28.03.2023, 00:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2023, 00:20 przez Patrick Steward.)
Patrick całkiem naiwnie uznał, że niechlujny wygląd Brenny wynikał z jej zaaferowania sprawą Mglistych Mokradeł. I chociaż wcale jej się nie dziwił – nim samym wstrząsnął widok rozczłonkowanych części ciała wypływających z dna jeziora, przeszło mu przez myśl, że powinien nieco opieprzyć Longbottom. Tak, całej sprawy nie mogli zostawić samej sobie, ale nie powinna się dla niej poświęcać. A przynajmniej nie w momencie, gdy jeszcze nawet nie wiedzieli, kim był czarnoksiężnik-morderca i właściwie, gdzie powinni go szukać.
Stał obok niej przy wejściu do pokoju Sebastiana. Na ramieniu miał plecak a w ręku trzymał karton z czterema napojami. Trzy z nich to były kawy (dwie czarne, jedna z mlekiem) a czwarta była herbatą. Obserwował jak brygadzistka waliła lewą ręką w drzwi, marszcząc przy tym mocno brwi. Coś mu w jej zachowaniu nie pasowało. Bardzo nie pasowało.
Odkryj wiadomość pozafabularną
(rzut na to, czy Patrick zauważy, że coś jest nie tak z ręką Brenny)
- Ze znaleziska, może by się i ucieszył, ale jak wpadniemy do jego pokoju razem z drzwiami, może być nieco mało skłonny do współpracy – odpowiedział Brennie, skupiając większą uwagę na jej niesprawnej ręce. Nawet jeśli w międzyczasie Steward będzie go próbował przekupić gorącym napojem. – Do egzorcysty mamy bliżej niż do spirytysty – przypomniał.
No i większa szansa na to, że taki spirytysta-wywoływacz duchów rozpaplałby informacje o czarnoksiężniku-wariacie. MacMillana Steward nie podejrzewał o nadmierne oddawanie się plotkom. Ale tak właściwie to w ogóle nie podejrzewał go o zbyt wiele.
Posłał mężczyźnie przyjazny, choć z uwagi na to, co działo się za jego plecami, pewnie osobliwie wyglądający uśmieszek. Nie chciał, by Sebastian odebrał ich tak, jakby przyszli tu albo go aresztować, albo szantażować, albo zamordować, a cała sytuacja trochę przybierała taki obrót.
- Co słychać? Mam nadzieję, że nie jesteś zarzucony pracą – zagaił, podchodząc do biurka. – Przyniosłem ci coś do picia. Nic tak z rana nie działa na człowieka jak gorący napój – wyjaśnił, stawiając karton z czterema kubkami na biurku. Trochę bez pytania o to, czy właściwie może, usiadł naprzeciwko, jak petent i postawił na swoich kolanach plecak, który przyniósł ze sobą. – Znaleźliśmy wczoraj coś podejrzanego. Istnieje szansa, że mógłbyś nam pomóc w odkryciu… eee… - zamyślił się na chwilę, szukając w głowie właściwych słów, które nakreśliłyby istotę problemu Sebastianowi, ale jednocześnie nie sprawiły by musiał od razu zostać wtajemniczony w całą historię. – W odkryciu co to właściwie jest – zakończył dość nieskładnie. – To jak, masz chwilę? I częstuj się – wskazał podbródkiem na napoje, które przyniósł. – Dwa z nich są dla ciebie. Jeden dla Brenny. I jeden dla mnie.
Stał obok niej przy wejściu do pokoju Sebastiana. Na ramieniu miał plecak a w ręku trzymał karton z czterema napojami. Trzy z nich to były kawy (dwie czarne, jedna z mlekiem) a czwarta była herbatą. Obserwował jak brygadzistka waliła lewą ręką w drzwi, marszcząc przy tym mocno brwi. Coś mu w jej zachowaniu nie pasowało. Bardzo nie pasowało.
Rzut PO 1d100 - 32
Slaby sukces...
Slaby sukces...
(rzut na to, czy Patrick zauważy, że coś jest nie tak z ręką Brenny)
- Ze znaleziska, może by się i ucieszył, ale jak wpadniemy do jego pokoju razem z drzwiami, może być nieco mało skłonny do współpracy – odpowiedział Brennie, skupiając większą uwagę na jej niesprawnej ręce. Nawet jeśli w międzyczasie Steward będzie go próbował przekupić gorącym napojem. – Do egzorcysty mamy bliżej niż do spirytysty – przypomniał.
No i większa szansa na to, że taki spirytysta-wywoływacz duchów rozpaplałby informacje o czarnoksiężniku-wariacie. MacMillana Steward nie podejrzewał o nadmierne oddawanie się plotkom. Ale tak właściwie to w ogóle nie podejrzewał go o zbyt wiele.
Posłał mężczyźnie przyjazny, choć z uwagi na to, co działo się za jego plecami, pewnie osobliwie wyglądający uśmieszek. Nie chciał, by Sebastian odebrał ich tak, jakby przyszli tu albo go aresztować, albo szantażować, albo zamordować, a cała sytuacja trochę przybierała taki obrót.
- Co słychać? Mam nadzieję, że nie jesteś zarzucony pracą – zagaił, podchodząc do biurka. – Przyniosłem ci coś do picia. Nic tak z rana nie działa na człowieka jak gorący napój – wyjaśnił, stawiając karton z czterema kubkami na biurku. Trochę bez pytania o to, czy właściwie może, usiadł naprzeciwko, jak petent i postawił na swoich kolanach plecak, który przyniósł ze sobą. – Znaleźliśmy wczoraj coś podejrzanego. Istnieje szansa, że mógłbyś nam pomóc w odkryciu… eee… - zamyślił się na chwilę, szukając w głowie właściwych słów, które nakreśliłyby istotę problemu Sebastianowi, ale jednocześnie nie sprawiły by musiał od razu zostać wtajemniczony w całą historię. – W odkryciu co to właściwie jest – zakończył dość nieskładnie. – To jak, masz chwilę? I częstuj się – wskazał podbródkiem na napoje, które przyniósł. – Dwa z nich są dla ciebie. Jeden dla Brenny. I jeden dla mnie.