Dostajesz rozkaz, żeby iść na Nokturn i kupić kilka trucizn, a potem dostarczyć je do Kromlechu. Wykorzystaj przewagi lub znajomość z osobami, które je mają. Możesz trucizny kupić od NPC albo postaci gracza, jednak nie wolno Ci zdradzić, po co chcesz je mieć.
Z początkiem miesiąca, kiedy Nicholas w swoim gabinecie studiował podręczniki związane z klątwołamaniem, zapożyczone z domu rodzinnego. Nie był do końca pewny, czy w praktyce uda mu się opanować te zdolności, ale chociażby zagłębi teorię. Na praktykę przyjdzie jeszcze czas.
Jego skupienie nad lekturą, zakłóciło pojawienie się sowy, stukającej o szybę dziobem. Odwrócił głowę w kierunku hałasu, marszcząc brwi. Odłożył książkę na stolik i wstał z fotela podchodząc do okna. Otworzył skrzydło, wpuszczając zwierzę do środka. Odebrał od niej liścik, a ta nie czekając, wyleciała. Odprowadził wzrokiem zwierzę i zamknął okno. Zasłonił także i zbliżył się do zapalonej świecy na biurku, aby spojrzeć na zabezpieczony list. Rozwijając kawałek pergaminu, odczytał zawartą treść, która brzmiała jak wydane polecenie do wykonania, przez znaną mu bardzo dobrze organizację. Westchnął, niszcząc list w ogniu świecy.
Nie podali konkretów. Brak szczegółów czego im brakuje, nie ułatwiał zadania. Znajomości miał. Wiedział gdzie udać się w celu pozyskania trucizn. To zadanie względem jego stanu zdrowia, było na tę chwilę korzystne. A im szybciej się tym zajmie, będzie miał z głowy. Zapasy zostaną szybko uzupełnione, gdyż nigdy nie wiadomo, kiedy Voldemort lub inny Śmierciożerca, będą ich potrzebować.
Plany na dalszy wieczór, musiał zmienić. Uprzątnął swój kącik czytelniczy, odkładając wszystko w jedno miejsce. Udał się do swojej pracowni w piwnicy, przechodząc przez zabezpieczone drzwi w formie obrazu. Z pomocą magii, zapalił tam świece i podszedł do regału z wszelkimi podręcznikami różnej tematyki. Odnalazł tę, która zawierała w sobie spis trucizn w postaci eliksirów, maści i ziół. Egzemplarz ogólny. Miał jednak także osobne, skupiające się jedynie na trujących roślinach, albo przepisać na trujące eliksiry. Przeglądając, sporządzał sobie podręczne notatki, co będzie potrzebował kupić. Skoro nie podano mu konkretnie co ma być, muszą zdać się na jego wiedzę. Wiedzę o śmierci, która pojawia się po ich spożyciu. Nie jednego trupa badał, którego ciało wykazywało oznaki zatrucia. Skutki uboczne.
Za dzień wykonania zlecenia, wybrał sobie najbardziej korzystną datę. Siódmy października. Tego wieczora ród Lestrange organizował Bal Maskowy. Nicholas nie widział potrzeby tam iść, lecz wiedział, że Rodolphus musiał się tam pojawić. Dla ich obojga, rozsądniej byłoby nie pokazywać się wszędzie razem. Mimo otrzymania zaproszenia, Nicholas powiedział, że nie skorzysta, gdyż ma zadanie do wykonania. I choć powinien się pokazywać w towarzystwie, unikał tego.
Odziany w czerń szaty, a także płaszcza długiego z kapturem, udał się na ulicę Śmiertelnego Nocturnu, zmierzając do celu, który był mu znany. Ignorował spojrzenia ciekawskich oczu. Nie okazywał strachu, a inni nie wykazywali nim zainteresowania. W tych okolicach był tutaj wielokrotnie w poszukiwaniu wiedzy, przedmiotów i znajomości. Takich, których normalnie nigdzie nie dostanie. Był tutaj już znany. Podobnie jak w podziemnych ścieżkach.
Jady i Trucizny Shyverwretcha – zobaczył szyld wiszący nad wejściem do lokalu. Zimne spojrzenie Nicholasa przeniosło się w kierunku okna. Zaraz zaś spojrzał w drzwi. Podszedł bliżej i otworzył wchodząc do środka. Wewnątrz panował półmrok. Gdyż słońce szybko zachodziło a na tutejszą ulicę, mało jego światła docierało, ze względu na wysokie stare kamienice. Idealna pora na zrobienie potrzebnych zakupów, gdy powoli zapadał mrok. Travers zamknął drzwi za sobą i pozwolił sobie na rozejrzenie się, spoglądając na różności porozstawiane na drewnianych półkach. W różnych fiolkach i naczyniach. Substancje miały różne barwy i zawartości. W jednych były żele, w innych płyny.
- Słucham Pana?Odezwał się męski głos, starszego mężczyzny. Pracującego tutaj od lat. Nicholas odwrócił w jego kierunku, zastając go za ladą sklepową.
- Ach, Pan Travers!
Przywitał go uprzejmie uradowany, ceniąc sobie klienta. Rozpoznał go, kiedy Nicholas ukazał mu swoją twarz. Kaptura jednak nie zdejmował.
- W czym mogę dzisiaj służyć?
Zapytał od razu, przechodząc do rzeczy. Bo przecież to lubił Nicholas.
- Potrzebuję kilka eliksirów. Tutaj mam listę.
Mówiąc, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kawałek pergaminu, ze starannie wymienionymi nazwami eliksirów trujących oraz innych specyfików. Na dłoniach miał rękawiczki, a po przejrzeniu listy jeszcze raz, położył ją na ladzie w stronę sprzedawcy.
Mężczyzna zmarszczył brwi, założył okulary na nos i sięgnął po listę, aby się przyjrzeć jej nazwom. Nie byłby zaskoczony, gdyby lista trujących i szkodliwych dla życia substancji składała się z jednej czy dwóch nazw. Ale tych było kilka, w paru sztukach.
Pytająco spojrzał na Traversa, czy on poważnie do tego podchodzi. I po co mu tyle trucizn?Travers odwzajemnił spojrzenie swoich chłodnym i również pytającym.
- Jest jakiś problem?
Zapytał z uprzejmością i zdecydowaniem w głosie.
- Nie skądże. Zaraz Panu przygotuję.
Po tych słowach, mężczyzna zniknął na zapleczu, zostawiając Nicholasa samego w lokalu sklepowym. W oczekiwaniu na towary, Travers skorzystał z chwili na ponowne rozejrzenie się, w celu znalezienia może coś nowego i interesującego.
Gdy mężczyzna wrócił z kartonem eliksirów, postawił go na ladzie sklepowej. Nicholas podszedł, aby sprawdzić zawartość. Upewnić się, że jest wszystko co potrzebował.
Wewnątrz znajdowały się eliksiry jak Wywar Żywej Śmierci, Eliksir Rozpaczy, rzadko spotykany flakonik Weedosorosu o najsilniejszym działaniu, oraz inne o różnobarwnej substancji. Od fioletowej, przez róż, zieleń i czerń. Były także dobrze zabezpieczone flakoniki z jadem Tentakuli, Smoka, Węża, Bazyliszka o charakterze śmiertelnym czy nawet paraliżującym. Nie mogło zabraknąć również substancji innych o charakterze trującym jak Duszący Gaz.
Było wszystko z listy co miał przygotowane. Ale nie wszystkie z tych, były w należytej ilości. Nie zaskoczyło to Traversa, gdyż wiedział, że niektóre z trucizn trudno przyrządzić. Lecz jak się zastanowić, to każdy eliksir po przedawkowaniu może być trucizną. Złe ich spożycie, uważenie czy dawkowanie, może powodować różnego rodzaju skutki uboczne na ciele wewnątrz lub zewnątrz. A ich działanie może być powolne lub szybkie. Skoro jednak miał skupić się bezpośrednio na truciznach, to na tym się skupił.
- Można wiedzieć, po co Panu tyle tego?Zapytał sprzedawca, trochę jakby zaniepokojony tym zamówieniem.
Nicholas nie od razu na niego spojrzał, oglądając każdy flakonik osobno. Przez rękawice, nie narażał swojej skóry na jakiś wyciek kropli, jeżeli coś było źle zakręcone. Ale też sprawdzał właśnie, czy wszystko było szczelnie i dobrze zamknięte.
- Do badań i eksperymentów.
Odpowiedział krótko, jakby wierząc, że był przekonujący w swoim kłamstwie. Prawdy powiedzieć nie mógł. Nie wiadomo, czy ów znajomy dobrze mu sprzedawca tego sklepu, zdecydowanie popiera działania Czarnego Pana i jak wpłynęły na jego działalność ostatnie ataki Śmierciożerców. Stwierdzić jednak można, że ów sklep nie ucierpiał, gdy się temu wnętrzu Nicholas przyglądał.
- A to nie wystarczy z kilka? Trochę Pana będzie kosztować…
Mężczyzna nie dawał chyba za wygraną. Travers spojrzał na niego chłodno, ale łagodnie. Odstawił fiolkę do kartonu i zamknął pudło. Sięgnął po swoją sakwę przygotowaną z nadwyżką galeonów. Postawił mu na blacie do przeliczenia.
- Powinno wystarczyć.
Mężczyzna sięgnął po sakwę i zajrzał do niej. Nie ukrywał zaskoczenia, że klient był tak dobrze przygotowany. Postanowił od razu przeliczyć. Suma się zgadzała i była trochę na górkę. Może dlatego, że kilku sztuk mniej Nicholas otrzymał, więc zwrócił mu nadwyżkę.
Travers zebrał nadwyżkę galeonów i schował do swojej drugiej sakwy, zostawiając jedynie kilka jako napiwek.
- Nie chciałbym być wścibski, drogi Panie, ale ciekawi mnie do jakich konkretnie badań Pan ich potrzebuje?
Mężczyzna za dużo ryzykował swoją ciekawością. Aż chciałoby się rzucić na niego zaklęcie ucięcia języka, żeby przestał zadawać pytania. Szanując go jako współpracownika. Uprzejmie mu Nicholas odpowiedział, wyciągając różdżkę.
- Obowiązuje mnie tajemnica zawodowa. Zrozum Pan. Dzieją się w tym kraju niewytłumaczalne zjawiska, które trzeba wybadać na różnym poziomie, z różnymi składnikami, substancjami.
- Ma to związek z Knieją?
Dopytał. Dla Nicholasa był to dobry kierunek rozmowy, aby utrzymać Kromlech w dalszej tajemnicy. Nie miał problemu z kłamaniem. Był w tym już odpowiednio wprawiony.
- Natura ma nam wiele do zaoferowania. Niektórzy jednak nie mają odwagi z pomocy jej drugiej strony, jeżeli inne techniki zawodzą. Jeżeli masz Pan rodzinę w Dolinie Godryka, rozsądnie będzie się wyprowadzić. Knieja nie jest bezpieczna.
Nie był zbyt rozmowny, ale wyjaśnił mężczyźnie w innym kierunku bezpiecznym dla niego i jego rodziny. Z szacunku do wykonywanej przez niego pracy. Sugerując, opuszczenie Doliny Godryka, jeżeli tam mieszkał, lub miał krewnych. Jeżeli ministerstwo z chujową pracą, nie zapanują nad widmami, przejmą one prędzej czy później Dolinę. Ale to nie było Traversa zmartwienie.
Różdżkę skierował na pudełko z eliksirami. Z pomocą zaklęcia, zabezpieczył je i zmniejszył do rozmiarów adekwatnych schowania w kieszeni. Ma tyle ile zaklęcie będzie działać, starczy mu czasu wrócić do Kromlechu.
Sprzedawca był trochę zaniepokojony odpowiedzią, ale przyjął do wiadomości ostrzeżenie. Zauważając także, że Travers swoją wypowiedź urwał. Dając myśl dokończenia samodzielnie, co będzie, jeżeli sytuacja w Kniei się nie zmieni? Dzięki temu, myśli mężczyzny poszły w innym kierunku, niż w tym, co sprzedał Nicholasowi. Być może nawet ostatnie egzemplarze niektórych eliksirów, jakie miał na stanie.
- Dziękuję za towar. Życzę dalszych sukcesów w biznesie.Pozdrowił go Travers uprzejmie, zdając sobie sprawę z tego, że może w przyszłości tutaj jeszcze wrócić.
Pakunek i różdżkę schował. Poprawił kaptur i wyszedł ze sklepu, zamykając za sobą drzwi. Odszedł kilka kroków i teleportował się w znane sobie tereny Little Hangleton.
Gęsta mgła spowijała dalsze tereny cmentarza. Nicholas był przygotowany na podróż do Kromlechu, więc zabrał ze sobą maskę. Założył ją gdy zbliżał się do znanego sobie wejścia w tajemną lokację organizacji Śmierciożerców. A gdy znalazł się już w środku, udał do odpowiedniego pomieszczenia, gdzie przechowywano najpotrzebniejsze przedmioty, eliksiry i inne rzeczy na potrzeby organizacji. Wyjął mały pakunek, kładąc go na stole. Z pomocą różdżki zdjął zaklęcia i karton osiągnął swoje wymiary. Zajrzał do niego, w upewnieniu się, że wszystko jest w najlepszym stanie. Zamknął karton i skierował się do biurka przy którym prowadzono różne zapisy, spisy i katalogi. Znalazł pusty pergamin. Skorzystał z dostępnego pióra i napisał krótką notkę. "Zadanie wykonane. Papilio”. Poczekał aż wyschnie i następnie przykleił do kartonu. Aby wiedzieli, kto dostarczył interesującą zawartość paczki, zawierającą różnego rodzaju trucizny.
Któremuś Lestrange'owi wystawi pewnie rachunek za załatwienie takiego zlecenia do Kromlechu, gdyż musiał zapłacić ze swoich oszczędności.
___________________
Przewaga: Kłamstwo, Znajomość Półświatka II