25.03.2026, 16:38 ✶
Paryż był irytujący. Niby uroczy i oferujący wiele możliwości, a jednak na pewno paskudny i wredny, niczym ciastko z kwaśniałym kremem. Po wydarzeniach sprzed miesiąca w rezydencji hrabiego i tym gdy inne wampiry, którym o tym powiedziała zajęły się jego sprawą, Lucy i tak postanowiła pozostać w Paryżu pod opieką tutejszych krwiopijców. I chociaż wampirzyca usilnie przekonywała siebie, że nigdy w życiu nie spojrzy już miło na cokolwiek związanego z Francją, to z każdym kolejnym dniem, Paryż intrygował ją coraz bardziej.
Na razie i tak jednak spędzała swój czas siedząc w swoim małym mieszkanku, czytając książki i okazjonalnie rozmawiając z Camille, zbyt sympatyczną wampirzycą, która pomogła jej znaleźć schronienie i niestety czasami do niej zaglądała, aby namówić ją na zwiedzanie miasta. A Lucy, niestety, coraz bardziej o tym myślała.
Potem jednak młodsza wampirzyca powiedziała swojej koleżance, że chyba rzeczywiście nieco pozwiedza, a ona zamiast po prostu przyjąć tę informację i dać jej spokój oznajmiła, że poprosi innego członka wampirzej społeczności, aby ją nieco oprowadził. I była przy tym zbyt miła, aby jej odmówić! Wampiry naprawdę były najgorsze.
No ale już nie chciała wymyślać, więc się zgodziła. I teraz czekała w swoim niewielkim mieszkanku, aż ten cały wampir, Gustave, zapuka po nią i razem pójdą na wieczorne zwiedzanie, po którym miala nadzieję, że jednak uzna Paryż za wysoce przereklamowany, zbyt francuski i ogólnie na pewno nie czarujący.
Wreszcie ktoś zapukał do drzwi, a Lucy odrzuciła czytaną książkę i podeszła otworzyć gościowi.
– Rozumiem, że to ty jesteś moim dzisiejszym przewodnikiem? – spytała po francusku, nieco przechylając głowę. Stojący przed nią wampir mógł zobaczyć na oko dwudziestopięcio letnią dziewczynę, ubraną dość modny, chociaż nie aż tak bogaty, strój do wyjścia. Za nią, znajdował się mały salonik, który, chociaż dość prosty i zawalony książkami i różnymi notatkami, pokazywał, że jego mieszkanka, doskonale wiedziała, jak za sprawą kilku dobrze dobranych dodatków, stworzyć sympatyczne wnętrze.
Na razie i tak jednak spędzała swój czas siedząc w swoim małym mieszkanku, czytając książki i okazjonalnie rozmawiając z Camille, zbyt sympatyczną wampirzycą, która pomogła jej znaleźć schronienie i niestety czasami do niej zaglądała, aby namówić ją na zwiedzanie miasta. A Lucy, niestety, coraz bardziej o tym myślała.
Potem jednak młodsza wampirzyca powiedziała swojej koleżance, że chyba rzeczywiście nieco pozwiedza, a ona zamiast po prostu przyjąć tę informację i dać jej spokój oznajmiła, że poprosi innego członka wampirzej społeczności, aby ją nieco oprowadził. I była przy tym zbyt miła, aby jej odmówić! Wampiry naprawdę były najgorsze.
No ale już nie chciała wymyślać, więc się zgodziła. I teraz czekała w swoim niewielkim mieszkanku, aż ten cały wampir, Gustave, zapuka po nią i razem pójdą na wieczorne zwiedzanie, po którym miala nadzieję, że jednak uzna Paryż za wysoce przereklamowany, zbyt francuski i ogólnie na pewno nie czarujący.
Wreszcie ktoś zapukał do drzwi, a Lucy odrzuciła czytaną książkę i podeszła otworzyć gościowi.
– Rozumiem, że to ty jesteś moim dzisiejszym przewodnikiem? – spytała po francusku, nieco przechylając głowę. Stojący przed nią wampir mógł zobaczyć na oko dwudziestopięcio letnią dziewczynę, ubraną dość modny, chociaż nie aż tak bogaty, strój do wyjścia. Za nią, znajdował się mały salonik, który, chociaż dość prosty i zawalony książkami i różnymi notatkami, pokazywał, że jego mieszkanka, doskonale wiedziała, jak za sprawą kilku dobrze dobranych dodatków, stworzyć sympatyczne wnętrze.