24.03.2023, 11:31 ✶
Była tutaj!
Przepełniona ulgą Mackenzie rzuciła się ku miotle, a potem złapała tak, jakby chciała ją objąć. Była przywiązana do tej miotły. Poza tym ta była bardzo droga - a Greengrass, nawet jeżeli mogłaby kupić teraz sto takich mioteł i nie zbankrutować, wciąż w głębi ducha była tą samą dziewczyną, która szła do Hogwartu w używanej szacie, nieudolnie przerobionej przez matkę i pomagała w wakacje w Trzech Miotłach albo herbaciarni w Hogsmeade w zamian za trochę drobnych. Przez to, że skupiła się na sprawdzaniu, czy miotła jest cała, dopiero po chwili dotarło do niej i że w pobliżu faktycznie jest kąpielisko... wzdrygnęła się lekko, nie lubiła wody... i co mówi do nich kobieta.
Przyniósł ich wiatr.
Klątwa.
Pomóc jej z klątwą.
Mackenzie spojrzała na tancerkę, a choć naprawdę rzadko czemuś się dziwiła, tak teraz była trochę zaskoczona. Nie zawsze rozumiała cudze zachowania. Właściwie często ich nie rozumiała. Miała jednak niejasne przeczucie, że proszenie przypadkowym osób, które spadły z nieba i nie wiedziały, gdzie są, o odczarowanie twojego męża, jest prośbą z gatunków tych nietypowych.
- Nie znam się na klątwach - powiedziała ostrożnie. - Nie powinnaś zwrócić się do Ministerstwa?
Wypuściła z rąk miotłę. Chciała sprawdzić, czy ta działa prawidłowo i... jej ukochane narzędzie transportu, zamiast zawisnąć w powietrzu, potoczyło się po trawie. Mackenzie wyciągnęła nad nią dłoń, szepcąc "do mnie", a potem zamrugała, kiedy nie było reakcji. Każda miotła przyfruwała do dłoni Mackenzie. W Hogwarcie, na pierwszej lekcji latania, patrzyła z pogardą na kolegów, którym nie udało się przywołać swojej za pierwszym razem.
Jednak była uszkodzona.
Greengrass wydobyła z kieszeni różdżkę, chcąc rzucić lumos, by obejrzeć miotłę dokładnie. Ale krańca różdżki nie rozświetliło światło. Straciła magię.
Nie wpadła w panikę tylko dlatego, że nie zdarzyło się to po raz pierwszy. Była już na Mglistych Mokradłach. Wiedziała więc, że takie anomalie się zdarzają. Przymknęła na moment powieki, a potem spojrzała ku granicy lasu, ciemnej, obcej i znajomej jednocześnie. Wyglądała jak Knieja, ale fragment Kniei, w którym Mackenzie nigdy nie była. Przylatywała tu czasem w tajemnicy, owszem, latała nad nią, czasem wędrowała, raz czy dwa zasnęła pod drzewami, ale nie miała okazji poznać miejsca, należącego do jej krewnych, naprawdę dobrze.
Nie straciła magii na stałe. Prawda? Ta wróci, gdy się stąd wydostanie.
- Możecie czarować? – spytała krótko, po czym spojrzała na kobietę. – Wiesz… wiesz w którą stronę do Doliny Godryka?
Przepełniona ulgą Mackenzie rzuciła się ku miotle, a potem złapała tak, jakby chciała ją objąć. Była przywiązana do tej miotły. Poza tym ta była bardzo droga - a Greengrass, nawet jeżeli mogłaby kupić teraz sto takich mioteł i nie zbankrutować, wciąż w głębi ducha była tą samą dziewczyną, która szła do Hogwartu w używanej szacie, nieudolnie przerobionej przez matkę i pomagała w wakacje w Trzech Miotłach albo herbaciarni w Hogsmeade w zamian za trochę drobnych. Przez to, że skupiła się na sprawdzaniu, czy miotła jest cała, dopiero po chwili dotarło do niej i że w pobliżu faktycznie jest kąpielisko... wzdrygnęła się lekko, nie lubiła wody... i co mówi do nich kobieta.
Przyniósł ich wiatr.
Klątwa.
Pomóc jej z klątwą.
Mackenzie spojrzała na tancerkę, a choć naprawdę rzadko czemuś się dziwiła, tak teraz była trochę zaskoczona. Nie zawsze rozumiała cudze zachowania. Właściwie często ich nie rozumiała. Miała jednak niejasne przeczucie, że proszenie przypadkowym osób, które spadły z nieba i nie wiedziały, gdzie są, o odczarowanie twojego męża, jest prośbą z gatunków tych nietypowych.
- Nie znam się na klątwach - powiedziała ostrożnie. - Nie powinnaś zwrócić się do Ministerstwa?
Wypuściła z rąk miotłę. Chciała sprawdzić, czy ta działa prawidłowo i... jej ukochane narzędzie transportu, zamiast zawisnąć w powietrzu, potoczyło się po trawie. Mackenzie wyciągnęła nad nią dłoń, szepcąc "do mnie", a potem zamrugała, kiedy nie było reakcji. Każda miotła przyfruwała do dłoni Mackenzie. W Hogwarcie, na pierwszej lekcji latania, patrzyła z pogardą na kolegów, którym nie udało się przywołać swojej za pierwszym razem.
Jednak była uszkodzona.
Greengrass wydobyła z kieszeni różdżkę, chcąc rzucić lumos, by obejrzeć miotłę dokładnie. Ale krańca różdżki nie rozświetliło światło. Straciła magię.
Nie wpadła w panikę tylko dlatego, że nie zdarzyło się to po raz pierwszy. Była już na Mglistych Mokradłach. Wiedziała więc, że takie anomalie się zdarzają. Przymknęła na moment powieki, a potem spojrzała ku granicy lasu, ciemnej, obcej i znajomej jednocześnie. Wyglądała jak Knieja, ale fragment Kniei, w którym Mackenzie nigdy nie była. Przylatywała tu czasem w tajemnicy, owszem, latała nad nią, czasem wędrowała, raz czy dwa zasnęła pod drzewami, ale nie miała okazji poznać miejsca, należącego do jej krewnych, naprawdę dobrze.
Nie straciła magii na stałe. Prawda? Ta wróci, gdy się stąd wydostanie.
- Możecie czarować? – spytała krótko, po czym spojrzała na kobietę. – Wiesz… wiesz w którą stronę do Doliny Godryka?