• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave

[1789, wiosna Paryż] Vampire: The Requiem | Lucy & Gustave
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#1
25.03.2026, 16:38  ✶  
Paryż był irytujący. Niby uroczy i oferujący wiele możliwości, a jednak na pewno paskudny i wredny, niczym ciastko z kwaśniałym kremem. Po wydarzeniach sprzed miesiąca w rezydencji hrabiego i tym gdy inne wampiry, którym o tym powiedziała zajęły się jego sprawą, Lucy i tak postanowiła pozostać w Paryżu pod opieką tutejszych krwiopijców. I chociaż wampirzyca usilnie przekonywała siebie, że nigdy w życiu nie spojrzy już miło na cokolwiek związanego z Francją, to z każdym kolejnym dniem, Paryż intrygował ją coraz bardziej.

Na razie i tak jednak spędzała swój czas siedząc w swoim małym mieszkanku, czytając książki i okazjonalnie rozmawiając z Camille, zbyt sympatyczną wampirzycą, która pomogła jej znaleźć schronienie i  niestety czasami do niej zaglądała, aby namówić ją na zwiedzanie miasta. A Lucy, niestety, coraz bardziej o tym myślała.
Potem jednak młodsza wampirzyca powiedziała swojej koleżance, że chyba rzeczywiście nieco pozwiedza, a ona zamiast po prostu przyjąć tę informację i dać jej spokój oznajmiła, że poprosi innego członka wampirzej społeczności, aby ją nieco oprowadził. I była przy tym zbyt miła,  aby jej odmówić! Wampiry naprawdę były najgorsze.

No ale już nie chciała wymyślać, więc się zgodziła. I teraz czekała w swoim niewielkim mieszkanku, aż ten cały wampir, Gustave, zapuka po nią i razem pójdą na wieczorne zwiedzanie, po którym miala nadzieję, że jednak uzna Paryż za wysoce przereklamowany, zbyt francuski i ogólnie na pewno nie czarujący.

Wreszcie ktoś zapukał do drzwi, a Lucy odrzuciła czytaną książkę i podeszła otworzyć gościowi.
– Rozumiem, że to ty jesteś moim dzisiejszym przewodnikiem? – spytała po francusku, nieco przechylając głowę. Stojący przed nią wampir mógł zobaczyć na oko dwudziestopięcio letnią dziewczynę, ubraną dość modny, chociaż nie aż tak bogaty, strój do wyjścia. Za nią, znajdował się mały salonik, który, chociaż dość prosty i zawalony książkami i różnymi notatkami, pokazywał, że jego mieszkanka, doskonale wiedziała, jak za sprawą kilku dobrze dobranych dodatków, stworzyć sympatyczne wnętrze.
white mustang
Żyję w tobie, a ty umrzesz we mnie
wiek
256
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Mecenas
180 centymetrów niezaprzeczalnego piętna dawnej arystokracji. Szlachetne rysy pokrywające nienaturalnie srebrną skórą. Jasne, popielate włosy oraz spojrzenie ciemnych oczu. Starannie przystrzyżone wąsy podkreślające linię ust stworzonych do półuśmiechów i półprawd.

Gustave Delacour
#2
25.03.2026, 21:15  ✶  
Paryż bywał… wymagający — zwłaszcza dla tych, których los przywiódł do miasta z konieczności. Nie sposób było jednak odmówić mu wspaniałości, wyrafinowanej elegancji ani także przepaści klas społecznych, jaka dzieliła świat ludzi, tj. mugoli. Francuska socjeta magiczna trzymała się jednak wszelako nader dobrze, a jeszcze lepiej ta, którą tworzyły wampiry. W związku z tym, w następnym miesiącu pannę Lucy (nawiedził) zaszczycił swą obecności kolejny hrabia, diuk — tylko same kłopoty z nimi były! Kto by odróżniał te tytuły?! — Gustave Alaric Delacour, którego oblicze czas oszczędzał od dwóch dekad.
— Jeśli taka jest wola mademoiselle, nie śmiałbym podawać w wątpliwość, że Camille posiada skłonność do otaczania troską tych, których uzna za godnych swej uwagi.
Paryż ulegał nieustannym przemianom, jednakże pewne porządki świata trwały niewzruszenie. Winne było, aby młoda wampirzyca, która świeżo przybyła do miasta, znalazła się pod czyjąś opieką. Gustaw, którego kobieta zastała w ciszy paryskiego korytarza, został wysłany, aby uczynić jej pierwsze kroki mniej uciążliwymi.
— Nie czyni tego wszak bez przyczyny. Czy zechce mademoiselle powierzyć mi tę przyjemność i być pierwszym, który ukaże jej … właściwe oblicze naszego pięknego miasta? — wampirze monstrum, które było niewiele starszej od panny Lucy, skłoniło się elegancko. Następnie podniosło swoją srębną twarz, piękne arystrokracyjne oczęta błysnęły radośnie, a usta ułożyły się w ciepły uśmiech. — Gustave Delacour. Pozostaję do dyspozycji na tyle, na ile uzna to mademoiselle za stosowne.


Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#3
03.04.2026, 17:07  ✶  
Wola Lucy była taka, aby przejść się po Paryżu, znaleźć jakiegoś podstarzałego kawalera z zamkiem o wielkiej bibliotece, naprędko wyjść za niego, a potem jeszcze szybciej go zamordować, przejąć cały majątek i zaszyć się w wielkiej bibliotece, zamknięta przed całym światem. Niestety taki plan wymagałby od niej zbyt dużego opanowania wobec irytujących ludzi, więc pozostawał jej spacer po Paryżu z szarmanckim wampirem.
I niestety nie jest brzydki. Tak bardzo chciałam aby był brzydki – pomyślała, bo naprawdę miała dosyć przystojnych wampirzych arystokratów. Liczyła więc po cichu na to, że jej przewodnik będzie miał paskudne blizny po ospie, zbyt szarą skórę jak na wampiry, lub chociaż niedorobionego wąsa. Niestety Gustave nosił na twarzy bez żadnych wyraźnych skaz arystokratyczne rysy, a przyjemny dla oka wąs zdecydowanie należał do tych, które należałoby uwiecznić na jakimś obrazie.
Bez sensu.
– Lucielle Lestrange – powiedziała cicho, wyuczonym gestem wyciągając do niego dłoń, tak aby złożył na niej pocałunek. Lestrange... To nazwisko jej nie pasowało, w końcu oficjalnie zostało one dla niej pochowane w 1769 roku, ale przez te wszystkie lata, które minęły od jej przemiany nie potrafiła znaleźć dla siebie lepszego. Nie będzie przecież korzystać z tego, które należało do jej stwórcy.

To znaczy jakby jednak zabiła jakiegoś arystokratę, mogłaby przejąć też jego nazwisko, ale naprawdę obawiałaby się że zabiłaby swoją ofiarą zdecydowanie szybciej niż przed ślubem, gdyby tylko czymś ją bardziej zirytował.
– Proszę mi powiedzieć monsieur – zaczęła płynnym francuskim – Od czego zaczniemy? I jeszcze jedno... Nawet gdy Paryż mi się nie spodoba... Proszę powiedzieć Camille, że byłam zachwycona. Nie chcę robić jej przykrości. Ona tak kocha to miasto.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gustave Delacour (227), Lucy Rosewood (577)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa