27.03.2023, 10:46 ✶
Brenna, jak na siebie, była bardzo mało ruchliwa. Kawałek podłogi, na który upadła, szczególnie się jej podobał. Poruszenie się z niego byłoby z pewnością… bolesne. Odrętwiała w końcu od spania na belce, poza tym upadek, na szczęście, nie skończył się połamaniem, ale siniakami już tak, w dodatku w jej głowie, była pewna, galopowało akurat stado hipogryfów. Chociaż nawet to nie powstrzymywało ją przed gadaniem, acz też ograniczyła je… choć wciąż nie do stopnia przeciętnego człowieka.
- Och – powiedziała na słowa Victorii, spojrzała znowu na belkę, a potem ku wielkim oknom, wychodzącym na wszystkie strony. Sięgnęła dłońmi do twarzy i szyi, jakby chciała się upewnić, że na pewno wyglądają normalnie. – Och – powtórzyła. – Merlinie. Jakbym stąd wyleciała, to by mnie złowiono za miesiąc.
Miała szczęście, że chyba ostatecznie z jakichś powodów zrezygnowały z dmuchania i ostatecznie zadowoliły się jakimś łączeniem leviosy i wingardium leviosa. Albo innymi zaklęciami, by gdy Brenna bardzo się skupiła (co okupiła okropnym bólem głowy), przypomniała sobie coś z lataniem. Ale obraz był niewyraźny i zamazany.
- Przysięgam solennie – zgodziła się chętnie na prośbę panny Lestrange, zwłaszcza, że kiedy spróbowała zmienić pozycję, do stada hipogryfów dołączył także jakichś garborożec. Jęknęła i złapała się za głowę. – Wiesz co? Kremowe. Następnym razem będę piła wyłącznie piwo kremowe.
Powinna była być mądrzejsza, gdy Cas zaproponował piwo. Nie doceniła Flinta. Kremowe piwo było wspaniałe! Po kremowym piwie nie bolała głowa! Po kremowym piwie nie wchodziło się na wysokie belki! To znaczy, Brenna robiła to i bez jakichkolwiek napoi, ale potem umiała z wysokości zejść. Zamiast spaść.
Z drugiej strony, musiała przyznać, że wczoraj bawiła się naprawdę dobrze. I właściwie pamiętała wszystko aż do wyjścia z Trzech Mioteł, więc ostatecznie chyba nie żałowała.
Puściła włosy, i zapatrzyła się na gałązkę. Zakazany Las… Jakim cudem trafiły do Zakazanego Lasu? Gdzieś spomiędzy kopyt hipogryfów wyłoniła się…
…lunabella?
- Zaraz – powiedziała powoli. – Chyba chciałam ci pokazać legowisko lunabelli.
Pamięć – a może tylko wyobraźnia? – podsunęła kilka puchatych stworzonek, biegających wokół wielkiego drzewa o grubym pniu w świetle księżyca.
- Merlinie. Dobrze, że zabrałam cię do lunabelli, nie do siedliska jednorożców – przeraziła się Brenna. To pierwsze leżało na obrzeżach lasu. To drugie w głębi. Bardzo, bardzo dalekiej głębi. Zaraz jednak Brenna przypomniała sobie, że nie powinna się przyznawać, że tam w ogóle była, w końcu Tori była prefektem, ona była prefektem, i ach, przestępczynią, która parę miesięcy temu stała się animagiem i dlatego miała okazję wejść w głąb Zakazanego Lasu. (Na swoje usprawiedliwienie: zamierzała się zarejestrować.) – Gajowy wspomniał mi kiedyś, że jest w samym sercu Zakazanego Lasu, gdyby próbować je znaleźć, to by dopiero było – dodała w przypływie natchnienia. I kłamała, i nie, bo słyszała, jak gajowy wspominał, że jednorożce mieszkają w głębinach Zakazanego Lasu, i przecież nie mówiła, że tam nie była… prawda?
- Co za szczęście, że już po rozstrzygnięciach punktowych – parsknęła z pewnym rozbawieniem, mimo tego całego bólu głowy. – Musiałybyśmy odjąć sobie nawzajem punkty. Albo nawet dać sobie szlaban. Mówiłam ci, że kiedyś właściwie odjęłam sobie punkty i dałam sobie szlaban? Hej, czy to już tutaj było, czy to też nasza sprawka…?
Brenna zamrugała, dopiero teraz dostrzegając, że naprzeciwko niej stoi jakieś popiersie. Nie pamiętała go z lekcji. Ale chyba nie przyniosłaby tutaj żadnej rzeźby. Nawet ona nie wnosiłaby jej na szczyt wieży.
Prawda?
- Och – powiedziała na słowa Victorii, spojrzała znowu na belkę, a potem ku wielkim oknom, wychodzącym na wszystkie strony. Sięgnęła dłońmi do twarzy i szyi, jakby chciała się upewnić, że na pewno wyglądają normalnie. – Och – powtórzyła. – Merlinie. Jakbym stąd wyleciała, to by mnie złowiono za miesiąc.
Miała szczęście, że chyba ostatecznie z jakichś powodów zrezygnowały z dmuchania i ostatecznie zadowoliły się jakimś łączeniem leviosy i wingardium leviosa. Albo innymi zaklęciami, by gdy Brenna bardzo się skupiła (co okupiła okropnym bólem głowy), przypomniała sobie coś z lataniem. Ale obraz był niewyraźny i zamazany.
- Przysięgam solennie – zgodziła się chętnie na prośbę panny Lestrange, zwłaszcza, że kiedy spróbowała zmienić pozycję, do stada hipogryfów dołączył także jakichś garborożec. Jęknęła i złapała się za głowę. – Wiesz co? Kremowe. Następnym razem będę piła wyłącznie piwo kremowe.
Powinna była być mądrzejsza, gdy Cas zaproponował piwo. Nie doceniła Flinta. Kremowe piwo było wspaniałe! Po kremowym piwie nie bolała głowa! Po kremowym piwie nie wchodziło się na wysokie belki! To znaczy, Brenna robiła to i bez jakichkolwiek napoi, ale potem umiała z wysokości zejść. Zamiast spaść.
Z drugiej strony, musiała przyznać, że wczoraj bawiła się naprawdę dobrze. I właściwie pamiętała wszystko aż do wyjścia z Trzech Mioteł, więc ostatecznie chyba nie żałowała.
Puściła włosy, i zapatrzyła się na gałązkę. Zakazany Las… Jakim cudem trafiły do Zakazanego Lasu? Gdzieś spomiędzy kopyt hipogryfów wyłoniła się…
…lunabella?
- Zaraz – powiedziała powoli. – Chyba chciałam ci pokazać legowisko lunabelli.
Pamięć – a może tylko wyobraźnia? – podsunęła kilka puchatych stworzonek, biegających wokół wielkiego drzewa o grubym pniu w świetle księżyca.
- Merlinie. Dobrze, że zabrałam cię do lunabelli, nie do siedliska jednorożców – przeraziła się Brenna. To pierwsze leżało na obrzeżach lasu. To drugie w głębi. Bardzo, bardzo dalekiej głębi. Zaraz jednak Brenna przypomniała sobie, że nie powinna się przyznawać, że tam w ogóle była, w końcu Tori była prefektem, ona była prefektem, i ach, przestępczynią, która parę miesięcy temu stała się animagiem i dlatego miała okazję wejść w głąb Zakazanego Lasu. (Na swoje usprawiedliwienie: zamierzała się zarejestrować.) – Gajowy wspomniał mi kiedyś, że jest w samym sercu Zakazanego Lasu, gdyby próbować je znaleźć, to by dopiero było – dodała w przypływie natchnienia. I kłamała, i nie, bo słyszała, jak gajowy wspominał, że jednorożce mieszkają w głębinach Zakazanego Lasu, i przecież nie mówiła, że tam nie była… prawda?
- Co za szczęście, że już po rozstrzygnięciach punktowych – parsknęła z pewnym rozbawieniem, mimo tego całego bólu głowy. – Musiałybyśmy odjąć sobie nawzajem punkty. Albo nawet dać sobie szlaban. Mówiłam ci, że kiedyś właściwie odjęłam sobie punkty i dałam sobie szlaban? Hej, czy to już tutaj było, czy to też nasza sprawka…?
Brenna zamrugała, dopiero teraz dostrzegając, że naprzeciwko niej stoi jakieś popiersie. Nie pamiętała go z lekcji. Ale chyba nie przyniosłaby tutaj żadnej rzeźby. Nawet ona nie wnosiłaby jej na szczyt wieży.
Prawda?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.