-Ja zawsze jestem grzeczny i spokojny. Oaza pierdolonego spokoju. - warknął wychodząc z domu, trzaskając przy okazji drzwiami. To przynajmniej trochę rozładowało jego napięcie. Wiedział jednak, że jak tylko wrócimy do domu, to dostanie od Leny wpierdol za trzaskanie drzwiami. Zupełnie jak od matki, gdy miał kilka lat i nie dostał swojego ulubionego cukierka... Cukierka. Szedł więc powoli do domu znajdującego się nieopodal, na rozdrożu. Zupełnie jakkby Alexander miał za chwilę podpisać pakt z samym diabłem. I możliwe, że tak właśnie było. Możliwe, że właśnie przypieczętował swój własny los, gdy w miarę jak zbliżał się do owego domu, rosła jego frustracja. Zacisnął pięści, samemu nie wiedząc co sprawiało, że jest tak... wkurwiony. Czy to Lena, czy rzeczywiście tak przeszkadzał mu ten remont sąsiada? Czy szukał może chwili, aby wyrwać się z domu, aby zniknąć gdzieś za rogiem i odpocząć od tego wszystkiego? Czuł się mocno przytłoczony tym wszystkim, tymi zaręczynami, tym co działo się w jego życiu, jego pracą. Nawet alkohol nie dawał mu ukojenia, nawet hazard nie poprawiał nastroju. I choć jego życie kręciło się tylko wokół jednego, wokół Leny, to nie mógł już na nią patrzeć. Nie mógł już czuć jej nienawiści, tego cichego oceniania go. Nie mógł już na nią patrzeć. Potrzebował spokoju, potrzebował rozluźnienia. Potrzebował się na kimś wyżyć. I może, tylko może, wziął sobie na cel tego oto sąsiada.
Znalazł się przed domem dosyć szybko, secesyjny styl piętrowego budynku robił całkiem niezłe wrażenie, choć widać, że dom wymagał jeszcze nieco pracy. Jednak Alexander nie przyszedł tutaj podziwiać style architektoniczne. Nie przyszedł, aby zachwycać się kolumnami, oknami, czy ręcznie wykonanymi drzwiami. Przyszedł tutaj grzecznie poprosić o trochę cichsze prace, zwłaszcza wcześnie rano. I może było to trochę hipokryzja z jego strony, bo w końcu ani on ani Yelena nie dbali wcześniej o to, czy ktoś ich usłyszał, czy też nie. Jednak po wizycie Anthonego i Marpheusa trochę się jednak uspokoili. Oczywiście w podnoszeniu głosu, bo w pościeli nadal jednak było piekło. Po salonie nadal latały przedmioty.
Aristov uniósł dłoń, aby zapukać, ale zawahał się na moment Głupia myśl przebiegła mu przez myśl? W zasadzie dlaczego podnosimy dłoń, aby zapukać? Czemu nie pukamy z opuszczoną ręką? Zacisnął więc pięść i opuścił dłoń. Sprawdził, czy czasem nie ma nikogo w pobliżu i właśnie w ten sposób zapukał do drzwi, z opuszczoną ręką, czując się cudacznie. Musiał tak robić częściej. Było to dziwne doświadczenie. Zaraz jednak zapukał kolejny raz, a potem jeszcze raz, jakby mu się śpieszyło. Oczywiście, że nie śpieszyło, ale irytacja wprost z niego emanowała.