26.10.2022, 22:00 ✶
Była w stanie wyobrazić sobie, jak abstrakcyjna musiała być to dla Brenny sytuacja; kiedy nie jedna, ale parę osób nagle pojawiło się w jej życiu, w jej domu, nie wspominając już o tym, że były to osoby kompletnie obce. Dora była wtedy jeszcze dzieckiem, które nawet nie dostało listu z hogwartu, a mimo to pamiętałą do dzisiaj, jak ciepło zostali przyjęci w domu Longbottomów. Nawet jeśli zamieszkanie w Dolinie Godryka wiązało sie z tak nieprzyjemnymi i ciężkimi wspomnieniami, jak utrata matki, to część niej była wdzięczna za to, że mogła dzięki temu odnaleźć w swoim życiu tak ciepłych i dobrych ludzi.
Z chęcią więc podejmowała wszelkie interakcje z mieszkańcami posiadłości, ciesząc się tym bardziej, gdy to oni proponowali wspólne spędzanie czasu. Na zaproszenie na wspólną przechadzkę przyjęła więc z uśmiechem i wesoło podrygiwała obok Bren, kiedy szły przez dolinę, z uwagą słuchając tego, co kobieta miała jej do powiedzenia. Rośliny Greengrassów nie były dla niej czymś zupełnie abstrakcyjnym - ich wyjątkowość było czymś, co z chęcią poruszane było przez nauczycieli zielarstwa, co absolutnie nie wpływało na to, z jakim zaangażowaniem o tym słuchała.
- Myślisz, że rozumieją co się do nich mówi? - zapytała z ożywieniem, podchodząc do jednego z drzew, które znajdowało się przy drodze którą szły i które znajdowało się najbliżej. Parę razy puknęła w jego pień, by w końcu przyłożyć do niego ucho, jakby chcąc sprawdzić, czy zaraz nie odezwą się do niej przodkowie Greengrasów. Jak na złość, drzewo zdawało się milczeć, zachowując dla siebie wszelkie posiadane sekrety. Westchnęła smutno.
Lato skutecznie górowało nad kapryśną angielską pogodą, pozwalając słońcu świecić jasno i przyjemnie, dzięki czemu nie pozostawało nic, jak cieszyć się ciepłem i skąpanym w jego promieniach krajobrazem. Podobnie jak Brenn, Dora ubrana była na mugolską modę, chociaż ta była dla niej raczej typowym sposobem ubioru. Błękitna spódnica za kolana, odcięta w talii od białej bluzki skórzanym paskiem, daleka była od podbijającej mugolski Londyn mody. Niemniej jednak, zapewniała odpowiedni poziom komfortu.
- Może masz rację - pokiwała głową, podchwytując wątek drzew sadzanych na grobach. Nie mogła zaprzeczyć, że ta teorie wydawała się najbardziej prawdopodobną. - Aczkolwiek najchętniej zapytałabym kogoś z Greengrassów. Ah, gdybym tylko jakiegoś znała... - kopnęła jakiś najbliższy kamyk, posyłając go w przydrożne krzaki - A jaka w takim razie jest najstraszniejsza rzecz, jaka przydarzyła ci się w tym lesie?
Z chęcią więc podejmowała wszelkie interakcje z mieszkańcami posiadłości, ciesząc się tym bardziej, gdy to oni proponowali wspólne spędzanie czasu. Na zaproszenie na wspólną przechadzkę przyjęła więc z uśmiechem i wesoło podrygiwała obok Bren, kiedy szły przez dolinę, z uwagą słuchając tego, co kobieta miała jej do powiedzenia. Rośliny Greengrassów nie były dla niej czymś zupełnie abstrakcyjnym - ich wyjątkowość było czymś, co z chęcią poruszane było przez nauczycieli zielarstwa, co absolutnie nie wpływało na to, z jakim zaangażowaniem o tym słuchała.
- Myślisz, że rozumieją co się do nich mówi? - zapytała z ożywieniem, podchodząc do jednego z drzew, które znajdowało się przy drodze którą szły i które znajdowało się najbliżej. Parę razy puknęła w jego pień, by w końcu przyłożyć do niego ucho, jakby chcąc sprawdzić, czy zaraz nie odezwą się do niej przodkowie Greengrasów. Jak na złość, drzewo zdawało się milczeć, zachowując dla siebie wszelkie posiadane sekrety. Westchnęła smutno.
Lato skutecznie górowało nad kapryśną angielską pogodą, pozwalając słońcu świecić jasno i przyjemnie, dzięki czemu nie pozostawało nic, jak cieszyć się ciepłem i skąpanym w jego promieniach krajobrazem. Podobnie jak Brenn, Dora ubrana była na mugolską modę, chociaż ta była dla niej raczej typowym sposobem ubioru. Błękitna spódnica za kolana, odcięta w talii od białej bluzki skórzanym paskiem, daleka była od podbijającej mugolski Londyn mody. Niemniej jednak, zapewniała odpowiedni poziom komfortu.
- Może masz rację - pokiwała głową, podchwytując wątek drzew sadzanych na grobach. Nie mogła zaprzeczyć, że ta teorie wydawała się najbardziej prawdopodobną. - Aczkolwiek najchętniej zapytałabym kogoś z Greengrassów. Ah, gdybym tylko jakiegoś znała... - kopnęła jakiś najbliższy kamyk, posyłając go w przydrożne krzaki - A jaka w takim razie jest najstraszniejsza rzecz, jaka przydarzyła ci się w tym lesie?