07.03.2026, 22:01 ✶
Scenariusz Sumy Przypadków Poltergeist II
Odile spędziła sporą część tego tygodnia próbując przywrócić swoje mieszkanie do stanu sprzed pożarów, jednak mimo to cały czas znajdowała przedmioty pokryte w całości hartowanym szkłem. Tamtej nocy, widząc ogień wdzierający się do jej domu, działała instynktownie i rzuciła zaklęcie, które miało jakoś uchronić jej dobytek przed pójściem z dymem. Na szczęście pomysł z pokryciem wszystkiego ognioodpornym hartowanym szkłem zadziałał, ale teraz musiała się pierdolić z odczarowywaniem każdego mebla, książki oraz innych bibelotów.
Oczywiście, Fawley zdawała sobie sprawę, że nie może narzekać; pożary zebrały przecież ogromne żniwo, pozbawiając wiele osób dachu nad głową, czy co gorsza, bliskich. Szczęśliwie ona ani jej idiotyczny bezmyślni bracia nie padli wtedy ofiarą bezpośredniego ataku Śmierciożerców. Był to niesamowity łut losu, biorąc pod uwagę status ich krwi oraz fakt, że szczerze mówiąc wszyscy byli trochę pojebani.
Ich ojciec również przeżył i wypadało zrobić wizytę, by sprawdzić jego stan zdrowia. Być może była przez to złą córką, ale Odile odciągała ten moment, tłumacząc się koniecznością ogarnięcia mieszkania (co zresztą było zgodne z prawdą). Jednakże moment spotkania z rodzicielem musiał w końcu nadejść, więc umówili się z Othellem, że zrobią to w ten piątek.
Mieli wcześniej złapać się na Pokątnej i Odile przyszła na miejsce spotkania chwilę spóźniona.
– Sorry, musiałam kombinować z odczarowywaniem szuflady, która nie chciała się otworzyć. – nawet rzucanie tak banalnego zaklęcia nie było proste, kiedy w szufladzie były ubrania, których nie chciało się zniszczyć. Fawley jeszcze z czasów nauki w Mungu wyniosła zasadę, że po powrocie z pracy należało zmienić strój - choć zapach formaliny był pewnie ostatnią rzeczą, którą ich ojciec by się przejmował. Tak czy siak udało jej się otworzyć felerną szufladę oraz przebrać w luźną marynarkę i spodnie. – Jak tam, miałeś pracowity tydzień? – spytała, jak gdyby chodziło o większą ilość papierologii w pracy, a nie organizowanie pogrzebów po tragicznych pożarach. Cóż, rodzina Fawley miała jednak specyficzną relację ze śmiercią.