26.03.2023, 22:13 ✶
Twarz pani Ainsworth nabiegła czerwienią. Krzyknęła, kiedy odłamki biurka rozsypały się na wszystkie strony, a jeden z nich rozciął jej policzek. Krople krwi zaczęły jedna po drugiej spływać ku podłodze. Nieszczęsna kobieta, mimo pozycji, korzystając z chwilowego skupienia uwagi kobiet na Josephie, próbowała sięgnąć po różdżkę. Chyba zrozumiała, że albo coś zrobią, albo zginą…
Joseph też próbował sięgnąć po swoją różdżkę, nie zdążył jednak. Wypadła mu z ręki, kiedy zaklęcie Carrow poderwało go z ziemi i sprawiło, że podobnie jak jego recepcjonistka zawisł do góry nogami. Oczy mężczyzny rozszerzyły się. Może do tej pory nie pojmował w pełni wagi sytuacji. Lord Voldemort w końcu objawił się społeczeństwu dopiero jakiś czas temu. Od paru miesięcy słyszało się o różnych atakach, czytało niepokojące nagłówki w gazetach, ale w ostatecznym rozrachunku, nie wszyscy pojmowali sytuację w stu procentach. On zaś w końcu skupiał się przede wszystkim na działaniu kliniki, nie na polityce.
Otworzył usta i poruszył nimi, choć nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Wahał się nad odpowiedzią. Przyjmował wszystkich pacjentów i wcale nie chciał tego zmieniać. Na pewno jednak nie chciał także umierać – ani tracić swojego dorobku.
- Jakich… poszukiwaniach? – spytał w końcu, starając się mówił ze spokojem, chociaż w sytuacji, w jakiej się znalazł, na pewno nie było to łatwe.
Klinika jednak nie była zupełnie pusta. A oni narobili zamieszania. Rozwalone drzwi, rozwalone biurko, krzyki recepcjonistki, to musiało zaalarmować jakiegoś pacjenta albo innego pracownika. Ta osoba nie pojawiła się wprawdzie, zapewne zdając sobie sprawę z tego, że byłoby to równe samobójstwu. Gdzieś z głębi budynku Alanna usłyszała jednak jakiś trzask. Coś przewrócono, by zabarykadować drzwi? Rzucono jakieś zaklęcie?
Odkryj wiadomość pozafabularną
Joseph też próbował sięgnąć po swoją różdżkę, nie zdążył jednak. Wypadła mu z ręki, kiedy zaklęcie Carrow poderwało go z ziemi i sprawiło, że podobnie jak jego recepcjonistka zawisł do góry nogami. Oczy mężczyzny rozszerzyły się. Może do tej pory nie pojmował w pełni wagi sytuacji. Lord Voldemort w końcu objawił się społeczeństwu dopiero jakiś czas temu. Od paru miesięcy słyszało się o różnych atakach, czytało niepokojące nagłówki w gazetach, ale w ostatecznym rozrachunku, nie wszyscy pojmowali sytuację w stu procentach. On zaś w końcu skupiał się przede wszystkim na działaniu kliniki, nie na polityce.
Otworzył usta i poruszył nimi, choć nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Wahał się nad odpowiedzią. Przyjmował wszystkich pacjentów i wcale nie chciał tego zmieniać. Na pewno jednak nie chciał także umierać – ani tracić swojego dorobku.
- Jakich… poszukiwaniach? – spytał w końcu, starając się mówił ze spokojem, chociaż w sytuacji, w jakiej się znalazł, na pewno nie było to łatwe.
Klinika jednak nie była zupełnie pusta. A oni narobili zamieszania. Rozwalone drzwi, rozwalone biurko, krzyki recepcjonistki, to musiało zaalarmować jakiegoś pacjenta albo innego pracownika. Ta osoba nie pojawiła się wprawdzie, zapewne zdając sobie sprawę z tego, że byłoby to równe samobójstwu. Gdzieś z głębi budynku Alanna usłyszała jednak jakiś trzask. Coś przewrócono, by zabarykadować drzwi? Rzucono jakieś zaklęcie?
Na prośbę graczki do gry wchodzi Bard, prowadzony przez Brennę Longbottom.