- Ładnie tu tak... czerwono - powiedziała Dora, odwracając głowę na moment w kierunku Brenny, ale było to bardzo szybkie bo spojrzenie zaraz na nowo uciekło w bok, do jakiejś wystawki wystawionej przed sklepem pod czerwonym daszkiem. Co dokładnie znajdowało się w drewnianych pojemniczkach, tego nie wiedziała, bo w im węższą uliczkę skręcały, tym zdawała się maleć liczba oznaczeń w języku angielskim. Crawley to jednak absolutnie nie zrażało i dzielnie parła dalej przed siebie, z równym co wcześniej zainteresowaniem oglądając wszystko co znajdowało się dookoła. Architekturę, ozdoby, posążki, zioła, lampiony... i faktycznie w tym wszystkim bardzo dużo było czerwieni, co już zdążyła powiedzieć Longbottom że to bardzo dobry kolor według chińskiej kultury. Chyba miał przynosić pomyślność.
Były tutaj dlatego, bo Dora umyśliła sobie że bardzo chciałaby jeden składnik. Dowiedziała się o nim od przyjaciółki koleżanki, która to słyszała od swojej siostry, która to z kolei słyszała to od babci swojej kuzynki. Normalka. Składnik był podobno bardzo klasycznym elementem chińskiej kultury, dostępny tylko w chinatown i nie ważne ile razy ktoś rozsądniejszy próbował dziewczynie powiedzieć, że najprawdopodobniej to wcale nie było nic takiego i niezwykłego, to wiedziała swoje i mówiła z mądrą miną, że musi to sama sprawdzić. Składnik był jakimś tam korzeniem i podobno jak się go żuło dostatecznie długo, to większość chorób odstępowała jak ręką odjął. Lek uniwersalny, kto by pomyślał, ale może dałoby się go opatentować. Szukały więc niewielkiego sklepiku, apteki czy innego zielarskiego, którego nazwę miała napisaną na niewielkiej karteluszce - oczywiście była ona po chińsku. Nazwa korzenia tez się na tym świstku papieru znajdowała, bo wymówić jej poprawnie nie była w stanie.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
![[Obrazek: c9ac2142eb9260707ca7e6e2d1e892c0.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/c9/ac/21/c9ac2142eb9260707ca7e6e2d1e892c0.jpg)