• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani

[Jesień 1972, 2.10 Lucy & Gabriel] W dzikie wino zaplątani
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#11
24.12.2025, 15:10  ✶  
Iskra.

Jedna, druga. Jej oczy lśniły jak dwa ogniki, a on cieszył się, że trafił. I chociaż jej propozycja była słodsza niż krew pietnastoletniej dziewicy, Gabriel po chwili wahania pokręcił głową.
– Lepiej, jeśli zostanę z pozostałymi i posłucham tego, czego będą bać się powiedzieć Tobie. Dobry glina i zły glina pamietasz? Dzisiaj ja mogę być tym dobrym. – Kolory (przysłowiowe, bo fizjologiczne były w tych okolicznościach niemożliwe do osiągnięcia) mu wracały, podobnie jak werwa, a chwila rozmglenia się zdawała się przeminąć.

Wampir podniosl sie, butem przysypal dziurę w ziemi. Tym razem kora nie odsunęła się, zdecydowanie więc była to właściwość tiary. I nawet był ciekaw czy to dla tych antystatycznych run ktoś połasił się na rodzinną pamiątkę, ale zakładał, że tak na prawdę była w tym zawiść a nie chęć zysku. Mógł oczywiście się mylić. Możliwe że nikt nie potrzebował zastawiać rodowej pamiątki dla spłacenia długów hazardowych.

Pytanie początkowo zostało przez niego zignorowane. Nie uważał się za osobę cierpliwą, ani do roślin ani do nikogo. Zgodnie z angielskim porzekadłem miał zielone palce, czy też zielonego kciuka, ale prawda była taka, że zawsze ciągnęło go do flory. Była mniej kłopotliwa w hodowli niż ludzie, a z czasem jego miłość nabrała mniej pragmatycznego wymiaru. I jego ogród… budynek został zburzony, mienie rozkradzione ale róże.

One czekały.

– Nie wiem. – odpowiedział w końcu – Cenię w roślinach to że są pełne sprzeczności. Kruche, a jednocześnie szalenie wytrzymałe. Proste, ale przy zbliżeniu wzroku pokryte skomplikowanym unikatowym wzorem. Ciche, nie ma jednak lepszej melodii od szumu przekładanych liści – przekładanych stron. – Są piękne. Tak jak Ty.

Słowa opadły, a ostatnie zdanie osiadło na rzęsach odsłaniających błękitne zbyt stare oczy, patrzące na nią i przez nią.

Był zdziczały. Poraniony. Głodny znów, tak bardzo głodny, nie krwi jednak, a dotyku, miękkiej dłoni zatopionej we włosach, gładzącej kark cichym szeptem, słowami których znaczeń nie musiał rozumieć.

Prośba o to, o czułość, o bliskość, o intymność dalece wykraczającą poza ich obecny układ zdawała się jednak tak obrzydliwie nie na miejscu. Zdało mu się, że łatwiej byłoby prosić i uzasadnić seks aniżeli odsłanianie się na tego typu wrażliwość. Widziała go w dużo gorszym stanie, była jednak wtedy obserwatorem, nie stroną.

A gdyby tak…

– Panno Rosewood z calym szacunkiem – doniosły glos pani domu wyrwał go z zamyślenia, i może dobrze bo zdał sobie sprawę że już nie patrzy na twarz pani detektyw tylko na czerwienią różanych płatków pociągnięte usta. – płacę Pani za działanie a nie flirtowanie w ogrodzie! Tiara mojej prapraprababki sama się nie znajdzie! – grzmiała jejmościni nieświadoma wdzięczności którą winna okazać wamporzycy nakazującej swojemu francuskiemu gościowi być grzecznym. Gabriel warknął więc tylko coś niezroozumiale i wrócił do domu, udając, że wcale nie powiedział tego co powiedział.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#12
08.01.2026, 00:13  ✶  
– Dobrze – powiedziała i od razu… Chyba pożałowała, że nie poprosiła go po prostu, aby towarzyszył jej podczas przesłuchań. Była ciekawa jakby podszedł do przepytywania kolejnych świadków, co by zauważył i czy byłoby to coś zupełnie inne, niż jej własnej spostrzeżenia. Było to oczywiście głupie. Przecież istniały zdecydowanie większe szanse, że Gabriel jedynie by jej przeszkadzał.

