Przypomniała sobie – czy raczej znów dopuściła do siebie myśl o – kopercie bez adresata i zdjęciu, dopiero gdy wróciła do Zakątka i znów zajrzała w każdy kat, upewnić się, że nikt nie kręcił się tu pod jej nieobecność. A potem ostrożnie wyciągnęła jajo z żaru i z pewną ulgą odkryła, że chyba nie zrobiła niczego źle i nie uszkodziła pisklaka.
Przesunęła palcami po ciepłej powierzchni, po pęknięciach, z których sączyło się blade, białawe światło, i odłożyła je na poduszkę na fotelu, delikatnie, jakby się bała, że jedno niewłaściwe dotknięcie coś uszkodzi. Pomyślała, że Atreus mógłby się pośpieszyć, bo jeśli faktycznie coś pokręciła i ptak naprawdę miał przywiązać się do pierwszej osoby, którą zobaczy, to pewnie auror będzie przez chwilę straszliwie obrażony. Może równie mocno, gdyby istota uznała, że jej panem zostaje skrzat. Pojawił się, na całe szczęście, jakby przyciągnięty jej myślami, akurat wtedy, kiedy magiczne stworzenie zaczęło wydziobywać sobie drogę przez zwęgloną skorupkę.
– Cześć. Mówiłam, że to nie ziemniak! – oświadczyła, niemalże triumfalnie, wskazując na jajko i na dziób, który przebił się przez skorupkę. – Mam nadzieję tylko, że to faktycznie jest to, co myślę i będzie mogło zjeść karmę dla młodych sów… – dodała, bo tę nawet naszykowała na początek, tak na wszelki wypadek. Jej własna sowa zresztą, która przyleciała tu z listem, przysiadła na oparciu fotelu i przekrzywiła głowę, przypatrując się temu dziwnemu „czemuś” wyłażącemu z jajka.
!Bingo E1