27.03.2023, 22:50 ✶
Niejeden smrodek już w swoim życiu wąchała, niemniej węch, którym się szczyciła, miał jedną, potężną wadę: smrodki czuła aż za dobrze, choć przeważnie wcale a wcale nie chciała tego czuć. Tyle dobrego, że przynajmniej żołądek się nie buntował na potęgę, gdy zaleciało mniej przyjemną wonią; toteż poprzestała na cichym przekleństwie i odruchowym wstrzymaniu oddechu.
Nie tak całkowicie – niemniej przez dobrych parę chwil oddychała wyraźnie płycej niż normalnie.
Zaraz za to zaklęła znacznie głośniej, gdy okazało się, że stawik skrywa naprawdę pokaźną liczbę ciał – nie mówiąc już o kryształowej czaszce. Czymkolwiek była – nie wiązało się z nią, z całą pewnością, nic dobrego.
Zgodnie z prośbą kuzynki, machnięciem różdżki rozpaliła świece. Nie pierwszy raz była świadkiem czegoś takiego, niemniej zawsze pozostawał gdzieś z tyłu głowy niepokój – co, jeśli coś pójdzie nie tak…? Szczęściem, najwyraźniej rytuał się powiódł i mogła odetchnąć z ulgą. Przynajmniej w tej kwestii.
- Cudownie. Jesteś wielka, Bren – pochwaliła Longbottomównę. Tak, portret pamięciowy to coś, co musiało zostać zrobione, niewątpliwie – a ona sama miała zamiar do tego porządnie się przyłożyć.
Ujawnienie klątwy Heather zaś stanowiło… cóż, pewną niespodziankę. Gdyby Patrick nie wyrwał się wcześniej, zapewne sama leciałaby uspokajać dziewczynę, a tak… tak pozostało głównie obserwować, czy przypadkiem sprawy nie przybiorą gorszego obrotu.
- Niczego nie popsułaś, Heath – zapewniła dziewczynę łagodnym tonem – Naprawdę. Pierwszy raz widziałaś coś takiego? To poradziłaś sobie wręcz znakomicie – dodała. Tak, takie momenty bywały prawdziwą próbą i chwilą, w której dana osoba podejmowała decyzję: odejść czy pozostać.
Parę chwil później ulotnili się ze „zdobyczą” – raporty same się nie poskładają, jak również czarnoksiężnik sam też nie położy się na złotym półmisku, z jabłkiem w gębie i karteczką „proszę bardzo, tu jestem!”...
Nie tak całkowicie – niemniej przez dobrych parę chwil oddychała wyraźnie płycej niż normalnie.
Zaraz za to zaklęła znacznie głośniej, gdy okazało się, że stawik skrywa naprawdę pokaźną liczbę ciał – nie mówiąc już o kryształowej czaszce. Czymkolwiek była – nie wiązało się z nią, z całą pewnością, nic dobrego.
Zgodnie z prośbą kuzynki, machnięciem różdżki rozpaliła świece. Nie pierwszy raz była świadkiem czegoś takiego, niemniej zawsze pozostawał gdzieś z tyłu głowy niepokój – co, jeśli coś pójdzie nie tak…? Szczęściem, najwyraźniej rytuał się powiódł i mogła odetchnąć z ulgą. Przynajmniej w tej kwestii.
- Cudownie. Jesteś wielka, Bren – pochwaliła Longbottomównę. Tak, portret pamięciowy to coś, co musiało zostać zrobione, niewątpliwie – a ona sama miała zamiar do tego porządnie się przyłożyć.
Ujawnienie klątwy Heather zaś stanowiło… cóż, pewną niespodziankę. Gdyby Patrick nie wyrwał się wcześniej, zapewne sama leciałaby uspokajać dziewczynę, a tak… tak pozostało głównie obserwować, czy przypadkiem sprawy nie przybiorą gorszego obrotu.
- Niczego nie popsułaś, Heath – zapewniła dziewczynę łagodnym tonem – Naprawdę. Pierwszy raz widziałaś coś takiego? To poradziłaś sobie wręcz znakomicie – dodała. Tak, takie momenty bywały prawdziwą próbą i chwilą, w której dana osoba podejmowała decyzję: odejść czy pozostać.
Parę chwil później ulotnili się ze „zdobyczą” – raporty same się nie poskładają, jak również czarnoksiężnik sam też nie położy się na złotym półmisku, z jabłkiem w gębie i karteczką „proszę bardzo, tu jestem!”...
Koniec sesji