A potem zdecydowanie bardziej pożałowała zupełnie innego pytania. Dłoń Lucy zamarła z jedwabną chustką w ręku, kiedy usłyszała ostatnie słowa drugiego wampira.

Żałowała, że zadała pytanie o krzaki. I jeszcze bardziej żałowała, że pani domu nie pojawiła się wcześniej, tak aby Gabriel nie mógł powiedzieć tego co powiedział.
Tak jak ty.
Nie. Nie żałowała, że zadała to pytanie, ani że obruszona kobieta, nie pojawiła się chwilę wcześniej. Wręcz przeciwnie! Żałowała, że tak długo zajęło jej zrozumienie, że to były tylko słowa, które zapewne nie niosły za sobą żadnego większego znaczenia, niż to, że Gabriel, poza miłością do roślin, cierpiał również na beznadziejny przypadek kwiecistej mowy i dramatyzmu. I tym samym żałowała również, że przerwano im zanim przestała dziwnie się w niego wpatrywać i już tym bardziej zanim nie doszła do jedynych logicznych wniosków.

Tak jak ty.

Głupie stwierdzenie, rzucone zapewne tylko po to, aby wybadać jej reakcję i zasiać odrobinę chaosu w jej życiu.
Czemu więc i tak odczuwała ciepło na myśl o tych słowach?

A tymczasem Gabriel udał się ponownie do domu. Lucy z cichym westchnieniem podniosła się i spojrzała na kobietę.
– Potrzebuję przesłuchać wszystkich – oznajmiła, nie komentując w żaden sposób postawionych jej zarzutów. – Jak najszybciej.

Rzeczywiście planowała przesłuchiwać wszystkich sama. Jednak po dwóch historiach o serniku babci Leosi wygłoszonych przez różnych świadków Lucy zrozumiała, że przecież pewnym benefitem pracowania w duecie było to, że nie musiała znosić tego sama. Tak więc w pewnym momencie poprosiła Gabriela aby jednak jej towarzyszył j teraz siedzieli razem w kuchni, słuchając kolejnej historii o tym jak dziadek Leopold samodzielnie strugał łódki z drewna. A była to odpowiedź na pytanie Co takiego wyjątkowego było w tej tiarze.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#13
14.01.2026, 18:54  ✶  
Kiedy była dalej - było prościej zachować rezon i zwyczajową butę. Sześcioletnia asceza towarzyska wytrąciła go z utartych kolein adekwatnego zachowania, ale nie musiał się nawet starać. Ludzie trajkotali jak najęci gdy tylko pozwoliło im się to robić. Aby nie wyjść z wprawy, spróbował pośród tej familii znaleźć potencjalnego dawcę krwi, w końcu siatka tak zwanych familiantów sama się nie zbuduje, a młody i dość milczący absolwent tej ichniej szkockiej szkółki zdawał się w idealnym stopniu zahukany. W idealnym stopniu zaciekawiony. W idealnym…

Poproszono go żeby znalazł się w kuchni i był nieco poirytowany przerwaną rozmową jedynego milczka w odratowanej po pożarze posiadłości, ale uczucie to momentalnie rozmyło się gdy wszedł do kuchni.

Oczywiście wszedł do niej nonszalancko, zgarniając z patery jabłko, w które zamierzał pasywno-agresywnie wbijać swoje długie kły. Zagarnął krzesło i umiejscowił się obok pani Bardzo Poważnej detektyw i momentalnie utonął w jej zapachu. W jej stoickim spokoju. W każdym ruchu, każdym drgnieniu irytacji w głosie. Wiercił się na krześle próbując znaleźć pod stolikiem miejsce dla swoich nóg i w ogóle dla swojego jestestwa. Próbując znaleźć się bliżej źródła swojej jakiejkolwiek radości dzisiejszego dnia. Ostatnich dni. Nowego życia.

