26.03.2023, 13:46 ✶
Nic nie wiedziała o kobiecie w łachmanach i o lelku wróżebniku. Nie mogła się domyślać, że część strachu, jaki odczuwała dziewczyna, wynikała z tego, że miała w pamięci słowa wróżbitki, krzyk ptaka i że zastanawiała się, czy to tylko ten wypadek, czy… coś jeszcze. A gdyby wiedziała, pewnie i tak pocieszałaby Effie, że nie ma rzeczy nieuniknionych. To nie tak, że nie wierzyła zupełnie we wróżbiarstwo czy znaki, objawiające się jasnowidzom. Moc trzeciego oka płynęła i w jej krwi, i ujawniła się, kiedy Brenna była jeszcze dzieckiem. Ale jednocześnie: chciała i musiała wierzyć, że w ostatecznym rozrachunku pewne rzeczy ludzie wybierają sami.
Choć zapewne, na wszelki wypadek, gdyby wiedziała, nie spuściłaby z Effie oka do samego świtu. W końcu strzeżonego Dumbledore strzeże.
- W takim wypadku czeka nas mała przejażdżka Błędnym Rycerzem. Jeździłaś nim już kiedyś? – spytała Brenna. Wędrowanie do najbliższego punktu Fiuu nie wydawało się jej najlepszym pomysłem, bo ten mieścił się kawałek drogi stąd, a chociaż noga nie wyglądała na złamaną, a rany na pewno nie zagrażały życiu, były na pewno bolesne. Dało się też łatwo domyśleć, że jeżeli Effie się przeforsuje, mogą otworzyć się bardziej.
Schwytana za rękę uścisnęła na moment dłoń Effie, ale zaraz puściła. Jej spodnie były już tylko trochę wilgotne, wstała więc, aby zgarnąć z brzegu buty i skarpetki, i wsunąć je na bose stopy. Z pewną ulgą otuliła się też płaszczem, chroniąc przed wieczornym chłodem.
- W każdym razie, są dwie opcje – powiedziała, wracając do Effie. – Jedna, wyciągam te drzazgi teraz i teleportuję się do apteki, a potem wracam tu z eliksirem leczniczym i opatrunkami, żebyś nie musiała męczyć podczas podróży. Druga, od razu wzywamy Błędnego Rycerza, ale zanim dotrzemy do Londynu minie pewnie ze czterdzieści minut i w tym czasie to będzie bolało.
Zdaniem Brenny pierwsza opcja byłaby rozsądniejsza. Noga naprawdę nie wyglądała dobrze, Brygadzistka była właściwie pewna, że te ostre drzazgi sprawiają dziewczynie ból, więc należałoby jak najszybciej je wyjąć, a gdyby teleportowała się na Pokątną, wróciłaby najpóźniej po kilku minutach. Wolała jednak wziąć pod uwagę zdanie Trelawneyówny. Dziewczyna wyglądała na naprawdę przerażoną wypadkiem, którego doświadczyła i Brenna nie chciała zmuszać jej, aby została sama w mroku, nad brzegiem rzeki w Little Hangleton. Gdyby to jeszcze była Dolina Godryka… ale to miejsce jakoś zawsze zdawało się Brennie mało przyjemne. Głównie ze względu na bliskość otoczonego złą sławą Lasu Wisielców.
Rozejrzała się jeszcze, upewniając, że nigdzie w oddali nie widać w mroku żadnych, ludzkich sylwetek. A potem wyciągnęła różdżkę. W zależności od decyzji Trelawney – gotowa nią machnąć albo, by się teleportować, albo by przywołać magiczny autobus.
Choć zapewne, na wszelki wypadek, gdyby wiedziała, nie spuściłaby z Effie oka do samego świtu. W końcu strzeżonego Dumbledore strzeże.
- W takim wypadku czeka nas mała przejażdżka Błędnym Rycerzem. Jeździłaś nim już kiedyś? – spytała Brenna. Wędrowanie do najbliższego punktu Fiuu nie wydawało się jej najlepszym pomysłem, bo ten mieścił się kawałek drogi stąd, a chociaż noga nie wyglądała na złamaną, a rany na pewno nie zagrażały życiu, były na pewno bolesne. Dało się też łatwo domyśleć, że jeżeli Effie się przeforsuje, mogą otworzyć się bardziej.
Schwytana za rękę uścisnęła na moment dłoń Effie, ale zaraz puściła. Jej spodnie były już tylko trochę wilgotne, wstała więc, aby zgarnąć z brzegu buty i skarpetki, i wsunąć je na bose stopy. Z pewną ulgą otuliła się też płaszczem, chroniąc przed wieczornym chłodem.
- W każdym razie, są dwie opcje – powiedziała, wracając do Effie. – Jedna, wyciągam te drzazgi teraz i teleportuję się do apteki, a potem wracam tu z eliksirem leczniczym i opatrunkami, żebyś nie musiała męczyć podczas podróży. Druga, od razu wzywamy Błędnego Rycerza, ale zanim dotrzemy do Londynu minie pewnie ze czterdzieści minut i w tym czasie to będzie bolało.
Zdaniem Brenny pierwsza opcja byłaby rozsądniejsza. Noga naprawdę nie wyglądała dobrze, Brygadzistka była właściwie pewna, że te ostre drzazgi sprawiają dziewczynie ból, więc należałoby jak najszybciej je wyjąć, a gdyby teleportowała się na Pokątną, wróciłaby najpóźniej po kilku minutach. Wolała jednak wziąć pod uwagę zdanie Trelawneyówny. Dziewczyna wyglądała na naprawdę przerażoną wypadkiem, którego doświadczyła i Brenna nie chciała zmuszać jej, aby została sama w mroku, nad brzegiem rzeki w Little Hangleton. Gdyby to jeszcze była Dolina Godryka… ale to miejsce jakoś zawsze zdawało się Brennie mało przyjemne. Głównie ze względu na bliskość otoczonego złą sławą Lasu Wisielców.
Rozejrzała się jeszcze, upewniając, że nigdzie w oddali nie widać w mroku żadnych, ludzkich sylwetek. A potem wyciągnęła różdżkę. W zależności od decyzji Trelawney – gotowa nią machnąć albo, by się teleportować, albo by przywołać magiczny autobus.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.