• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[24.09.72] Paint me a haven of love with your bloodied mouth

[24.09.72] Paint me a haven of love with your bloodied mouth
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#1
19.04.2026, 11:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2026, 14:34 przez Eutierria.)  
Smakujące chilli spotkanie
Paint me a haven of love
with your bloodied mouth


Tak wiele miejsc byłoby lepszych na spotkanie od tej przeklętej pułapki, w której utknęliście wbrew swojej woli. Oboje otrzymaliście propozycję spotkania biznesowego w maleńkiej miejscowości na obrzeżach Londynu i przyjęliście ją, zainteresowani ofertą. Jak się okazało – nie była ona uczciwa.

Rodzina Vaillant zamieszkiwała spowitą mgłą, otoczoną wilgotnymi wrzosowiskami ponurą rezydencję z ostrą, strzelistą wieżą i oknami przypominającymi puste oczodoły. Być może już samo to powinno ostrzec was przed wchodzeniem do środka, a jeśli nie – jakaż bogata rodzina pozwoliłaby na oplecenie fasady budynku taką ilością bluszczu? Może niegdyś miejsce to było symbolem arystokratycznej dumy, lecz dziś było jedynie cieniem swojej dawnej świetności. A jednak Vaillantowie przyjęli was bardzo ciepło.

Wnętrze domu przytłaczało. Długie korytarze ciągnęły się bez końca, wyblakłe dywany pachniały starością, a ciemne deski niosły echo waszych kroków, przerywając ciszę tego miejsca. Oh, jakże przedziwne to było – z jednej strony wydawało wam się to wszystko takie nieprzyjemne – i otoczenie, i oczy portretów śledzących każdy wasz ruch jakbyście byli tu jakimiś intruzami, i pani Vaillant, ćwierkająca o tym jak rzadko mieli tu gości, chociaż powód waszej wizyty był raczej ponury (jakże inaczej określić to, że mieliście zająć się renowacją rodowej krypty?). Z drugiej – coś was ciągnęło do środka. Nie przeszkadzało wam krzesło przesiąknięte zapachem wilgoci, ani to, że kotara przy uchylonym oknie zachodziła mchem. Usiedliście z nimi do stołu, przy pustych talerzach i kielichach, zamierzając omówić wreszcie to, po co tu przyszliście.

Rozmowa przebiegała sprawnie. Pan Vaillant i jego młodszy syn zgrabnie wtrącali tu i ówdzie dowcipy przełamujące lody i sprawnie kierowali tempem dyskusji, przekonując was, że niedługo dojdziecie do konsensusu. Było to wszystko tak angażujące i przebiegłe, że być może nigdy byście się nie zorientowali o prawdziwym charakterze tegoż spotkania, gdyby nie to, że Astoria musiała udać się na stronę. Swobodnie odsunęła krzesło... nie, nie odsunęła. Spróbowała jeszcze raz. I jeszcze raz. Po dziesiątym, pełnym paniki razie dotarło do was, że nie mogliście podnieść się z waszych miejsc.

– Cóż – powiedziała nieco oschle pani Vaillant – myślałam, że spędzimy ze sobą trochę czasu, poznamy się, zanim... – urwała. Zanim co? Czy w ogóle chcieliście znać odpowiedź na to pytanie?

Ułuda spotkania zaczynała pękać. Dostrzegaliście brud, zapach. Docierało do was, że przez ostatnią godzinę nie zjedliście nic, chociaż zaproszono was na kolację. Bo to wy byliście tą kolacją. Vaillantowie byli tym zaskoczeni. Obracali w głowie myśli cóż zrobić z ofiarami, które poznały się na ich sztuczce i będą pamiętały zbyt wiele. To prawdopodobnie rodzina wampirów lub upiorów, a na pewno rodzina szaleńców. Rozmawiają obok jakby was nie było, snują plany prowadzące was do prostego wniosku: albo uda wam się przełamać pieczęcie, albo zginiecie tu razem – i to wcale nie będzie tak romantyczne, jak mogłoby się wydawać.

Analiza obrazów wiszących w jadalni, bierności Vaillantów (który najwyraźniej też nie mogli wstać) i szeptów widm unoszących się wokół pozwalają wam na stworzenie teorii, iż wydostać się stąd można jedynie wypiwszy krew swojego kochanka. Wampirami nie byliście, ale złote kielichy i nożyki przygotowane do pożarcia waszej dwójki znajdowały się w zasięgu waszych rąk. Mieliście mało czasu, ale kilka kropel krwi łączących się w jedną i pocałunek złożony na czerwonych od niej ustach prawdopodobnie pozwoliłby wam na ucieczkę i pozostawienie napastników samych sobie, wciąż przyklejonych do krzeseł.

Oczywiście, w tej opowieści nikt nie umiera. Jeżeli wasze postacie się nie pocałują, ratuje was spontaniczny nalot Biura Aurorów. On jednak nie rozgrzeje waszych serc tak jak wspólna ucieczka z objęć śmierci!

