27.03.2023, 18:10 ✶
Chociaż początkowo atmosfera na Beltane była całkiem przyjemna, w dodatku wprawiała Jamila w całkiem przyjemny nastrój, tak zakończenie niespecjalnie mogło przypaść mu do gustu. Gdyby tylko w ogóle je rejestrował, bo zamiast skupiać się na tym, co działo się wokół nich: na krzykach, panice i nagłej teleportacji, on toczył walkę we własnym wnętrzu. Cathal i Leta zdecydowanie mieli rację, że powinien był się trzymać z daleka od tego miejsca.
Te dziwne przebłyski, kiedy wciąż zdawało mu się, że coś jest nie tak, nie były jedynie odurzeniem umysłu przez dziwaczny alkohol Malfoya, czy nawet magią samego sabatu. Było wszystkim tym, co mieściło się za metaforyczną zasłoną i szukało jakiejś możliwości ucieczki do świata rzeczywistego. I Jamil walczył z tym przez większość czasu spędzonego w Kniei Godryka, aż do tej jednej chwili, gdy Crouch przekonała go do wejścia na pal i zamroczyło mu umysł. Jeden ze spryciarzy wykorzystał moment, gdy tańczyli wokół ogniska, skupieni wyłącznie na sobie, wkradając się do ciała Egipcjanina. Czar prysł, zaś intruz pozostał. W dodatku pragnąc za wszelką cenę dostać się do źródła niebezpieczeństwa. I mężczyzna stałby tak między drzewami, próbując za wszelką cenę wyzbyć się ducha z własnej głowy, przerwać tę nić, którą zwykle kurczowo łapał, a która teraz zdawała się obwiązywać wokół jego rąk i spróbować wyrwać się z transu, który nakazywał mu puścić się biegiem z powrotem na polanę. Jeszcze parę chwil, gdy duch silniejszy psychicznie od niego spychał go w tył własnego umysłu, a skończyłby u boku tego, którego najwyraźniej obawiali się wszyscy wokół.
Nell złapała go w ostatnim momencie, wciągając w wir teleportacji, ale tym samym też osłabiając wolną wolę i dając duchowi pełną samowolkę.
- Czy ktoś mógłby ściągnąć mnie na ziemię? – zawołał z góry, orientując się, że jego własna kurtka zaczepiła się o jeden z prętów podtrzymujących rynnę. Tak jak i Nell, znalazł się na Alei Horyzontalnej kilka metrów nad ziemią, choć w przeciwieństwie do niej nie wylądował na chodniku. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że właściwie jedyną osobą, która by go zrozumiała, był Cathal, bowiem słowa te padły po francusku, wypowiadane nie przez Jamila, choć jego głosem. To, co wkradło się do jego ciała, szybko jednak zorientowało się, że otaczający go ludzie mówią innym językiem. – Proszę – dodał, tym razem po angielsku, choć z wyraźnym akcentem. Sam Anwar miał przebłyski tego, gdzie się znajdował, choć zdawały się to być niewyraźne obrazy jak ze snu, podczas gdy ktoś inny wychodził tutaj na prowadzenie. Szlag by to trafił.
Te dziwne przebłyski, kiedy wciąż zdawało mu się, że coś jest nie tak, nie były jedynie odurzeniem umysłu przez dziwaczny alkohol Malfoya, czy nawet magią samego sabatu. Było wszystkim tym, co mieściło się za metaforyczną zasłoną i szukało jakiejś możliwości ucieczki do świata rzeczywistego. I Jamil walczył z tym przez większość czasu spędzonego w Kniei Godryka, aż do tej jednej chwili, gdy Crouch przekonała go do wejścia na pal i zamroczyło mu umysł. Jeden ze spryciarzy wykorzystał moment, gdy tańczyli wokół ogniska, skupieni wyłącznie na sobie, wkradając się do ciała Egipcjanina. Czar prysł, zaś intruz pozostał. W dodatku pragnąc za wszelką cenę dostać się do źródła niebezpieczeństwa. I mężczyzna stałby tak między drzewami, próbując za wszelką cenę wyzbyć się ducha z własnej głowy, przerwać tę nić, którą zwykle kurczowo łapał, a która teraz zdawała się obwiązywać wokół jego rąk i spróbować wyrwać się z transu, który nakazywał mu puścić się biegiem z powrotem na polanę. Jeszcze parę chwil, gdy duch silniejszy psychicznie od niego spychał go w tył własnego umysłu, a skończyłby u boku tego, którego najwyraźniej obawiali się wszyscy wokół.
Nell złapała go w ostatnim momencie, wciągając w wir teleportacji, ale tym samym też osłabiając wolną wolę i dając duchowi pełną samowolkę.
- Czy ktoś mógłby ściągnąć mnie na ziemię? – zawołał z góry, orientując się, że jego własna kurtka zaczepiła się o jeden z prętów podtrzymujących rynnę. Tak jak i Nell, znalazł się na Alei Horyzontalnej kilka metrów nad ziemią, choć w przeciwieństwie do niej nie wylądował na chodniku. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że właściwie jedyną osobą, która by go zrozumiała, był Cathal, bowiem słowa te padły po francusku, wypowiadane nie przez Jamila, choć jego głosem. To, co wkradło się do jego ciała, szybko jednak zorientowało się, że otaczający go ludzie mówią innym językiem. – Proszę – dodał, tym razem po angielsku, choć z wyraźnym akcentem. Sam Anwar miał przebłyski tego, gdzie się znajdował, choć zdawały się to być niewyraźne obrazy jak ze snu, podczas gdy ktoś inny wychodził tutaj na prowadzenie. Szlag by to trafił.