02.04.2026, 14:45 ✶
Nie potrzebowała przeprosin, nie chciała ich i nie była zła o to pojawienie się Basiliusa. Ale potrzebowali kryjówki, o której nie wie cały świat, więc lazaret na pewno nie mógł być tu w piwnicach. Inaczej szybko staną przed wyborem: ratować kogoś czy poświęcić kryjówkę?
I w konsekwencji, oczywiście, skończą bez kryjówki.
– Świetnie. Mamy na to fundusze, w razie czego, czy mieszkanie Moodych, czy pod Londynem, czy tutaj… to możesz się rozejrzeć z Basiliusem, jeśli chcesz. – To nie wymagało zajmowania się papierami, a te Brenna mogła spokojnie poogarniać, jeżeli zaś miało to pomóc Millie. – Zobaczymy, co powie, ale jak nie on, to załatwimy kogoś innego, na pewno znajdzie się ktoś, kto potrafi takie cuda – obiecała Brenna, bo Millie zdawała się do tego zapalona, i pomijając już to, że umiejętność faktycznie mogła się przydać, warto było choćby dlatego, że mogło ją to uszczęśliwić i wciągnąć. Na uszczęśliwioną Mildred po prostu miło się patrzyło: zdawała się wtedy cieszyć całą sobą. – Na razie więc obrazy i rozejrzenie się za dodatkową lokacją? – upewniła się.
Nie zareagowała na wzmiankę o iskrach. Może dobrze się maskowała, a może ta cała wizyta jednak trochę pomogła.
Utkwiła wzrok w Moody, w pewnym zamyśleniu słuchając tego, co mówiła. Widziała u Olivii spojrzenie, o którym opowiadała: ale jeszcze nie uznała je za tak niepokojące. Ludzie doprowadzeni na krawędź często spoglądali w ten sposób, ale potem się znad niej cofali. Podejrzewała, że Quirke zrobiłaby coś drastycznego zostawiona sama w sobie. Czy wciąż jej to groziło?
– W takim razie ona musi mieć nas – powiedziała w końcu ze spokojem, może fałszywym, może prawdziwym, ale jeśli udawała, to robiła to całkiem nieźle. Uniosła dłoń i pogłaskała Millie po ramieniu, może w jakimś geście pocieszenia lub uspokojenia. – Postaram się mieć ją na oku. Rozważę napisanie do Tristana. Myślę, że nie powinna być pozostawiona sama sobie, poza tym naprawdę może się nam przydać. Chce się ćwiczyć w walce i tego nikomu nie odmówię, ale to już nasza rola poprowadzić te szkolenia w odpowiedni sposób. Tak, by nauczyć… jak rzucać zaklęcia, które skutecznie obezwładnią.
A nie wysadzą w powietrze.
I, jak dokończyła Brenna w myślach, lepiej aby te szkolenia robiła któraś z nich bądź Erik, nie Thomas.
– Masz dobre serce, Miles. Nie sądzę, żebym znała się na ludziach dużo lepiej od ciebie – stwierdziła, a kąciki ust uniosły się jej w uśmiechu. – Livy też ma dobre serce i postaramy się, żeby wykorzystała je dla nas, a nie straciła. Razem. Dobrze?
I w konsekwencji, oczywiście, skończą bez kryjówki.
– Świetnie. Mamy na to fundusze, w razie czego, czy mieszkanie Moodych, czy pod Londynem, czy tutaj… to możesz się rozejrzeć z Basiliusem, jeśli chcesz. – To nie wymagało zajmowania się papierami, a te Brenna mogła spokojnie poogarniać, jeżeli zaś miało to pomóc Millie. – Zobaczymy, co powie, ale jak nie on, to załatwimy kogoś innego, na pewno znajdzie się ktoś, kto potrafi takie cuda – obiecała Brenna, bo Millie zdawała się do tego zapalona, i pomijając już to, że umiejętność faktycznie mogła się przydać, warto było choćby dlatego, że mogło ją to uszczęśliwić i wciągnąć. Na uszczęśliwioną Mildred po prostu miło się patrzyło: zdawała się wtedy cieszyć całą sobą. – Na razie więc obrazy i rozejrzenie się za dodatkową lokacją? – upewniła się.
Nie zareagowała na wzmiankę o iskrach. Może dobrze się maskowała, a może ta cała wizyta jednak trochę pomogła.
Utkwiła wzrok w Moody, w pewnym zamyśleniu słuchając tego, co mówiła. Widziała u Olivii spojrzenie, o którym opowiadała: ale jeszcze nie uznała je za tak niepokojące. Ludzie doprowadzeni na krawędź często spoglądali w ten sposób, ale potem się znad niej cofali. Podejrzewała, że Quirke zrobiłaby coś drastycznego zostawiona sama w sobie. Czy wciąż jej to groziło?
– W takim razie ona musi mieć nas – powiedziała w końcu ze spokojem, może fałszywym, może prawdziwym, ale jeśli udawała, to robiła to całkiem nieźle. Uniosła dłoń i pogłaskała Millie po ramieniu, może w jakimś geście pocieszenia lub uspokojenia. – Postaram się mieć ją na oku. Rozważę napisanie do Tristana. Myślę, że nie powinna być pozostawiona sama sobie, poza tym naprawdę może się nam przydać. Chce się ćwiczyć w walce i tego nikomu nie odmówię, ale to już nasza rola poprowadzić te szkolenia w odpowiedni sposób. Tak, by nauczyć… jak rzucać zaklęcia, które skutecznie obezwładnią.
A nie wysadzą w powietrze.
I, jak dokończyła Brenna w myślach, lepiej aby te szkolenia robiła któraś z nich bądź Erik, nie Thomas.
– Masz dobre serce, Miles. Nie sądzę, żebym znała się na ludziach dużo lepiej od ciebie – stwierdziła, a kąciki ust uniosły się jej w uśmiechu. – Livy też ma dobre serce i postaramy się, żeby wykorzystała je dla nas, a nie straciła. Razem. Dobrze?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.