Yaxley ostatnio większość czasu spędzała na dworze. Nie ma się co dziwić, wiosna już na dobre zagościła w Wielkiej Brytanii. Geraldine brała zlecenia, jak leci. Nie znosiła siedzieć w domu, więc nie przeszkadzało jej nawet poszukiwanie gówien lunaballi. Taka już była - żadnego zajęcia się nie bała.
Tym razem nie wybrała się jednak na polowanie, co nie zdarzało się często, a na spacer ze swoim psem - Pierdołą, który był wyżłem weimarskim, dostała go na urodziny w tym roku od swojego młodszego brata. Była zdziwiona, że obdarzył ją takim prezentem - raczej nigdy nie miał gustu, a tym razem idealnie trafił. Miała zamiar zrobić z Pierdoły towarzysza do polowań, tyle, że póki co był szczeniakiem, który średnio się nimi interesował i raczej przeszkadzał, no ale każdy porządny myśliwy był kiedyś dzieckiem, także uważała, że i na Pierdołę przyjdzie jeszcze czas i lata świetności dopiero przed nim.
Yaxley dotarła do Little Hangelton - było tutaj całkiem malowniczo, idealne miejsce na to, żeby trochę pospacerować. Psa miała na smyczy - nie ufała mu jeszcze na tyle, żeby pozwolić mu biegać samopas, a nie chciała też żeby przypadkiem wpadł na jakieś dzikie stworzenie, które mogło go zjeść na raz, za wiele w swoim życiu widziała.
Spacerowała powoli, nigdzie się dzisiaj nie spieszyła, to był dzień na przyjemności. Korzystała z idealnych warunków atmosferycznych, słońce bowiem wyszło zza chmur, a jego promienie całkiem przyjemnie muskały jej twarz. Naprawdę wspaniały dzień.
Wtedy jednak Pierdoła zaczął szczekać, bardzo głośno i intensywnie, Gerry została wyrwana z przyjemnego transu. Rozejrzała się wokół, aby znaleźć przyczynę. - No nie kurwa, to chyba jakiś żart. - Albo jej się wydawało, albo zobaczyła dużego węża, jednak nic nie piła, było jeszcze wcześnie, to musiało dziać się naprawdę. To nie mogły być halucynacje, tylko skąd w tym miejscu duży wąż? Nie miała pojęcia, ale okropnie ją to zaciekawiło, kto normalny trzymał w domu węże? Nie było to coś spotykane na co dzień, a Yaxley lubiła wiedzieć wszystko, więc oczywiście wsadziła nos w nieswoją sprawę.