– Kiedyś też strugałem w drewnie. Jak nudziłem się na wachtach. Zdarzało się że dobrze naostrzony kozik był Twoim najlepszym przyjacielem. Zwłaszcza przy szybkim podrzynaniu gardła. – szeptał jej opierając głowę o szczupłe kobiece ramię, nie mogąc powstrzymać potrzeby, infekującej go potrzeby dotykania, testowania, sprawdzania na co jeszcze mu pozwoli w tej jakże fascynującej eksploracji chłodnych murów wieży z kości słoniowej, którą w swej bieli niewątpliwie była. Z rozkoszą obserwował jej cierpliwość i opanowanie, a z jeszcze większą rozkoszą chłonął każdą rysę.
Tymczasem ukradzionym nożykiem nie przeciął czyjejś aorty, a kawałek jabłka i zaproponował je swojej towarzyszce Ewie, ucieleśnieniu kobiecości.

– Weź teraz młodzika jak mu tam było pewnie Jack. Oni wszyscy mają na imię Jack. – Nigdy nie był dobry z imionami zwłaszcza kogoś kto dla odmiany nie miał mu zatruć życia a być jednorazową przekąską. Z drugiej strony wciąż toczyło się śledztwo i jakkolwiek nie obchodził go wynik tegoż działania, tak bardzo obchodziła go jej satysfakcja czająca się w oczach ucywilizowanego łowcy. Ile by dał skruszyć do reszty tę ogładę, smutek, szarą neutralność, ile by dał, zobaczyć jej rozwiane włosy i ciało skąpane we krwi tych którzy ośmielili stanąć jej na drodze. Ile by dał patrzyć jak zlizuje z palca roztopioną czekoladę, może po wszystkim powinien przyznać się przed nią do zakupienia tego drobnego prezentu? Wolałby uczcić sprawę krwią ale płynąca czekolada też miała swój urok. Urok leniwego uśmiechu bladolicej boginii siedzącej tuż tuż… Może nie powinien tak wpatrywać się w cudny profil, może nie powinien wyrzucać sobie, że nie zna się na malarstwie skoro nie mógłby go tu i teraz uwiecznić choćby na serwetce pozostawionej na blacie.

– A więc jak mówiłam…– ich przesłuchiwana poruszyła się nerwowo, bo para detektywów najwidoczniej traciła uwagę, a ów mężczyzna szlajający się po rodzinnym ogrodzie w szczególności – Mój owy małżonek odziedziczył ową tiarę po swojej cuotxe Gertrudzie, która zawsze śmiała się z jego rzeźb, a w testamencie zapisała - patrz i naucz się może metalurgii, bo Twa żona zamiast koślawych lunabali chętniej by takie prezenty od Ciebie dostawała. I owy małżonek mój bardzo był zagniewany och święć Matko nad jego duszą, więc dopiero gdy odszedł przed miesiącem ową tiarę ustawiliśmy na owym widoku jako pamiątkę rodzinną drodzy państwo.
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#14
06.02.2026, 14:13  ✶  
Weź jedną osobę. Każ jej usiąść. Wysłuchaj jej zeznań, rozwiąż sprawę i nie myśl o słowach drugiego wampira. I to był właśnie ten problem z Gabrielem. Zdanie które wypowiedział było w pewien sposób dokładnie takie jak on sam. Najpierw dało się je bardzo łatwo zignorować i zrzucić na karb ogólnej niepowagi, tylko po to aby chwilę później nie móc przestać o nim myśleć.

I jeszcze to jak bezczelnie cały czas się wiercił, gdy próbowali przepytać tę kobietę. I to jak gadał głupoty! I to, że te głupoty i to wiercenie się najwyraźniej tworzyły tak skuteczny szum, że powoli zapominała jak bardzo frustrowała się przesłuchiwaną rodziną.
– Umiesz mordować i robić sałatkę owocową. Niesamowite. Człowiek wielu talentów – mruknęła tak aby tylko on ją usłyszał, ale przyjęła odkrojony dla niej kawałek jabłka. Dobry glina i zły glina… Na razie bawili się raczej w rozsądną detektyw i rozpraszającego detek… pomocnika detektyw. – Nie ma tu Jacka. Jest John.

Odwróciła się w stronę siedzącej przed nimi kobiety. Ah no tak. Przesłuchiwali ją przecież właśnie. Wampirzyca cicho westchnęła i powróciła spojrzeniem do ich rozmówczyni.
– A czemu zrobiliście pamiątkę rodzinną z czegoś, co zostało podarowane, jako złośliwość? – spytała, a kobieta zmieszała się.
– Oh no wie pani… Była ładniejsza niż wszystko co on sam zrobił, więc pomyśleliśmy… To naprawdę bardzo ładna tiara. I…I czemu w sumie by jej nie wykorzystać?
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#15
06.02.2026, 21:50  ✶  
To miała być złośliwość, tymczasem Gabriel zdawał się być jej słowami urzeczony, zupełnie jakby zauważyła nową różaną broszkę na jego krawacie i w swej boskiej łaskawości postanowiła ją skomplementować. To nie było nic wielkiego, a jednak, odwrócił się ku niej z oczami lśniącymi rozbawieniem, ale też takim słodkim zapatrzeniem we wciąż ostre, poirytowane rysy.
– Naprawdę tak myślisz? – niemalże wymruczał do jej ucha, pochylając się ku anielskiemu obliczu, pozwalając sobie bezczelnie oprzeć brodę o jej ramię na moment, na krótką chwilę pozwalającą zaciągnąć się wonią kwietnych perfum.

