Po styczniowym spacerze, który zakończył się grą w prawdę oraz wyznaniem kilku rzeczy, nic nie stało się prostsze lub jaśniejsze. Wręcz przeciwnie. Było jeszcze gorzej. Stanley ze Stellą mieli teraz wielki orzech do zgryzienia. Byli w sytuacji niema bez wyjścia. Jednak czy aby na pewno?
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że teraz musi być z górki. W końcu przecież odważyli się opowiedzieć o swoich uczuciach. I najpewniej gdyby we dwójkę pochodzili ze zwykłych rodzin, bez większych tradycji czy przywiązań, wszystko byłoby okej. Niestety, jedno z nich nie miało tak prosto. Stella wywodziła się z rodziny, która miała głęboko zakorzenione idee i plany wobec swoich potomków. Tutaj był właśnie pies pogrzebany - jej rodzice. Państwo Avery w życiu by nie wyrazili swojej aprobaty na ten związek. Zakochani znaleźli się w kropce. Mieli tylko dwie opcje - znaleźć sposób jak to rozwiązać albo zapomnieć o sobie, raz na zawsze...
Borgin długo myślał co mogliby zrobić w tej sytuacji. Niestety żaden efektywny pomysł nie urodził się w jego głowie. Miał już zamiar się poddać i zrezygnować z dalszej próby wymyślenia rozwiązania tego problemu. Na całe szczęście przypomniał sobie jednak o swoim oddanym sojuszniku - alkohoku, pod wpływem którego zawsze wpadał na same genialne pomysły. A przynajmniej tak mu się wydawało.
Stanley jako urodzony mistrz taktu i dobrych zachowań miał z tyłu głowy, że tym razem nie może się pojawić na ulicy Pokątnej w środku nocy bez żadnego kwiatka. Zapamiętał dobrze jakie kwiaty uwielbiała dziewczyna w której zadurzył się po same uszy. To były dalie. Miał z tyłu głowy świadomość, że obiecał jej bukiet tych kwiatów niemal pół roku temu i co gorsza, nadal nic nie zrobił w tej kwestii. Wszystko układało mu się jako plan idealny - przyjdzie z bukietem tych pięknych kwiatów oraz idealnym planem na rozwiązanie ich problemu. To przecież musiało się udać.
Problem pojawił się jednak na samym początku. Andrew nie miał zielonego pojęcia jak te całe dalie w sumie wyglądają. Na całe szczęście jego matka, Anne, zajmowała się zawodowo warzeniem eliksirów i tym samym miała pod dostatkiem wszelkiej maści atlasów i podręczników związanych z roślinami.
Korzystając z faktu, że tego dnia miała cały dzień zajęty w pracy, Stanley postanowił przestudiować te tomy. I nie chodziło mu tutaj aby pogłębiać swoją wiedzę dotyczącą tej sztuki. O, nie, nie. On chciał po prostu znaleźć ten kwiat i wyrwać stronę z nim związana, aby następnie mieć możliwość go zakupić.
Jak pomyślał, tak też zrobił. Bardzo niechlujnie wyrwał stronę ze środka encyklopedii. Nie obchodziło go w tym momencie, że uszkodził tę książkę. Teraz cel uświęcał środki. I tylko to się dla niego liczyło. Najwyżej odkupię taki sam
Nie zwlekał ani chwili dłużej. Udał się czym prędzej na małe zakupy. Chodził od stoiska do stoiska i pokazywał tę nieszczęsną kartę. Nikt nie posiadał takich kwiatów na stanie w tym momencie.
Zawiedziony Stanley chciał już zrezygnować z dalszych poszukiwań. Coś go jednak tchnęło aby sprawdzić jeszcze stragany za rogiem. I to był złoty traf. Jedna z pań, która oferowała tam swoje dobra, posiadała dalie, których on poszukiwał. Oczywiście kartka odegrała tutaj najważniejszą rolę w procesie tłumaczenia, czego on tak naprawdę poszukuje. Bez niej w życiu by nie potrafił wytłumaczyć co on tak naprawdę chce.
Zadowolony z siebie wrócił do domu. Miał z tyłu głowy słowa, które usłyszał w momencie odbioru bukietu - najlepiej aby te kwiaty były w wodzie. Wtedy dłużej wytrzymają. Borgin wziął sobie te słowa do serca. W końcu nie znał się na tych całych badylach. Skoro miały być w wodzie. Tam też będą.
Kiedy dotarł do mieszkania, pierwsze co zrobił to umieścił zdobyte przed chwilą dalie w szklanym flakonie wypełnionym zimną wodą. Odłożył go następnie na szafce, niedaleko wyjścia. Jako, że za chwilę miał wychodzić opracować swój idealny plan, wolał nie ryzykować i przyjść później po swój prezent dla Stelli. Uśmiechnął się na samą myśl, że panna Avery będzie zadowolona. W końcu to jej ulubione kwiaty. Z tą myślą udał się na tajną naradę przy akompaniamencie taniego piwa.
Wybiła godzina 1 albo 2 w nocy. Stanley był już mocno wstawiony, jednak nie na tyle aby się zataczać albo wyglądać jak podczas pierwszej, niezapowiedzianej wizyty u wiolonczelistki. Sam swój stan określał jako stabilny i do zniesienia. Cel miał prosty - ulica Pokątna. Zanim tam się udał, zahaczył jeszcze na szybko o swoje mieszkanie z którego zabrał flakonik z daliami. W końcu kwiaty musiały być w wodzie.
Dotarł na miejsce i wszedł tym samym sposobem co zawsze. Ktoś inny otworzył drzwi, a on skorzystał z okazji i znalazł się na klatce. Tym razem jednak nie robił burdy, tylko szedł wprawnym krokiem na samą górę. Kiedy znalazł się przed drzwiami, które prowadziły wprost do gniazdka Stelli, przeczesał swoje włosy aby wyglądały idealnie, a następnie podszedł zapukać. Starał się to zrobić na tyle głośno aby usłyszała go jego wybranka ale na tyle cicho aby niepotrzebnie nie zbudzić sąsiadów.
Czekając, aż drzwi się otworzą, oparł się o framugę i wyjął jakieś złożone kartki z lewej kieszeni. Te jednak wypadły mu na podłogę. Nie zdążył ich jednak podnieść, ponieważ otworzyły się drzwi. Swojej głowy nie podniósł jednak do góry, lecz dalej wpatrywał się w podłogę na której leżały jego notatki. Pierwsza z nich, niechlujnie wyrwana z jakiejś książki, przedstawiała dalie wraz z jej rysunkiem oraz botanicznym opisem. Druga kartka była pogięta i miała ślady jakby ktoś rozlał na niej kawę lub inny napój... Ale przede wszystkim była zapisana bardzo nieczytelnym pismem.
- Przyszedłem - oznajmił z entuzjazmem w głosie osobie, która otworzyła mu drzwi. Nadal nie patrzył na tego kto mu te drzwi otworzył. Walczył z samym sobą czy powinien zaryzykować i schylić się po te notatki, czy jednak poczekać na pomoc - Proshe... Dla Ciebie... - odparł, wystawiając przed siebie rękę w której trzymał szklany flakonik pełny wody wraz z daliami.
Stanley już tak miał, że lubił przychodzić do Stelli o różnych, a przede wszystkim losowych porach, bez żadnej zapowiedzi. Jak czuł, że ma ochotę albo mu się nudzi to wtedy wybierał się na taką wycieczkę. Z nią nigdy się przecież nie potrafił nudzić.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972