• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[26-30.10.1972] Whispers of Death

[26-30.10.1972] Whispers of Death
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
16.09.2026, 22:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2026, 01:23 przez Astoria Avery.)  
26.10.1972 r.,
galeria OdNowa
/kontynuacja

Research
Następnego ranka Astoria pojawiła się w galerii niemal wraz z pierwszym światłem. Nie czekała, aż budynek zacznie żyć własnym rytmem. Chciała mieć kilka spokojnych godzin, zanim pojawią się pracownicy, interesanci i wszystkie drobne sprawy, które potrafiły rozproszyć jej uwagę. Od razu skierowała się do swojego gabinetu. W środku wszystko znajdowało się dokładnie tam, gdzie zostawiła to poprzedniej nocy. Na biurku czekał zamknięty notes, a obok niego uporządkowane stosy materiałów dotyczących wybranych kandydatów.
Usiadła i otworzyła okno, wpuszczając do środka chłodne, poranne powietrze. Dopiero wtedy sięgnęła po pierwszą księgę. Wczorajsze zmęczenie zniknęło. Nie musiała już mrużyć oczu nad drobnym drukiem ani wracać kilka razy do tych samych akapitów. Litery były ostre, myśli klarowne, a po całonocnym odpoczynku łatwiej było jej dostrzec różnice między informacją rzeczywiście istotną a zwykłą historyczną ciekawostką. Tym razem nie zamierzała po prostu czytać. Chciała wyselekcjonować. Otworzyła notes na stronie z nazwiskami i pod każdym z kandydatów zaczęła tworzyć osobne rubryki. Najpierw związek z Little Hangleton. Potem data i okoliczności śmierci. Dalej poglądy na mugoli i mugolaków, ich udokumentowanie, działalność za życia, pozostawione pisma oraz ilość dostępnych materiałów, które mogłyby pomóc w odtworzeniu osobowości. Na końcu zostawiła miejsce na coś, co dla niej było równie ważne: potencjał portretowy. Nie wystarczyło, że człowiek był odpowiednio radykalny. Musiał mieć charakter. Czarownica przerzucała kolejne strony, porównując źródła. Jeśli jakiś fakt pojawiał się tylko w jednym pamiętniku, zaznaczała go znakiem zapytania. Jeżeli potwierdzały go kronika, gazeta i korespondencja, stawiała przy nim mały znak aprobujący. Jednego kandydata szybko zaczęła wykreślać z listy. Zbyt mało informacji. Przy innym dopisała: poglądy odpowiednie, ale brak wyraźnej osobowości. Jeszcze przy innym: związek z Little Hangleton zbyt słaby. Nie chodziło już o samo znalezienie czarodzieja, który spełniał wymagania. Astoria szukała najlepszego materiału na człowieka zamkniętego w płótnie. Kogoś, którego sposób myślenia będzie można odtworzyć z listów, wypowiedzi, działań i wspomnień. Kogoś, kto po ożywieniu portretu nie będzie tylko gadającą podobizną, ale rzeczywiście sprawiał wrażenie osoby, która kiedyś żyła. Dlatego czytała dalej, tym razem z ołówkiem w dłoni. Lista kandydatów powoli się skracała.

Po półtorej godzinie w końcu zdecydowała. Orpheus Rookwood. Wśród pozostałych wyróżniał się najbardziej, był najodpowiedniejszy. Urodzony w 1838 roku jako drugi syn jednej z bocznych gałęzi rodu Rookwoodów. Większość życia spędził w okolicach Little Hangleton, gdzie jego rodzina posiadała niewielki majątek oraz ziemie graniczące z terenami należącymi do kilku mugolskich gospodarstw. Od młodości interesowała go historia magii, szczególnie dzieje starych rodów i przemiany, jakie zachodziły w społeczności czarodziejskiej po wprowadzeniu Międzynarodowego Statutu Tajności.
Początkowo jego poglądy nie wyróżniały go szczególnie. Z czasem jednak stawał się coraz bardziej radykalny. Rookwood uważał, że Kodeks Tajności powinien być nie tylko ochroną czarodziejów przed mugolami, ale również narzędziem utrzymania wyraźnej hierarchii pomiędzy tymi dwoma światami. Sprzeciwiał się wszelkim próbom zbliżenia społeczności magicznej do tej niemagicznej, a szczególną niechęcią darzył mugolaków. Nie poprzestawał na słowach. W latach siedemdziesiątych XIX wieku zaangażował się w działalność lokalnego stowarzyszenia skupiającego przedstawicieli starych rodzin czarodziejskich. Organizacja oficjalnie zajmowała się ochroną tradycji, lecz z zachowanej korespondencji wynikało, że Rookwood wykorzystywał ją również do wywierania nacisku na osoby popierające większą obecność szlam w lokalnej społeczności. Później zaczął publikować krótkie traktaty. Czarodziej dowodził w nich, że magia stanowi dziedzictwo, którego nie można traktować jak zwykłej umiejętności. W 1889 roku sprzeciwił się przyjęciu młodego mugolaka do lokalnego kręgu edukacyjnego, mimo że chłopak miał wykazywać wyjątkowe zdolności magiczne. Rookwood przekonał kilku członków stowarzyszenia, by wycofali swoje poparcie dla programu. Kilka lat później próbował doprowadzić do zerwania współpracy pomiędzy czarodziejskimi właścicielami ziemskimi a mugolskimi mieszkańcami okolicy. W jednym z zachowanych listów pisał, że tolerowanie "przenikania się dwóch porządków" jest pierwszym krokiem do utraty własnej tożsamości. Niektóre podania wskazywały jego okrucieństwo wobec niemagicznych, ale nie była w stanie tego potwierdzić. Rookwood był czarodziejem gotowym świadomie zniszczyć czyjąś pozycję społeczną w imię własnych przekonań, a przy tym wystarczająco cierpliwym, by wybrać moment, w którym jego działanie wywoła największy rozgłos. Śmierć przyszła po Orpheusa w 1910 roku. Nie umarł podczas pojedynku ani wojny. Nie zginął spektakularnie. Jego śmierć była niemal groteskowo spokojna w porównaniu z życiem, jakie prowadził. Znaleziono go martwego przy biurku, a przed nim leżał niedokończony rękopis. Pisał w nim o przyszłości społeczności czarodziejów. Czarodziej, który uważał swoje poglądy za coś, co powinno przetrwać pokolenia, pozostawił po sobie niedokończony tekst. Jego ciało pochowano kilka dni później w rodzinnym mauzoleum Rookwoodów w Little Hangleton.
Niech jego portret dokończy to, czego on nie zdążył.


learn the rules
then
break some
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
24.10.2026, 22:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2026, 22:45 przez Astoria Avery.)  
Przygotowanie
Mając wszystkie szczegóły, wysłała list do Czarnego Pana z prośbą o dostarczenie wspomnień lub szczątków Orpheusa; tymczasem sama mogła zająć się malowaniem.
Na środku swojej pracowni przywołała dwie solidne sztalugi. Ustawiła je obok siebie, zachowując pomiędzy nimi dostatecznie dużo miejsca, aby móc swobodnie przechodzić od jednego obrazu do drugiego. Cofnęła się o kilka kroków, oceniła ich wzajemne położenie, po czym przesunęła prawą sztalugę nieznacznie w bok. Dopiero wtedy była zadowolona.
Obrazy miały stanowić duet, dlatego od samego początku należało traktować je jako dwie części jednego dzieła. Nie wystarczyło namalować dwóch podobizn Orpheusa Rookwooda i zakląć je w taki sposób, by przedstawiona na nich postać mogła się przemieszczać. Oba portrety musiały zostać ze sobą powiązane na poziomie magicznej struktury, a sam Orpheus powinien zachować ciągłość pamięci i charakteru niezależnie od tego, w której ramie aktualnie przebywał. Astoria znała teorię takich połączeń, miała również okazję obserwować ich działanie w starszych kolekcjach rodzinnych, lecz samodzielne wykonanie podobnego przedsięwzięcia wymagało szczególnej precyzji.
Przywołała zatem dwa płótna o identycznych wymiarach, wcześniej naciągnięte na drewniane krosna. Nie zamierzała korzystać z przypadkowych materiałów. Zaczęła od dwóch cienkich warstw gruntu. Szerokim, płaskim pędzlem rozprowadziła preparat w cienkich warstwach, prowadząc włosie raz wzdłuż, raz w poprzek splotu. W miejscach, w których materiał stawiał większy opór, wyrównywała go cierpliwie, bez pośpiechu. Następnie pozostawiła oba płótna do wyschnięcia, wspomagając proces delikatnym zaklęciem, które usuwało nadmiar wilgoci, nie naruszając struktury gruntu.
- Deek! - zawołała, odkładając pędzel.
Skrzat pojawił się niemal natychmiast, z charakterystycznym trzaskiem, skłaniając głowę.
- Potrzebuję skrzyni z pigmentami portretowymi, tej z dolnego magazynu. I dwóch kompletów płóciennych osłon. Przynieś również księgę receptur z pracowni konserwatorskiej, tę oprawioną w ciemnozieloną skórę. Powinna leżeć na trzeciej półce, obok katalogów zaklęć malarskich.
Skrzat potwierdził polecenie, lecz zanim zdążył zniknąć, Avery przypomniała sobie o jeszcze jednym przedmiocie.
- Ach, i srebrny moździerz. Nie mosiężny, Deek. Srebrny.
Niektóre magiczne pigmenty źle reagowały z określonymi metalami, a ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, było przypadkowe osłabienie ich właściwości jeszcze przed rozpoczęciem pracy.
Kiedy skrzat zniknął, zajęła się przygotowaniem pozostałych narzędzi. Na blacie ułożyła pędzle według wielkości i przeznaczenia: szerokie, płaskie do podmalówki i większych płaszczyzn, okrągłe do modelowania twarzy, miękkie wachlarzowe do subtelnego łączenia przejść tonalnych oraz kilka wyjątkowo cienkich, przeznaczonych do szczegółów oczu, włosów i drobnych załamań skóry. Obok położyła szpachelki malarskie, drewnianą laskę malarską, na której mogła oprzeć dłoń podczas precyzyjnej pracy, oraz czyste lniane ściereczki. Z szafki wydobyła dwie palety. Zawahała się jednak, po czym odłożyła jedną z nich. Przy dwóch obrazach, które powinny tworzyć spójną całość, rozsądniej było korzystać z jednej, odpowiednio dużej palety i przygotowywać mieszanki barw w ilości wystarczającej na oba płótna. Nawet niewielkie różnice w proporcjach pigmentów mogłyby później okazać się widoczne. Na stole ustawiła niewielkie naczynia ze spoiwem olejnym, rozcieńczalnikiem i medium przyspieszającym schnięcie. Przygotowała też szczelnie zamykane pojemniczki na gotowe mieszanki, które zamierzała oznaczać datą i proporcjami składników. Obok znalazły się kawałki węgla rysunkowego, grafit, gumka chlebowa oraz cienkie arkusze pergaminu przeznaczone na szkice kompozycyjne.
Wreszcie Deek powrócił, dźwigając skrzynię niemal tak dużą jak on sam. Postawił ją ostrożnie przy stole, a następnie ułożył obok pozostałe przedmioty.
- Doskonale. Dziękuję ci, Deek. Możesz jeszcze przynieść mi herbatę? I dopilnuj, proszę, żeby nikt mi nie przeszkadzał, chyba że sprawa będzie naprawdę pilna.
Kiedy została sama, otworzyła skrzynię. Zaczęła wybierać potrzebne składniki, ustawiając je w dwóch rzędach. Pierwszy obejmował pigmenty służące do budowania rzeczywistego wizerunku Rookwooda. Drugi przeznaczyła na materiały magiczne, które zamierzała wprowadzać dopiero na odpowiednich etapach pracy. Nie wszystkie mogły zostać ze sobą zmieszane od razu; część wymagała osobnego przygotowania, a niektóre należało nakładać dopiero na wyschnięte warstwy farby. Przejrzała receptury, porównując własne notatki z zapisami starszych mistrzów. Szczególną uwagę poświęciła technice łączenia portretów. W tradycyjnym malarstwie magicznym namalowana postać mogła poruszać się w obrębie własnego przedstawienia, jednak swobodne przechodzenie pomiędzy dwoma odrębnymi płótnami wymagało ustanowienia trwałego połączenia. W tym przypadku oba obrazy miały zostać potraktowane jak dwa pomieszczenia należące do tego samego domu. Orpheus powinien móc opuścić jedno z nich i pojawić się w drugim, nie tracąc świadomości tego, co widział i słyszał wcześniej. Zaczęła szkicować pierwsze propozycje na pergaminie, posługując się miękkim grafitem.
Przygotowania zajęły jej znaczną część przedpołudnia, ale nie uważała tego czasu za stracony. Przeciwnie, im bardziej wymagające było dzieło, tym mniej miejsca pozostawało na improwizację. Kiedy grunt ostatecznie wysechł, przetarła jego powierzchnię drobnym materiałem ściernym, usuwając ledwie wyczuwalne nierówności. Następnie oczyściła oba płótna z pyłu, sprawdziła ich ustawienie i nałożyła cienką, neutralną kolorystycznie imprimaturę, która miała ułatwić późniejsze budowanie światłocienia.
Przed nią stały dwie sztalugi, dwa jednakowo przygotowane płótna i starannie uporządkowany zestaw narzędzi. Na pulpicie spoczywały notatki. Mogła zaczynać.


learn the rules
then
break some
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
30.10.2026, 14:04  ✶  
Szkicowanie, wstępne malowanie
Pierwsze pociągnięcie węgla pozostawiło na płótnie cienką, nieśmiałą linię. Astoria przyjrzała się jej krytycznie, po czym poprowadziła kolejną, wyznaczając wstępne proporcje przyszłej kompozycji. Zrezygnowała z pierwotnego pomysłu przedstawienia go w pozycji stojącej. Byłoby to zbyt oczywiste, nazbyt pomnikowe, a przez to pozbawione subtelności, której poszukiwała. Zamiast tego naszkicowała sylwetkę starszego mężczyzny siedzącego w wysokim fotelu, z jedną dłonią spoczywającą na podłokietniku, drugą zaś opartą na zamkniętej księdze. Nieco uniesiony podbródek i wyprostowana sylwetka miały zdradzać przyzwyczajenie do wydawania osądów, podczas gdy twarz pozostawała spokojna, wręcz obojętna. W tle zaznaczyła wysokie regały biblioteczne, ciężkie zasłony oraz uchylone drzwi, których znaczenie miało ujawnić się dopiero po ukończeniu obu obrazów. Co pewien czas odsuwała się od sztalugi, mrużąc oczy i oceniając proporcje z większej odległości. Kilkakrotnie poprawiała ustawienie ramion, nieznacznie zmniejszyła rozmiar fotela, a potem zupełnie usunęła jeden z dekoracyjnych elementów tła. Zbyt wiele ozdobników odwracało uwagę od postaci, a przecież to ona miała stanowić centrum kompozycji.
Kiedy uznała rysunek za wystarczająco dobry, przeszła do drugiego płótna.
Dopiero gdy oba szkice znalazły się na płótnach, mogła przystąpić do właściwego malowania. Rozprowadziła na palecie pierwsze porcje pigmentów, mieszając chłodne szarości z przygaszonymi brązami i głęboką zielenią. Nie zamierzała tworzyć obrazów ponurych wyłącznie dlatego, że ich przyszłym miejscem przeznaczenia było mauzoleum. Ciemna kolorystyka mogła nadać przedstawieniom odpowiednią powagę, lecz pozbawiona umiaru uczyniłaby z nich niemal karykaturalne wizerunki złowrogiego czarodzieja. Orpheus zasługiwał, przynajmniej jako temat malarski, na coś bardziej wyrafinowanego. Pierwsze godziny upłynęły jej na budowaniu ogólnego rozkładu światła i cienia. Szerokimi pociągnięciami pędzla zaznaczała najciemniejsze partie wnętrza, wydobywała z półmroku zarys fotela i sylwetkę Rookwooda, stopniowo nadając płaskiej powierzchni wrażenie głębi. Pracowała na obu obrazach naprzemiennie, pilnując, aby zachować spójność barw i charakter oświetlenia.
Nie zwróciła większej uwagi na Deeka, który przyniósł jej herbatę i postawił filiżankę na wolnym skrawku stołu. Podziękowała mu odruchowo, nie odrywając spojrzenia od płótna. Kiedy sięgnęła po napój kilkadziesiąt minut później, był już chłodny. Skrzat musiał zresztą zaglądać do pracowni jeszcze przynajmniej raz, ponieważ obok filiżanki pojawił się talerzyk z niewielkim posiłkiem, którego wcześniej tam nie było. Czarownica zjadła kilka kęsów, bardziej z rozsądku niż z głodu, by zaraz wrócić do sztalugi.
Najwięcej uwagi poświęciła twarzy Orpheusa. Nie próbowała jeszcze oddawać najdrobniejszych szczegółów, wiedząc doskonale, że pierwsza warstwa farby nie jest miejscem na dopracowywanie pojedynczych zmarszczek czy refleksów w źrenicach. Wielokrotnie zerkała na materiały źródłowe, porównując je z powstającym wizerunkiem, aż wreszcie dostrzegła w nim pierwsze przebłyski podobieństwa.
Zaczęła nanosić drobne poprawki, tak bardzo się na nich skupiając, że nie usłyszała od razu odgłosów kroków z korytarza. Dopiero, kiedy drzwi pracowni się otworzyły, odwróciła głowę. Leviathan.

(dalsza część tutaj)


learn the rules
then
break some
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#4
06.11.2026, 02:03  ✶  
Malowanie
27-30/10

Malowanie rozpoczęła od portretu przeznaczonego do mauzoleum, uznając, że to właśnie on wymaga największej precyzji. Orpheus Rookwood miał stanowić centralny punkt kompozycji, a otaczająca go architektura powinna jedynie podkreślać jego obecność. Astoria sięgnęła więc po szeroki, miękki pędzel i zaczęła nakładać pierwsze warstwy koloru na kamienne ściany, wykorzystując mieszaniny chłodnych szarości, umbry i niewielkich ilości błękitu. Nie chciała uzyskać jednolitej, martwej powierzchni. Kamień powinien posiadać własną strukturę, subtelne przebarwienia i ślady upływającego czasu, lecz jednocześnie pozostawać dostatecznie neutralny, aby nie konkurować z postacią Rookwooda. Miejscami rozjaśniała go delikatnymi pociągnięciami pędzla, gdzie indziej pogłębiała cienie, budując wrażenie przestrzeni tonącej w półmroku.
Następnie zajęła się kamiennym postumentem, przy którym miał stać Orpheus. Jego powierzchnię opracowywała nieco staranniej, ponieważ znajdował się na pierwszym planie i stanowił istotny element całej kompozycji. Wizerunek powinien zachować powagę właściwą rodowemu mauzoleum, a nie przypominać dekoracyjnego portretu przeznaczonego do salonu. Przez blisko cztery godziny pracowała nad architekturą pierwszego obrazu, stopniowo przechodząc od większych płaszczyzn barwnych do szczegółów. Co pewien czas odkładała pędzel i odsuwała się od sztalugi, oceniając kompozycję z większej odległości. Zbyt jasne fragmenty przyciemniała, zbyt wyraźne krawędzie łagodziła, pozwalając niektórym elementom niemal rozpływać się w cieniu. Dopiero kiedy uznała, że tlo posiada odpowiednią głębię, przeniosła uwagę na drugi obraz.
Gabinet Rookwooda wymagał zupełnie odmiennego podejścia. W przeciwieństwie do surowego wnętrza mauzoleum miał sprawiać wrażenie miejsca zamieszkanego, w którym właściciel spędził wiele godzin pochylony nad księgami i dokumentami. Astoria rozpoczęła od drewnianej boazerii, nakładając cienkie warstwy ciemnego brązu, ochry i przygaszonej czerwieni. Następnie opracowała wysokie regały, stopniowo wydobywając z półmroku rzędy oprawionych w skórę tomów. Nie malowała każdego grzbietu z jednakową dokładnością. Te znajdujące się bliżej pierwszego planu otrzymały wyraźniejsze kontury, delikatne złocenia i subtelne ślady zużycia, podczas gdy dalsze pozostawały jedynie sugestią kształtów i kolorów. Najwięcej uwagi poświęciła sekretarzykowi, który miał stanowić jeden z najważniejszych elementów gabinetu. Umieściła na blacie kałamarz, kilka pergaminów oraz zamkniętą księgę. Niektóre z tych przedmiotów stanowiły dyskretne odniesienia do działalności Rookwooda za życia, inne miały po prostu sprawiać, że wnętrze będzie wyglądało naturalnie. Astoria zadbała również o odpowiednie rozmieszczenie światła. Ciepła poświata padająca z okna rozjaśniała fragment blatu i podłogi, pozostawiając regały oraz dalsze części pomieszczenia w przyjemnym półmroku. Malowanie gabinetu zajęło jej kolejne pięć godzin, rozłożonych pomiędzy pracą nad pierwszym płótnem a krótkimi przerwami, których potrzebowała, aby odpocząć od nieustannego skupiania wzroku. Nie mogła pozwolić sobie na wielogodzinne oczekiwanie, aż kolejne warstwy farby wyschną naturalnie, dlatego pracowała przede wszystkim cienko, wykorzystując magię do przyspieszenia prosesu. Kiedy oba tła zaczęły nabierać ostatecznego wyglądu, powróciła do portretu Orpheusa.
Rozpoczęła od szat, nakładając na przygotowany wcześniej rysunek ciemne, głębokie kolory. Czerń przełamywała niewielkimi ilościami granatu, umbry i przygaszonej zieleni, dzięki czemu materiał nie wyglądał jak jednolita plama. Stopniowo zaznaczała fałdy, załamania światła i miejsca, w których tkanina układała się pod wpływem ciężaru ciała. Nie chciała, aby Orpheus wyglądał jak sztywna figura ustawiona obok postumentu. Musiał sprawiać wrażenie człowieka, który w każdej chwili może odsunąć dłoń od kamienia, wyprostować się jeszcze bardziej i podejść do krawędzi obrazu, aby zwrócić uwagę niepożądanemu przybyszowi.
Dopiero później zajęła się twarzą. To właśnie ten etap wymagał od niej największego skupienia. Zachowane reprodukcje przedstawiały Rookwooda jako człowieka starszego, o wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych, głęboko osadzonych oczach i surowych rysach. Astoria nie zamierzała odejmować mu lat ani łagodzić charakterystycznych cech wyglądu. Przeciwnie, zależało jej na oddaniu dojrzałości, doświadczenia i pewnej nieustępliwości, która zdawała się przebijać z jego dawnych wizerunków. Cienkimi pędzlami stopniowo modelowała policzki, skronie i okolice oczu, wykorzystując subtelne przejścia pomiędzy ciepłymi tonami skóry a chłodniejszymi cieniami. Chciała uchwycić charakter Rookwooda, człowieka wykształconego, dumnego i przekonanego o własnej racji, który nie potrzebował podnosić głosu, aby okazać komuś dezaprobatę. Dlatego jego spojrzenie uczyniła chłodnym i przenikliwym, a usta ułożyła w wyrazie ledwie dostrzegalnego niezadowolenia, jak gdyby już sama obecność niektórych osób mogła stanowić dla niego osobistą obrazę.
Dopiero kiedy zasadnicza część postaci została ukończona, sięgnęła po przygotowane wcześniej pigmenty zawierające sproszkowane szczątki Orpheusa, które dostarczył jej Czarny Pan. Nie wykorzystała ich do malowania tła ani przedmiotów, lecz wyłącznie do ostatnich warstw wykańczających jego sylwetkę. Niewielkie ilości dodawała do mieszanek przeznaczonych na twarz, dłonie i szaty, starannie rozprowadzając je w farbie. Zależało jej, aby materialny ślad po zmarłym został związany z samą postacią, stanowiąc później podstawę do odpowiednich zaklęć portretowych.
Całość zajęła jej cztery dni. Ostatnie godziny malowania poświęciła na poprawki i ujednolicenie obu kompozycji. Na pierwszym obrazie dopracowała herb Rookwoodów, rozjaśniła kilka fragmentów kamiennego postumentu i pogłębiła cień za sylwetką mężczyzny. Pracowała szybko, lecz nie chaotycznie, świadomie rezygnując z niektórych drobnych szczegółów na rzecz odpowiedniego wykończenia najważniejszych elementów. Wiedziała, że przy tak ograniczonym czasie nie zdoła osiągnąć tej samej głębi wielowarstwowego malarstwa, jaką uzyskałaby podczas kilkutygodniowej pracy, lecz efekt końcowy pozostawał satysfakcjonujący. Oba obrazy wyglądały spójnie, zachowując jednocześnie odmienny charakter.
Na pierwszym Orpheus Rookwood stał przy kamiennym postumencie, wyprostowany i dostojny, z chłodnym spojrzeniem skierowanym ku przyszłym odwiedzającym mauzoleum. Na drugim widniał jego gabinet, pełen ksiąg, ciemnego drewna i przygaszonego światła, gotowy przyjąć namalowanego właściciela.


learn the rules
then
break some
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
Wczoraj, 02:08  ✶  
Zaklinanie 
* bez rzucania kostek, bo miałam się nie przejmować techniczną stroną ożywiania obrazów
30/10

Kiedy ostatnie warstwy farby zostały odpowiednio zabezpieczone, czarownica mogła wreszcie przystąpić do najważniejszej części przedsięwzięcia. Dotychczas oba płótna pozostawały jedynie dziełami sztuki, choć wykonanymi z wyjątkową starannością i przeznaczonymi do znacznie ambitniejszych celów niż zwyczajne zdobienie ścian. Teraz należało tchnąć życie w namalowaną postać, a następnie połączyć oba przedstawienia w taki sposób, aby Orpheus mógł swobodnie przemieszczać się pomiędzy nimi. Zresztą, miał nie tylko poruszać się i przemawiać, ale również zachować osobowość, sposób myślenia oraz wspomnienia człowieka, którego przedstawiał. Właśnie dlatego tak istotne okazały się szczątki dostarczone przez Czarnego Pana.
Przez następnych kilka godzin Astoria pracowała nad ożywieniem obrazu, cierpliwie nakładając kolejne zaklęcia i sprawdzając ich działanie. Nie spieszyła się, mimo świadomości upływającego czasu. Zbyt pochopne zakończenie procesu mogłoby zniweczyć cały dotychczasowy wysiłek, a nie zamierzała przedstawiać Czarnemu Panu dzieła, które nie spełniałoby jego oczekiwań. Dopiero kiedy upewniła się, że magiczne powiązanie zostało odpowiednio utrwalone, odsunęła się od sztalugi i przyjrzała się namalowanemu mężczyźnie. Początkowo nie wydarzyło się nic szczególnego. Orpheus nadal stał przy kamiennym postumencie, z jedną dłonią opartą na jego powierzchni i spojrzeniem skierowanym gdzieś ponad ramieniem czarownicy. Dopiero po dłuższej chwili poruszył palcami, jak gdyby sprawdzał, czy odzyskał nad nimi władzę. Następnie powoli odwrócił głowę, rozejrzał się po otaczającej go przestrzeni i zmarszczył brwi. Poczuła przypływ satysfakcji, którego nie pozwoliła sobie jednak okazać zbyt otwarcie. Zamiast tego wyprostowała się i przyjrzała mu się z uwagą, oceniając nie tylko samą zdolność mówienia, ale również naturalność mimiki i gestów.
- Pański nowy portret, monsieur Rookwood - wyjaśniła spokojnie, widząc jego zaskoczenie. - A dokładniej jeden z dwóch, które zostały przygotowane na specjalne zamówienie.
Mężczyzna spojrzał na nią z wyraźnym niedowierzaniem. Jego wzrok przesunął się po twarzy Astorii, następnie po jej stroju, by wreszcie powrócić do różdżki spoczywającej w jej dłoni.
- Portret? - powtórzył z niesmakiem. - I mam rozumieć, że to pani jest odpowiedzialna za ten… stan rzeczy?
- Zgadza się.
- Cóż to za osobliwe czasy - mruknął, prostując się jeszcze bardziej. - Za moich czasów podobne przedsięwzięcia powierzano czarodziejom posiadającym odpowiednie doświadczenie, nie zaś młodym damom, którym najwyraźniej zabrakło stosowniejszych zajęć.
Uśmiechnęła się lekko, bo dokładnie takiej reakcji oczekiwała po mężczyźnie z głęboko zakorzenioną w tradycji świadomością.
- Zapewniam pana, że moje doświadczenie jest wystarczające, aby sprostać temu zadaniu - odpowiedziała uprzejmie. Orpheus zacisnął usta, najwyraźniej niezadowolony z tak bezpośredniej odpowiedzi. Przez chwilę mierzył ją surowym spojrzeniem, jak gdyby rozważał, czy powinien udzielić jej stosownej reprymendy.
- Zwie się? - zapytał w końcu.
- Astoria Avery.
Zmiana w jego wyrazie twarzy była niemal natychmiastowa. Nie zniknęła wprawdzie cała niechęć, lecz surowe zmarszczki na czole nieznacznie się wygładziły, a spojrzenie nabrało odrobiny zainteresowania.
- Hm. Przynajmniej pochodzenie ma pani odpowiednie - przyznał z pewną niechęcią.
Opowiedziała postaci o jego dokładnym przeznaczeniu, czym wydawał się ukontentowany. Dużo więcej obiekcji przedstawiał w kwestii wyposażenia jego gabinetu, ale na to nie mogła już nic poradzić. Dla niej najważniejszym był fakt, że sprawnie przemieszczał się między obrazami. Czyli oba obrazy działały zgodnie z przeznaczeniem, a Rookwood zachował nie tylko wspomnienia, lecz również charakter, który najwyraźniej nie należał do najłatwiejszych. Uznała to za najlepszy możliwy dowód powodzenia całego przedsięwzięcia.


Wysyłanie
Na końcu odpowiednio zapakowała obrazy, dbając o ich zabezpieczenie podczas transportu i przekazała je do wysyłki, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami.

Koniec sesji


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (3286)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa