• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[21.09.72, Staw] Księżyc, gwiazdy i rośliny

[21.09.72, Staw] Księżyc, gwiazdy i rośliny
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
02.04.2026, 14:45  ✶  
Nie potrzebowała przeprosin, nie chciała ich i nie była zła o to pojawienie się Basiliusa. Ale potrzebowali kryjówki, o której nie wie cały świat, więc lazaret na pewno nie mógł być tu w piwnicach. Inaczej szybko staną przed wyborem: ratować kogoś czy poświęcić kryjówkę?
I w konsekwencji, oczywiście, skończą bez kryjówki.
– Świetnie. Mamy na to fundusze, w razie czego, czy mieszkanie Moodych, czy pod Londynem, czy tutaj… to możesz się rozejrzeć z Basiliusem, jeśli chcesz. – To nie wymagało zajmowania się papierami, a te Brenna mogła spokojnie poogarniać, jeżeli zaś miało to pomóc Millie. – Zobaczymy, co powie, ale jak nie on, to załatwimy kogoś innego, na pewno znajdzie się ktoś, kto potrafi takie cuda – obiecała Brenna, bo Millie zdawała się do tego zapalona, i pomijając już to, że umiejętność faktycznie mogła się przydać, warto było choćby dlatego, że mogło ją to uszczęśliwić i wciągnąć. Na uszczęśliwioną Mildred po prostu miło się patrzyło: zdawała się wtedy cieszyć całą sobą. – Na razie więc obrazy i rozejrzenie się za dodatkową lokacją? – upewniła się.
Nie zareagowała na wzmiankę o iskrach. Może dobrze się maskowała, a może ta cała wizyta jednak trochę pomogła.
Utkwiła wzrok w Moody, w pewnym zamyśleniu słuchając tego, co mówiła. Widziała u Olivii spojrzenie, o którym opowiadała: ale jeszcze nie uznała je za tak niepokojące. Ludzie doprowadzeni na krawędź często spoglądali w ten sposób, ale potem się znad niej cofali. Podejrzewała, że Quirke zrobiłaby coś drastycznego zostawiona sama w sobie. Czy wciąż jej to groziło?
– W takim razie ona musi mieć nas – powiedziała w końcu ze spokojem, może fałszywym, może prawdziwym, ale jeśli udawała, to robiła to całkiem nieźle. Uniosła dłoń i pogłaskała Millie po ramieniu, może w jakimś geście pocieszenia lub uspokojenia. – Postaram się mieć ją na oku. Rozważę napisanie do Tristana. Myślę, że nie powinna być pozostawiona sama sobie, poza tym naprawdę może się nam przydać. Chce się ćwiczyć w walce i tego nikomu nie odmówię, ale to już nasza rola poprowadzić te szkolenia w odpowiedni sposób. Tak, by nauczyć… jak rzucać zaklęcia, które skutecznie obezwładnią.
A nie wysadzą w powietrze.
I, jak dokończyła Brenna w myślach, lepiej aby te szkolenia robiła któraś z nich bądź Erik, nie Thomas.
– Masz dobre serce, Miles. Nie sądzę, żebym znała się na ludziach dużo lepiej od ciebie – stwierdziła, a kąciki ust uniosły się jej w uśmiechu. – Livy też ma dobre serce i postaramy się, żeby wykorzystała je dla nas, a nie straciła. Razem. Dobrze?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#12
10.04.2026, 22:06  ✶  
Uśmiechnęła się promiennie, bo to oznaczałoby, że przyjemne (malowanie) można byłoby połączyć z bardzo pożytecznym (zaklinanie obrazów dla dobra Zakonu) i bez wątpienia Miles uważała, że takie zrządzenie losu jest bardzo, bardzo dla niej sprzyjające.

– Masz jakieś konkretne potrzeby wizerunkowe? Czy to totalnie mogą być dwie totalnie absolutnie nawet wymyślone przeze mnie osoby? – a może karty tarota? Cesarz i Sprawiedliwość. Albo Umiarkowanie i Kapłanka. A może jednak ludzie? Ministra i Fortinbras. To jej się urodziło w głowie, głównie przez śmieszki Erika na temat tego, jakby mógł zaszaleć z jednym i drugim. Pamiętała to jak przez mgłę, ale miała poczucie, że przylgnie to do niej na dłużej.

– Tak, dodatkowa lokacja i uporządkowanie tej lokacji. Tej naszej. Super tajnej. Żadnych więcej niespodzianek ze ściąganiem tutaj randomów z ulicy. Nawet takich zaprzyjaźnionych randomów. – poczucie winy nadal ją gniotło. Że Basilius jest zaangażowany, że w ręce zwierzyłaby mu swoje życie, tak jak wielu rannych i chorych musiało mu je zawierzyć... On sam jednak nie chciał mieć dostępu do zbyt wielu informacji. Zabawne jak stary hazardzista nie obstwiłby zaufania do samego siebie. A może miał już i tak dość wysoką stawką? Nie mogła tego od niego wymagać, nie mogła oczekiwać, skoro i tak mimo swojego chronicznego zmęczenia dawał im tak wiele. Westchnęła i podrapała się po głowie, trochę jak pies wytrzepujący zza ucha nadmiar pcheł.

– Masz racje Brenka. Masz kurwa rację. Ja się tylko martwię. Ale no... nie jest sama i tak. Lepiej żeby odruchem było ogłuszenie. Wiesz... zawsze jej można utrwalić, że ogłuszonych można potem przesłuchać czy coś? – zamiast zabicia jednego śmierciucha, zaoferowanie jej dostępu do większej ilości śmierciuchów? Spokój Brenny był zaraźliwy, więc i ona powoli przestała się tym aż tak przejmować. – Mogłabym... mogłabym.... mogłabym spróbować nie wiem... mogłabym spróbować tej mikstury od Blacka. Tej po której śniłam cudzy sen. Żeby sprawdzić jak jej głowa poszła daleko? – to była tylko myśl, pomysł jak każdy inny, iskra, którą banalnie było zgasić. Zaraz potem jednak potrząsnęła głową i zasmiała się nerwowo. – Nie no dobra, bo gadam tak jakby totalnie ześwirowała, a etat zakonowej wariatki jest juz absolutnie zarezerwowany. – wypięła dumnie pierś. – W przyszłym miesiącu mam już ugadane z Peregrinusem, że idziemy do Szeptuchy tak w ogóle. Mam... mam dziwne przeczucie, że to może zmienić bardzo. Bardzo dużo. – przygryzła wargę. Tak wiele do zrobienia, tak mało czasu. – Myślałam, wiesz, pisałam Johny'emu o tym wczoraj, czy by nie zrekrutować Grina. Mógłby pomóc nam ogarniać plany, zaplecza, logistyke, jest w chuj mądry wiesz? I mógł mieć oko na Prawa Czasu, skoro tam Dumbel powiedział, że tam jest jakoś coś nie teges. Być może... być może trochę z nim o tym gadałam już. Ale no, bez szczegółów jak coś! – dodała pospiesznie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
10.04.2026, 22:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.04.2026, 23:25 przez Brenna Longbottom.)  
– Nie, żadnych. Wydaje mi się, że to musi być jedna osoba, by mogła się przemieszczać, i dałabym kogoś, kto nie zwracałby wielkiej uwagi… Wiesz, nie jakaś osoba, której obraz może u nas zdziwić.
Niby jeden miał wisieć w Stawie, ale jeśli drugi pojawi się w Londynie, mogły go zobaczyć osoby, które nie będą członkami Zakonu. Pewnie na widok portretu Fortinbrasa ostatecznie by się zakrztusiła, bo sama nie pojmowała, co wtedy wyprawiał jej brat – podejrzewała po prostu nerwową reakcję na wydarzenia, ale mógł też poddusić się dymem…
– Taaak, tu chcę się zająć zabezpieczeniami, rozmawiałam już o tym z Thomasem, no i ogarnąć szklarnię… o tym rozmawiałam z Dorą. Jeśli masz jakieś pomysły i będziesz potrzebowała z tym pomocy, po prostu mów.
Dom w teorii znalazła i kupiła ona, ale należał w oczach Brenny do nich wszystkich: i każdy, kto znajdował na to trochę czasu i inwencji mógł tutaj działać.
– Dobrze, że się martwisz i dobrze, że o tym mówisz, Miles. Zadbamy, żeby nie zaszła za daleko – oświadczyła i może to była fałszywa pewność siebie, ale czy Millie by pomogło, gdyby Brenna złapała się za głowę i zaczęła rozpaczać, że nie mają co ze sobą zrobić?
A potem spojrzała na Moody z nową uwagą. Wejście w sen, próba wejścia w sen Olivii…
– Są objawy, świadczące o tym, że jesteś snowidzem? – spytała. Bez powątpiewania, raczej z zainteresowaniem, bo chyba do tej pory obstawiała raczej jasnowidzenie: aurowidzenie też by niby pasowało, ale pewne oznaki popychały ku bardziej niejednoznacznym symbolom niż aurom. – Może Szeptucha powie ci więcej… Albo… poszukamy jakiegoś specjalisty od tego? Zanim zaczniesz próbować z miksturami? Jeżeli to snowidzenie, to powinno być ćwiczone…
Nie miała pojęcia, kim jest Grinek, nie w pierwszej chwili, ale gdy Millie zaczęła o tych Prawach Czasu… to zrobiło się jej niedobrze ze stresu. Bo nie miała żadnych powodów ufać Pergrinusowi, a za to całkiem sporo, by tego zaufania w sprawach życia i śmierci jednak z miejsca nie wykazywać. Kojarzyła go ze szkoły, natknęła się na niego ze trzy razy w ostatnich miesiącach i… kojarzyła go jako kogoś, kto był miłym człowiekiem, pomógł jej w alejce, ale wydawał się oddany swojej pracy. Chyba to z powodu szefa biegał po lesie pełnym zombie, czy źle to pamiętała? Czy miał talenty, których potrzebowali tak rozpaczliwie, by były warte ryzyka, że ich wyda? Czy wystarczyło być miłym człowiekiem, aby uznać, że pomaganie bandzie ludzi, z których znasz może paru, jest ważniejsze niż twoje miejsce pracy i ludzi, których znasz stamtąd?
– Millie, nie zajmuję się już rekrutacjami, między innymi po to, by nie powodować konfliktów. A tu bym go spowodowała, bo nie dopuściłabym do żadnej logistyki kogoś, kto pracuje dla Dołohowów i się nie angażował. Czy jednak walczył w jakiś sposób przeciwko śmierciożercom? Sądzisz, że jeśli jutro powiem „Vakel to śmierciożerca”, Peregrinus wybierze taką mnie nad swojego szefa? – odparła, wciąż spokojnie. Pytania może niewygodne, ale trochę musiał je ktoś zadawać, skoro działali w podziemiu. – Uważam, że jeśli powiesz mu o Zakonie, musimy brać pod uwagę, że jutro będzie o nim wiedział Vakel. A jeśli od niego dowiedzą się o nim wszyscy w Prawach Czasu, dowiedzą się w końcu i śmierciożercy, bo ciężko mi uwierzyć, że każdy będzie miał powody do trzymania ust na kłódkę. Skoro Dumbledore twierdzi, że tam jest coś nie tak… to czy uważasz, że Pereginus naprawdę zdradzi ludzi stamtąd? Wyda ich… na Azkaban?
Brenna o Prawach Czasu wiedziała niewiele: ot nie miała żadnych przesłanek, by komuś stamtąd szczególnie ufać. Ale sama Moody mówiła na zebraniu, że Prawa Czasu jakoś dziwnie nie ucierpiały i to podejrzane, teraz wspominała, że Albus myśli podobnie, a Brenna nie orientowała się dokładnie, kto pracuje dla Vakela, ale na pewno żonę miał z Lestrangów, chyba była tam kiedyś jakaś Blackówna i czy córka Vakela nie nosiła nazwiska Mulciber, czyli te trzy najbardziej konserwatywne rodziny? Chociaż może coś myliła, bo chyba widziała ostatnio obrazy Lyssy podpisane w inny sposób… Nie, nie miała zamiaru blokować tej rekrutacji: ale tylko z jednego powodu. Ona patrzyła na Zakon jak na organizację, w której każdy powinien ufać każdemu, gdy jasnym się stało, że dla większości istotniejsze było pozyskanie większej ilości ludzi. A Millie znała go lepiej: może miała powody uważać, że ten nie powie niczego Vakelowi i że nie zależy mu na ludziach z Praw Czasu tak mocno, by nie był gotów ich szpiegować.
– To nie jest to moja decyzja. Mogę jedynie powiedzieć, że byłabym wdzięczna, gdybyście sprawdzili przynajmniej najpierw, jak bardzo zależy mu na Dołohowie, jego córce i… kto tam jeszcze jest? Uczennice? Zatrudniał kogoś ostatnio?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#14
12.04.2026, 20:42  ✶  
Zamyśliła się przez moment kto mógłby to być.
– W sumie najlepiej byłoby zrobić jakąś duperę co się nie rzuca w oczy. Wiesz, smętnie patrząca w dal laska na pejzażu jakich milion. Akwarelą. Wzrok ześlizguje się i idzie dalej. Ewentualnie taką stylizowaną na dawną wiedźmę, jak obraz rodowy sprzed dwustu lat, co je czasem widziałam na wystawach, generyczne gówno, ale znów, takich obrazów jest pizdyliard i wszystkie wyglądają tak samo. – Było to pewne rozwiązanie, a fakt, że jej Wielka Sztuka byłaby raczej Wielkim Barachłem Na Które Nikt Nie Patrzy Zbyt Długo nie przeszkadzał jej wcale. Miles nie uważała się zbytnio za malarkę i nie miała wielkich w tym zakresie aspiracji. Kochała to robić. Miała pierdolca by malować jak najwięcej. Ale artystka? Znała wielu, którzy byli o wiele bardziej od niej utalentowani. W głowie już układały jej się projekty. Szkoda że było tam też wiele informacji o wielu kolejnych zadaniach, jak ona najchętniej wróciłaby i malowała malowała malowała.

Thomas, zabezpieczenia, szklarnia, Dora, pomoc w czymś, Miles (czy powiedziałam jej już kiedyś o rybach w stawie?), Olivka, obserwowanie i nauka ogłuszania.

Dużo tego.

Ach no i jeszcze snowidzowie.

– To nie jest kwestia próby. – żachnęła się trochę, może nieco nabzdyczona, jakby musiała udowadniać Brennie coś, czego ta w rozmowie wcale nie podważyła, ale Miles niestety usłyszała swoje. – To nie są eksperymenty z miskturami. To dzięki miksturze wlazłam w cudzy sen pierwszy raz! Ja tego nie ogarnęłam do końca, myślałam, że to raczej widmowidzenie przeszłości, ale nie! Ta typiara śniła o tym wspomnieniu, o swojej traumie, akurat wtedy jak ja też śniłam i och no zobacz, może wcale nie jestem aż tak pierdolnięta, bo czytałam, że snowidzowie właśnie widzą spontanicznie jakieś pojebaństwa i oto jesteśmy w tym miejscu. I wiem  że powinnam iść do Szeptuchy no pójdę tam do Szeptuchy z kuzynem i no... może będzie chciała mnie uczyć jeśli też to ogarnia, może mi powie, kto może mnie uczyć, bo ja z Trelawneyami poza Peregrinusem to nie bardzo po drodze jestem. – fakt, że nie odziedziczyła daru po matce był jej wrzodem na dupie i solą w oku więc cóż... odcięła się od rodziny, gdzie co druga osoba dokańczała za nią zdanie.

A potem zrobiło się nieco poważniej i... cóż. Czy gdyby musiał wybrać, wybrałby ją czy Dolohova? Miles głęboko wierzyła, że nie musiałby wybierać, bo przecież Peregrinus nie zaufałby osobie złej i zepsutej. Moody jednak miała pełną świadomość tego, dlaczego NIE ona zajmowała się rekrutacją. Sposępniała.
– Dobrze. Wiesz, on chce robić, tylko nie chce walczyć. Pogadam z Jonathanem i spróbuję z nim wymyślić, jak mógłby pomagać, ale niekoniecznie wiedzieć o... o nas. O tym wszystkim. Poza tym, no w tego co ogarniam Morpheusowe sprawy, to za moment też on będzie infiltrował tego tam mistrza i spółkę i no... nie chcę tego popędzać jak coś. Po prostu wydało mi się to dobrym pomysłem. – śmiesznie było się tak tłumaczyć, Harper by pewnie napyskowała, ale z Brenną miały kompletnie inną relację i Miles bardzo polegała na jej osądzie. – Chcesz iść z mną do góry zobaczyć kilka szkiców? Jak ten obraz ma nam pomagać, to myślę, że no, że wiem jużjak to ogarnąć, żeby był dobrym szpiegiem – zaproponowała o wiele lżej, totalnie bezmyślnie zapraszając Brennę do pokoju, gdzie poza jej rzeczami, leżały porozwalane graty Thomasa i Basiliusa. Tak to jednak było, że Miles jedną nogą głową myślami była zupełnie, zupełnie gdzie indziej.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
13.04.2026, 15:49  ✶  
Kiwnęła głową, niemo zgadzając się z Millie, że pewnie najlepsza będzie jakaś czarownica, która nie zwraca uwagi: opcjonalnie pewnie jakaś dawna bohaterka.
– Millie, nie mam na myśli, że nie weszłaś w ten sen, tylko że nie ufam miksturom Blacków – powiedziała Brenna, spoglądając na Millie. Domyślała się przyczyn obruszenia: Moody przez całe życie pragnęła posiadać Trzecie Oko. Być jasnowidzem jak jej kuzyni, może aurowidzeniem, jak kiedyś brat, nim wilkołactwo odebrało mu ten talent. Teraz, kiedy wiele wskazywało na to, że ten mógł się budzić, mogła odebrać słowa Brenny jako próbę podważenia spełnienia jej marzenia.
Tyle że Brenna sama zastanawiała się, czy nie uaktywnił się u niej talent Trelawneyów i na pewno nie zamierzała niczego kwestionować.
– Uważam po prostu, że zanim spróbujesz czegoś takiego, powinnaś porozmawiać z kimś, kto… kto wie więcej? – Wiedziała wiele o widmowidzeniu: to była część jej, najważniejsza umiejętność, jaką posiadała, coś z czego korzystała na porządku dziennym i co nieustannie próbowała poznać lepiej. Znała jasnowidzów i wiedziała, czego spodziewać się po aurowidzu. Ale snowidzenie… Nie wiedziała nawet, co zasugerować. - Może Morpheus? Wuj pracuje w Departamencie Tajemnic, nie wierzę, że nie badają tam też snowidzenia. Albo poczekać do wizyty u Szeptuchy. I jeśli próbować, to na początek bym chyba sugerowała kogoś… chętnego? Nie wiem, jak to działa, ale potem będzie pewnie nawet łatwiej sprawdzić, ile się udało zobaczyć, jak to poszło?
Problem polegał na tym, że Peregrinus nawet nie musiał ufać osobie złej i zepsutej. Mógł zaufać człowiekowi, który był bratem, synem albo mężem śmierciożercy i chciałby ukochaną osobę chronić. Mógłby sam chcieć ochraniać kogoś, kto na przykład współpracował ze śmierciożercami, a z kim łączyły go więzy od dawna. Mógł nie wiedzieć.
I to by wystarczyło.
– Aby pomagać w sprawach logistycznych, musiałby wiedzieć i to dużo. A jeśli ktoś w Prawach Czasu się o tym dowie, ktoś, o kim nawet on nie wie, że jest po drugiej stronie albo... powiedzmy nie jest, ale sam ma tam żonę, matko albo kochankę i będzie chciał tę chronić, to leżymy. Żeby szpiegować, musiałby być bezwzględnie po naszej stronie, aby nie powiedzieć słowa szpiegowanym. Co tak naprawdę może dla nas robić? Co dokładnie nam da, jeżeli on dowie się, że istniejemy i działamy? – spytała. Co może robić, czy ryzyko jest tego warte, pytania, które jej zdaniem musieli sobie zadawać, i z powodu których wciąż wahała się, ile powiedzieć komuś, kogo kochała i kto w sumie pracowo zajmował się zwalczaniem śmierciożerców… bo wiedziała, że nawet jeśli sama mu ufa, nie może wymagać, by ot tak ufała mu reszta. Nie zamierzała walczyć i wywoływać jakiejś walki w szeregach o rekrutacje, odpuściła to, ale uważała, że powinni przynajmniej zawsze się zastanowić.
– Daj proszę znać, kiedy dasz radę z tym portretem, gdybyś potrzebowała pomocy z czymś, co planujesz, też mnie ruszaj… ja na razie skupiam się na komunikacji i tych zabezpieczeniach, rozmawiałam już o tym z Pandorą i Thomasem i pchnę dalej.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3547), Millie Moody (2365), Pan Losu (34)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa