• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[jesień 1968] nasze randez vous [Zenek&Billius]

[jesień 1968] nasze randez vous [Zenek&Billius]
twój stary pijany
zgubiłem po drodze
rozsądek — może i dobrze
chuj z nim
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
łamacz klątw
Krótko przystrzyżone, ale niesforne włosy Billiusa, w zależności od pory roku oscylują pomiędzy rudym blondem, a czymś trochę ciemniejszy dlatego uznawany jest za najmniej rudego ze wszystkich Weasleyów. Oczy spoglądają na świat z dziecinną wręcz ciekawością i często mienią się łobuzersko. Większość ciała zdobią piegi, a te w czasie słonecznych dni stają się jeszcze bardziej widoczne. Jego chód jest pewny, może trochę cwaniacki, dobrze zbudowany i wysoki (185cm). Ubiera się, jak czarodzieje w swoim wieku, chociaż w odzieniu mężczyzny można zauważyć inspiracje modą mugoli. Mówi szybko, często bez zastanowienia. Pachnie słońce, tytoniem oraz cynamonem.

Billius Weasley
#1
11.08.2026, 01:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2026, 18:49 przez Billius Weasley.)  

Jakże Billius lubił się złolić. Niezwykłe przyjemne było to uczucie, to zamroczenie mózgowia, które towarzyszyło procentom w ilościach zdecydowanie zbyt wysokich. Dlatego tak często tam bywał w tym Rejwach. Blisko miał, właściwie po sąsiedzku, bo jego mieszkanie znajdowało się na Nokturnie i nikt go nigdy za chamstwo stamtąd nie wyganiał. Jak na przykład głupie komentarze w stronę kelnerek rzucał, to one patrzyły na jego jeno wzrokiem pełnym politowania, a on się szczerzył do nich głupio i nikt się za nic nie obrażał, nie to co w innych lokalach, gdzie był klientem niemile widzianym. Właściwie to wcale niewidzianym, bo nikt go do środka nie chciał nawet wpuścić. O dziwo, Billius, to całe swoje Billiusiarstwo starał się trzymać w ryzach w tym Rejwach, i chociaż nie zawsze wychodziło, to no starał się chłopak, naprawdę bardzo się starał.

Dość dawno jednak w przybytku nie był, ale to wszystko tylko i wyłącznie przez pracę, bo pracy miał naprawdę od zajebania dużo. Po całej Anglii w końcu, panoszyli się przeróżni źli ludzie, co to innym życie skutecznie utrudniali. On miał wrażenie, że ciągle ktoś się gdzieś kłóci, ciągle, ktoś podrzuca komuś minę — w postaci przeklętych przedmiotów, oczywiście, nie że mugolskich, jak na wojnie. To i on ciągle się uwijał i coś tam kleił, odklątwiał się znaczy, więc mówiąc wprost, NIE MIAŁ CZASU.

No, ale w końcu się tam pojawił. Wszedł, jak do siebie, szeroko drzwi otwierając na oścież i wpuszczając do środka zimne podmuchy wiatru, kilka znanych twarzy odwróciło w jego stronę swe głowy i może nawet zmarszczyło brwi w geście niechęci i ogólnego niezadowolenia, ale Bill takich szczegółów nie zauważał — zresztą, kto by się przejmował takimi kaprawymi mordami. Z automatu ruszył w stronę baru, uśmiechnął do barmanki, trochę jej posłodził, odrobinkę popodrywał i w zamian za ten swój dziwny urok (albo dlatego żeby się wreszcie odczepił), dostał piwo do łapy. Tym pierwszym zawszę delektował, bo było niczym ambrozja. Wyobrażał sobie pijąc, że tak jak on czuł się teraz, czuli się ojcowie, gdy ich żony rodziły pierwsze, zdrowe dzieci, on sam nie znał uczucia lepszego niż pierwsze piwo w Rejwach po długiej nieobecności.

Zanim się obejrzał skończył swój trunek i w łapie miał już kolejny. Tym razem delektował się nim, jak jakiś koneser, popijał powoli, jak najlepsze wino czy dojrzałą, ognistą. Odwrócił się w stronę sali i rozejrzał w poszukiwaniu jakiejkolwiek znajomej twarz, nikogo tam jednak niebyło. Jego uwagę przykuł za to, ktoś zupełnie nowy, ktoś kogo nigdy wcześniej tam nie widział. Właściwie to uwagę Billiusa przykuło dziwne coś, co ten mężczyzna w podobnym wieku do jego, przed sobą rozkładał.

Ruszył więc w jego stronę, by sprawdzić co to do cholery było. Bez ceregieli i jakichkolwiek stresów, bo po pierwsze, to pierwsze piwko co wypił praktycznie na raz, już trochę go w głowę grzało, a po drugie nie znał wstydu, nigdy, w żadnej sytuacji.

Podszedł więc tam do nieznajomego na pewniaka i przykucną, by się temu sprzętowi, co przypominało pianino czy inny fortepian, ale zupełnie inaczej, przyjrzeć. Jednym palcem dotknął jednocześnie przedmiot? Instrument? Nowoczesne narzędzie tortur? No nie wiedział co to do cholery jest, i spojrzał na bruneta, uśmiechając jednocześnie w jego stronę przyjaźnie. Tak po Weasleyowskiemu. Może i nie powinien tak dotykać czyjejś własności, może i to tak nie wypadało, ale znajdowali się w Rejwach, w miejscu, gdzie nie obowiązywały te wszystkie zasady, co to kierowali się nimi czystokrwiści czarodzieje, z kijem wchodzącym im przez tyłek i wychodzącym przez gardło. No i jego mamie nie udało się nigdy wbić do tej rudowłosej głowy jakichkolwiek zasad. A szkoda, bo czasem by się przydało.

— Co to jest, to takie coś? — rzucił, jak idiota, którym zresztą był. Jego głos sugerował, że jest zaciekawiony i jest to taka szczera, wręcz dziecinna ciekawość, nie, że na wszelką cenę chciał rozpocząć rozmowę i znalazł sobie na to właśnie taki sposób. — To na mugolską energię? — dodał, odsuwając na pewną odległość, bo się zestresował, że jeszcze coś zepsuje, a kasy to on przecież na naprawy obcego sprzętu nie miał, bo większość wypłaty przepieprzył grając w karty oraz popijajać kolorowe trunki. Stał tam przed nim, otwarcie zainteresowany więc, po pijąc to piwko i cierpliwie oczekując odpowiedzi. Miał nadzieje, że on mu nie każe spadać na drzewo liści pompować i bananów prostować, ale szczerze na jakiegoś gburka mu nie wyglądął.



the ice age is coming, the sun's zoomin' in
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,

I live by the river
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#2
20.08.2026, 16:36  ✶  
Szóstego dnia stworzenia Bóg stworzył człowieka. Siódmego dał mu piwo, by wytrzymał na tym ziemskim padole. Dla Zenka to właściwie było kojące. Mógł wyglądać znad konsolety, król lokalu na pulpicie. Albo muzyk etatowy, zdany na łaskę Woody'ego.
Grał do kotleta i patrzył. Gdy miał szczęście, pijacy nie patrzyli na niego. Wiedział, kto przychodził. Kto odchodził. Kto obrastał w bęben, pojony piwem rozwodnionym. Takie to było ich Królestwo Boże. Boże, Woody, skończ już puszczać te bluesowe rytmy, pijaków zasmucisz. Chet Baker nadymał się z płytowej okładki. Z całych sił dmuchał w trąbkę. Tak by się produkował przy gramofonie dalej, gdyby Zenek nie podszedł i nie ściągnął igły z płyty.
Lubił ich widzieć szczęśliwych. Jak podrygiwali nóżką, aż do rozpadu podeszwy. Jak kiwali głowami. Odkąd nadobył się władzy w Rejwachu, zadowolenie klientów zależało właściwie od niego. Młody chłopak wtedy był. W kwiecie chmielnym wieku.
Tylko lokal nadal źle na niego łypał. On się starał z szacunkiem. Za ciężko nie stąpać, coby deski nie skrzypiały. Portrety nie wiedziały, kim on był. No intruz. Jak przejechał kiedyś palcem po obrośniętej kurzem ramie, to się taki rwetes zrobił, że aż poleciał na górę. Do swojego pokoju. To nie na jego nerwy, te ramy. Płyty na niego nie krzyczały.
No i sny. Sny pijaków. To była kryjówka nośniejsza niż pokój.

Zenek zasiadł na podwyższeniu, na tej samej scenie, co zwykle. "Co zwykle" oznaczało w tym przypadku kilka tygodni. A może kilka dni? A skąd miał to wiedzieć. Kupić kalendarz.
Składał się nad instrumentem, ten chłopak długiej postury. Nosił dżinsy. Na sobie miał też koszulę w szkocką kratę. Z ciepłej wełny, mocno ściuchaną. Zenek nadal wyczekiwał pierwszej wypłaty. Nosił to, co zabrał z sobą z domu.
Melodie również przywiózł. Na początek grał coś prostego i domowego. Wlazł kotek na płotek i mruga. Ładna to piosenka, niedługa. Jedną flaszkę. Drugą flaszkę. Pijacy łykali to jak cukierki. Długie palce przebierały. Barmanka się krzątała. Nie długa, nie krótka, a w sam raz. A ty mi, koteczku, buzi dasz. Skąd niby Woody miał kasę na barmankę?
Podmuchy wiatru wyrywały lokal z piwnej stagnacji. Gdy drzwi się uchylały, wchodził ktoś nowy. Ta prosta logika skłaniała Zenka, by swoją głowę unosił znad keyboardu. Znowu ta rozgadana babka. Wracał do grania. Znowu ten, co zawsze śpi. Wracał. Rude na głowie? Nowe, nieznane. Zenek grał dalej.
Po rozgrzewce lubił zapodać coś własnego. Tak było i tamtym razem. Metka na karku drapała go, więc podrapał się. Drasnął skórę rozgrzanymi palcami. Opuszki go bolały, ale i paliły. Odłożył je na klawisze. A potem nacisnął.
Coś ognistego jak podmuchy wiatru. W drugą stronę. Oddechy pijaków, ciężkie od alkoholu. Drażniły jego nos.
Sala była już rozgrzana. Mogli to przyjąć.

Sala odpowiadała, a w stronę Zenka — ruch. Rude znalazło się w polu widzenia. Na wysokości klawiszy. Nie przestawał grać. Rude się poruszyło. Paluch poszybował w górę i wylądował… Na czarnym metalu obudowy niewątpliwie formował się właśnie odcisk palca. A może na drewnie, tak obok trochę. Zenek nie widział. Kończył ustęp na keyboardzie. Dopiero wtedy się na człowieka spojrzał.

Oddechy pijaków wokół krążyły ciężko. Uciął utwór. Oddechy opadły. Co to jest, to takie coś? Głos nie należał do Zenka. Chłopak uśmiechał się przyjaźnie. Zenek podrapał się w grzywkę.
— No, tak. — zignorował pierwsze pytanie. Zamrugał dwa razy. Serce zabiło szybko, póki obcy palec był na obudowie. — Ta mugolska energia to ja. Zenek Kozioł jestem, zameldowany. Jestem nowym muzykiem w Rejwachu.
Zenek nie był pewny, czy w Rejwachu wcześniej byli muzycy. Może byli już martwi. Ten, Banjo? Enjo? -rlas, w każdym razie, niezłe ziółko z niego było, ale Zenek nie miał pewności, czy jego rzępolenie nazwałby muzyką. Właściwie, to nie. Nie nazwałby. Zatem był tylko on.

Chłopak odsunął się, a Zenek wypuścił z siebie powietrze. Bez alkoholu. Urządzenie nadal pstrykało iskrami, nienasycone po urwanej piosence. To wina tej magii w miejscu prądu. Zenek nadal tego nie opanował. Jak się rudy zbliżał zbyt mocno, to go mogło prądem kopnąć. Paluch był nadal zagrożony.
— Cacko, ja to tak nazywam. Muzykę z tego gram. — zmierzył spojrzeniem uśmiech. Po czym się wyprostował i odsunął od własnej armatury. Stołek przejechał po drewnianej scenie, zgrzyyyyt.
Pociągnął nosem. Alkoholu nie było tu brak. To się typek nieźle wstawił. Mina Zenka nadal była gdzieś w czwartej gęstości.
— Fajnie było?

Łapacz marzeń; Zenek wskakuje wzrokiem do oczu Billiusa, a trzecie oko sprawdza, czy podobał mu się utwór
Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
twój stary pijany
zgubiłem po drodze
rozsądek — może i dobrze
chuj z nim
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
łamacz klątw
Krótko przystrzyżone, ale niesforne włosy Billiusa, w zależności od pory roku oscylują pomiędzy rudym blondem, a czymś trochę ciemniejszy dlatego uznawany jest za najmniej rudego ze wszystkich Weasleyów. Oczy spoglądają na świat z dziecinną wręcz ciekawością i często mienią się łobuzersko. Większość ciała zdobią piegi, a te w czasie słonecznych dni stają się jeszcze bardziej widoczne. Jego chód jest pewny, może trochę cwaniacki, dobrze zbudowany i wysoki (185cm). Ubiera się, jak czarodzieje w swoim wieku, chociaż w odzieniu mężczyzny można zauważyć inspiracje modą mugoli. Mówi szybko, często bez zastanowienia. Pachnie słońce, tytoniem oraz cynamonem.

Billius Weasley
#3
20.08.2026, 21:25  ✶  

Nie zauważył oczywiście, że się Zenek napina, gdy dotyka jego sprzętu. Urządzenie go fascynowało, jak każde inne urządzenie pochodzące z tego innego, dalekiego świata co się znajdował dosłownie kilka uliczek dalej, ale był Weasleyem, a ta fascynacja, właśnie w jego krwi z tego powodu płynęła.

Sam Billius naprawdę lubił muzykę i czasem może nawet mu przykro było, ze sam nie ma żadnego talentu właśnie w te stronę. Widziałby się przecież na scenie, w towarzystwie tłumów co by go kochał i z uwielbieniem skandował jego imię, a po wszystkim jeszcze, wyobrażał sobie tłum panienek, napalonych oczywiście panienek, co to rozkładają przed nim swoje nogi i uśmiechają się zachęcająco. No, ale ta opcja pozostawała daleko, pośród marzeńe, bo talentu mu życie pożałowało i, gdy śpiewał, to uszy słuchaczy zawijały się wręcz do środka ich głów. Utalentowany był jedynie w piciu piwska oraz obijaniu pysków (ale to też nie zawsze), no i może w łamaniu klątw, ale też raczej bez szaleństw.

— Billius Weasley, — rzucił z uśmiechem dalej tym głupim na ustach, skoro się tu przed sobą przedstawiali  — Nie no, super jest ta muzyka, zupełnie nie przypomina niczego, co słyszałem wcześniej. Specjalistą może i nie jestem, ale czasem sobie nogą potuptam do rytmu. Dużo lepsze niż te poprzednie smęty. — Przyznał szczerze, bo dlaczego miałby kłamać niby? — Mój stary to fanatyk wszystkiego co mugolskie. Pół szopki zajebane mugolskimi gratami. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżącą na ziemi żarówkę czy przewróci na siebie regał z pierdołami i trzeba wyciągać szkło w św. Mungu. — paplał trochę bezsensu, na jednym tchu, ale rzadko kiedy w tym ich czarodziejskim świecie, spotykał kogoś, kto wzbudzał w nim jakiekolwiek zainteresowanie. A chłop i to w Rejwach, i to muzyk, i to jeszcze grający na mugolskim instrumencie, to już całkiem był czymś dla niego zupełnie nowym i nieznanym. — Dlatego się zainteresowałem, zresztą rzadko kiedy widuje tu nowych. — znów napił się z swojego kufelka.

— Dlaczego właśnie Rejwach? Wydawało mi się, że nikt tu z własnej woli nie przychodzi raczej, a szczególnie żeby grać dla tak wymagającej widowni, jaką można napotkać tutaj. — na usta mu się cisnęło, że widowni pełnej pijaków i degeneratów, ale sam był trochę degeneratem, a pijakiem to już całkiem, więc słabo było tak dissować samego siebie.



the ice age is coming, the sun's zoomin' in
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,

I live by the river
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#4
23.08.2026, 19:38  ✶  
Nie do końca to kontrolował. Czasem wzrok zawieszał się na widocznej postaci. Głowa odpływała, a on wchodził głębiej. Zwykle był wtedy skupiony na muzyce. Wzrok sam wędrował wtedy ku gałkom ocznym. Oczy Weasleya były otwarte. Czasami uzyskiwał po tym odpowiedzi na pytania. Nie wiedział, jak, po prostu wiedział. Mrugnął. Gdzieś zamajaczyło mu coś rudego… I nic. Nic nie zobaczył. Potrząsnął głową, by znowu znaleźć się tam, gdzie siedział, i zobaczyć to, co miał przed sobą.

Przed sobą miał rudego typka uśmiechającego się do niego znad syntezatora.
Przełknął ślinę. Usłyszał, że Billiusowi się podobało. Co ulga. Uniósł kąciki ust w górę, na ile mógł. Pijacy wokół zajmowali się sobą i łojeniem. Barmanka także cośtam rozlewała. Ratunek nie nadchodził zatem z żadnej strony. A Billius kontynuował. Roztaczając wokół siebie subtelną woń l'eau de bière, wtajemniczył Zenka w historię starego, który był fanatykiem mugolactwa. Zenek intensywnie mrugał, chociaż problemów ze wzrokiem nie miał.
— Twój stary trzyma żarówki? — rzucił pytanie, póki Billius zajmował się łojeniem. Miał czas długości około jednego łyka, żeby się wtrącić. — Po co mu żarówki? — sucho miał w ustach. I w gardle. Słowa źle wychodziły. Oko też go bolało, to trzecie. Tymczasem głos Billiusa stawał się doświadczeniem totalnym. Zerknął pod syntezator, na Billa nogi. Nie tuptał.

A kolejne pytanie, no to już Zenka totalnie wytrąciło z równowagi. Bo czy on wiedział, czy ich ludzie rzeczywiście omijali? Na sety Zenka przychodziła raczej pełna widownia. Taka, że co trzeci stolik był zajęty przez co najmniej jednego typa. Dla niego to pełna. Podobno nawet bywalców miewali. Tak Zenek słyszał.
— A, bo znajomy polecił. Nie miałem gdzie mieszkać. — nie wiedział do końca, co dodać więcej. Suszyło go. Wstał ze stołka i wyciągnął już ze spodni różdżkę, żeby się za syntezator zabrał. Instrument nadal skrzył energią, gotowy do wystrzału, chociaż już się zdążył nieco uspokoić. Pojedyncze klawisze nadal waliły po oczach iskrami. Już miał Zenek zabierać się za urządzenie. Znalazł dziurkę z boku obudowy. Już prawie tam wkładał różdżkę i zaczynał kręcić, żeby toto wyłączyć. Ale spojrzał na Billa. Zatrzymał nadgarstek w połowie kręcenia. Wysunął delikatnie badyl z portu, i powoli wyciągnął go w jego stronę. Rękojeść różdżki ściskał w połowie, jakby chciał mu ją… podać.
— A ty? Czemu rękaw? — odczekał sekundę. — Znaczy Rejwach. Możesz pokręcić.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
twój stary pijany
zgubiłem po drodze
rozsądek — może i dobrze
chuj z nim
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
łamacz klątw
Krótko przystrzyżone, ale niesforne włosy Billiusa, w zależności od pory roku oscylują pomiędzy rudym blondem, a czymś trochę ciemniejszy dlatego uznawany jest za najmniej rudego ze wszystkich Weasleyów. Oczy spoglądają na świat z dziecinną wręcz ciekawością i często mienią się łobuzersko. Większość ciała zdobią piegi, a te w czasie słonecznych dni stają się jeszcze bardziej widoczne. Jego chód jest pewny, może trochę cwaniacki, dobrze zbudowany i wysoki (185cm). Ubiera się, jak czarodzieje w swoim wieku, chociaż w odzieniu mężczyzny można zauważyć inspiracje modą mugoli. Mówi szybko, często bez zastanowienia. Pachnie słońce, tytoniem oraz cynamonem.

Billius Weasley
#5
04.09.2026, 21:16  ✶  

Może jakby był świadomy tego, że mu Zenek próbuje grzebać w głowie to by się zdenerwował, ale nieświadom był, że coś takiego się dzieje. No i właśnie, może — bo to też zależało od tego co on sobie tam próbuje znaleźć, chociaż właściwie to pewnie nie, bo Weasley był człowiekiem bezwstydnym i przeważnie szczerym, kłamał tylko wtedy, gdy wymagała tego sytuacja. Czyli często.

— Mój stary trzyma wiele rzeczy. Radia, zepsute telewizory, rury, dziecięce zabawki, telelefony. Takie hobby. Ja to chyba mam po nim, chociaż nie tak bardzo. Mój młodszy brat za to, Arthur, spędza w tej szopce cały swój wolny czas i ciągle coś tam dłubie. — dalej gadał, bo skoro ktoś zainteresowany był rozmową, to dlaczego miałby tego nie robić. Był czarodziejem otwartym; kolegował się z każdym, kto chciał kolegować się z nim i nie był jednocześnie totalnym śmieciem. Lub mizoginem, ale w oczach Weasleya jedno i drugie miało wiele wspólnego.

Jak tak paplał wesoło, nie do końca zwracał uwagę na to co ten Zenon robi. Dopiero, gdy w zasięgu jego wzroku pojawiła się różdżka czarodzieja, przekręcił głowę w bok zdziwiony.

W oczach Weasleya, ten gest to było, jakby Zenek zapraszał go do domu i próbował zeswatać z własną siostrą. Gest, stu procentowego zaufania. Może by się w innych warunkach wzruszył, może by coś powiedział typu: "Dzięki, ale nie" albo "Pojebało Cię? Nie boisz się, że coś zepsuje?", ale skoro jego chwilowy przyjaciel tak zachęcał go to stwierdził: dlaczego nie? No i coś tam się znał na mechanizmach i innych takich, no ręce miał raczej sprytne, więc jakoś bardzo się nie cykał. Wzruszył ramionami i stwierdził w myślach, że spróbuje.

— Powodów jest wiele. Mieszkam blisko, całkiem tu fajnie i dalej jestem tu mile widziany. No i jeszcze nikt nie napluł mi do szklanki. — odparł, biorąc nieswoją różdżkę w łapę. Tak, jak się spodziewał, gdy jego palce owinęły się wokół nieznanego drewna, nie zdarzyło się nic specjalnego. Żadnych fajerwerków czy wybuchów, właściwe to nie był pewny nawet czy to zadziała.

Wsadził drewno w dziurkę i przekręcił w jedną stronę. Nie wiedział co powinno się stać, więc patrzył na Kozioła, wyczekująco, ale bez oceniania.

— Dobrze to robię? Chyba nikt wcześniej, nie poprosił mnie bym pokręcił jego własną różdżką w czyjejś dziurce. — rzucił, śmiejąc się cicho i kręcąc głową na boki. To spotkanie skręcało w dziwnym kierunku, ale podobało mu się to. Nawet bardzo.



the ice age is coming, the sun's zoomin' in
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,

I live by the river
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#6
2 godzin(y) temu ✶  
Uniósł wzrok znad stóp kolegi. Patrzył długo. — To ciekawe, jak on bez prądu tam dłubie. I co robi? Rozkręca? Przerabia? — Zenek się w oczach ożywił. Świeciło mu z oczu jak iskry lecące z portu syntezatora, ale póki co się wstydził wpraszać do rodowej szopy.
Gdyby Billius o cokolwiek z tej reakcji na różdżkę go zapytał, Zenek odpowiedziałby skonfundowaniem. Pomrugałby parę razy w miejscu. "No co ty, to tylko różdżka", opuściłoby w końcu jego aparat gębowy, chociaż zrozumienie pojęcia gestu zaufania nie wykraczało poza jego zdolności umysłowe. Jednak punkt widzenia, punkt siedzenia, a tam, gdzie Zenek siedział, wręczenie narzędzia do pogrzebania w siostrze nie było wcale swataniem. Bardziej rozcięciem powłok brzusznych i obejrzeniem, jak jej jelita wyglądają w świetle dnia, przy wspólnym brechtaniu się w jej krwi.

Billius przejął pałeczkę, Zenek mu ją oddał i przesunął się na krzesełku do tyłu. I patrzył. Czy był tego świadomy czy nie, właściwie z każdą chwilą coraz bardziej — zapoznany kolega był z jednej z bardziej znanych rodzin. Dźwięk nazwiska powinien coś Zenkowi robić w mózgu. Sęk w tym, że na tamtym etapie jeszcze niewiele robił. Weasley był rudy, podchmielony, jego tata był zboczeńcem sprawy mugolskiej (czyli zachowywał się jak mugol zwykły), a zainteresowania spływały na synów.
— Czemu by pluli? — zerknął na kufel, gdy układał to sobie w głowie. — A, w sensie że pijesz? Chlejesz? Jakieś krzywe akcje? — czego Zenek w sumie nie wiedział, to czy poza sprzętami Weasleyowie nie zajmowali się jeszcze dystrybucją piwa czy trunków. Bimbrownictwem może. To by tłumaczyło deklarowaną barmańską niechęć.
No, ale w Rejwachu było w pytę, tego żaden nie musiał powtarzać.

Różdżka wylądowała w porcie, a Billius, zgodnie z poleceniem, zaczynał kręcić. Sprzęt się nieco podekscytował. Tak, jak ciskał iskrami cały wieczór, tak teraz to wyładowanie znalazło ujście w wystającym badylu. Momentalnie wszystkie błyskawice uszły przez różdżkę z klawiszy prosto do palcy Weasleya, przy dźwięku bzzt. Billius dobrze sobie radził, więc Zenek nie widział potrzeby interweniować. Oparł ręce o kolana, by widzieć lepiej.
— No, tak się to robi. — kiwał głową z miną eksperta. — Jak chcę, żeby działało, to wkładam różdżkę do końca i zostawiam już. Człowiek musi sobie jakoś radzić bez prądu. Wiesz, co to prąd? — miał nadzieję, że wiedział. Bo jak nie… — Bo jak nie, to ja ci chętnie wytłumaczę, tylko chyba mi potrzebna kartka do rozrysowania tego. Chodź, kupię ci piwo, Weasley.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Billius Weasley (1487), Zenon Kozioł (1498)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa