12.03.2026, 21:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.03.2026, 21:57 przez Alexander Mulciber.)
Dziurawy Kocioł, turniej gargulkowy
Co innego było grać na podłodze jej sypialni, w zaciszu starej drewnianej chatki położonej na obrzeżach lasu, pomyślał Alex, objąwszy Navi ramieniem, aby przecisnąć się przez zgromadzony przy wejściu tłum, a co innego w głośnym wnętrzu Dziurawego Kotła w samym sercu Londynu. Panujący tutaj harmider go przytłaczał. Widok tak wielu ludzi w jednym miejscu go przytłaczał. Prawdę mówiąc, wszystko go przytłaczało. Odkąd wyprowadził się z Londynu, trudno było mu znieść hałas metropolii, do którego wcześniej był nawykły. Może dlatego milczał, oparty swobodnie o krzesło, na którym przysiadła Navi, aby wypełnić ich formularz zgłoszeniowy na turniej. Zerknął ponad jej ramieniem, choć nie po to, żeby zgłębić treść zgłoszenia czy regulamin turnieju, ale po to, żeby skontrolować jej reakcję.
Lubił twarz Navi. Była niesłychanie ekspresyjna. Niesłychanie żywa. Być może bogowie dali jej tak piękną twarz, bo wiedzieli, że wykorzysta każdy, najdrobniejszy choćby mięsień, żeby się uśmiechnąć. Lubił to, jak wiele można wyczytać z jej uśmiechu. Podsunął wierzchem dłoni ciemne okulary, które zaczęły zsuwać mu się lekko z grzbietu nosa. Alexander miewał niegdyś problemy z pogodzeniem sprzeczności jakie drzemały w ludziach. Zawsze był dobrym obserwatorem, zbyt uparcie doszukiwał się jednak logiki we wszystkim, co go otaczało. Bywało, że intencje różniły się od uczuć, a uczucia od myśli tak jak dzień różnił się od nocy. Wszystko to było takie pokrętne, takie nieintuicyjne. Skryty za czarnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych, przyglądał się teraz promiennemu uśmiechowi Navi, próbując dociec, czy jest podekscytowana, onieśmielona czy... Uśmiecha się tak po prostu, bo Navi nie potrzebowała powodu, żeby się uśmiechać.
Zastanawiał się, czy bardzo obrazi się na niego, jeżeli zasugeruje jej, żeby trochę pooszukiwać. Tak przynajmniej mieliby jakieś szanse na wygraną. A może na nagrodę pocieszenia? Co innego było przecież grać tutaj, a co innego na drewnianej podłodze chatki Navi, gdzie dokarmiane przez nią koty bezczelnie ganiały za toczącymi się gargulkami, kompletnie zmieniając wynik rozgrywki. Alexander rozejrzał się po sali, szukając odpowiadających ich poziomem przeciwników. A gdyby tak zagrać z parą staruszków w kącie? Dziadek miał okulary grube jak goblińskie szkło powiększające, więc Alex łatwo mógłby mu nakłamać, że niedowidzi. Nachylił się w stronę Navi, zasłoniwszy usta, jak gdyby nie chciał, aby ktokolwiek podsłuchał... Choć przy panującym w Dziurawym Kotle rozgardiaszu było to wątpliwym.
"A co jeśli przegramy?" było pytaniem, którego obawiał się zadać przez cały ten czas. Było jak dziura po wybitym zębie, po której wciąż mimowolnie przejeżdżał językiem, nie potrafiąc pogodzić się z poczuciem braku. Co innego było przecież śmiać się z Lorien, gdy przegrywali pieniądze w kasynach, obstawiając wręcz na przekór sobie, a co innego patrzeć jak uśmiech Navi gaśnie. Zwłaszcza, że chyba jej na tym zależało. Nawet po drodze do Londynu próbował więc po cichu spleść zaklęcie, które pomogłoby na jego drżące dłonie, przez większość czasu schowane w kieszeniach. Wyglądało to tak, jak gdyby bawił się bezmyślnie różdżką. Wyszło tak, jak gdyby właśnie to robił.
– Czy jak prze...puszczę wszystkie rzuty, mogę się znowu utopić w twoim jeziorku? – mruknął Alex, gdy razem z Navi zmierzali w stronę przydzielonego im stolika. Chociaż wydawał się żartować, jego głos jak zawsze brzmiał monotonnie.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat