Geraldine raczej nie wchodziła często w dyskusje tego typu. Zazwyczaj milczała, gdy przychodziło do rozmów o tematach politycznych, zresztą nie bez powodu. Wolała nie dzielić się ze wszystkimi swoimi przemyśleniami, szczególnie, że były bardzo odległe od tych, które popierała jej rodzina. Zresztą trudno było ukryć jej podejście, nawet jeśli niezbyt często o tym rozmawiała, to jednak nie dało się nie zauważyć, że różni się od reszty Yaxleyów, oni sami to zauważyli, nie wróżyło to niczego dobrego - wręcz przeciwnie mogło jej przystworzyć tylko dodatkowych problemów. Nie bała się otworzyć przed Erikiem, bo uważała, że kto jak kto, ale on na pewno tego nie wykorzysta. Miała do niego zaufanie, już od czasów nauki w Hogwarcie, w końcu wtedy to ona stała się jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o jego sekrecie i starała się go kryć przed innymi osobami. Wierzyła, że o tym pamięta, zresztą nie miała podstaw aby sądzić inaczej. Tamte wydarzenia, może już trochę dawne, jednak nadal w niej tkwiły, uważała, że może mu ufać, tak jak i on mógł jej.
- Masz rację. Przez to, że nic się nie zmienia, mamy wrażenie, że czystokrwiści mają większe doświadczenie, umiejętności, że się bardziej nadają.- Zgodziła się z Longbottomem. Sama ona wiedziała, że jej rodzina posiada swoje stołki tylko ze względu na swoje nazwisko. Jej bracia w końcu nie byli jakimiś wybitnymi specjalistami, wystarczyło pogadać z kim trzeba i znalazło się zawsze dla nich odpowiednie miejsce. Nie do końca uważała, żeby to było sprawiedliwe. Tym bardziej, że miała świadomość, że większość czystokrwistych postępuje w ten sam sposób, była to klika, której nie dało się ruszyć. Przynajmniej jak na razie.
- Tak, nikt nie przechodził koło tego obojętnie, dobrze się stało, szkoda tylko, że jego kadencja nie łączyła się z samymi sukcesami. - Pojawiło się zbyt wiele kontrowersji, jednak faktem było to, że każdy o nim słyszał, nawet Ci, którzy normalnie nie interesowali się polityką.
Dzisiejszy pojedynek nie był specjalnie efektowny. Nie ma się co oszukiwać, jej towarzysz nie stawił się przed nią w najlepszej formie, ale bywało i tak. Sama zaliczyła podobną wpadkę podczas ich ostatniego spotkania. Szkoda, że nie było im dane spotkać się ostatnio w momecie, kiedy każde z nich miało lepszy dzień. Pewnie niedługo nadaży się kolejna okazja... Nie mogło być inaczej.
- Tak oficjalnie mnie zbywasz? Nie spodziewałam się tego po Tobie Longbottom. - Zdawała sobie sprawę, że musiał czuć się już przyciśnięty do muru inaczej by nie zareagował w ten sposób. - Wiesz o tym, że daleko mi do typowych panien, które by się przejęły tym, że zdarza Ci się zachować nie do końca, jak przystoi. - Byłoby jej to nawet na rękę, zobaczyć, jak zachowuje się naprawdę Erik Longbottom - kiedy nikt na niego nie patrzy.
- Jeśli chcesz, to mogę sobie stąd pójść, żeby Ci nie przeszkadzać... - Pokręciła głową, zdziwiona tym, że brnął w to dalej. Na całe szczęście, przyszedł moment, w którym się opamiętał. - Uwierz, jeśli bym Cię puściła - nie byłoby to przypadkowe. - Dodała jeszcze nie mogąc się powstrzymać od komentarza.
Yaxley nachyliła się i wyciagnęła rękę w kierunku Erika. Udało mu się ją złapać, bez najmniejszego problemu. Uścisk kobiety był silny, nie przypominał raczej siły kobiety, ale tego się można było po niej spodziewać, Geraldine odbiegała nieco od typowej panny. Miała krzepę, której nie powstydziłby się mężczyzna. Lata pracowania nad swoim ciałem robiły swoje, nie dało się ukryć, że jest bardzo sprawna fizycznie. Zaparła się nogami i bez mniejszego problemu wyciągnęła Longbottoma nad ziemię, chociaż należał raczej do tych rosłych mężczyzn - współpracował z nią jednak, więc nie mogło być inaczej.
- Tak, to miejsce jest bardzo malownicze. - Nie mogła się nie zgodzić. - Następnym razem pójdzie nam lepiej, na pewno. - W końcu powinien nadejść moment, w którym i ona i Erik będą w formie.