• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[20.09.72, Galeria Sztuki] Malowane sadzą

[20.09.72, Galeria Sztuki] Malowane sadzą
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
03.12.2025, 14:56  ✶  
Christopher Rosier nie lubił szarości.
Szarość była nudna. Ponura. Bezpieczna. Była wyborem tych, którzy chcieli zniknąć i którzy bali się błyszczeć. Nie miała stylu.
Anglia tonęła teraz w szarości.
I Christopher, który do tej pory na wojnę zwracał niewielką uwagę, ignorując uparcie artykuły, poświęcone napaściom na wywody kolegów, dotyczące racji Voldemorta, reagując krótkim „weź się napij” i podsuwaniem ich im whiskey, i jedynie mrużąc oczy z pewną irytacją, kiedy jakaś modelka półkrwi znikała w tajemniczych okolicznościach, bo to mogło zepsuć pokaz, ignorować tego dłużej nie mógł. Nie tak do końca. Nie, gdy jego płuca wciąż wymagały eliksirów, kiedy przez tydzień męczył go kaszel, gdy jego wypieszczone mieszkanie spowiła sadza, a ulubiony dostawca materiałów zginął. Oczywiście, nie zamierzał się angażować. Nie interesowały go prawa mugolaków. Równie mało interesowało go ich mordowanie. Ale nie mógł dłużej udawać ślepego i to irytowało go równie mocno, jak fakt, że jego atłasowa pościel nadawała się tylko do wyrzucenia, a podłogi spowijała sadza, nieważne, jak często szorował tę skrzat.
Skrzat Rosierów, który długie godziny spędził na próbach uprzątnięcia mieszkania Rosiera, pojawił się zresztą w Galerii Averych razem z nich. Dźwigał obraz, nie jakiś wielki, acz dość nieporęczny w transporcie. Warstwy materiału skrywały dzieło, które powstało w wieku XIX, wyszło spod pędzla jednego z najbardziej znanych, czarodziejskich artystów, który w dodatku umarł wyjątkowo widowiskową śmiercią, w wybuchu, niszczącym wiele z jego obrazów – podbijając tym samym wartość tego obrazu. Był jedną z tych rzeczy w zbiorach Christophera, która miała na tyle wysoką wartość, że nawet rozpieszczony panicz z bogatego domu nie chciał po prostu machnąć na nią ręką.
Poza tym zwyczajnie ten obraz lubił. Nie był może malarzem, ale uważał się za artystę. A niestety, podobnie jak wszystko inne w jego mieszkaniu, obraz pokryła warstwa sadzy i to najwyraźniej sadzy magicznej.
Rosier zrobił więc jedyne, co mógł w takiej sytuacji rozsądny człowiek, a więc umówił się na spotkanie u Averych, na które teraz stawił się, punktualnie. Skrywając irytację całym światem za spokojnym wyrazem twarzy, odziany w ciemny płaszcz, bo w tej londyńskiej szarości nagle nawet on nie ośmielał się chodzić po ulicach w krzykliwych kolorach, poprosił pracownika, aby zaprowadził go do Astorii.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
06.12.2025, 03:50  ✶  
Tego ranka po raz pierwszy od dawna obudziła się bez gwałtownego ścisku w klatce piersiowej. Leżała chwilę nieruchomo, badając swoje ciało powolnymi, ostrożnymi wdechami. Płuca nie protestowały. Mikstury od Rodolphusa stały na jej nocnym stoliku jak milcząca sentencja o konieczności ulegania rozsądkowi. Opóźniała ich przyjmowanie przez niemal dobę przez zwykłą upartość. Zawdzięczała mu już wystarczająco dużo, nie chciała dodawać sobie do tej listy. Ale faktycznie działały. W połączeniu z zaleceniami ze Świętego Munga oczywiście. Robiła, co mogła, by odzyskać pełnię sprawności i powoli widziała efekty. Zawroty głowy zdarzały się rzadziej. Oddech był głębszy, a kaszel rzadziej przypominał wypluwanie płuc. Z każdym dniem mogła dłużej stać, dłużej chodzić, dłużej mówić bez konieczności przerywania zdania, by zaczerpnąć powietrza.
Od kilku dni starała się wrócić do rutyny. Wróciła do pracy w galerii. Po pożarze było tam więcej pracy niż kiedykolwiek, a jej ojciec zdawał się w ogóle nie opuszczać budynku - nocował w gabinecie, przeglądał raporty, przyjmował zgłoszenia, planował renowacje i interwencje. Z każdym dniem był coraz bardziej przygaszony, ale też bardziej zdeterminowany. A skoro on pracował bez wytchnienia, ona również nie zamierzała siedzieć bezczynnie. Pierwszego dnia wytrzymała tylko godzinę przez drżące dłonie i rwany oddech. Drugiego było lepiej, ale dopiero wczoraj poczuła, że naprawdę wraca do działania: sześć pełnych godzin pracy. Sześć godzin bez zasłabnięcia. Była z siebie dumna i dziś planowała pobić ten "rekord". Zanim teleportowała się pod galerię, spojrzała jeszcze w lustro. Policzki wciąż były odrobinę zapadnięte, cienie pod oczami odrobinę się zmniejszyły i prezentowała się znacznie lepiej, niż jeszcze kilka dni temu. Myśl o tym, że wraca do siebie, ocieplała ją bardziej niż herbata, którą skrzaty podsuwały co jakiś czas.
W galerii od rana panował ruch. Czarodzieje przychodzili nie tylko z uszkodzonymi obrazami, rzeźbami czy magicznymi tkaninami. Wielu było takich, którzy szukali nowych dzieł w zastępstwie tych zniszczonych. Gdyby nie wyjątkowe umiejętności organizacyjne jej ojca (które najprawdopodobniej po nim odziedziczyła), galeria tonęłaby właśnie w chaosie. A zamiast tego wszystko wyglądało jak przed pożarem, a każdy pracownik uwijał się jak pracowita pszczółka. Każdy dawał z siebie wszystko w tym trudnym czasie. Astoria od razu zajęła swoje stałe już od tygodnia miejsce przy długim stole renowacyjnym. Najpierw przejrzała zgłoszenia z wczoraj, później zaczęła segregować prace: te, które wymagały natychmiastowej interwencji, te, które można było naprawić zaklęciami, te, które miały trafić do ojca.
- Christopher, witaj w moich skromnych progach - przywitała mężczyznę ciepłym uśmiechem, gdy pojawił się w jej pracowni. Tuż za nim przecisnął się skrzat z zapakowanym obrazem. Zaprosiła ich gestem w głąb pomieszczenia. - Ty też ucierpiałeś?
Spojrzała znów na skrzata i wskazała miejsce na stole przeznaczone na obraz. Zanim przeszła do analizy, omiotła jeszcze mężczyznę spojrzeniem. Wiedziała, że przeżył, ale nie mieli okazji porozmawiać, więc nie wiedziała jak przeżył tamtą przeklętą noc.
- Napijesz się czegoś? - różdżkę cały czas miała w gotowości, więc mogła przywołać niemal każdy napój. Zanim przystąpiła do pracy, musiała jeszcze zadać nurtujące ją pytania i nadrobić zaległości między nimi. - Jak zdrowie? Wyglądasz dobrze, czyżbyś miał na tyle szczęścia, że najgorsze cię ominęło?
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
09.12.2025, 10:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2025, 10:42 przez Christopher Rosier.)  
– Dzień dobry, Astorio – powitał ją Christopher, gotów ucałować jej dłoń, gdyby tę podała, ale i grzecznie nie wyciągając ręki jako pierwszy. Niektóre maniery miał głęboko zakodowane, przynajmniej gdy znajdował się w konkretnym towarzystwie, a teraz był w Galerii Sztuki Averych, umówione na oficjalne spotkanie.
Zlustrował ją spojrzeniem, jak zwykle najpierw zwracając uwagę na ubiór – zwyczaj u niego głęboko zakorzeniony, nad którym w ogóle się nie zastanawiał – a potem na całą resztę. Zwykle po tym powitaniu nastąpiłby jakiś drobny komplement, ale chociaż Christopher nie miał oporów przed drobnym naginaniem prawdy, nie lubił już komplementów bardzo nieszczerych. A ona nie była teraz najlepszą wersją siebie i pewnie doskonale o tym wiedziała.
Mimowolnie zastanowił się, czy Spalona Noc zostawiła ją w złym stanie fizycznym – z którym i on jakiś czas się borykał, choć doszedł już do siebie w ostatnich dniach – czy może na przykład ktoś z krewnych ucierpiał… po drugiej stronie? I zaraz tę myśl od siebie odsunął.
– Miło cię widzieć całą i zdrową – powiedział więc gładko zamiast czegoś w rodzaju „wyglądasz wspaniale”. Skrzywił się lekko, krótko, ledwo zauważalnie, gdy spytała, czy najgorsze go ominęło, gryząc się w język, by nie wygłosić żadnej gniewnej tyrady. Jego mieszkanie było zrujnowane, on sam się omal nie udusił, dalej musiał brać paskudny eliksir, wciąż nie udało się im wywietrzyć dokładnie Domu Mody Rosierów, jego ulubiona modelka zginęła, a choć miał niewiele stałych klientek – ze stałego wyboru – nagle kilka z nich pilnie potrzebowało strojów na Mabon i bal…
Ale żyli w świecie, w którym czasem należało uważać na słowa.
– Matka Księżyca mnie strzegła – stwierdził, zmuszając się do uśmiechu. – Niewiele brakowało, a dym, który ktoś chyba sprowadził zaklęciem pod mój dom, byłby mnie udusił, ale zdołałem się z niego wydostać. Niestety, moje mieszkanie ucierpiało nieco bardziej. Podobnie jak cenne przedmioty – dodał z westchnieniem, ręką wskazując na obraz, pod którego ciężarem wciąż uginał się skrzat. – Jak zaraz sama się przekonasz, to straszne, co stało się z moim Benettem z 1839 roku. Możesz go oprzeć o podłogę, Fąfel. Tylko ostrożnie – polecił, widząc, że ten ma pewien problem z utrzymaniem obrazu w odpowiedni sposób. Christopher nigdy nie znęcał się nad skrzatami, chociaż też zdecydowanie nie należał do tych, którzy darzyli je jakimś wielkim szacunkiem czy wdzięcznością. Wychowanie robiło swoje.
– Mam nadzieję, że nie ucierpiałaś bardzo tamtej nocy? Nie pogardzę herbatą. Na zewnątrz już zimno – zgodził się bez większego wahania na propozycję kobiety.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#4
15.01.2026, 01:46  ✶  
Wyciągnęła rękę, by przywitać go jak należy - wystarczająco ciepło, by nie tworzyć dystansu i wystarczająco wyważoną, by nie przekraczać granic miejsca, w którym się znajdowali. Zauważyła jego spojrzenie natychmiast. Christopher zawsze patrzył najpierw na ubiór, zanim dostrzegał człowieka. Nie miała mu tego za złe. Znała go zbyt długo, by odbierać to jako nietakt. Wręcz przeciwnie, w innym czasie uznałaby to za komplement sam w sobie. Dziś jednak była świadoma, że nie prezentuje się najlepiej. Czuła to w ciele, widziała w lustrze. Nie oczekiwała komplementów. Akurat przy pracy nad renowacją Astoria nie przywiązywała teraz tej samej wagi do wyglądu, którą zwykle narzucały jej spotkania z klientami, wernisaże czy oficjalne rozmowy prowadzone pod czujnym spojrzeniem rodowych portretów. Tamte dni wymagały nienagannych szat, perfekcyjnie ułożonych włosów i twarzy, która nie zdradzała zmęczenia ani chwili słabości. Teraz było inaczej. Podczas godzin spędzanych nad obrazami często klęczała przy niskich sztalugach, pochylała się nad stołami, opierała łokcie tam, gdzie nie powinna - monotonia czynności sprawiała, że estetyka schodziła na dalszy plan. Liczyła się precyzja, cierpliwość i to ciche, powtarzalne skupienie. Ostatecznie powtarzała sobie, że ciało miało czas, by wrócić do formy, a praca nie mogła czekać.
- Tak... ciebie również - uśmiechnęła się lekko. Kiedy wspomniał o dymie i mieszkaniu, jej spojrzenie powędrowało w stronę obrazu. Sięgnęła po różdżkę, a gdy drewno gładko ułożyło się w dłoni, a obraz uniósł się, oderwany od podłogi, i przesunął w powietrzu nad dużym, roboczym stołem, którego blat nosił ślady setek podobnych operacji: delikatne rysy, przytłumione plamy po eliksirach, ślady zaklęć zabezpieczających. Rozpakowała i ułożyła płótno idealnie centralnie, pilnując, by rama osiadła równo, bez najmniejszego naprężenia. Dopiero gdy wszystko znalazło się na swoim miejscu, pozwoliła sobie opuścić różdżkę i oprzeć dłonie o krawędź stołu. Pochyliła się nad obrazem, bliżej niż wcześniej, oceniając jego stan. Jej wzrok przesuwał się powoli po powierzchni płótna. Warstwa sadzy była nierówna - w niektórych miejscach cienka, pyląca, w innych zbita, niemal wtopiona w fakturę farby. Zauważyła subtelne przebarwienia. Będzie musiała być niesamowicie ostrożna. Zbyt agresywna neutralizacja mogła sprawić, że farba zacznie się łuszczyć. - Hmm.. - w głowie układała już plan działania. Przeniosła wzrok z powrotem na mężczyznę.
- Rozumiem to doskonale, u mnie w mieszkaniu nadal jest mnóstwo sadzy i zniszczeń. Plus nie mogę poradzić sobie ze smrodem - westchnęła. Już sama nie wiedziała, czy nie byłoby łatwiej, gdyby kamienica całkiem spłonęła. Wtedy przynajmniej mogłaby zacząć odbudowę, a teraz tkwiła w martwym punkcie - bez mieszkania.
- Całe szczęście. Byłeś w Św. Mungu? Sadza z tego przeklętego dymu zdaje się osiadać na płucach - nie wiedziała, jak inni przeżywali to samo doświadczenie, bo jej organizm był już osłabiony przez włochatość serca, więc dodatkowe obciążenie prawie ją zabiło, ale nie chciała teraz o tym wspominać. Nikt (poza rodziną i Levim) nie wiedział o jej chorobie i chciała, by tak pozostało.
- Ucierpiałam - przyznała szczerze. Nie szukała współczucia, ale skoro pytał, to nie miała powodu, żeby kłamać. - Dym prawie mnie wykończył, chyba za dużo się nawdychałam. A potem grupka mugolaków próbowała mnie zabić. Ale powoli wracam do normalności.
Przywołała zaklęciem dzbanek z parującą herbatą i nalała do dwóch filiżanek. Sam mógł dostrzec, że schudła - kości policzkowe rysowały się ostrzej, nadgarstki wydawały się delikatniejsze, a dłonie, choć wciąż sprawne, wyglądały na kruchsze. Resztę starannie ukrywała pod szatą.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#5
21.01.2026, 13:29  ✶  
Materiał opadł i ujawnił obraz, pokryty częściowo sadzą, spod której wyzierały zarysy czarodziejskiej wioski, w świetle wschodzącego słońca i postać młodej czarownicy na pierwszym planie. Dzieła Benetta charakteryzowały się przede wszystkim żywymi barwami i dbałością o najdrobniejsze szczegóły: strata tych kolorów, uzyskanym dzięki niewątpliwie zaklętym farbom, stanowiła katastrofę przy dziele tego typu, a ich odtworzenie pozostawało niemalże niemożliwe, gdyby nie udało się usunąć warstwy sadzy.
– Bądź ostrożna i nie dotykaj jej proszę gołymi rękoma. Podejrzewam, że na budynek, w którym mieszkam, ten popiół rzucił klątwę. To może nie być zwykły popiół – ostrzegł Christopher. Powinna mieć pełne informacje, zanim zabierze się do pracy, nie tylko dlatego, że mogło to wpłynąć na rezultat, ale że nawet jeśli Rosier miał lekki uraz do rodziny Averych, to nie miał ochoty, aby jedna z córek rodu została przeklęta, bo zapomniał wspomnieć o drobnym szczególe.
– Jeżeli chodzi o mnie, rozważam zakup nieruchomości w pewnym oddaleniu od Londynu. Lubię miejskie życie, ale chyba zaczynam doceniać myśl o wiejskim spokoju – powiedział, może z odrobiną kpiny nawet w głosie, ale wymierzoną nie w nią, a raczej samego siebie. Christopher Rosier nie był kimś, po kim można by się spodziewać, że osiądzie gdzieś na angielskiej wsi. Kochał Londyn, blichtr, uwagę, tłumy ludzi, gwar głosów. Ale mieszkania na Pokątnej i Horyzontalnej spłonęły, zostały przeklęte, uszkodzone. Zakup czegokolwiek, co zapewniałoby dobre warunki, był teraz niemal niemożliwy. A i Rosier nie był pewny, czy chce tkwić w Londynie, który powoli zamieniał się na pole bitwy.
Być może dom gdzieś daleko – od Londynu, od Doliny Godryka, od Little Hangleton, ale i od wścibskich oczu mugoli – był najlepszym wyborem.
– Musiałem. Moje płuca nie zniosły tego dobrze, zdaniem uzdrowicielki gdybym się nie zgłosił, źle by się to skończyło. Nie tylko nawdychał się za dużo dymu, jak pewnie masa ludzi w Londynie, ale wpadł w czarnomagiczne ewidentnie zaklęcie: nie widział, gdzie idzie i omal się w nim nie udusił. Miał jednak niewątpliwie więcej szczęścia niż Astoria, którą zaatakował jakiś mugolak. – Przykro mi, że cię to spotkało. W Anglii nie brak różnych męt, które wykorzystują sytuację.
Dostrzegał zmiany, choćby wbrew sobie: szczupłość nadgarstków, bladość skóry, oczy, jakby trochę głębiej osadzone. Widział je, bo Christopher zwracał uwagę na wygląd – można było mówić, że ten nie ma znaczenia, ale ludzie odbierali świat przede wszystkim wzrokiem i szukali piękna. Widział je i dlatego, że oceniał nie tylko pod kątem brzydoty i piękna, a szukał niemalże odruchowo tego, co ludzi wyróżniało, i tego, co wygląd, ubranie, fryzura, mogły mówić o nich. O charakterach, o życiu, o wyborach. A mówiły wiele. Reakcję ograniczył jednak do tej krótkiej, grzecznościowej formułki, bo nie sądził, by Astoria chciała lub potrzebowała jego litości – i sam też nie chciał tej oferować. Niewielu ludzi zresztą sprawiało, że naprawdę się nimi przejmował.
– Możesz wracać do domu Fąfwel – rzucił do skrzata, nie sądząc, że zabierze stąd ten obraz dzisiaj, a sam skinieniem głowy podziękował za herbatę i sięgnął po filiżankę.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#6
12.02.2026, 02:20  ✶  
Astoria pochyliła się nad stołem dopiero wtedy, gdy płótno zostało bezpiecznie ułożone, a ciężar ramy przestał ciążyć w powietrzu. Słowa Christophera sprawiły, że jej dłoń zawisła na moment nad powierzchnią obrazu - odruchowo, jak zawsze, gdy miała do czynienia z dziełem wymagającym natychmiastowej interwencji - lecz ostrzeżenie wyhamowało ten impuls. Skinęła głową powoli, z pełnym zrozumieniem, sięgając rękawice zabezpieczające leżące na brzegu stołu. Nie była lekkomyślna. Zbyt wiele widziała już po pożarze, zbyt wiele nieoczywistych reakcji materii na magię, by zlekceważyć ostrzeżenie.
- Dziękuję - mruknęła. - Przeprowadzę pełną analizę uszkodzeń, ale zaklęcie może trochę potrwać. Ciężko się pozbyć tej sadzy bez naruszenia oryginału.
Sama jeszcze nie uporała się ze wszystkimi osmalonymi przedmiotami w jej mieszkaniu. Kolejka klientów z tym problemem była długa, ale zamierzała potraktować Chrisa priorytetowo, skoro i tak pracowała aktualnie w swoim tempie, bez przepracowywania się.
Spojrzała na obraz uważnie. Rozpoznała go natychmiast - po sposobie prowadzenia światła, po niemal bolesnej dbałości o detal, po tej szczególnej intensywności barw, która sprawiała, że obrazy zdawały się oddychać. Teraz były przytłumione, ale wciąże nie dało się ich pomylić. Pod warstwą sadzy wciąż tliło się światło.
Kiedy wspomniał o rozważaniach nad wyprowadzką z Londynu, uniosła na niego spojrzenie. Przez moment na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu - nie kpina, raczej ciche zdumienie. Rosier na wsi brzmiał jak koncept z jednego z bardziej absurdalnych szkiców artystycznych. A jednak rozumiała go aż za dobrze. Londyn przestał być bezpieczny. Londyn był zmęczony, nadpalony, pełen gniewu i strachu, który wsiąkał w mury.
- Szczerze mówiąc ciężko mi wyobrazić sobie ciebie z dala od miejskiego gwaru - zaczęła. W jej wyobrażeniu pasował raczej do światła żyrandoli niż do miękkiego półmroku werandy, do rozmów prowadzonych półgłosem przy winie niż do ciszy przerywanej śpiewem ptaków. Sama nie potrafiła wyobrazić sobie życia z dala od Pokątnej - od jej rytmu, od galerii, od ludzi, którzy każdego dnia przekraczali jej próg z nadzieją, że da się jeszcze coś ocalić. Miasto było zmęczone, poranione, nadpalone, ale wciąż żywe. I ona, mimo wszystkiego, wciąż czuła, że jej miejsce jest właśnie tutaj. - Ale może to dobry pomysł. Z dystansu czasami łatwiej podejmowaać decyzje, łatwiej o skupienie. Koniecznie daj znać jak pierwsze wrażenia, jeśli faktycznie się zdecydujesz.
Kiedy wspomniał o Mungu, w jej piersi odezwało się ciche, niechętne wspomnienie tamtych godzin. Przesunęła spojrzeniem po powierzchni obrazu, jakby w smugach sadzy próbowała odnaleźć własne odbicie z tamtej nocy. Kiwnęła głową ze zrozumieniem.
- Utrzymują ci się jeszcze jakieś objawy? - zapytała, nie widząc ich na pierwszy rzut oka. Dla niej najlepszą metodą okazało się działanie na wielu frontach jednocześnie.
Atak mugolaków był dla niej równie niespodziewany, co pożar, dlatego te wydarzenia odcisnęły piętno nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. A jednak mimo słabości wciąż stała, wciąż pracowała, wciąż analizowała kolejne zniszczone dzieło, jakby przywracając kolory płótnom, przywracała je także sobie. - To prawda. Niektórzy pokazali swoje prawdzie oblicze. Miałam wiele szczęścia.
Odprowadziła wzrokiem skrzata i wróciła do stolika, by napić się herbaty.
- Myślę, że zajmie mi to kilka dni. Nie chcę się spieszyć, żeby niczego nie uszkodzić, a nie wróciłam jeszcze do pełni sprawności, więc na razie ograniczam godziny pracy - nie wstydziła się tego przyznać, aktualnie każdy borykał się z problemami. Naprawa dzieł sztuki wymagała cierpliwości i precyzji, a więc i czasu.
- Czy odnalazłeś w tej tragedii przypływ natchnienia? - pytała nie tylko o kreacje, ale o sztukę w ogólnym rozumieniu. W końcu dla artystów silne emocje bywają paliwem.
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#7
13.02.2026, 10:04  ✶  
– Zrób, co możesz. Nie zależy mi na czasie, a na rezultacie. Cena nie gra roli.
Obraz był piękny, był cenny, był unikalny, a fakt, że powstał tylko taki jeden i że ten artysta nie namalował w ogóle bardzo wielu obrazów, czynił go bezcennym. Był dziełem artysty, który uchodził za wizjonera i zbudował swoją pozycję. Był wszystkim, co Christopher cenił: niepowtarzalność, wybicie się ponad innych, jakość, coś, co nie każdy mógł posiadać.
– Też ciężko mi sobie to wyobrazić, a fantazję mam bujną. Może pora zaskoczyć samego siebie? – stwierdził, tym razem niemalże obojętnym tonem. W dłoni trzymał filiżankę i spuścił teraz na nią wzrok, niemal odruchowo analizując wzory, kształt, materiał, z jakiego ją wykonano. – Poza tym to nie tak, że nie będę bywał w Londynie. Wiele prac wykonuję w mojej pracowni w Domu Mody.
Lubił Londyn, bo był pełen życia i ruchu. Bo zawsze był centrum wydarzeń, a Christopher kochał być w ich środku. Ale teraz to, co ciągnęło go do Londynu, zaczynało odpychać i męczyć. Miasto wciąż było centrum wydarzeń, ale takich, których Christopher nie chciał być częścią. Które zmuszały do zadawania sobie pytań, na które wolałby nie odpowiadać, obierania stron, których obierać nie chciał. Nigdy nie przyznałby się Astorii Avery to tych przemyśleń, które tkwiły teraz w jego głowie, zakorzenione tam, gdy wywlekł się z chmury duszącego dymu, zostawiając za sobą budynek z płonącym dachem i mieszkanie pełne sadzy. Mógł zdawać się beztroski, ale nie był całkiem bezmyślny, i nie na tyle głupi, by nie wiedział, że pewnych słów nie należy wypowiadać nieostrożnie.
Mugoli miał za kretynów. Mugolaków za gorszych od siebie. To się nie zmieniło ani o jotę. Ale w tej chwili nie widział już w ludziach czystej krwi ogólnie tej lepszej arystokracji, których sama krew stawiała na piedestale, jak jeszcze przed miesiącem zaledwie. Pośród nich byli ci, którzy omal go nie zabili, może więc to wszystko było bardziej skomplikowane niż kiedykolwiek podejrzewał. A Christopher nie lubił takich komplikacji: wolał swoje życie nieco zblazowanego artysty.
– Biorę eliksir na kaszel. A uzdrowiciel zaleca zresztą… spacery na łonie przyrody – westchnął, niemalże cierpiętniczo, podnosząc wzrok znad filiżanki na samą Astorię. Może i myślał o wyprowadzce z Londynu, ale nie o spacerach po lasach. Być może samo siedzenie gdzieś, gdzie w powietrzu nie unosił się ani popiół, ani ten mugolski, paskudny smug, smog, czy jak to się nazywało, pomoże. – Obraz nie ucieknie – zbył krótko jej wyznanie, machając wolną ręką. – Być może tobie też przydałyby się spacery na łonie przyrody.
Ją najwyraźniej konsekwencje dosięgły mocniej niż jego, może dlatego, że ogólnie nie cieszyła się najlepszą kondycją. Astoria zawsze wydawała się mu, mylnie albo nie, w pewnym sensie krucha.
– Moja sztuka ma cieszyć, przynosić radość i pewność siebie. Trudno ją inspirować zniszczeniem.
Niektórzy artyści wzrastali na popiołach: tworzyli dzieła jako przestrogę, lament, napiętnowanie. On jednak do nich nie należał.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#8
01.03.2026, 20:31  ✶  
Kiwnęła głową na jego słowa. Było w tym coś charakterystycznego dla niego - ta bezkompromisowość wobec jakości, niemal arystokratyczna niecierpliwość wobec przeciętności. Rozumiała to podejście aż nazbyt dobrze. Dzieła nie tworzyło się po to, by było szybkie. Czas był zmienną, którą można było poświęcić. Efekt nigdy. W tej jednej kwestii ich światy stykały się bez zgrzytu. Kiedy wspomniał o zaskakiwaniu samego siebie, uniosła kącik ust. Nadal trudno było jej wyobrazić go poza Londynem, ale w jego tonie wyczuła coś więcej niż kaprys. Coś cichszego. Może zmęczenie. Może ostrożność. Może strach o własne życie. Większość mieszkańców zmagało się z tymi rozterkami, wiele osób szukało teraz ucieczki, jakby dopiero teraz zdali sobie sprawę, że czas pokoju przeminął. Nie drążyła. Nie należała do osób, które wyciągają cudze myśli na światło dzienne bez zaproszenia.
- To już nie to samo - zauważyła od niechcenia i upiła trochę herbaty jaśminowej, jej ulubionej zresztą. Bo przecież "bywać" a "być" różniło się czymś więcej niż tylko częstotliwością. Bywać to wybierać moment, kontrolować obecność, opuszczać miasto, kiedy zaczyna męczyć. Bywać to zachować dystans.
Być w Londynie to coś zupełnie innego. To budzić się wraz z jego hałasem. To oddychać jego powietrzem, nawet gdy wisi w nim dym. To pozwolić, by jego niepokoje wsiąkały pod skórę, by jego napięcia stawały się częścią codzienności. To współdzielić los miasta, który dla niej był tłem życia. Strukturą, która podtrzymywała wszystko inne. Pokątna nie była dla niej sceną, lecz krwiobiegiem - z galeriami, warsztatami, sklepami, z ludźmi, którzy wracali oglądać nowe dzieła, z tym nieustannym ruchem, który nadawał sens jej pracy. Jeśli Christopher zamieszka gdzieś poza miastem, a do Londynu będzie tylko przyjeżdżał, stanie się obserwatorem. Ona nie potrafiła sobie wyobrazić takiego rozdzielenia. Jej życie było splecione z murami, z brukiem, z witrynami, które nadal trzeba było czyścić z sadzy. - Domyślam się, że nie tylko ty doszedłeś do takich wniosków. Ceny nieruchomości na pewno już poszybowały w górę. - mimo młodego wieku, zdążyła już zauważyć pewne tendencje handlowe. Rynek reagował szybciej niż ludzkie emocje. Strach zawsze windował ceny. Nie żeby stanowiło to problem dla Rosiera. Pieniądze w jego przypadku były narzędziem, nie ograniczeniem.
- Prawdopodobnie - przyznała z lekkim zawahaniem. Gdy pomyślała, że i jej przydałyby się takie spacery, poczuła lekkie ukłucie sprzeciwu. Natura nie koiła jej myśli. Cisza bywała zbyt głośna. W pracowni miała kontrolę: nad pęknięciem, nad barwą, nad procesem. W lesie nie naprawi niczego. Drzewa nie potrzebowały jej, a ona potrzebowała poczucia użyteczności. Pokątna, nawet nadpalona, nawet zmęczona, wciąż dawała jej cel. Każde uszkodzone dzieło było zadaniem. Każda rysa - wyzwaniem. To była jej forma spaceru: pochylanie się nad ruiną i przywracanie jej porządku. - Dopóki mieszkam u rodziców, staram się wykorzystywać rozległe ogrody posiadłości. - w innych okolicznościach może uznałaby jego słowa za przytyk, ale po wszystkim, co się wydarzyło, zwyczajnie nie miała na to energii. Wolała skupić się na pracy. - Oczywiście powiadomię cię, gdy skończę - zapewniła i machnięciem różdżki przywołała domowej roboty ciasto i miseczkę krakersów do herbaty.
- Racja. Z obrazami jest chyba trochę inaczej. Mnóstwo zakontraktowanych przez nas artystów wysłało nam swoje nowe prace inspirowane pożarem w mniejszym lub większym stopniu - jakby mało było roboty z renowacją i inwentaryzacją w galerii. Wiedziała, że nie każdy artysta był kronikarzem katastrof. A jednak zastanawiała się, czy naprawdę da się pozostać całkowicie obojętnym na popiół.
- Kto wie, jeśli przekonasz się do spacerów, może następna kolekcja będzie inspirowana właśnie naturą - zażartowała. - A jak przygotowania do Mabon?


learn the rules
then
break some

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#9
09.03.2026, 11:21  ✶  
Chris podążał za swoimi kaprysami, bo mógł sobie na to pozwolić. Miał ten luksus, którego nie miało wielu innych – pieniądze, wsparcie rodziny, trochę przydatnych kontraktów, a przy tym też nie niósł na barkach tak naprawdę wielu oczekiwań, którym musiałby sprostać. Rodzina chciała, by angażował się w rodzinny biznes, to wszystko, i nie było w żadnym razie dla niego trudne, bo sam też tego chciał: projektowanie go fascynowało, a ojciec i matka dawali mu wolną rękę. Ta sama luksusowa swoboda wywoływała jednak nudę i sprawiała, że kaprysy stały się ostatnio rzadsze. A sytuacja w Anglii… tak, przez nią ta myśl o osiedleniu się gdzieś nie była już tylko zachciewajką bogatego, zblazowanego artysty.
Chris chciał uciec, choć nie był jeszcze pewny przed czym.
– Tak, to prawda. Ale w życiu trzeba próbować nowych rzeczy. Myślałem nawet o wyprawie na jakiś czas do Paryża – stwierdził, bo to też było miasto, miasto, które lubił, i w którym czuł, że mógłby się odnaleźć, wpasować w jego rytm tak, jak bez trudu żył zgodnie z pulsem magicznego Londynu. Głównym problemem był fakt, że musiałby najpierw polegać na tłumaczu, znaleźć takiego – choć nie sądził, by przy odpowiednich funduszach to miało być trudne – i poświęcić na naukę języka więcej czasu niż miał ochotę. Bawił się jednak tą myślą, rozważając możliwości. Plan miał się zmienić w październiku, ale teraz brał pod uwagę różne rzeczy. Mógł pracować wszędzie: dla niego największą radością było pochylanie się nad szkicownikami i transmutowanie różnego rodzaju materiałów, by sprawdzać, jak się ułoży czy jakie kolory najlepiej do siebie będą pasowały. – Mnóstwo domów spalono, jeszcze więcej przeklęto. Parę miesięcy będziemy borykać się z wysokimi kosztami nieruchomości – zgodził się z nią, znów z obojętnością kogoś, kto miał dość pieniędzy, by się tym nie przejmować. Trudno było jednak nie zauważyć, że jeśli ktoś kupił nieruchomości latem, miał szczęście…
…o ile oczywiście te nieruchomości nie spłonęły i nie wypełniły się duszącą sadzą.
– Posiadłość i ogrody nie ucierpiały, czy mówisz o domu poza linią Zadrapania? – spytał, raczej ot kontynuując zwykłą, uprzejmą konwersację niż zastanawiając, czy istniały powody ocalenia ogrodów Avery’ch. To nie było pytanie, które chciałby zadawać jej czy sobie. – Obrazy rodzą się zwykle po to, aby pokazać, co artysta czuje, albo co widzi. Nie wątpię, że powstanie wiele dzieł pokazujących ten pożar i zniszczenie. Moje projekty to zwykle podarunek dla innych i szukanie dla tej osoby najlepszej oprawy.
Zdarzało mu się robić szkice tylko dlatego, że coś się mu spodobało lub poruszyło jego wyobraźnię. Zwykle jednak skupiał się raczej na ubraniach, zwłaszcza w ostatnich latach. Ogień mógł być dla niego inspiracją, ale na pewno nie ten, który pochłaniał świat wokół niego.
– Głośne i chaotyczne, biorąc pod uwagę, że w apartamencie moich rodziców nagle pełno jest ludzi, a restauracja, w której matka lubiła zamawiać obiady na sabaty, spłonęła – stwierdził, uśmiechając się do niej lekko. Upił jeszcze łyk jaśminowej herbaty, wziął krakersa, trochę ot z ciekawości, jak smakuje, trochę z grzeczności. Potem odstawił filiżankę, ostrożnie, by przypadkiem nie uszkodzić cennej porcelany. Domyślał się, że panna Avery jest teraz zajęta – on zresztą też był, bo zamówienia spływały szerokim strumieniem. – Dziękuję za herbatę, Astorio, nie będę zajmował ci więcej czasu. Czekam na wiadomość, odnośnie obrazu.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#10
16.03.2026, 02:06  ✶  
Jej życie było splecione z Londynem w sposób, którego nie dało się łatwo rozdzielić. Galeria Averych, Pokątna, pracownie, ludzie przynoszący dzieła wymagające ratunku - wszystko to tworzyło sieć powiązań, od której nie potrafiłaby się odciąć. Prawdopodobnie wynikało to z ukierunkowywania jej na pracę w galerii od najmłodszych lat. Szacunek do dziedzictwa rodowego, ambicja, by robić jeszcze więcej, jeszcze lepiej i zarażać poczuciem estetyki wszystkich dookoła, nawet tych topornych na sztukę. Miała tu poczucie misji, a wyjazd gdziekolwiek i spokojne życie jako malarka, pozbawiłoby ją głębszego celu. Nie wspominając o strachu, który czuła przed otworzeniem się na możliwość zostania oficjalną malarką. Perspektywa równie obiecująca, co przerażająca. Niemniej rozumiała każdego, kto miał potrzebę zmiany. Daleka była od oceny, jeśli ktoś po pożarze chciał zmienić otoczenie lub zacząć życie na nowo.
- Tak, Paryż mi do ciebie pasuje - skwitowała z lekkim uśmiechem. Pasował jej tam niemal naturalnie - bardziej niż wśród wiejskich dróżek, które jeszcze chwilę temu przywoływał w rozmowie. Paryż miał rytm, miał blichtr, miał publiczność zdolną docenić spektakl, który Christopher potrafił stworzyć.
Gdy mówił dalej o spalonych domach i przeklętych nieruchomościach, jej spojrzenie powoli przesunęło się z jego twarzy na obraz spoczywający na stole. Była przerażona ilością zniszczeń i długofalowych konsekwencji, z którymi całe społeczeństwo będzie się zmagać jeszcze długi czas. Nawet jeśli szkody materialne zostaną naprawione, tak niektóre szkody psychiczne pozostaną do końca życia.
- Oby tylko tyle - westchnęła. Kilka miesięcy podwyższonych cen brzmiało jak optymistyczna wersja. Miała nadzieję, że faktycznie potrwa to jak najszybciej, ale coś jej mówiło, że to wcale nie koniec. Niestety rynek nieruchomości był bezwzględny i głuchy na ludzkie emocje. Już można było to odczuć w rozmowach, w dyskretnych pytaniach, w ogłoszeniach, które znikały szybciej niż się pojawiały.
- Posiadłość znajduje się na obrzeżach Londynu i szczęśliwie nie ucierpiała - nie doszukiwała się podejrzeń w jego tonie. Zresztą nie miała sobie nic do zarzucenia - nie brała udziału w spalaniu Londynu, a jej mieszkanie ucierpiało na tyle, że dalej nie mogła tam wrócić. Słyszała niestety o przypadkach podejrzeń względem kogoś bez racjonalnych dowodów, gdy jedyną poszlaką był wyłącznie nietknięty dom - nawet jeśli w tym całym szaleństwie była to jedynie kwestia przypadku. Podczas pożaru widziała co strach i panika robią z ludźmi, jak budzą się ich najgorsze instynkty i nie chciałaby znaleźć się pod ostrzałem (nawet tych bezpodstawnych) oskarżeń.
Słuchała go dalej, gdy mówił o sztuce. O tym, że jego projekty są podarunkiem dla innych, że mają być oprawą, nie zapisem katastrofy. W tym podejściu było coś charakterystycznego dla niego - przekonanie, że piękno powinno unosić ludzi ponad ich codzienne lęki. Astoria przyjęła tę myśl z lekkim skinieniem głowy. Na tym etapie było to przeciwieństwem jej pracy. Ona spędzała teraz czas nad tym, co zostało uszkodzone, pochylona nad pęknięciami i plamami sadzy. On tworzył rzeczy nowe. Zazdrościła mu tego.
- Oczywiście. Nie każdy artysta musi dokumentować tragedię. Czasem ważniejsze jest przypomnienie ludziom, że wciąż mogą wyglądać pięknie, nawet kiedy świat wokół nich się rozpada - w jej głosie było ciche uznanie dla tej drogi. Nauczyła się już, że sztuka ma wiele twarzy, ale nie ma tej jedynej "właściwej".
- W takim razie już teraz życzę ci udanego świętowania - w tym roku Mabon dla każdego będzie inne, w zależności od zmian wynikających z tej tragicznej nocy. Nastroje nie sprzyjały, ale może to właśnie dobry moment na spędzenie większej ilości czasu z rodziną.
Kiedy odstawił filiżankę i wstał, odsunęła się nieco od stołu, by zrobić mu miejsce. Zapewniła go raz jeszcze, że powiadomi go, gdy tylko obraz będzie gotowy do wydania. Uprzedziła, że nie zamierzała się spieszyć, bo dokładność wymagała czasu. Pożegnała się życzliwie i odprowadziła go wzrokiem, kiedy ruszył w stronę wyjścia z pracowni, a kiedy zniknął za drzwiami, jej spojrzenie wróciło do obrazu Benetta. Znów była tylko ona, płótno i zniszczenia, które oddzielały dawny blask od obecnej rzeczywistości.

Koniec sesji


learn the rules
then
break some

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2821), Christopher Rosier (2264)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa