26.03.2023, 15:06 ✶
Patrick stał przed sadzawką i obserwował wyłaniającą się z niej kryształową czaszkę. Zawiesił wzrok na kłębiących się w środku dziwacznych obłokach. To była jedna z takich chwil, w czasie których kompletnie nie wiedział, jak powinien zareagować. Zdumienie przeplatało się w jego umyśle z całą grozą, która przenikała to miejsce.
A potem, gdy na wierzch gładkiej tafli zaczęły wypływać ciała, poczuł ulgę, że żadne z nich nie postanowiło zanurkować do wody by samodzielnie poszukiwać ukrytego na dnie artefaktu.
Drgnął, słysząc głos Brenny. Kiwnął głową, na znak, że spełni jej prośbę. Zadanie było obrzydliwe, ale cel który mu przyświecał słuszny. Przyłożył rękę do ust i zbliżył się do sadzawki. Patrzył na kawałki ciał, starając się nie myśleć o tym, że były to ofiary jakiegoś wariata. Nie chciał o tym myśleć, bo myśląc, dałby się ponieść słusznemu (ale tak naprawdę bezproduktywnemu) gniewowi.
Wreszcie, gdy wyłowił wzrokiem kawałek, jaki wydawał mu się najświeższy, machnął różdżką i zaklęciem ze szkoły translokacji, uniósł go i przeniósł do kręgu. Widział już jak Brenna używała widmowidzenia, wiedział jak się to odbywało i że mogło nieść za sobą nieprzyjemne konsekwencje.
- Nie próbuj siebie przeforsowywać – poprosił ją, bo nie ostrzegał.
I może przez to zaaferowanie Longbottom, chwilowo stracił czujność i nie zwrócił uwagi na to, co się działo z Heather Wood. Dopiero odgłos wymiotowania sprawił, że spojrzał w jej stronę. Najpierw poczuł zmieszanie, irytację na samego siebie, że nie wziął pod uwagę tego jaka dziewczyna była młoda i jak obrzydliwe rzeczy przyszło jej teraz oglądać. Potem nadeszła kolej bezradności. Patrick nie miał pojęcia, jak powinien zareagować w tym momencie. Nie znał przesadnie Heather. Do tej chwili nawet nie wiedział, że ciążyła na niej klątwa żywiołów.
Wreszcie zadziałał intuicyjnie, może głupio, bo nie miał zielonego pojęcia, jaki efekt przyniesie jego działanie. Rzucił się ku Wood, by ją objąć. Mocno wtulić w siebie i odwrócić od fragmentów ciał, od przeklętego widoku śmierci i czarnej magii. Odruchowo gładził po plecach, mówiąc:
- Już w porządku. Udało nam się. Dorwiemy skurwiela. Bez ciebie byśmy sobie nie poradzili… - głos miał cichy, starał się brzmieć spokojnie, choć tak naprawdę nie wiedział, czy w ogóle reagował prawidłowo. Nie przejmował się wodą i tym, że właśnie cały przemakał. Najważniejsze było to, by Heather się uspokoiła.
Stał przy niej. Obejmował ją. Cierpliwie czekał, ciągle powtarzając, że już w porządku, udało im się, oczyścili Mgliste Mokradła.
A potem?
Potem musieli się stąd zabrać. Najpierw oznaczyć na mapie miejsce, gdzie znaleźli ciała. Potem schować czaszkę. Owinąć ją w materiał. Wsadzić do plecaka. Wreszcie aportować się stąd do Ministerstwa Magii. Powiadomić kogo trzeba by wysłano tu jak najszybciej ludzi po fragmenty ciał. On będzie musiał zdać raport Harper. Brenna, Mavelle i Heather Bonesowi.
Tu nie mieli już nic do zrobienia.
A potem, gdy na wierzch gładkiej tafli zaczęły wypływać ciała, poczuł ulgę, że żadne z nich nie postanowiło zanurkować do wody by samodzielnie poszukiwać ukrytego na dnie artefaktu.
Drgnął, słysząc głos Brenny. Kiwnął głową, na znak, że spełni jej prośbę. Zadanie było obrzydliwe, ale cel który mu przyświecał słuszny. Przyłożył rękę do ust i zbliżył się do sadzawki. Patrzył na kawałki ciał, starając się nie myśleć o tym, że były to ofiary jakiegoś wariata. Nie chciał o tym myśleć, bo myśląc, dałby się ponieść słusznemu (ale tak naprawdę bezproduktywnemu) gniewowi.
Wreszcie, gdy wyłowił wzrokiem kawałek, jaki wydawał mu się najświeższy, machnął różdżką i zaklęciem ze szkoły translokacji, uniósł go i przeniósł do kręgu. Widział już jak Brenna używała widmowidzenia, wiedział jak się to odbywało i że mogło nieść za sobą nieprzyjemne konsekwencje.
- Nie próbuj siebie przeforsowywać – poprosił ją, bo nie ostrzegał.
I może przez to zaaferowanie Longbottom, chwilowo stracił czujność i nie zwrócił uwagi na to, co się działo z Heather Wood. Dopiero odgłos wymiotowania sprawił, że spojrzał w jej stronę. Najpierw poczuł zmieszanie, irytację na samego siebie, że nie wziął pod uwagę tego jaka dziewczyna była młoda i jak obrzydliwe rzeczy przyszło jej teraz oglądać. Potem nadeszła kolej bezradności. Patrick nie miał pojęcia, jak powinien zareagować w tym momencie. Nie znał przesadnie Heather. Do tej chwili nawet nie wiedział, że ciążyła na niej klątwa żywiołów.
Wreszcie zadziałał intuicyjnie, może głupio, bo nie miał zielonego pojęcia, jaki efekt przyniesie jego działanie. Rzucił się ku Wood, by ją objąć. Mocno wtulić w siebie i odwrócić od fragmentów ciał, od przeklętego widoku śmierci i czarnej magii. Odruchowo gładził po plecach, mówiąc:
- Już w porządku. Udało nam się. Dorwiemy skurwiela. Bez ciebie byśmy sobie nie poradzili… - głos miał cichy, starał się brzmieć spokojnie, choć tak naprawdę nie wiedział, czy w ogóle reagował prawidłowo. Nie przejmował się wodą i tym, że właśnie cały przemakał. Najważniejsze było to, by Heather się uspokoiła.
Stał przy niej. Obejmował ją. Cierpliwie czekał, ciągle powtarzając, że już w porządku, udało im się, oczyścili Mgliste Mokradła.
A potem?
Potem musieli się stąd zabrać. Najpierw oznaczyć na mapie miejsce, gdzie znaleźli ciała. Potem schować czaszkę. Owinąć ją w materiał. Wsadzić do plecaka. Wreszcie aportować się stąd do Ministerstwa Magii. Powiadomić kogo trzeba by wysłano tu jak najszybciej ludzi po fragmenty ciał. On będzie musiał zdać raport Harper. Brenna, Mavelle i Heather Bonesowi.
Tu nie mieli już nic do zrobienia.