Stanley był święcie przekonany, że z Lycoris nie może być przecież aż tak źle. Nie należała do grona najgorszych rozmówców... lecz dość specyficznych.
Nie pozostawał jej dłużny w kwestii przyglądania się. Obdarzył swoją koleżankę przyjacielskim uśmiechem. Nie zrobiła mu przecież nic złego, więc tym samym nie miał powodu aby być do niej w jakimkolwiek stopniu negatywnie nastawionym.
- Zależy kto by to powiedział - zaczął tłumaczyć - Jeżeli ktoś inny to mógłbym się poczuć nawet lekko urażony... - przymknął jedno oko, a następnie wyjął końcówkę języka na swoje wargi - Ale jeżeli padłoby to z Twoich ust... To tak. Mógłbym nawet dla większej efektowności zakręcić z trzy razy ręką - dodał po chwilowym zastanowieniu. Na jego twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha lecz nie odpowiedział na słowa Lycoris, które głosiły, że jest dziwnym człowiekiem. Czyżby znowu zaczęła go komplementować?
Stanley uważał, że życie jest zbyt krótkie aby się zbytnio przejmować tym co inni o nim sądzą. Jeszcze żeby mówiła mu to jakaś bliska osoba. W takim wypadku zapewne przejąłby się tym i postarał zmienić. Ale jeżeli słyszał takie rzeczy od kogoś kogo prawie nie znał, to spływało to po nim całkowicie.
- Wiem - odparł, całkowicie ignorując jej sarkazm jakby powiedziała to na prawdę - Nie wymagam tego... Ale jak chcesz to przecież nie mogę Ci zabronić - dodał. Kim on był aby mówić Lycoris komu powinna wyznawać miłość, a komu nie?
- Ooo.. - uniósł swoje brwi w zaskoczeniu - Szybko ta nasza relacja awansuje, nie sądzisz? - zapytał - Najpierw to było tylko wyjście na kawę, potem przerwa w pracy, a teraz randka? - drążył temat dalej - Jakbym wiedział to mógłbym się lepiej przygotować... - oświadczył, a następnie rozejrzał się po pomieszczeniu, które było trochę nieogarnięte. Z drugiej strony nie potrzebowało wiele pracy aby je posprzątać. Wytrzeć kurz tu, tam przejechać nabłyszczaczem, a tu położyć obrus. Zwykłe, małe roboty, których jednak nikt nie wykonywał bo nie było takiej potrzeby. Nikomu to po prostu nie przeszkadzało.
- Mam przynieść lustro dla własnego bezpieczeństwa? - zaśmiał się pytając swojej rozmówczyni, a następnie skierował kciuk od swojej ściśniętej dłoni na jeden s pokoi - Nie może być przecież aż tak źle - przyjrzał się jej - Na pewno musisz mieć bardzo ładny uśmiech - skomplementował, chociaż spodziewał się jak to się zapewne skończy - kolejnym oskarżeniem o niepoczytalność.
- To jakaś skorupa bezpieczeństwa, żeby ludzie Cię unikali jak ognia? - zapytał przecierając blat - Boisz się innych ludzi? - dodał. Zaczęło go to zastanawiać. Skąd w niej jest takie podejście do innego człowieka? Może ktoś ją kiedyś skrzywdził, a ona teraz się mści na wszystkim co żywe? Ale to mogła wyjaśnić tylko sama Lycoris. Nikt inny.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972