25.03.2023, 18:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2023, 18:04 przez Brenna Longbottom.)
Brenna była bardzo słaba wobec ludzi potrzebujących pomocy i cudzych łez, przynajmniej jeśli nie miała podstaw podejrzewać, że te są krokodyle. A nawet w całej swojej paranoi nie oskarżałaby o coś takiego Effimery.
- Pewnie. Pomogę. Nie ruszaj się przez chwilę, dobrze? – poprosiła, chociaż deska zatrzeszczała złowieszczo pod jej dłońmi, dobitnie wskazując, że wejście na nią nie będzie dobrym pomysłem. Nie chciała używać jednak zaklęć do wyciągnięcia nogi dziewczyny z pułapki: za duże ryzyko, że ta by się przy tym poraniła, zwłaszcza z takiej odległości. Pozostawało więc tylko jedno…
Brenna usiadła, ściągając pośpiesznie buty i skarpetki, a potem zrzuciła płaszcz. Skoro nie mogła przejść po mostku, pozostawało przejść obok niego. Nie był na tyle wysoki, aby nie mogła dosięgnąć do Effie, a i spróbowanie od dołu zdawało się całkiem niezłym pomysłem.
Brygadzistka skrzywiła się lekko, kiedy wsunęła się do rzeki, a zimno przenikło ją aż do kości. Angielska pogoda nie sprzyjała kąpielom w rzekach i stawach przynajmniej do maja, więc Brennę przebiegły dreszcze. Mimo to ruszyła do przodu, starając się zignorować chłód, kamieniste dno i ciesząc, że przynajmniej nurt nie jest na tyle silny, aby ją porwał. W miejscu, gdzie nieszczęsna Effimery wpadła w pułapkę, woda sięgała Brennie mniej więcej do pasa.
- Daj mi chwilę, dobrze? Powiedz, gdyby bolało – poprosiła, znikając Trelawney z oczu, gdy pochylała się, aby znaleźć się pod mostem. Moment później dziewczyna mogła poczuć, że Brenna walczy z drugą deską, tą tuż przy tej, która uwięziła nogę Effie. Robiła to jedną dłonią, palcami drugiej starając się osłonić nogę Trelawneyówny, tak by ewentualne drzazgi wbiły się raczej w skórę Brenny niż poraniły Effie.
Deska dość szybko trzasnęła i to nawet wyszło Brennie na tyle skutecznie, że panna Trelawney nie została przy tym zraniona. Za to rąbnęła prosto w głowę Brenny, która wydała z siebie ciche „aua”, a potem wyłoniła się z powrotem obok mostu, z głową mniej więcej jakieś kilkanaście centymetrów ponad deskami.
- Dasz radę się uwolnić teraz?
(aktywność fizyczna, wyłamanie deski)
- Pewnie. Pomogę. Nie ruszaj się przez chwilę, dobrze? – poprosiła, chociaż deska zatrzeszczała złowieszczo pod jej dłońmi, dobitnie wskazując, że wejście na nią nie będzie dobrym pomysłem. Nie chciała używać jednak zaklęć do wyciągnięcia nogi dziewczyny z pułapki: za duże ryzyko, że ta by się przy tym poraniła, zwłaszcza z takiej odległości. Pozostawało więc tylko jedno…
Brenna usiadła, ściągając pośpiesznie buty i skarpetki, a potem zrzuciła płaszcz. Skoro nie mogła przejść po mostku, pozostawało przejść obok niego. Nie był na tyle wysoki, aby nie mogła dosięgnąć do Effie, a i spróbowanie od dołu zdawało się całkiem niezłym pomysłem.
Brygadzistka skrzywiła się lekko, kiedy wsunęła się do rzeki, a zimno przenikło ją aż do kości. Angielska pogoda nie sprzyjała kąpielom w rzekach i stawach przynajmniej do maja, więc Brennę przebiegły dreszcze. Mimo to ruszyła do przodu, starając się zignorować chłód, kamieniste dno i ciesząc, że przynajmniej nurt nie jest na tyle silny, aby ją porwał. W miejscu, gdzie nieszczęsna Effimery wpadła w pułapkę, woda sięgała Brennie mniej więcej do pasa.
- Daj mi chwilę, dobrze? Powiedz, gdyby bolało – poprosiła, znikając Trelawney z oczu, gdy pochylała się, aby znaleźć się pod mostem. Moment później dziewczyna mogła poczuć, że Brenna walczy z drugą deską, tą tuż przy tej, która uwięziła nogę Effie. Robiła to jedną dłonią, palcami drugiej starając się osłonić nogę Trelawneyówny, tak by ewentualne drzazgi wbiły się raczej w skórę Brenny niż poraniły Effie.
Deska dość szybko trzasnęła i to nawet wyszło Brennie na tyle skutecznie, że panna Trelawney nie została przy tym zraniona. Za to rąbnęła prosto w głowę Brenny, która wydała z siebie ciche „aua”, a potem wyłoniła się z powrotem obok mostu, z głową mniej więcej jakieś kilkanaście centymetrów ponad deskami.
- Dasz radę się uwolnić teraz?
(aktywność fizyczna, wyłamanie deski)
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.