebie, bo przecież znali się od lat, od dzieciństwa, ta relacja narodziła się zupełnie naturalnie, a teraz ktoś sugerował to wszystko. Erik był jej bratnią duszą, człowiekiem, z którym rozumiała się bez słów, naprawdę uderzało w nią to, że ktoś postanowił uderzyć w niego i jego rodzinę w taki sposób.

- Na co masz ochotę? Coś słodkiego? Czy wręcz przeciwnie? - Spoglądała na przyjaciela próbując wyczytać to z wyrazu jego twarzy. Przetestowanie świątecznych przepisów nie było złym pomysłem, kolejny sabat się zbliżał, warto było popracować nad ofertą, aby dotrzeć do najbardziej wybrednych klientów.

- Myślisz, że znowu spróbują zrobić zamieszanie? - Może nie powinna o to pytać, póki było w miarę spokojnie, ale gdzieś w środku nadal miała obawę, podejrzewała, że śmierciożercy będą chcieli wykorzystać kolejne święto, aby pokazać swoją siłę.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
09.02.2026, 20:05  ✶  
Dobrze, że lokal Nory przetrwał ten najgorszy etap Spalonej Nocy. W trakcie, gdy tak wiele kamienic doszczętnie spłonęło lub zawaliło się pod wpływem złamanych zaklęć i prób ratowania mieszkańców, dobrze było mieć świadomość, że chociaż to jedno miejsce się trzyma. Chociaż zniszczenie Warowni dalej ciążyło Erikowi na sercu, tak cieszył się, że nie wszyscy jego bliscy byli skazani na taki los. Niektórzy zainwestowali zawczasu w mocniejsze zaklęcia obronne, inni posiadali lokale z dala od linii pożarów, a jeszcze inni... Cóż, po prostu mieli szczęście. Nawet jeśli ich domy zostały osmolone, a w środku unosił się duszący dym, to przynajmniej ściany były w jednym kawałku. Niezbyt duże pocieszenie, ale zawsze jakieś.

— Co jak co, ale po ostatnich atakach nie sądziłem, że próba wywołania takiej sensacji w ogóle przyjdzie komuś do głowy. — Ciężko było mu określić, czym kierowała się Arista Black. Głupotą? Chęcią zaistnienia w dziennikarskim światku? Prywatnie nie znosiła Longbottomów? Była zagorzałą konserwatystką, która wyczuła okazję? A może faktycznie maczali w tym ręce Śmierciożercy? — Z drugiej strony, jeśli celem artykułu było sprowadzenie nas do parteru i uderzenie w czuły punkt, to trafili w dziesiątkę.

Co zdecydowało o tym, że Longbottomowie stali się celem tej kampanii? Oberwało im się za całokształt? Za poglądy pielęgnowane od lat z pokolenia na pokolenia? A może to wszystko przez to, że nie siedziałem cicho po Beltane?, skomentował bezgłośnie Erik. Bądź co bądź, nazwał wtedy Śmierciożerców terrorystami na usługach Czarnego Pana. Nie przebierał wówczas za bardzo w słowach, próbując ukazać ich jako grupę, która zagraża nawet tradycyjnym wartościom. W końcu przypuścili atak na jedno z największych świąt z ich społeczności. Czy gdyby wówczas trzymał gębę na kłódkę, to teraz artykuł dotyczyłby innej rodziny, a Warownia nie potrzebowała remontu?

— Widać. Widać i czuć, Norciu — dodał po chwili, przekrzywiając głowę w jej kierunku. — Ech, prawda jest taka, że prędzej czy później i tak ktoś wydałby podobny artykuł. Nigdy nie kryliśmy się jakoś szczególnie ze swoimi poglądami, a cały ten konflikt tylko to wszystko uwydatnił. Gdyby nie Śmierciożercy, gdyby nie Czarny Pan, to zapewne odsunęlibyśmy ten ''skandal'' na następne kilka lat, ale w końcu i tak ktoś spróbowałby wywołać sensację naszym kosztem. Po prostu teraz... Teraz mamy jeszcze więcej do stracenia. I to jest trochę straszne.

Nie mieściło mu się w głowie, jak inaczej mógłby przebiec ten scenariusz w innym świecie. Kto wie, może zamiast omawiania artykułu w gabinecie Godryka, to punktowaliby go podczas śniadania w ogrodzie, po prostu idąc dalej przez życie z uniesioną głową? Poruszył niespokojnie głową. Teraz musieli myśleć jeszcze o tym, jak to wpłynie na pozycję rodziny, ale też jakie konsekwencje będzie to miało dla Zakonu Feniksa. Znajdowali się na celowniku i dobrze było jak najszybciej z niego zniknąć, póki nie kontrolowano każdego ich kroku.

Erik podszedł do Nory i ścisnął zdecydowanie jej rękę.

— Najważniejsze, że my odbieramy ją fenomenalnie, prawda? — Posłał blondynce lekki uśmiech. — A co smaku... Słodkie. Zdecydowanie słodkie.

Kiedy Nora podzieliła się z nim planem na wspólne gotowanie, Longbottom bez gadania stosował się do jej poleceń. Jeśli kazała mu iść na tzw. zmywak, żeby umyć potrzebne naczynia, to bez wahania się tam udał. Jeśli kazała mu przygotować konkretne narzędzie, to też zbytnio nie narzekał; co najwyżej ruszał się nieco wolniej, rozglądając się badawczo na wszystkie strony. Rzadko kiedy lądował na zapleczu, woląc niczego nie zepsuć, więc nie do końca wiedział, gdzie jego przyjaciółka trzymała swoje narzędzia kuchenne.

— Na ich miejscu nie przepuściłbym takiej okazji — odparł krótko, wypuszczając głośno powietrze przez usta. — Może i powstrzymaliśmy te najgorsze pożary, ale oni też odnieśli duży sukces, atakując jednocześnie Londyn i miejscowości na prowincji. Może nie rozrosły im się od tego szeregi, ale morale na pewno wzrosły. O ile w tym gronie takowe w ogóle istnieją. — Wybałuszył wymownie oczy. — Wątpię, żeby znowu zaatakowali stolicę, ale raczej nie przesiedzą tego dnia bezczynnie. Samhain to święto śmierci, święto duchów... W tym roku będzie to też rok żałoby przez atak na Polanę Ognisk i Spaloną Noc. Będą mieli okazję uderzyć w ludzi, kiedy będą najbardziej odsłonięci.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Kość na Spaloną, bo znowu zapomnę:
!Strach przed imieniem


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#8
09.02.2026, 20:05  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#9
19.02.2026, 13:29  ✶  

Nora miała wyjątkowe szczęście podczas spalonej nocy. Dzięki temu, że cukiernia stała i pożar doszczętniej jej nie spłonął mogła pomóc rannym, to było naprawdę dość istotne podczas tego, co wtedy się działo. Lokal znajdował się przecież w samym centrum ulicy Pokątnej, dzięki czemu mogli pomóc sporej ilości osób. Nie miała pojęcia czemu do końca to zawdzięczała, ale płomienie nie zrobiły temu miejsce zbyt wielu szkód, oczywiście widać było ślady po tym, co się wydarzyło jednak wiele osób miało dużo mniej szczęścia od niej. Wolała nie myśleć o tym, ile ludzi straciło dobytek swojego życia, nieco przerażały ją te liczby.

- Widać istnieją osoby, które nie mają się czym zajmować w czasie wolnym, mogliby te siły skierować ku czemuś lepszemu, przecież to wcale nie wygląda tak, że praktycznie cała stolica płonęła... - Pokręciła jedynie głową. Nie potrafiła zrozumieć po co ktoś w tym momencie zajmował się czymś takim. Znaczy wiedziała, chcieli nieco namieszać w postrzeganiu rodziny jej przyjaciół, w świecie czystokrwistych ich działania nie do końca były aprobowane, bo przecież nie byli tak zapatrzeni w siebie i w jakieś chore poglądy jak trzeba, zamiast tego woleli pomagać innym, to mogło przeszkadzać... - Myślę, że ludzie mają oczy i wiedzą, jak wszystko wygląda, myślisz, że ktoś będzie miał czas przejmować się tym, co wypisują Ci, którzy siedzą w swoich wygodnych mieszkaniach ze złotymi klamkami? - Nie ma to, jak dobijać leżących, którzy próbowali spowodować, żeby jakoś dało się żyć na tym świecie. Wykorzystali to, co Longbottomowie robili dla innych, aby pokazać ich w złym świetle. Nie podobało jej się to, bo byli jej wyjątkowo bliscy, przyjaźniła się z Brenną i Erikiem od lat, wiedziała, że mieli dobre zamiary, zawsze pomagali słabszym.

- Tyle, że wy przecież nie robicie niczego złego. To oni utknęli w jakichś zamierzchłych czasach, kiedy status krwi miał jakiekolwiek znaczenie, zresztą nikt nie ma wpływu na to, skąd pochodzi. Naprawdę sądzą, że mogą ograniczać ludzi? Każdy ma prawo się rozwijać, spełniać swoje marzenia, są zazdrośni o to, że często Ci mniej wartościowi w ich mniemaniu są dużo bardziej uzdolnieni, kiedyś spadną ze swoich stołków, bo ludzie nie będą się na to godzić. - Norka była wyjątkowo bojowo nastawiona do całej sytuacji, bo uderzono w jej najbliższych, którzy mieli serce po dobrej stronie.

- Wiem, mam nadzieję, że to rozejdzie się po kościach, ludzie są zajęci innymi sprawami. - Próbowała znaleźć jakiś logiczny argument za tym, że ten artykuł okaże się nic nie znaczyć. Miała świadomość, że rodzina jej przyjaciół była zagrożona, szczególnie w momencie, w którym im podobni dogadywali się ze sobą, aby pozbyć się problemów, oby nie stali się celem śmierciożerców, znaczy już nim byli bo Warownia została zniszczona, ale póki co nikt nie próbował ich zabijać po kolei, co aktualnie było chyba jednym z pozytywów.

- Prawda i to nigdy się nie zmieni. - Również ścisnęła dłoń przyjaciela i się do niego uśmiechnęła. Nie mogła zrozumieć tego, że ktoś próbował w ten sposób wejść między nich, nigdy zresztą nie patrzyła na Erika inaczej niż jak na brata z innych rodziców. Od dziecka łączyła ich przyjaźń, był jej człowiekiem, zawsze mogła na niego liczyć, a ktoś postanowił to wykorzystać w naprawdę obrzydliwy sposób.

- Dobrze, to będzie słodkie, jak sobie życzysz. Może być czekoladowe ciasto z masą czekoladową? Zasłodzisz się tak, że przez tydzień będziesz chciał pozbyć się tej słodyczy. - Tak właściwie to było pytanie retoryczne, Figgówna najwyraźniej podjęła już decyzję, chciał słodkiego, to miał dostać słodkie, prosta sprawa.

Norka wskazała Erikowi wyższą szafkę, w której znajdowały się potrzebne naczynia, skoro miała go tutaj to nie musiała sama po nich skakać próbując kompletować cały sprzęt, sama zaś zajęła się przygotowaniem składników potrzebnych im do upieczenia ciasta.

- Tak, mogą użyć tego momentu do czegoś mniej spektakularnego, granica między światami będzie zatarta, kto wie, z jakich sztuczek mogą skorzystać. - Pamiętała o tym, co wydarzyło się w Beltane, i o konsekwencjach które spotkały osoby, które próbowały przeszkodzić wtedy działaniom Voldemorta. - Przed Samhain jest jednak ważniejsze święto... - Spojrzała na Erika uśmiechając się szeroko. - Nie pozwolą nam w tym, aby je odpowiednio celebrować. - Oczywiście, że zamierzała towarzyszyć przyjacielowi podczas jego trzydziestych urodzin, będzie mogła się nabijać z tego, jak bardzo był stary.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#10
21.02.2026, 23:49  ✶  
W tym jednym aspekcie nie do końca zgadzał się z przyjaciółką. Opinie ludzi z mieszkaniami wyposażonymi w złote klamki liczyły się, a kilka wprawnie napisanych artykułów mogłoby zmienić opinie krążące po salonach w pewnych kwestiach. Erik wolałby, tylko aby jego nazwisko padało wówczas jak najrzadziej. Walczenie jednocześnie z prasą i angielską socjetą mogłoby naprawdę go wykończyć.

— Jest to pewne pocieszenie. Jeśli jesteśmy tylko tematem zastępczym, który ma odwrócić uwagę ludzi od faktycznych problemów, to może wystarczy poczekać, aż miasto na nowo przebudzi się do życia. Może na Samhain zamiast Śmierciożerców pojawią się duchy, które zdejmą spodnie paru starym dziadkom z Wizengamotu na emeryturze i prasa będzie miała nową używkę — skomentował, przez dłuższą chwilę ciesząc się tą iście mało prawdopodobną perspektywą.

Uśmiechnął się lekko.

— Widzę, że w kimś obudził się duch rewolucjonistki. W sumie, to drugi raz, w ciągu ostatnich lat — rzucił, mimowolnie wracając myślami do dnia, kiedy skierowała go na spotkanie z Patrickiem.

Ugh, chwilami dostawał ciarek żenady, że wówczas nie traktował słów Brenny poważniej, gdy okazało się, że wylądowała w Zakonie jeszcze przed nim. Zdecydowanie mógłby jej słuchać nieco uważnie; w sumie już zaczął. Ostatnimi czasy był bardziej niż chętny do tego, aby wspierać siostrę we wszelkiego rodzaju przedsięwzięciach bez większego wahania. Nie uważał się za wszechwiedzącego, a Brenna... Cóż, zawsze była lepiej zorganizowana od niego. Miała lepszy instynkt, a jej realizm okazał się dużo lepszą odpowiedzią na obecne problemy niż wiara, że wszystko się jakoś ułoży samo w związku z atakami Śmierciożerców.

— Nie docenia mnie pani, panno Figg — odparł, celując w nią drewnianą łyżką. — Po tylu latach mój organizm jest doskonale przygotowany na takie wyzwania. Jedyne, co mogłoby mnie pokonać, to jakieś ciasto pistacjowe z dużą ilością lukru. — Słodycze o smaku pistacji były dla niego zbyt mdłe na dłuższą metę, a lukrem... Lukrem zawsze potrafił się cały pokleić. — A nawet na takie wypadki mam tajną broń. — Zerknął dyskretnie na lewo, potem na prawo i znowu na lewo. — Brenna Longbottom.

Skinął powoli głową. Już od dłuższego czasu głowił się nad tym, jak w ogóle podejść do organizacji tego wydarzenia. Mała kolacja w gronie najbliższych? Większe przyjęcie? Wynajęcie lokalu w Londynie? Wiedział jedno: ekstrawagancka impreza z pompą nie wchodziła w grę. Arista Black wylądowałaby z zachwytu na oddziale intensywnej terapii w Szpitalu św. Munga, że może pokazać, jak się bawią Longbottomowie, gdy stolica wstaje z kolan po pożarach i przygotowuje się do nadejścia zimy. Nie miał zamiaru niczego ułatwiać prasie.

— Coś się wymyśli — odparł wymijająco, gdy nawiązała do jego urodzin. Doznał jednocześnie drobnego deja vu, bo zaledwie kilka dni wcześniej rozmawiał o tym z Millie na weselu Yaxleyów. — Zastanawiam się nad łodzią. Od kilku miesięcy jest zacumowana w przystani, więc można by było ją jakoś wykorzystać. Tyle że jest dość mała, więc mogłaby nie pomieścić zbyt dużej ilości ludzi, gdyby lista gości się rozrosła. — Wypuścił głośno powietrze z ust. — Mógłbym ją przeparkować gdzieś poza miasto. Może znaleźć jakiś zespół pomostów, okryć to wszystko zaklęciami antymugolskimi i nie wiem, zorganizować coś kameralnego.

Nawet nie wiedział, czemu dalej opłacał miejsce w porcie. Odkąd pokazał Ersę Norze, w trakcie lata zjawił się na pokładzie niespełna kilka razy i to raczej po to, aby upewnić się, że nikt jej nie ukradł, niż po to, aby faktycznie cieszyć się z odnowienia jej. Łatwiej byłoby ją po prostu sprzedać, pomyślał z przekąsem, jednak zaraz odsunął od siebie tę myśl. To byłoby nieco lekkomyślne. Jacht mógł stać odłogiem w Londynie, ale niewykluczone, że przyda się jakoś Zakonowi. Zwłaszcza teraz, gdy doszło do zmian wewnątrz organizacji. Kto wie, czy Ersa mogła pomóc bojówce, jeśli pojawi się jakieś wyjątkowe zlecenie od Albusa.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (3363), Nora Figg (2807), Pan Losu (29)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa