26.03.2023, 15:11 ✶
W jednej chwili była w teraźniejszości - w kolejnej jej umysł zanurkował w przeszłość, by patrzeć, jak ci, których ciała tu spoczywały, trafiały na bagniska pod wpływem nieudanej teleportacji albo zniesienia miotły. I gdy znów widziała przed sobą nie śmiejącego się mężczyznę, a dym i widoczne za nimi bagna, uderzyła ją świadomość, że to mogli być Mavelle i Patrick.
Mogłaby dzisiaj wyciągać z tego bagna kuzynkę.
Brenna pomyślała, że być może nie powinna być przy aresztowaniu. Powstrzymanie się przed rozdarciem tego człowieka na strzępy będzie ją sporo kosztowało.
- Mam drania - powiedziała głosem wyzutym z emocji, choć te kłębiły się w jej duszy podobnie jak twarze i czarny dym w czaszce. - Zrobimy wieczorem portret pamięciowy. Sądzę, że nie będzie ciężko go znaleźć.
Śmiejący się szaleniec o tak charakterystycznym typie urody... znaczy się braku urody? Nawet w Little Hangleton raczej mało prawdopodobne, aby nikt nigdy nie uznał go za podejrzanego.
Uniosła na nich wzrok i dopiero teraz dostrzegła, że woda pokryła twarz i ręce Heather. Z racji na to, że Wood była jej partnerką, Brenna wiedziała o tej klątwie.
Ale chyba nie spodziewała się, że ta mogła uaktywnić się w takich okolicznościach.
- Cholera - stwierdziła, podrywając się i omal nie przewracając świec. Pomyślała, że chyba będzie trzeba poszukać rytuałów medytacyjnych. Pewną wprawę miała, wszak widmowidzenie było transem. Heather będzie musiała ćwiczyć panowanie nad emocjami...
Chciała rzucić się w kierunku Wood, ale Patrick już ją ściskał. Pozostała więc po prostu z boku, czekając. Porozmawiać z Heather mogła później – o tym, co tutaj znaleźli, co może jeszcze się zdarzyć i o szukaniu sposobów na lepsze panowanie nad sobą.
Przykucnęła i zebrała świece lewą ręką, wcześniej je gasząc. Zabezpieczenie czaszki zostawiła reszcie. Nie chciała próbować czarować. A kiedy klątwa przestała działać…
- Zbierajmy się stąd – powiedziała, ostatni raz spoglądając na jezioro. Musieli to zgłosić, przekazać informacje do biura koronera oraz złapać pewnego czarnoksiężnika.
Mogłaby dzisiaj wyciągać z tego bagna kuzynkę.
Brenna pomyślała, że być może nie powinna być przy aresztowaniu. Powstrzymanie się przed rozdarciem tego człowieka na strzępy będzie ją sporo kosztowało.
- Mam drania - powiedziała głosem wyzutym z emocji, choć te kłębiły się w jej duszy podobnie jak twarze i czarny dym w czaszce. - Zrobimy wieczorem portret pamięciowy. Sądzę, że nie będzie ciężko go znaleźć.
Śmiejący się szaleniec o tak charakterystycznym typie urody... znaczy się braku urody? Nawet w Little Hangleton raczej mało prawdopodobne, aby nikt nigdy nie uznał go za podejrzanego.
Uniosła na nich wzrok i dopiero teraz dostrzegła, że woda pokryła twarz i ręce Heather. Z racji na to, że Wood była jej partnerką, Brenna wiedziała o tej klątwie.
Ale chyba nie spodziewała się, że ta mogła uaktywnić się w takich okolicznościach.
- Cholera - stwierdziła, podrywając się i omal nie przewracając świec. Pomyślała, że chyba będzie trzeba poszukać rytuałów medytacyjnych. Pewną wprawę miała, wszak widmowidzenie było transem. Heather będzie musiała ćwiczyć panowanie nad emocjami...
Chciała rzucić się w kierunku Wood, ale Patrick już ją ściskał. Pozostała więc po prostu z boku, czekając. Porozmawiać z Heather mogła później – o tym, co tutaj znaleźli, co może jeszcze się zdarzyć i o szukaniu sposobów na lepsze panowanie nad sobą.
Przykucnęła i zebrała świece lewą ręką, wcześniej je gasząc. Zabezpieczenie czaszki zostawiła reszcie. Nie chciała próbować czarować. A kiedy klątwa przestała działać…
- Zbierajmy się stąd – powiedziała, ostatni raz spoglądając na jezioro. Musieli to zgłosić, przekazać informacje do biura koronera oraz złapać pewnego czarnoksiężnika.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.