Sabat miał się odbyć już jutro. Był to więc moment, w którym przyszło im organizować swoje stoisko. Trzeba było rozstawić stoły, krzesła, stworzyć stanowisko do drążenia dyń. Pracy było co nie miara, w przeciwieństwie do czasu. Na szczęście tym razem nie miała wszystkiego na swojej głowie, bo towarzyszył jej Bertie Bott. Naprawdę to doceniała, nie spodziewała się, jak wygodniej jest tworzyć stragan we dwójkę. Gotowaniem również się podzielili, dzięki czemu mogła również zająć się innymi, palącymi sprawami.
Wokół kręciło się sporo ludzi, jednak byli to głównie inni wystawcy, którzy mieli jutro tak jak i oni pracować, dzięki czemu inni mogli się bawić. Co chwila ktoś kogoś zagadywał, pytał, czy nie potrzebuje pomocy, panowała tu całkiem sielska atmosfera. Nora lubiła te momenty w roku, kiedy ludzie się gromadzili, czuła się wtedy częścią wspólnoty. Sprawiało jej przyjemność obserwowanie tego, jak inni spędzali sabaty, poniekąd przecież była odpowiedzialna za ich dobre nastroje, a uszczęśliwianie ludzi sprawiało jej przyjemność, dodawało jej skrzydeł i powodowało, że to, co robiła miało sens.
Niosła skrzynkę z patisonami, kiedy znalazła się tuż obok Bertiego Botta, w sumie nie konsultowała tego z nim wcześniej, a może warto było. - Myślałam o tym, abyśmy kącik artystyczny stworzyli za stołami, to będzie oddzielało naszych artystów od tłumu, co o tym sądzisz? - Wolała się upewnić co do tego, że jej stoiskowy wspólnik się z nią zgadzał, nie chciała sama decydować, bo przecież to miało być ich wspólne dzieło. Dobrze by więc było, aby wszyscy byli zadowoleni z tego, jak wyglądało. - Nie wiem też, czy mamy już wystarczającą ilość stołów, czy dołożyć jeszcze jeden. - To nie byłoby wcale takie głupie, bo przecież stoiska gastronomiczne zawsze były najbardziej oblegane, ludzie często czekali w kolejkach, aby w końcu usiąść, zjeść i chwilę odpocząć.