Dopiero odchrząknięcie świadka przywróciło mu choć odrobinę pomyślunku, choć odsunął się od Lucy z wielką niechęcią. A przecież w jej żyłach nie płynęła nawet krew! Jaki to miało sens? Żaden! Ale chciał jej sprawiać przyjemność, chciał sypać kwiatki róż pod jej małe stópki i patrzeć jak jej nosek marszczy się we wściekłości każdej wyemancypowanej wiedźmy. Teraz jednak, chciał nade wszystko być jakkolwiek przydatny. Tak jak umiał najlepiej.
– Dobrze, dobrze cokolwiek, pani pójdzie teraz i poprosi Jacka. Znaczy Johna. Poprosimy Johna na przesłuchanie. – rzucił z lekkością i gestem zamiatającym powietrzem nad głową, gestem bardzo odganiającym tę hehe starą prukwę, zwrócił się znów do Lucy, pilnując się, by jego broda tym razem nie opierała się na barku, ale była sugestywnie blisko. I platonicznie oczywiście. Byli wszak tylko partnerami biznesowymi.
– Mam przeczucie. Ten Jack jest najbardziej z nich nerwowy i milczący. Trzyma się z boku i nie robi tego całego zamieszania wokół siebie. Albo coś widział, albo jest winny. Pod Twoją ocenę mon cheri – już chciał ująć dłoń, już chciał ją ucałować, spragniony jej ostrzegawczych sapnięć, gdy do pomieszczenia wszedł chłopak, więc zamiast upragnionych kobiecych dźwięków, sam gniewnie wzbił oczy w sufit. Śmiertelni! Tylko przeszkadzali…
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#16
07.02.2026, 13:47  ✶  
Rozumiała bez problemu wszystkie języki na tym świecie, a jednocześnie nie była w stanie zrozumieć tego, którym porozumiewał się z nią Gabriel. Może brakowało jej pewnego kontekstu kulturowego, który czysto teoretycznie istniałby jedynie pod czaszką wampira, a jeśli już rzeczywiście by istniał to byłby on bardziej skomplikowany niż jakakolwiek kultura starożytnej cywilizacji, chociaż Montbel był zapewne od nich młodszy. Może dlatego zauroczył go kiedyś ten cały ambasador? Może z jakiegoś dziwnego powodu ten jeden śmiertelnik był w stanie lepiej rozumieć taki dziwny język, albo chociaż przynajmniej udawać, że rozumiał.
– Myślę, że zabrałam cię tutaj rozmawiać o przestępstwie, a nie twoich talentach – odpowiedziała udając, że nic nie robi sobie z bliskości którą im narzucił.
Śmiertelna kobieta wreszcie wyszła z pomieszczenia, upomniana chwilę wcześniej jeszcze raz, że ma wziąć Johna, skoro żadnego Jacka nie było, a Lucy wbiła swoje spojrzenie w Gabriela.
– Miałeś być dobrym gliną. A nie wszystkich rozpraszać – mruknęła, ale w jej głosie zabrakło aż takiego zirytowania, jakie planowała sobą prezentować. I może i ubarwiłaby nim swoje kolejne zdanie gdyby nie to, że do pomieszczenia wszedł młody czarodziej.
– John, tak? – zaczęła, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę Gabriela. – Proszę usiądź.
– Hm… Właściwie to mam na imię JJ. John Jack – wymamrotał mężczyzna rozglądając się po pomieszczeniu, jakby wiedział o tym jak bardzo Lucy chciała go w tym momencie zamordować.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#17
08.02.2026, 19:04  ✶  
– Mon pettite L, uważam że jako wytrawna detektyw powinnaś do siebie chociaż dopuścić tę ewentualność, że sytuacja może być zgoła odmienna. Ja jednak nie zamierzam narzekać. Bardzo piekne perfumy. Rocznik 59 jak mniemam? – gdzieś na pograniczu świadomości wiedział, że bełkocze bez sensu, ale gdzieś indziej struna potrzaskanej duszy drgała mu w rezonansie ze słodkim uśmiechem błąkającym się po porcelanowej twarzy. Ślicznej. Delikatnej. Zabójczej.

Poprzednim razem to ona podtrzymywała ich ofiarę.

Nagle zgłodniał.

Nie zauważył nawet kiedy odsłonił kły, wciąż zapatrzony w swoją towarzyszkę, jakby sekundy odwrócenia wzroku były sekundami skazanmi na stratę.

Podniósł się z głośnym wizgiem krzesła o podłogę, wzrok utkwił w chłopaku, a w jego twarzy próżno szukać było resztek troski. Wręcz przeciwnie. Był zniecierpliwomy.

– Dobrze chłopcze, dość tej szarady. – nakazał twardo wymijając stolik przy którym siedzieli. Nie tak prowadził z Johnem Jackiem czy Jackiem Johnem rozmowę na korytarzu, ale i tam bardziej zorientowany był na cel niż na… popisy. – Wiesz czemu tu tkwimy i wiesz czym jesteśmy. Nasza skuteczność i renoma leżą na sercu mojej towarzyszki, a ja obiecałem jej że winny zostanie złapany. – ciężki dłonie opadły na skulone barki chłopca. – Powiedz czemu schowałeś tiare w ogrodzie pod juniperus communis, a my będziemy tak mili i wymyślimy wysokość łapówki, która nie pozbawi Cię całej krążącej jeszcze w Twoich żyłach krwi. – palce lewej dłoni ześlizgnęły się ku szyi, metodycznie zimnymi opuszkami szukając pulsu spłoszonego serca.

– Ja… ja naprawdę nie chciałem! To duch! To duch mi kazał! – wyjęczał nieoczekiwanie JJ, nie wiedząc co poradzic z oczami, jego pot wgryzał się we wrażliwe zmysły predatorów, tymczasem na moment, na krotki moment Gabriel zdawal sie byc po prostu… zaskoczony. Trafił? No oczywiście że trafił! Nie po to poświęcił tylko czasu na lekturę tych głupiutkich książek (całych dwóch) by teraz nie trafiać. Grymas zdziwienia przeszedł płynnie w uniesioną brew i półuśmiech zwycięskiego “a nie mówiłem”?
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#18
09.03.2026, 22:06  ✶  
Lucy tak bardzo chciałaby uśmiechnąć się teraz i powiedzieć, że Gabriel się mylił. Że perfumy były z rocznika 58, 60, lub że kupiła je pół roku temu jako zupełną nowość. Niestety nie mogła, bo z jakiegoś powodu ten wampir który czasem nie być w stanie zapamiętać, kiedy należy mówić o podrzynaniu gardeł, a kiedy nie, posiadał jednocześnie doskonałą wręcz pamięć do nut zapachowych i roczników głupich pachnideł.
Dobrze, że przynajmniej nie określił jeszcze jakie dokładnie akordy składały się na ten konkretny zapach, bo chyba zaczęłaby podejrzewać, że ktoś ją ten cały czas wkręca.
Nie  była tylko pewna, czy dlatego, bo jakiś chichot losu podstawił jej bełkoczącego wampira, czy dlatego, że mogłaby słuchać tego bełkotu dłużej. Najgorsze by chyba natomiast to, że to bredzenie Gabriela zyskało właśnie kolejny przymiotnik i nie było już jedynie głupie, ale przyjemne do słuchania, a głupie, przyjemne do słuchania i… Zadziwiającą skuteczne.
Gdyby miała nieco mniej lat i nieco gorszą zdolność samokontroli na pewno upuściłaby teraz swój notes, a gdyby w ogóle nie była jeszcze wampirem mogłaby również krzyknąć w zachwycie, lub, co jeszcze gorsze, zaczerwienić się.
Przez chwilę wpatrywała się po prostu w tę urządzoną przez Gabriela scenkę, która zakończyła się wyzwaniem, a potem dotarło do niej, że nie wpatruje się w winowajcę, a wampira. Szybko przeniosła spojrzenie na roztrzęsionego sprawcę zniknięcia tiary.
– Duch? Jaki duch? – spytała podchodząc do przesłuchiwanego i przesłuchującego, ignorując głupawy uśmiech tego drugiego.
– Wuja! Tego który dostał tę tiarę! On jej nienawidzi!
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#19
11.03.2026, 23:24  ✶  
Czas rozmył się na moment. Dla Gabriela nic już w tym domu nie było interesujące. Dlaczego miałoby być? Polowanie skończone, ofiara złapana, cała reszta była mało istotnym dopiskiem na ostatnich stronach.

Bla bla bla sprawca ujawniony, bla bla bla rozmawianie z głową rodziny, tłumaczenie sytuacji, polecenie jednego czy dwóch egzorcystów do ducha zaklętego w tiarze. Bla bla bla… Całe tło rozmazywało się wobec jaśniejącego oblicza Lucy, która co jakiś czas posyłała mu gniewne spojrzenia i mruczała coś o właściwym zachowaniu i patrzeniu się w inny sposób.

A niby w jaki sposób on patrzył, tego nie doprecyzowała, Gabriel też za bardzo nie wnikał we własną mimikę, patrząc po prostu na swoją szefową. Tylko, że wcale nie… Czuł jak unoszą się mu policzki, czuł jak łuk warg wygina się w rozmarzonym uśmiechu, gdy myśli uciekały mu do prawdziwego epilogu gdzieś na wieży w opactwie. Najchętniej zabrałby ze sobą tego JJ-a w ramach zapłaty, młoda krew odpowiednia przeładowana adrenaliną, mogłaby smakować Lucy, choć jeszcze za krótko mieszkali ze sobą, aby w pełni odkrył jej żywieniowe preferencje.

Może wolałaby kobietę?

Były takie momenty, łapał się na tym, że żałował, że nie może jej podsunąć własnego nadgarstka. Byłoby to przecież absolutnie normalna wymiana dla ich rodzaju, normalniejsza niż to co kłębiło się w jego głowie, gdy tylko zawisił na niej wzrok dłużej niż pół sekundy, a ostatnio zawieszał go o wiele częściej i o wiele dłużej.

Formalności zostały dopełnione, zapłata, dokumenta, ulotki srotki, w końcu byli w opactwie, a Gabriel od razu po przetelportowaniu się stęknął ciężko i donośnie w miejscu w którym się znaleźli.

– No w końcu! Myślałem, że będziemy tam tysiąc lat, ile można gadać, jacy Ci śmiertelni są absolutnie nieznośni, nie sądzisz? - już miał odejść pochłonięty sobą i swoimi rozrywkami, szybko jednak ogarnął, że jego główną rozrywką w przestronnym budynku było drażnienie się z Lucy. Szybko więc zawrócił ku niej, jak satelita ściągany na właściwe kosmiczne tory.
– Czy to znaczy, że dziś świętujemy? Może pójdziemy na wieżę napić się razem i popodziwiać widoki? Całkiem ładne są tu widoki. – I znów rozmarzył się, znów uśmiechnął rozespanym zachwytem czekając jej decyzji, gotów walczyć zajadle jeśli odmówi. Noc był młoda, rozkosznie młoda, a wiatr niósł przyjemną woń deszczu… cóż jeszcze im było potrzebne, aby sięgnąć doskonałości?
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#20
17.03.2026, 03:20  ✶  
Niestety, w przeciwieństwie do niektórych kryminałów, praca detektywa nigdy nie kończyła się w momencie samego dojścia do prawdy. Potem przecież musiał nastąpić jeszcze epilog do śledztwa, który częściej, niż rzadziej, był… Hm… W zależności od charakteru jej zleceniodawców epitet, którego chciała użyć wahał się od nudny do upierdliwy, a niestety ta konkretna rodzina bardzo, ale to bardzo próbowała zasłużyć na to drugie miano. Jej klienci rozmawiali, przekrzykiwali się i prowadzili zbyt liczne dygresje (Zaraz zaraz. Czy ktoś w końcu zamówił to brownie dla cioci Octavii?) I w którymś momencie Lucy naprawdę rozważała, czy po prostu nie lepiej byłoby aby wyszła i nie wzięła zapłaty. Niestety za bardzo chciała poznać całą historię sprawy, aby się poddać a, o dziwo, w tym postanowieniu wytrwać pomagała jej atrakcja w postaci gniewnych min, które raz po raz wysyłała w stronę Gabriela w odpowiedzi na jego zachowanie. No… Raz może, tak dla zabawy, uraczyła go karcącym spojrzeniem, gdy akurat nic nie robił by zobaczyć jak zareaguje.
Jednak, pomimo ględzenia wszystkich członków rodziny, Lucy wróciła do Opactwa z nową energią. Sprawa została zamknięta. Wszystko wyjaśnione, nie ważne jak głupie by to nie było, a w takich momentach, zawsze czuła satysfakcję.
– Bywali gorsi – powiedziała, stawiając na niewielkim stoliczku pudełko z makaronikami, które jedna z ciotek JJa wcisnęła im w prezencie. – Ale przynajmniej winny nie miał przerośniętego ego i nie bronił się za bardzo. – I przynajmniej mieli makaroniki. Lucy naprawdę lubiła makaroniki.
Wampirzyca spojrzała na swojego towarzysza rozważając jego propozycję. Miała dobry humor i no cóż… W końcu to on doprowadził śledztwo do końca więc chyba należało mu się wspólne świętowanie.
– Tak. Dzisiaj świętujemy – powiedziała w końcu zdejmując płaszcz i zmieniając buty na wygodniejsze pantofle.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (6311), Lucy Rosewood (4040)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa