Henrietta miała podobne podejście, co Robert — nie potrzebowała w życiu obecności jakiegokolwiek mężczyzny. Należało jednak uczynić zadość pewnym tradycjom i przedłużyć linię czystej krwi. A aby tego dokonać, oboje musieli być pewni, że potomek będzie w jak najlepszym zdrowiu. Dlatego też nic dziwnego, że zarówno Robert, jak i Lenore zdecydowali się wstępnie zapoznać z lekarzami, których oboje wybrali. Zresztą, Pani Mulciber, podobnie jak jej mąż, również nie lubiła tracić czasu. A ten był wszak dla niej niezwykle cenny, o czym przekonywał się każdy, kto choć spędził choć trochę czasu w jej towarzystwie.
Nie odpowiedziała mu na skwitowanie jej obecności jedynie kiwając mu lekko głową w geście przyjęcia do wiadomości jego słów. Sama nie zamierzała komentować czasu przybycia Roberta, bo nie to było tematem ich spotkania. Zresztą, podczas tego spotkania nie zamierzała niepotrzebnie strzępić języka. Należało sprawę załatwić sprawnie i bez zbędnego przedłużania.
Pozwoliła Robertowi przejąć stery. Nie byli niestety tym typowym, radosnym małżeństwem, cieszącym się z posiadania dziecka. Nie, nie. To była ich powinność i obowiązek uczynić wszystko, co tylko było koniecznie, by ich vitae nie została zmarnowana. Dlatego na jej facjacie próżno szukać jakichkolwiek oznak zadowolenia czy nawet drobnego uśmiechu. Była niezwykle poważna. Praktycznie nie spoglądała na swego małżonka. Cierpliwie czekała aż nadejdzie ich kolej.
W końcu w niedługim czasie udało im się wejść do środka. Przywitali się z uzdrowicielem, a następnie przedstawili swoją sprawę. Kolejno lekarz rozpoczął badania Henrietty, oczywiście w towarzystwie Mulcibera. Nie obyło się bez trudnych pytań, na które zresztą nie było jej ciężko odpowiedzieć. Przede wszystkim, Robert mógł się dowiedzieć, że jego żona w zasadzie nie współżyła ze swoim poprzednim mężem. Nie miała również kochanków — co zresztą nie powinno nikogo dziwić zważywszy na tryb jej życia. Była zdrowa, aczkolwiek zalecono jej mniejszy stres i zredukowanie godzin pracy oraz przemęczania się. Henrietta bowiem nie kryła się z tym, że pracuje bardzo dużo, co nie spotkało się z pozytywnym odbiorem ze strony lekarza.
Podobnie było na pozostałych wizytach u Uzdrowicieli. Miała przede wszystkim ograniczyć pracę. Henriettcie nie było to w smak, ale na czas ciąży musiała się ugiąć. Później nie miało to już znaczenia, bowiem ewentualny brak obecności matki zostanie wypełniony obecnością opiekunki.
Ostatecznie sama Henrietta Lenore już kilka miesięcy później była w ciąży, a według uzdrowicieli miała urodzić bliźniaki. Płci męskiej.