Jakimś cudem udało im się w końcu złożyć dary wotywne w odpowiedni sposób. Trwało to być może dłużej, niż zakładała ze względu na jej nieporadność, jednak misja zakończyła się sukcesem. Wspaniale, jedna rzecz z listy rzeczy do zrobienia została odhaczona. Nie, żeby był to spory sukces, bo było ich tam dużo, dużo więcej, a sabat zbliżał się wielkimi krokami. Wierzyła w ich siły i nie wątpiła w to, że uda im się zrealizować wszystkie zaplanowane rzeczy, potrafili być bardzo uparci, gdy im na czymś zależało, a w tym przypadku ona na pewno nie miała zamiaru odpuszczać.
Pogoda jednak nie zachęcała do powrotu do domu, wręcz przeciwnie. Było bardzo przyjemnie jak na jesienne popołudnie. Skoro znajdowali się w Dolinie Godryka mogli sobie pozwolić na to, aby zostać tu jeszcze dłużej. Atmosfera była naprawdę przyjemna, nigdzie się nie spieszyli - no, najwyżej będą musieli odrobinę nadrobić obowiązki, ale powinni sobie z tym poradzić bez większego problemu. Mogli więc pozwolić sobie na odrobinę odpoczynku.
Prudence wsunęła rękę pod ramię swojego męża. Wyszli już z terenów podmokłych, powoli zbliżali się do miasteczka. Mijali właśnie sad Abbottów, na drzewach można było jeszcze dostrzec jabłka, które prosiły się o to, aby ktoś je zerwał. Szkoda by było zmarnować taką szansę, te jabłka cieszyły się w końcu niesamowitą opinią. Pojawiła się krótka myśl, w zasadzie dlaczego by nie? Nic nie stało im przecież na drodze.
Przystanęła na moment, spojrzała na Benjy'ego, później na te dorodne jabłonie pełne owoców. - Myślisz, że jest szansa, że zauważą, jeśli zerwalibyśmy sobie po jednym, no może po dwa. - Owoce kusiły swoimi kolorami, były to naprawdę wyjątkowe jabłka. Wolała jednak upewnić się co do tego, co jej mąż myślał na temat drobnego szabru. Nie mieli przecież wynosić stąd całego drzewa pełnego owoców, ani całej skrzynki, tylko zerwać sobie jedno, może dwa na spróbowanie. Zazwyczaj to nie ona w tym duecie namawiała do łamania prawa, bo była przecież jego przedstawicielką, tym razem jednak to Prue uległa pokusie.
Nikogo nie było obok, właściwie wydawało jej się, że są tutaj zupełnie sami, nikt ich nie mijał kiedy spacerowali, być może pracownicy znajdowali się w innej części sadów, czy coś. To powodowało, że więcej było za niż przeciw tej drobnej kradzieży. Zresztą tylko by sobie je pożyczyli na wieczne nieoddanie. Nikt pewnie nawet nie zauważy braku kilku owoców. Abbottowie mieli ich przecież bardzo wiele. Nie sądziła, że jej mąż odmówi, w ich duecie to raczej on nie miał problemu z nagnaniem granic, pewnie znajdzie jakieś odpowiednie słowo pasujące do tego co mieliby zrobić, które będzie dalekie od kradzieży.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control