Dla @Astoria Avery i @Othello Fawley – rozpoczyna się wasza Randka w ciemno. Wybierzcie fabularną datę tego spotkania i zgłoście ją w moim temacie konsultacji. Uprzejmie informuję, że ponieważ pisanie postów wstępnych zajęło mi sporo czasu, wszyscy uczestnicy otrzymują dodatkowe dwa miesiące na rozliczenie tych sesji. Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki. Życzę pikantnej zabawy.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
27.04.2026, 01:12  ✶  
Tak, to ja. Prawdopodobnie zastanawiacie się, jak znalazłam się w tej sytuacji...

Zwykłe spotkanie w terenie, nic nowego w zakresie jej pracy. Wybrała to zamiast renowacji zniszczonych obrazów, bo to wymagało wiele wysiłku i godzin spędzonych w oparach eliksirów i zaklęć konserwujących, a wciąż nie czuła się na siłach, by wrócić do galerii w pełnym wymiarze godzin. Eliksiry otrzymane od Basiliusa i Rodolphusa złagodziły najgorsze objawy - pozwalały jej oddychać bez bólu przez większość dnia, tłumiły kaszel, przywracały pozory normalności. A jednak ciało wciąż odmawiało całkowitego posłuszeństwa. Oddech bywał płytszy, a zmęczenie przychodziło szybciej. Spotkania biznesowe nie były za to wymagające fizycznie - rozmowa, negocjacje, podpisanie umowy. Rola, którą potrafiła odgrywać bezbłędnie.
Tym razem chodziło o renowację krypty, co samo w sobie było dość nietypowym zleceniem. W normalnych okolicznościach może odrzuciłaby propozycję z miejsca, ale trudne czasy wymagają nadzwyczajnych środków.
I tak znalazła się w rezydencji, która wyglądała na opuszczoną i bardzo zaniedbaną. Kamienne ściany nosiły ślady czasu, jakby przez lata nikt nie próbował przywrócić im dawnego blasku. Wnętrze uderzyło ją ciężarem, którego nie dało się zignorować, ale nie cofnęła się ani o krok, naewt jeśli zapach wilgoci był wszechobecny. Mimo wszystko szła dalej, prowadzona przez gospodarzy wraz z wysokim mężczyzną, który, jak się dowiedziała po przedstawieniu, przybył tu w tym samym celu. Pani Vaillant mówiła coś lekkim, niemal zbyt jasnym tonem o rzadkich wizytach, o ciszy, która zwykle wypełniała te mury. Astoria słuchała, choć sens słów docierał do niej jak przez mgłę. Czuła się nieswojo, mimo ciepłego przyjęcia właścicieli. Było w tym miejscu coś odpychającego i coś, co przyciągało równie silnie. Ta sprzeczność była niemal namacalna, jak napięcie w powietrzu przed burzą. Nie powinna chcieć zostać ani chwili dłużej, niż to konieczne. A jednak ciekawość zawodowa i upór nie pozwała jej się wycofać.
Zostali zaproszeni do jadalni. Stół był długi, starannie nakryty, zastawa lśniła w świetle świec, a kryształowe kielichy odbijały ich refleksy. Wszystko wyglądało tak, jak powinno - symetryczne, eleganckie, dopracowane w najmniejszym szczególe. Usiedli. Jej uwaga szybko skupiła się na rozmowie: na tonie głosu gospodarzy, na doborze słów, na subtelnych niuansach, które zdradzały więcej niż bezpośrednie deklaracje. Pytała, słuchała, odpowiadała, prowadząc konwersację z precyzją, ale nie zauważyła, że na stole nie pojawiło się jedzenie.
Dopiero, kiedy chciała wstać za potrzebą, zorientowała się, że nie może odsunąć krzesła ani podnieść się z miejsca. Rzuciła zdezorientowanym wzrokiem na mężczyznę obok i ponawiała próby, z coraz większą desperacją. - Co się dzieje... - wymamrotała, próbując uspokoić wzbierającą w niej panikę. Spojrzała na panią Vaillant i wtedy wszystko zaczęło się rozjaśniać. Pułapka. Kolacja, która nigdy nie miała się pojawić. Jej spojrzenie przesunęło się powoli po stole, potem po twarzach gospodarzy. Vaillantowie nie kryli się już z niczym. Rozmawiali między sobą, jakby goście przestali istnieć - albo jakby byli już tylko elementem planu, który należało dopracować. Próbowała zlokalizować różdżkę, ale z przerażeniem zorientowała się, że była rozbrojona. Kim oni do cholery byli? Wampirami? I kiedy zdążyli ukraść jej broń?
Astoria zaczynała wierzyć, że naprawdę ciąży nad nią jakieś fatum, bo jakie są szanse, że w ciągu jednego miesiąca zostanie zaatakowana dwukrotnie? Próbowała zdusić przerażenie, skupić się na analitycznej naturze swojego umysłu i wyłapać szczegóły tego, co muszą zrobić, żeby się z tego wydostać.
- Nie. Mam. Różdżki. - wyszeptała na tyle głośno, by mężczyzna obok usłyszał, ale na tyle cicho, by nie zakłócić rozmowy gospodarzy. Lepiej, żeby byli teraz skupieni na sobie. Dziewczyna zaczęła rozglądać się gorączkowo, by wyłapać jakiekolwiek wskazówki. - M-masz jakiś pomysł? Chyba też... nie mogą wstać.

(uznaję, że w międzyczasie zabrali nam różdżki i po uwolnieniu sobie odbierzemy)


learn the rules
then
break some
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#3
28.04.2026, 18:38  ✶  
Domy, takie jak ten należący do Valliantów, od zawsze przyciągały Othella tak jak ćmę przyciągało światło. Miejsce swoiste w swej dziwności i dziwne w swej swoistości, śmiertelność podżerająca podgniłe ściany, kruki fruwające na szarym niebie. Piękno w brzydocie, obraz jak z jednego z tych snów, z których budzimy się zaniepokojeni, że ktoś nas obserwuje. Miał pomóc im w renowacji krypty, co znaczyło, że w pobliżu znajdować się mogło cmentarzysko. Cóż, bez krypty takie domostwo nie miało prawa bytu. A odpowiednie renowacje załatwić potrafił od ręki, razem z odpowiednim zadbaniem o szczątki, bez naruszania spokoju zmarłych.

Wnętrze domu, jeszcze ciekawsze i bardziej niepokojące niż eksterior. Ciemne, odłażące ze ścian tapety, portrety śledzące wzrokiem jego i jak się okazało, jego towarzyszkę. Astoria Avery, kobieta chuda i blada, o niezwykłych zielonych oczach. Wpierw Othello myślał, że jest jedną z osób zamieszkujących to miejsce. Deski skrzypiały pod ich stopami, w nozdrzach błąkał się zapach podgniłego, starego nawiedzonego domu. Śmierć musiała błąkać się nieraz po tych korytarzach.

Othella to z początku nie martwiło, widział bowiem w życiu wielu ekscentryków. Był przecież jednym z nich.

Lokatorzy patrzyli na nich dziwnie łakomo, co Fawleya szczególnie zainteresowało. Podchwycił spojrzenie syna gospodarzy, będącego na oko w podobnym wieku, co on i Astoria. Zastanawiał się, czy mężczyzna ich pożąda, czy zgodziłby się, by po transakcji, zaszyć się w jednej z wielu komnat i oddać czemuś zakazanemu. Niestety jednak Valliantowie mieli inne plany.

Najpierw oczywiście zajęli się biznesem. Ustalali stawki, negocjowali, dyskutowali. Standardowa sytuacja. Nadszedł jednak moment rozpoznania, niczym w starożytnej tragedii. Ani on, ani Astoria nie mogli wstać z krzeseł. Było brudniej niż myślał, a na kolacje nie otrzymał nic do jedzenia.

Wtedy zrozumiał, skąd wzięły się te łakome spojrzenia.

– Cóż możemy zrobić, skoro gospodarze chcą się nami nakarmić? – szepnął spokojnie, co mogło się wydać dziwne komuś, kto go nie znał. –

Było coś podniecającego w wizji bycia pożartym, jednak Othello niekoniecznie miał na to ochotę. Była to przygoda jednorazowa, a on jeszcze nie był na to gotowy. Śmierć taka wydawała się całkowicie pozbawiona smaku. Umierało się wszak jako ofiara. Dlatego on i Astoria musieli się stąd wydostać.

Rozejrzał się po jadalni. Przechylił lekko głowę. Zmrużył oczy.

– Spójrz na te obrazy. Kunszt podobny do niderlandzkich mistrzów. Ciekawe, czy ich też zjedli. Najpierw ich w sobie rozkochali, a potem sączyli ich krew jak wyborne cabernet?


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#4
12.05.2026, 19:40  ✶  
Astoria nie spojrzała na niego od razu. Siedziała nieruchomo, z dłońmi ułożonymi z przesadną wręcz elegancją na krawędzi stołu, jakby wciąż uczestniczyli w zwyczajnej kolacji, a nie w groteskowym przedstawieniu, którego zakończenie właśnie zaczynało się przed nimi odsłaniać. Jedynie napięcie w jej szczęce zdradzało, że doskonale rozumiała sytuację.
Szept Othella dotarł do niej po chwili i spojrzała na niego z niedowierzaniem. W innych okolicznościach być może uznałaby go za niepokojącego czarodzieja. Teraz jednak jego spokój działał dziwnie stabilizująco. Jakby oboje siedzieli w centrum czegoś absurdalnego, a panika była luksusem zbyt banalnym, by po nią sięgać.
- Wszystko, żeby tego uniknąć? - mruknęła pod nosem, a jej wzrok przesunął się ku obrazom. Do splecionych sylwetek. Rozciętych dłoni. Ust przy cudzej skórze. Im dłużej się im przyglądała, tym bardziej miała wrażenie, że coś jest z nimi nie tak - perspektywa wydawała się minimalnie zaburzona, proporcje odrobinę zbyt wydłużone, a cienie zbyt głębokie. Piękne. I zepsute. Przez moment milczała, analizując każdy szczegół z zawodową uwagą. Jej umysł działał szybko mimo zmęczenia i dusznego powietrza, które coraz mocniej drażniło gardło. Oddech pozostawał płytki, ale stabilny. Nie mogła pozwolić sobie na panikę.
Vaillantowie nadal rozmawiali między sobą spokojnie, niemal od niechcenia, jakby byli już pewni zakończenia tej historii. To właśnie było najgorsze - brak pośpiechu. Ludzie pewni zwycięstwa nigdy się nie spieszyli.
Astoria oblizała spierzchnięte usta i ponownie spojrzała na stół. Na puste kielichy. Na własne dłonie. Nie podobał jej się kierunek, w którym zmierzały jej myśli. Ale jeszcze mniej podobała jej się perspektywa pozostania tutaj bezczynnie.
- Jeśli to jakiś chory rytuał oparty na wymianie - odezwała się cicho - Możliwe, że chodzi bardziej o sam akt niż o jego rezultat.
Może wcale nie musieli tu umierać? Może chodziło tylko o odegranie pewnego schematu? Poczuła jak żołądek zaciska jej się nieprzyjemnie na samą myśl. Nienawidziła krwi. Mięso budziło w niej obrzydzenie od zawsze, a świadomość wypicia cudzej krwi wydawała się czymś całkowicie nienaturalnym... zwierzęcym. Coś głęboko w niej buntowało się przeciw samej idei. Powoli odchyliła głowę, opierając ją lekko o wysokie oparcie krzesła. Świece rzucały światło na jej bladą twarz, podkreślając ostrość policzków i zmęczenie ukryte pod warstwą perfekcyjnego opanowania.
- Nie chcę tu skończyć jako kolacja. Musimy coś zrobić. Tyle, że na rozkochanie siebie nawzajem może nam zabraknąć czasu - wiedziała, że muszą się pospieszyć, ale ta teoria pozostawiała wiele niewiadomych. Wsłuchała się w szepty widm, próbując znaleźć w tym większy sens. - Może wypicie krwi wystarczy? - zapytała bez przekonania, zatrzymując spojrzenie na nożykach przy kielichach. Byliby w stanie do nich sięgnąć, ale musieliby działać szybko i zdecydowanie.


learn the rules
then
break some
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#5
18.05.2026, 15:41  ✶  
Śladem Astorii wpatrzył się w otaczające ich obrazy. Sylwetki postaci splecione w miłosnym tańcu, w pocałunkach, wydały mu się znajome. Swą fizjonomią przypominały odrobinę martwe ciała, blade ghule lub wampiry. Ich usta skąpane we krwi, ich ciała nieproporcjonalne, dziwnie wydłużone. Nawet skąd potrafił dostrzec ostre kości policzkowe na wychudzonych twarzach.

Tymczasem Valliantowie wydawali się delektować strachem swojej zdobyczy. Tak jakby czekali aż lęk zamarynuje ciała, nada mięsu niepowtarzalny smak. Ten chłód, te uprzedmiatawiające spojrzenia nasilały niepokój u Othella. Był bowiem miarowo odczłowieczany, pozbawiany swego niepowtarzalnego statusu. Stawał się nawet nie zwierzęciem, a workiem na krew. Pożywieniem.

— Masz rację — przyznał, spoglądając z ukosa na Astorię. Jej szmaragdowe oczy lśniły w nietypowo bladym świetle świec.

Czy to możliwe, że jakiś nieczysty, bezbożny rytuał mógł ich ocalić? Czy pokonałby te plugawe istoty? To wszystko brzmiało dziwnie znajomo. Othello, w czasach pracy w rodzinnym Mauzoleum, zdążył zgłębić trochę czarnej magii. Wymiana krwi, mieszanie porządków miłości i przemocy, dwóch sprzecznych pierwiastków, to czyniło takie czary jednocześnie niebezpiecznymi i pociągającymi. Krew stanowiła istotny składnik. Czarnoksięskie inkantacje wprost uwielbiały fragmenty ludzkiego ciała wyrwane z całości. A krew? Była półżywa, półmartwa. Te istoty kochały jej smak, bo zarazem odpowiadał ich naturze i dawała im coś, czego już nigdy nie mogli doświadczyć.

A zwykły człowiek pijący krew... zawsze łamał jakieś prawa. To mogło się więc udać, a jednak czegoś tu brakowało. Tego zmieszania, charakterystycznego dla rytuałów tego typu.

— Pocałunek musi połączyć się z piciem krwi — rzekł cicho, odrobinę chrapliwie. — Nie trzeba miłości. Zresztą to zawsze tylko pokaz, prawda? Tylko gra. Wszak czy "kocham cię" nie skonwencjonalizowało się na tyle, by utracić prawdziwe znaczenie? Czy to, co nazywamy miłością, nie jest jedynie konsekwencją w jednej decyzji? Czy małżeństwa to nie są zwykłe przysięgi? Czy pocałunek to coś więcej niż dotknięcie ust ustami?


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#6
26.05.2026, 01:24  ✶  
Powietrze gęstniało. Czuła je w płucach przy każdym oddechu, ciężkie od wilgoci, kurzu i czegoś metalicznego, co osiadało na języku nieprzyjemnym posmakiem. Nie poruszała się gwałtownie. Nawet teraz każdy gest pozostawał kontrolowany, elegancki, choć pod stołem mięśnie jej nóg były napięte do granic możliwości. Obrazy otaczające jadalnię zdawały się zbliżać. Ich ciemne barwy falowały w świetle świec, a postacie na płótnach wyglądały tak, jakby obserwowały ich z rosnącym zainteresowaniem. Bladość skóry. Rozchylone usta. Dłonie przyciśnięte do szyi kochanków z czułością niebezpiecznie przypominającą duszenie. Wszystko w tym domu opierało się na pomieszaniu pożądania i przemocy. Astoria zaczynała dostrzegać schemat coraz wyraźniej. Niepokojącą logikę ukrytą pod warstwą dekadencji i rozkładu. To miejsce nie było zwyczajną pułapką. Jej spojrzenie przesunęło się po pustych kielichach, po cienkich palcach pani Vaillant spoczywających na obrusie, po synu gospodarzy obserwującym ich z leniwą fascynacją drapieżnika.
- Ależ z ciebie romantyk - rzuciła z przekąsem, bo tylko tyle pozostawało w ich położeniu. Słowa Othella były niepokojąco logiczne. I właśnie dlatego działały jej na nerwy. Miłość jako rytuał. Pocałunek jako składnik. Krew jako cena. A może odwrotnie. Niczego teraz nie była pewna.
Mimo trudnej sytuacji chciała wierzyć, że pocałunek to jednak jest coś więcej niż dotknięcie ust ustami, że małżeństwo to więcej niż zwykła przysięga. Niemniej nie było sensu dzielić się przemyśleniami, skoro ich uczucia nie grały tu żadnej roli. - Chociaż muszę przyznać, że twoja teoria brzmi wystarczająco perwersyjnie, by moggła być prawdą.
Oparła głowę minimalnie o krzesło, czując ciężar zmęczenia w karku i ramionach. Powietrze w pomieszczeniu robiło się coraz duszniejsze. Miała wrażenie, że ściany powoli się zacieśniają, a spojrzenia Vaillantów stają się coraz bardziej natarczywe. I mimo wszystko zaczynała wierzyć, że Othello ma rację. Obrazy również nie przedstawiały czułości, tylko bliskość wymieszaną z przemocą. Intymność sprowadzoną do roli narzędzia. To było obrzydliwe. Ale mogło działać. Poczuła nieprzyjemny skurcz żołądka na samą myśl o krwi. Instynktownie zacisnęła palce mocniej na materiale swojej szaty. Wszystko w niej buntowało się przeciw temu pomysłowi. Jeszcze kilkanaście minut temu uznałaby podobny scenariusz za groteskowy, godny taniego gotyckiego romansu pisanego przez kogoś o wyjątkowo chorej wyobraźni. Teraz analizowała go całkowicie poważnie. Bo jednak strach przed śmiercią był silniejszy niż obrzydzenie.
- Czyli co? - odezwała się szeptem. - Na trzy sięgamy po noże, rozcinamy dłonie i udajemy, że właśnie uczestniczymy w najbardziej niepokojących zalotach w historii?
Spojrzała mu prosto w oczy. Spokojnie. Uważnie. Była gotowa, bo bardziej i tak się nie dało. Chciała już mieć to za sobą. Gdy tylko da jej znak, rzuci się po ostrze i zrobi… co trzeba.


learn the rules
then
break some
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#7
30.05.2026, 18:43  ✶  
Miłość stanowiła swoisty rodzaj gry. Teatru życia, gdzie aktorzy wykonywali gesty, wypowiadali swe kwestie. Zawsze chodziło przecież o to, co widzieli inni. O trzymanie się za ręce na ulicy, o głupkowate szczerzenie się do siebie nawzajem, jakby uśmiechy, całusy i przytulasy cokolwiek znaczyły. Ostatecznie był to jedynie godowy rytuał. Stroszenie pawich piórek. Chodziło o to, by na świecie być odrobinę mniej samotnym. „Dopóki śmierć nas nie rozłączy” – mówili przyszli małżonkowie, a potem umierali samotnie, bo każdy musiał sam stanąć przed jej obliczem.

To były ciekawe myśli, jednak w głębi serca Othello się z nimi nie zgadzał. Tak naprawdę, mimo całego udawania, mimo pozornego chłodu, był romantykiem. Marzył o odnalezieniu światła w pomroce swego życia. Kogoś, kto by go kochał bezinteresownie. Kto, by go zrozumiał, bez wyśmiewania ani lęku. Nie spotkał jeszcze takiej osoby. Nawet zbytnio na to nie liczył.

Astoria Avery, czystokrwista piękność, potrzebowała od niego gestu. Przedstawienia. Nie było to nic trudnego, dla kogoś, kto całe życie odgrywał pewną rolę w tym teatrze świata, przed surowym obliczem bogów śmiejących się z ludzkich nieszczęść.

– Te stworzenia żerują na naszych obawach. Na zwątpieniu. Jeśli jednak pokażemy im, że jesteśmy równie zdeprawowani, możemy ich pokonać – rzekł półgłosem. – Nie ścierpią tego podobieństwa. Będziemy dla nich niczym lustro.

O tak, dobrze wynajdował taką symbolikę. Czasem nawet przesadzał, czym wzbudzał okrutne kpiny swojego rodzeństwa. Teraz jednak sądził, że mierzył się z przeciwnikami, którzy dzielili jego pasję do nadawania rzeczom nowego znaczenia.

Cały czas siedział prosto, przesuwał wzrokiem po pomieszczeniu. Kiedy jednak mówił, zatrzymywał się na Astorii. Zastanawiał się, jakie uczucia wzbudzała w niej ta sytuacja? Obrzydzenie? Obawę? A może ten delikatny dreszczyk, który również czuł Othello? Ten cały performance wydawał się bowiem estetycznie wyborny.

– Zgadza się  – kiwnął głową, chwytając za ostry, srebrzony nóż, lśniący w blasku świec.

Raz.

Dwa.

Trzy.


Ostrze uczyniło karmazynową rysę na bladym opuszku palca. Othello delikatnie skrzywił się z bólu. Przycisnął skórę obok rany, uwalniając jeszcze więcej krwi. Powietrze przepełnił metaliczny zapach, mocniejszy niż zazwyczaj. Atmosfera zgęstniała, kurz podniósł się z podłogi, świat wokoło jakby zwolnił. Nie dało się usłyszeć panicznego krzyku Valiantów. Powietrze drżało od magii.

Othello uniósł palec do swoich ust, pokrył dolną wargę czerwienią. Wbił spojrzenie w Astorię, która wydała się mu zniewalająca niczym posąg bogini zapomnianej, zakazanej religii. Rytuał się rozpoczął. Zakrwawione usta musiały się złączyć. Zjednoczenie krwi i ciała w jednym geście.


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#8
05.06.2026, 00:31  ✶  
W ostatnich latach przekonywała samą siebie, że miłość jest konstruktem. Elegancką fikcją stworzoną przez poetów, malarzy i ludzi, którzy zbyt długo patrzyli w gwiazdy zamiast pod nogi. Wmawiała sobie, że uczucie to jedynie kolejna forma przywiązania, a przywiązanie - kolejna forma zależności. Rozumiała układy, lojalność, obowiązek. Rozumiała małżeństwa zawierane dla nazwiska, majątku i wpływów. Rozumiała świat, w którym wszystko miało swoją cenę. A jednak gdzieś głęboko, w miejscu, do którego nie dopuszczała nikogo poza sobą, wciąż pozostawała dziewczynką, która godzinami potrafiła stać przed obrazem przedstawiającym kochanków rozdzielonych przez morze, która zatrzymywała się nad wersami poezji dłużej, niż powinna, i która mimo całego swojego cynizmu nadal wierzyła, że istnieje coś więcej. Że istnieje miłość taka, jaką malowano na płótnach.
Teraz siedząc w tej przeklętej jadalni, pośród wilgoci, rozkładu i głodnych spojrzeń Vaillantów, myślała o tym z ironią niemal okrutną. Bo jeśli kiedykolwiek wyobrażała sobie pierwszy pocałunek mający uratować jej życie, z pewnością nie przypominał on tego. Nie przy stole zastawionym pustymi talerzami. Nie pod spojrzeniami ludzi planujących jej śmierć. Nie pośród obrazów ociekających symboliką krwi i zepsucia. Rozsądek podpowiadał jej, że opieranie własnego życia na interpretacji kilku niepokojących obrazów i teorii dotyczącej rytuału powinno zostać uznane za wyjątkowo zły pomysł. W normalnych okolicznościach rozłożyłaby podobne założenia na części pierwsze, znalazła w nich luki, sprzeczności i miejsca, w których logika ustępowała miejsca domysłom. Problem polegał na tym, że nie znajdowali się w normalnych okolicznościach. Dlatego, choć część jej umysłu nadal szukała bardziej racjonalnego wyjaśnienia, druga zaczynała powoli godzić się z tym, że Othello może mieć rację.
- Cóż, jest tylko jeden sposób, żeby przetestować tę teorię - stwierdziła z rezerwą w głosie, bo naprawdę nie miała ochoty na wymianę wzajemnej krwi poprzez pocałunek. Ale jeśli miało jej to uratować życie, to nie widziała innego wyjścia.
Słysząc odliczanie mężczyzny, jej ciało automatycznie się napięło. Sięgnęła po nóż szybciej, niż pozwoliłby jej na to rozsądek w innych warunkach. Krótki, zdecydowany gest. Jedno przecięcie. Skóra pękła pod ostrzem bez zbędnej ceremonii, jakby nawet ciało zgadzało się na tę konieczność, choć umysł wciąż próbował ją odrzucić. Ciemna kropla pojawiła się natychmiast, ciężka i niepokojąco żywa na tle bladej dłoni. Nie dała sobie chwili na zastanowienie. Zanim zdążyła poczuć pełnię odrazy, uniosła dłoń i rozprowadziła krew na własnych ustach, jak znak, którego znaczenia nie była jeszcze do końca pewna, ale który musiał zostać wykonany dokładnie tak, jak wymagała tego scena.
Pochyliła się w tym samym momencie co Othello, jakby niewidzialna nić zszyła ich ruchy w jeden, narzucony rytm, który nie należał już do nich, lecz do tego miejsca. Dystans między nimi zniknął gwałtownie, a świat zawęził się do kilku sekund, w których liczyło się jedynie to, czy scena zostanie domknięta. Przycisnęła swoje wargi do jego ust z siłą i determinacją, która była jej niezbędna do przeżycia. Smak krwi natychmiast się zmieszał - jej własnej i tej, która była już na jego wardze. Metaliczny, gorzki, nienaturalnie intensywny, jakby sama granica między nimi na moment przestała istnieć. A potem powietrze w jadalni drgnęło.


learn the rules
then
break some
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#9
06.06.2026, 17:34  ✶  
Kurz wokół nich unosił się jak gwiezdny pył. Duszne powietrze na moment przesiąknęło metalicznym zapachem, zrobiło się niemiłosiernie duszno. Magia nie tylko dziwnie działała na otoczenie. Mieszała też w ludzkich umysłach. Sprawiła na przykład, że oczy Astorii zalśniły wyjątkowo jasno. Ta zieleń odbiła się w umyśle Othella jak barwa na najkunsztowniejszym dziele sztuki. Przez moment dla tej zieleni mógł zrobić wszystko. Rzucić się w płomienie, wytoczyć sobie galony krwi. Byle tylko móc patrzeć, podziwiać, delektować się tym widokiem.

A potem przyszedł pocałunek. Tak mechaniczny, a jednak Othello, zgodnie ze swym nawykiem, położył dłoń na tyle głowy kobiety. Łagodnie ją przytrzymał. Gest wyglądał niemal czule, przekonywał energię o ich uczuciu, sztucznym i odgrywanym niczym na deskach teatru. Pocałunek smakował krwią, która wydawała się lepsza niż najlepsze czerwone wino. Feeria doznań, magiczne wspomagana, sprawiała, że mężczyzna nie chciał, by to się kończyło. Ten moment, to mroczne, rozkoszne uczucie mogłoby dla niego trwać wiecznie.

Musiał to skończyć. Kiedy poczuł, że rzeczywistość Valiantów zaczęła kruszyć się na kawałeczki, oderwał się od Astorii i rozejrzał dookoła. Wampiry wyglądały, jakby ich skóra płonęła. Nie tak jak płonie mięso, lecz na wzór papieru. Małe, żarzące się fragmenty ich egzystencji odrywały się i opadały powolutku na ziemię. Nawet się nie wili w bólach, nie błagali o litość. Rozpadali się zastygli na swych krzesłach niczym kamienne rzeźby.

Othello spojrzał na Astorię. Na jej ustach wciąż były jeszcze ślady krwi, delikatnie rozmyte. Jakby rozcięła się jej warga.

– To zadziałało – stwierdził, lekko otępiały. Jego głos stracił dawną obojętność, wkradła się weń jakaś słabość. Magia musiała jeszcze odpuścić. Mieszała mu w głowie, sprawiała, że gdy patrzył na Astorię, łzy wzruszenia cisnęły mu się do oczu. Co za dziwaczne, obce wrażenie. Magiczne złudzenie wstrząsające łagodnie jego dłońmi, które z trudem cofnął. – Musimy uciekać.

Wreszcie był w stanie wstać, nawet jeśli coś w jego duszy bardzo tego nie chciało. Schował nożyk do kieszeni.


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#10
30.06.2026, 23:56  ✶  
Jej język wysunął się niemal odruchowo, muskając karmazyn pozostawiony na jego wargach. Gest był całkowicie obcy, sprzeczny z każdą zasadą, którą kierowała się przez całe życie. Powinna czuć obrzydzenie. Powinna odsunąć się natychmiast, walcząc z mdłościami wywołanymi metalicznym smakiem krwi. Zamiast tego przez jej ciało przetoczyła się fala gorąca, gwałtowna i niemal oszałamiająca, niosąc ze sobą dziwną mieszaninę ekscytacji i adrenaliny. Serce biło szybciej, oddech stawał się płytszy, jakby rytuał, który jeszcze przed chwilą był jedynie desperacką próbą ocalenia życia, pochłonął ich oboje, zagłuszając zdrowy rozsądek i zastępując go czymś znacznie starszym, pierwotniejszym. Magia oplatała ich niewidzialnymi nićmi, zniekształcając odczucia i odbierając zdolność trzeźwej oceny własnych reakcji. Astoria wiedziała, że to nie była ona - a przynajmniej nie w pełni. To miejsce, zaklęcie i mroczny rytuał przemawiały przez jej instynkty, sprawiając, że granica między własną wolą a narzuconym pragnieniem stawała się coraz trudniejsza do uchwycenia. W głębi umysłu tliła się jeszcze świadomość, że coś jest nie tak, lecz docierała do niej jak głos dochodzący zza grubej tafli szkła, coraz cichszy i coraz mniej wyraźny.
Kiedy Othello odsunął się od niej, zamrugała kilkakrotnie, jak człowiek wybudzający się z wyjątkowo realistycznego snu, po czym instynktownie potrząsnęła głową, próbując odpędzić od siebie dziwne odrętwienie. Dopiero wtedy spojrzała przed siebie. Jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie.
Vaillantowie płonęli.
Po plecach Astorii przebiegł lodowaty dreszcz. Przerażenie ścisnęło gardło znacznie mocniej niż sam pocałunek kilka chwil wcześniej. To naprawdę zadziałało. Nie do końca rozumiała dlaczego, ale głos mężczyzny przeciął ciszę i była zmuszona podjąć działanie. Musieli uciekać. Jedno krótkie skinienie wystarczyło, by rozsądek, na kilka minut zagłuszony przez rytuał, zaczął wracać na swoje miejsce.
Zanim rzuciła się do ucieczki, przypomniała sobie, że nadal nie mieli swoich różdżek. Spojrzenie błyskawicznie odnalazło miejsce, w którym gospodarze odłożyli odebraną im broń. Astoria ruszyła niemal natychmiast, a smukłe palce zacisnęły się na znajomym drewnie z taką ulgą, jakby dopiero teraz odzyskała część samej siebie. Drugą różdżkę podała Othello'wi niemal mechanicznie. Dopiero wtedy zorientowała się, że na posiadłość nałożono więcej zabezpieczeń, bo nadal nie mogli się teleportować.
Spojrzała na mężczyznę, a jej palce zacisnęły się na jego dłoni z odruchem człowieka, który przez chwilę utracił grunt pod nogami i instynktownie szukał czegoś, co pozwoli mu odzyskać równowagę. Może rytuał nie zdążył jeszcze całkowicie odpuścić. Może magia nadal pozostawiała między nimi cienką, niewidzialną nić. A może po prostu po raz pierwszy od bardzo dawna Astoria znalazła się w sytuacji, której nie potrafiła opanować wyłącznie chłodnym rozumem. Nie miała czasu na analizę. Zaczęli biec. Korytarze, które wcześniej wydawały się jedynie ponure, teraz przypominały wnętrze umierającego organizmu. Starała się dotrzymać mu kroku, ale po paru chwilach poczuła znajome pieczenie w płucach. Oddech stawał się coraz płytszy, a serce biło zbyt szybko. Jej ciało wciąż zbyt osłabione po Spalonej Nocy, zaczynało ją znów zawodzić. Zacisnęła mocniej palce na dłoni mężczyzny, zmuszając nogi do kolejnych kroków, choć każdy następny wymagał coraz większego wysiłku.
W końcu dotarli do drzwi wejściowych i wypadli na zewnątrz. Dopiero wtedy go puściła, opierając się o zimny mur rezydencji. Oddech urywał się w krótkich, nierównych haustach, które nie przynosiły oczekiwanej ulgi. Zamknęła oczy i próbowała odzyskać kontrolę.
- U-udało się - wychrypiała z trudem, zerkając na niego z ukosa. Nie zdziwiłaby się, gdyby chciał, jak najszybciej się stąd wyrwać. Tyle że musieli jeszcze wyjść poza tereny posiadłości.
- Chyba musimy przekroczyć bramę, żeby się teleportować - odezwała się, gdy w końcu oddech zaczął wracać do normy. Musiała chwilę odpocząć, żeby się przypadkiem nie rozszczepić. - Nie mogę uwierzyć, że to… wszystko… wydarzyło się naprawdę.


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (3079), Eutierria (638), Othello Fawley (2171)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa